Ustawa o ochronie przyrody: Gminy nie chcą wycinki drzew. Boją się katastrofy

• Trwają konsultacje nad projektem Ministerstwa Środowiska o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz niektórych innych ustaw.
• Teoretycznie zaproponowane zmiany w ustawie mają dać większą kontrolę gminom nad zadrzewieniem. W praktyce może to prowadzić do sytuacji braku ograniczeń w kwestii usuwania drzew.
• Projekt budzi wątpliwości organizacji ekologicznych oraz niektórych samorządów.
Ustawa o ochronie przyrody: Gminy nie chcą wycinki drzew. Boją się katastrofy
Samorządy będą mogły nie wprowadzać żadnego wymogu uzyskiwania pozwoleń na wycinkę (fot. WikiCommons)

Zaproponowany przez Ministerstwo Środowiska projekt o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz niektórych innych ustaw prowadzi do poważnych zmian w kwestiach dotyczących przyrody.

Jedna z najbardziej znaczących zmian w projekcie zakłada, że gminy same będą decydować o tym, czy pozwolenie na wycinkę drzew i krzewów w ogóle jest potrzebne. Do tej pory chcąc dokonać wycinki z działki czy terenów inwestycyjnych wymogiem koniecznym było uzyskanie zgody wójta, burmistrza albo prezydenta miasta. Jeśli natomiast samorządy będą samodzielnie decydować o pozwoleniach, będą mogły równie dobrze nie wprowadzać żadnego wymogu uzyskiwania pozwoleń. A to otworzy furtkę do procederu bezkarnego i często niepotrzebnego wycinania drzew.

Czy urzędnikom zależy na drzewach?

– Ten projekt to dramatyczny pomysł. Jeśli te zmiany wejdą w życie, wszystko będzie zależało od urzędów – mówi Jacek Brożek, prezes organizacji ekologicznej Klub Gaja. – Jeśli urzędnik kocha i szanuje drzewa, to się zastanowi kilka razy. Ale większość urzędników ich nie szanuje, co widać po ostatnich działaniach w wielu gminach. Według urzędów, nagle większość drzew zaczęła nam zagrażać, stają się niebezpieczne i prowadzi się masowe wycinki – dodaje.

Czarny scenariusz ustawy to masowe i zupełnie niepotrzebne wycinki drzew (fot. Andrzej Szkodzin/Flickr)
Czarny scenariusz ustawy to masowe i zupełnie niepotrzebne wycinki drzew (fot. Andrzej Szkodzin/Flickr)

Obecnie zasady wycinki drzew i krzewów są narzucone odgórnie. Uzyskanie pozwolenia jest obowiązkowe, a wysokość opłat wynika z rozporządzenia ministra. Teraz resort środowiska zmianami w ustawie chce dać gminom większą kontrolę nad zadrzewieniem na swoim terenie. Choć gminy będą miały wolną rękę, pomysł zmian w ustawie wcale nie budzi zachwytów wśród urzędników.

– Ustawa o ochronie przyrody nie jest doskonała i wymaga pewnych zmian, ale uważam, że te zaproponowane w projekcie są zbyt śmiałe – mówi Roman Kupka, zastępca naczelnika Wydziału Kształtowania Środowiska UM w Katowicach. Jego zdaniem, takich transformacji nie powinno się wprowadzać w tak krótkim czasie i na tak dużą skalę, ponieważ wymagają one zmian w sposobie myślenia na temat kwestii związanych z ochroną przyrody.

Jak dodaje, sprawy związane z wycinką powinny wynikać z prawa ogólnego. – To tak, jakby teraz każda gmina miała pisać własną ustawę. Przykładowo – mogą panować inne prawa w Katowicach, a inne w Sosnowcu, mimo, że miasta leżą obok siebie – zaznacza wicenaczelnik.

Potrzebna jest odpowiednia wiedza

Projekt resortu środowiska zakłada również większe uprawnienia dla rad gminnych, które będą mogły decydować o pozwoleniach na wycinkę martwych bądź obumierających drzew z obszarów stanowiących pomnik przyrody i dosadzaniu w ich miejscu nowych.

– Która rada gminy zajmuje się tą tematyką i ma odpowiednie kompetencje? – pyta Jacek Brożek. – To wymaga wiedzy o drzewach, wycinkę też trzeba umieć przeprowadzić. Gminy zlecają to ludziom z piłami i kosiarkami. Ci ludzie usuwają cenne rośliny, a zostawiają szkodliwe, jak rdestowiec, który wypiera inne rośliny. Do kwestii związanych z zadrzewieniem potrzebny jest dendrolog, a nie ludzie bez wiedzy i doświadczenia – zaznacza.

Projekt resortu środowiska jest obecnie na etapie konsultacji. Jeżeli wejdzie w życie, gminy będą miały wolną rękę w kwestii wycinania drzew. Czy dobrze wykorzystają ten przywilej? Jacek Brożek nie ma w tej kwestii wątpliwości. – U nas drzewa na ogół źle się traktuje. Pomysł zmian w ustawie dodatkowo sprawia, że boję się o przyszłość – wzdycha prezes Klubu Gaja.

 


KOMENTARZE (10)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do Widzący: to nie alkohol. Może bełkocę, gdyż w moim moczu jest glifosat a orientację tracę z pszczołami moimi, skoro na własne pole Suweren lać może co chce.

były radny i sekretarzPZP, 2016-07-28 15:42:43 odpowiedz

Do były radny i sekretarzPZP: Misiu, nie pij tyle!

Widzący, 2016-07-28 08:38:01 odpowiedz

Pod koniec XX wieku uczestniczyłem w pewnym seminarium na którym odczyty wygłaszali między innymi duńscy urzędnicy samorządowi z zakresu zagadnień ochrony środowiska. Ktoś z polskich uczestników zadał im poprzez tłumacza pytanie: jak wysokie są kary w Danii za wycięcie bez zezwolenia swojego drzewa ...na swoim gruncie... Nastąpiła zabawna konsternacja z udziałem tłumacza bowiem duńscy specjaliści nie mogli zrozumieć istoty pytania i dopiero po pewnej chwili stwierdzili, że w Danii istnieje wolność posiadacza do dysponowania swoją własnością o ile nie narusza praw innych podmiotów. Dodali, że w Danii nie istniała i nie istnieje „instytucja” zezwoleń i opłat za wycięcie swojego drzewa na własnym gruncie i widocznie proces odchodzenia od rozwiązań ustrojowych totalitarnego systemu jeszcze w Polsce trwa... I sądząc po niektórych wypowiedziach – proces ten trwa i trwa... rozwiń

Komitet Obrony Drzew , 2016-07-28 08:12:31 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE