Petroff-Skiba: Dopiero trzeci budżet obywatelski jest dobry

- Pierwszy budżet partycypacyjny spodobał się warszawiakom; oczekują, że będą kolejne edycje - ocenia Anna Petroff-Skiba, naczelnik Wydziału Konsultacji Społecznych i Partycypacji w Centrum Komunikacji Społecznej ratusza, które odpowiada za jego realizację.
Petroff-Skiba: Dopiero trzeci budżet obywatelski jest dobry

W ramach pierwszego budżetu partycypacyjnego Warszawy mieszkańcy mogli współdecydować o przeznaczeniu ponad 26,2 mln zł, co stanowi ok. 0,18 proc. zaplanowanych na ten rok wszystkich wydatków miasta. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała, że wybrane w głosowaniu projekty inwestycji staną się pozycjami budżetów dzielnic i zostaną zrealizowane w 2015 r. Warszawiacy zgłosili łącznie ok. 2200 pomysłów, z czego wcielonych w życie ma być 336.

Jak ocenia pani pierwszy obywatelski budżet w stolicy?

A. Petroff-Skiba: Sądzę, że się udał, chociaż zawsze może być lepiej. To jest bardzo trudne przedsięwzięcie, bo my nie mamy jednego procesu, tylko mamy ich 18 - tyle, ile warszawskich dzielnic. W tym kontekście i biorąc też pod uwagę różne etapy tego, jak to się działo, jak mieszkańcy reagowali, to możemy być zadowoleni. Myślę, że budżet spodobał się warszawiakom. To jest proces - eksperci, którzy zajmują się budżetem partycypacyjnym twierdzą, że dopiero trzeci budżet partycypacyjny jest naprawdę dobry.

Czy udał się w tym przypadku dialog urzędników z mieszkańcami?

Sukcesem budżetu jest to, że włączyło się w niego wiele osób, zarówno urzędników jak i mieszkańców. Każda z tych grup zrozumiała, że w tej drugiej "też są ludzie", którzy mają dobre intencje. Mieliśmy dużo głosów od mieszkańców, którzy byli niekiedy zdziwieni, że urzędnicy są pomocni, że wspierają, że można z nimi rozmawiać. Było dużo zrozumienia z obydwu stron, to była wartość dodana całego procesu.

Czytaj też:  Dla wielu samorządowców budżet partycypacyjny jest zbyt skomplikowany

Ciekawą grupą w tym procesie są radni - oni mieli takie obawy, że np. będą zgłaszane głupie projekty i że one będą musiały być głosowane. Niektórzy z nich uważali, że budżet partycypacyjny to odbieranie im kompetencji, że to oni zostali wybrani po to, żeby rozmawiać z mieszkańcami, i tę wolę mieszkańców prezentować, ale byli też tacy, którzy niezwykle się angażowali.

Czytaj: Partycypacja społeczna. Czy to tylko referenda i budżet obywatelski?

Od początku staraliśmy się radnych informować i włączać w cały proces. Niektórzy byli trochę oporni. Chyba udało się przełamać lęk części z nich, ale mam wrażenie, że radni cały czas są taką grupą nie do końca przekonaną i też nie do końca świadomą tego, jakim potencjałem jest budżet partycypacyjny. Muszę jednak zaznaczyć, że byli też radni, którzy włączali się na każdym etapie, niekiedy walczyli wytrwale o jakieś projekty, które zgłosili mieszkańcy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.