Warszawska opera odpiera zarzuty urzędu marszałkowskiego

Ignorancję, nieznajomość specyfiki teatru operowego i mówienie nieprawdy - zarzuca Warszawska Opera Kameralna finansującemu ją urzędowi marszałkowskiemu. Placówka zareagowała w ten sposób na oskarżenia o poważne nieprawidłowości finansowe.
Warszawska opera odpiera zarzuty urzędu marszałkowskiego

Warszawska Opera Kameralna toczy spór z urzędem marszałkowskim od marca. Urzędnicy obcięli wtedy budżet instytucji o jedną czwartą.

W następstwie tej redukcji opera planowała odwołanie Festiwalu Mozartowskiego, ostatecznie w budżecie opery dokonano przesunięć, dzięki którym placówka będzie miała fundusze na organizację swojej najważniejszej imprezy, ale od nowego sezonu pozostanie bez pieniędzy.

Urząd poinformował w środę o poważnych nieprawidłowościach finansowych w Warszawskiej Operze Kameralnej oraz o decyzji zarządu województwa mazowieckiego, który postanowił wszcząć procedurę odwołania szefa placówki Stefana Sutkowskiego z powodu naruszenia podstawowych obowiązków. Oznacza to także nieprzyjęcie przez zarząd rezygnacji dyrektora, złożonej pod koniec kwietnia.

W piątek dyrekcja opery w przekazanym komunikacie odniosła się do doniesień o niezgodnościach w swoim budżecie, stwierdzonych przez urzędników.

Podstawowe nieprawidłowości - jak podkreślił urząd - dotyczą kosztów zatrudnienia. Kontrola wykazała, że 70 proc. dotacji było przeznaczone na wynagrodzenia pracowników, a tylko 30 proc. na działalność instytucji. Urzędnicy zwrócili też uwagę, że w Warszawskiej Operze Kameralnej zatrudnione jest ponad 320 osób, a widownia teatru mieści najwyżej 150 osób.

W odpowiedzi dyrekcja WOK zaznaczyła, że urząd kontrolował strukturę zatrudnienia w operze od wielu lat i nigdy wcześniej nie stwierdził przerostu zatrudnienia.

Kontrolerzy zwrócili też uwagę, że w ubiegłym roku ponad 230 pracowników artystycznych nie uczestniczyło w próbach, przedstawieniach i koncertach przez okres od jednego do dwunastu miesięcy.

Mimo nieobecności wypłacono im jednak wynagrodzenie za ten czas w łącznej kwocie prawie 3 mln zł.

Dyrekcja teatru wyjaśniła:

"Artysta świadczy pracę na rzecz opery nie tylko w trakcie prób odbywających się w siedzibie teatru (...), zobowiązany jest do ciągłego utrzymywania na odpowiednim poziomie swojego warsztatu pracy. Fakt ten jest dla osób nie znających specyfiki zawodów artystycznych trudny do zrozumienia i wzbudzający nieuzasadnione podejrzenia o nieróbstwo".

O całkowitej ignorancji i nieznajomości specyfiki teatru operowego świadczy - zdaniem kierownictwa Warszawskiej Opery Kameralnej - podkreślanie przez urzędników, że placówka ma dotację najwyższą spośród mazowieckich instytucji kultury.

"W operze oprócz aktorów-śpiewaków występuje również chór i orkiestra, a czasem również balet, co powoduje potrojenie kosztów w stosunku do teatru dramatycznego".

Duże wątpliwości kontrolerów wzbudziła też działalność impresaryjna opery. Koncerty i przedstawienia wyjazdowe są organizowane i rozliczane przez Fundację Pro Musica Camerata, w skład jej zarządu wchodzą zastępca dyrektora naczelnego i artystycznego opery oraz kierownik działu wyjazdów opery.

Dochody z wyjazdów trafiały do fundacji, a pracownicy - według urzędu - otrzymywali normalne pensje z dotacji.

Dyrekcja opery twierdzi, że przekazane prasie informacje o impresariacie zostały zniekształcone i przekłamane.

"Przychody Fundacji Pro Musica Camerata, otrzymywane z tytułu organizowania wyjazdów zagranicznych Warszawskiej Opery Kameralnej, przeznaczane były na wypłatę honorariów artystycznych za występy oraz na pokrycie kosztów wyjazdów" - czytamy w komunikacie WOK.

Jak wyjaśniono, artyści "wyjeżdżali jako pracownicy Warszawskiej Opery Kameralnej, a nie jako prywatne osoby, reprezentując i promując kulturę polską, dlatego za okres wyjazdu otrzymywali normalną pensję wynikającą z umowy o pracę" z operą.

Podczas kontroli okazało się też, że od 18 do 60 proc. biletów na spektakle WOK jest rozdawanych za darmo. Ten zarzut - według dyrekcji - "jest kuriozalny w przypadku teatru operowego".

"Na nasze przedstawienia zapraszamy w większości te same osoby (krytyków i przedstawicieli władz), które są zapraszane np. przez Teatr Wielki-Operę Narodową, ale z racji wielkości naszej sali procentowy wskaźnik tych darmowych zaproszeń siłą rzeczy w naszym teatrze musi być znacznie wyższy" - tłumaczono.

W zeszłym tygodniu artyści WOK zwrócili się z prośbą o przejęcie opieki nad operą do ministra kultury i przyznanie jej statusu narodowej instytucji kultury. Pod petycją w tej sprawie podpisało się ponad 20 tys. osób.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE