Zamówienia publiczne po nowemu

Ustawodawca, nowelizując ustawę, zmierzać powinien do poprawy obowiązujących przepisów. Powinien, zwykle nawet zmierza, tyle że nie zawsze osiąga cel.
Zamówienia publiczne po nowemu

Przewodniczący sejmowej podkomisji do spraw zmian w Prawie zamówień publicznych Adam Szejnfeld uważa, że trzeba je napisać od nowa. Nie on jeden zresztą. Życie jednak nie czeka: nim stosowna ustawa ujrzy światło dzienne, odbędzie się jeszcze z tysiąc przetargów. I wszystkie zostaną przeprowadzone wedle dziś obowiązującego prawa. Czekając na nowe, trzeba więc poprawiać stare. Przynajmniej do czasu...

Podwykonawcy górą

Najważniejsza nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych obowiązuje od 24 grudnia zeszłego roku. Jest szczególnie ważna dla podwykonawców. Gwarantuje im bowiem terminowe uiszczanie należności za wykonaną robotę. Jeśli zatem umowa przewiduje, że wykonawca otrzyma zapłatę w ratach, będą mu one wypłacane tylko wtedy, gdy przedstawi dowody, iż na bieżąco rozlicza się z podwykonawcami. Jeżeli całe wynagrodzenie ma być wypłacone dopiero po zakończeniu robót, to przewidziane w umowie zaliczki wykonawca będzie mógł otrzymywać także dopiero po udokumentowaniu rozliczeń z podwykonawcami. Jeśli natomiast wykonawca nie przedstawi zamawiającemu stosownych faktur, zapłaty po prostu nie otrzyma.

To, choćby w świetle niedawnych dramatów, które rozegrały się na rynku budowlanym, bardzo dobre wiadomości. Problem w tym, że dalej jest już znacznie gorzej.

Czytaj też:  Ustawa o zamówieniach publicznych ciągle niedoskonała

Suchej nitki na znowelizowanej ustawie nie pozostawiają samorządowcy. Czy w myśl poprawionych przepisów - pytają - powinni zmienić się w detektywów śledzących nierzetelnych wykonawców? Przy czym, ich zdaniem, problem tkwi nie tylko w ustawie dotyczącej zamówień publicznych, ale również, a może nawet przede wszystkim, w ograniczeniach utrudniających skuteczne stosowania prawa oraz jego egzekucję. W noweli, zamiast o jakości, na której wszystkim zależy, wciąż mówi się tylko o najniższej cenie. Pozostaje ona w dalszym ciągu jedynym kryterium, którym należy się kierować przy wyborze oferty. Zatem w dalszym ciągu najpewniej będzie tak, jak było: mówisz - zamówienia publiczne, myślisz - Covec, Chińczycy, niska cena, fala bankructw.

Jak zatem wyeliminować niebezpieczeństwo stworzenia kolejnego bubla prawnego, które przecież całkiem realnie pojawi się przy okazji pisania tej nowej ustawy, o której mówi poseł Szejnfeld? Odpowiedź wydaje się prosta, choć w istocie rzecz wcale prosta nie jest: trzeba zacząć od stworzenia i zastosowania w praktyce gospodarczej katalogu jednolitych i powszechnie obowiązujących standardów wykonania zamówienia. Pocieszmy się tym, że nie tylko Polska boryka się z problemem presji najniższej ceny w przetargach.

Cały artykuł czytaj tutaj. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

PARTNER SERWISU