Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, elektrownie wiatrowe: wątpliwości posłów

Większość sejmowych klubów zgłosiła zastrzeżenia do projektu ograniczającego lokalizację elektrowni wiatrowych.
Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, elektrownie wiatrowe: wątpliwości posłów
Jak zwykle dyskusja o elektrowniach wiatrowych wywołuje wiele emocji - fot. Morguefile.com

W Sejmie odbyło się drugie czytanie komisyjnego projektu noweli ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz ustawy - Prawo budowlane. Zakłada ona, że farmy wiatrowe o mocy powyżej 40 kW mają być stawiane na podstawie planu miejscowego, a nie decyzji o warunkach zabudowy.

Sprawozdawca sejmowych komisji infrastruktury i samorządu terytorialnego Tadeusz Jarmuziewicz (PO) zwrócił uwagę na problem braku konsultacji społecznych w przypadku inwestycji dotyczących wiatraków.

Wiatraki uciążliwe dla mieszkańców

Są one - jak podkreślił - wyjątkowo uciążliwe dla osób, które mieszkają w ich pobliżu. Komisyjny projekt - jak mówił Jarmuziewicz - ma to rozwiązać. Chodzi o wpisanie "na sztywno" takich przedsięwzięć (powyżej 40 kW) do planu zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu w danym miejscu, z uwzględnieniem strefy oddziaływania, będzie można lokować taką inwestycję - wyjaśnił.

Jak mówił, w planie zagospodarowania przestrzennego nie będzie obowiązku lokowania mikroinstalacji.

"W trakcie prac połączonych komisji pojawiły się dwa rozwiązania, które uzupełniły pierwotnie przedłożony projekt" - podkreślił. Nowe przepisy mają obowiązywać dopiero w 2017 r., a rozpoczęte procedury dotyczące wydania warunków zabudowy mają obowiązywać przez trzy lata - tłumaczył Jarmuziewicz.

Sprawozdawca komisji zastrzegł, że projekt nie jest kompleksowy. "Nie załatwia wszystkich spraw związanych z wiatrakami. Ustawa jest selektywna" - zaznaczył.

Lucjan Marek Pietrzczyk (PO) powiedział, że klub PO generalnie jest za przyjęciem projektu. Zgłosił jednak dwie poprawki.

"Pierwsza dotyczy przedłużenia terminu o występowanie o decyzję o warunkach zabudowy dla małych instalacji o jeden rok, czyli do końca 2017 roku. Druga poprawka przyspiesza możliwość równoległego procedowania i przyjmowania studium uwarunkowań i kierunku zagospodarowania i planu zagospodarowania przestrzennego, co w sumie pozwoli przyspieszyć procesy inwestycyjne" - zaznaczył.

Elektrownie na terenach wójtów?

Słów krytyki wobec projektu nie szczędziła Anna Paluch (PiS). Jak mówiła, ok. 1/3 elektrowni wiatrowych jest zlokalizowanych na gruntach wójtów, burmistrzów, radych i innych osób mających decydujący wpływ na samorządy gminne.

"To jest istna dżungla patologii" - podkreśliła. Paluch oceniła, że rozwiązania zawarte w projekcie to "psucie przepisów ustawy o planowaniu przestrzennym". "Mój klub będzie głosował przeciwko tej ustawie" - podkreśliła.

Józef Racki (PSL) poinformował, że jego klub podejmie decyzje ws. głosowania nad projektem po rozpatrzeniu poprawek, autorstwa PSL.

"Wniosek do samorządu gminy dotyczący uwzględnienia w projekcie studium lokalizacji instalacji odnawialnych źródeł energii, powinien zawierać podstawowe informacje dotyczące funkcji i wielkości planowanej inwestycji, planowany rodzaj i moc instalacji" - podkreślił zgłaszając poprawkę.

Również Zbyszek Zaborowski (SLD) uzależnił poparcie projektu od rozpatrzenia poprawek, zarówno autorstwa SLD, jak i zgłoszonych przez PSL.

"Mój klub ma wątpliwości, czy ustalona granica - 40 kW - jest właściwą, ponieważ obejmuje wyłącznie mikroinstalacje. Obawiamy się, że ustalenie takiej granicy spowoduje spowolnienie rozwoju odnawialnych źródeł energii. Tu nie chodzi przede wszystkim o farmy wiatrowe, a o małe instalacje, które produkują niewielkie ilości energii elektrycznej z różnych źródeł. Walcząc z wielkimi wiatrakami przy okazji - obawiam się - że wylejemy dziecko z kąpielą" - ocenił.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

PARTNER SERWISU