Zmiana ustawy o NIK

  • Przegląd prasy/polityka.pl
  • 08-03-2012
  • drukuj
Kontrowersyjne zapisy nowej ustawy o NIK zamierzają zmienić posłowie z sejmowej komisji do spraw kontroli państwowej.
Kontrolerzy NIK nie poznają zapisu DNA, informacji na temat poglądów politycznych, czy preferencji seksualnych obywateli. Posłowie, rzecznik praw obywatelskich, a nawet sam prezes izby są zgodni: NIK nie potrzebuje takich uprawnień.

Posłowie chcą się tym zająć na jednym z majowych posiedzeń, jeszcze zanim przepisy uchwalonej już – ale oczekującej na wejście w życie – nowelizacji ustawy zaczną działać.

– Czekamy jeszcze na analizy prawne, które na naszą prośbę przygotowuje Biuro Analiz Sejmowych i Kancelaria Premiera oraz pisemne stanowisko NIK w tej sprawie – mówi przewodniczący komisji Arkadiusz Czartoryski (PiS).

To drugie powinno być formalnością, bo NIK przyznaje, że tak szerokie uprawnienia, jakie na dziś daje ustawa, nie są potrzebne jej kontrolerom.

Sprawę wątpliwych konstytucyjnie zapisów w ustawie o NIK nagłośniła „Polityka”. W styczniu napisała, że mające wejść w życie 2 czerwca przepisy znowelizowanej ustawy o NIK dają jej kontrolerom uprawnienia, których nie posiada żadna służba specjalna w Polsce. Mogliby m.in. zbierać i gromadzić informacje na temat pochodzenia rasowego, preferencji seksualnych, poglądów politycznych, wyznania, DNA, nałogów oraz stanu zdrowia. Co więcej, nowelizacja – przygotowywana pod wodzą ówczesnego posła PO i byłego prezesa NIK Mirosława Sekuły – poszerzyłaby także dostęp do kilkudziesięciu tajemnic chronionych prawem. Choć zmiany skrytykował m.in. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, posłowie gładko je przegłosowali (za były kluby PO, PSL i SLD).

Po tekście „Polityki”, posłowie z komisji do spraw kontroli państwowej poprosili o wyjaśnienia prezesa Izby Jacka Jezierskiego, który stwierdził, że… tak szerokie uprawnienia nie są NIK potrzebne. – Do tego, żeby przeprowadzać kontrole i wywiązywać się z naszych obowiązków potrzebujemy dostępu do danych jedynie o stanie zdrowia. Wyłącznie do zbadania finansowania konkretnych procedur medycznych lub np. długości oczekiwania na operację oraz danych o skazaniach i mandatach, kiedy będziemy badali np. poziom powrotu do przestępstwa, czyli, krótko mówiąc, efektywność działania zakładów karnych czy zakładów poprawczych, a także ściągalność mandatów - zapewniał prezes Jezierski.

– Do naszych akt natomiast nie wprowadzamy żadnych danych identyfikacyjnych, wrażliwych i personalnych. W związku z tym – w żaden sposób ich dalej nie przetwarzamy.

Więcej na ten temat tutaj. Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

PARTNER SERWISU