Dodatkowe pieniądze w metropoliach poprawią komunikację publiczną? Są wątpliwości

* Udział w podatku PIT może sprawić, że w metropoliach potanieją bilety.
* Razem z milionami złotych samorządy mogą jednak dostać spory kłopot.
* Bo jak połączyć już istniejące, różniące się systemy komunikacyjne?
Dodatkowe pieniądze w metropoliach poprawią komunikację publiczną? Są wątpliwości
KZK GOP obsługuje dziś 12 z 14 gmin Górnośląskiego Związku Metropolitalnego. (Fot): mat. pras. KZK GOP

Jak pisaliśmy kilka dni temu samorządowcy ze Śląska i Zagłębia czekają na spotkanie z przedstawicielami ministerstwa spraw wewnętrznych. Liczą, że przy tej okazji dowiedzą się, czy, a jeśli tak, to kiedy rząd wyda rozporządzenia wykonawcze do przyjętej w ubiegłym roku przez parlament ustawy metropolitalnej. Jej wejście w życie ma usprawnić działanie komunikacji publicznej na terenie gmin, które wejdą w skład przyszłej metropolii. Czy jednak faktycznie tak się stanie?

Dwanaście z 14 gmin zrzeszonych w Górnośląskim Związku Metropolitalnym przekazało organizację transportu publicznego do Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP, natomiast dwie (Jaworzno i Tychy) czyni to na własną rękę.

W efekcie w obrębie GZM funkcjonują trzy odrębne taryfy biletowe i różne rozwiązania technologiczne (Jaworzno ma od lat własną kartę miejską, na obszarze KZK GOP od listopada funkcjonuje Śląska Karta Usług Publicznych). Różnice można zauważyć nawet na poziomie obsługującego linie taboru. W Jaworznie średni wiek autobusów to niespełna 8 lat, podobnie wygląda to na liniach obsługiwanych przez KZK GOP, natomiast najmłodszy tabor mają do dyspozycji pasażerowie w Tychach - tam autobusy liczą sobie niespełna 5 lat, trolejbusy są jeszcze młodsze (średnio mają niecałe 4 lata).

Wydawać by się mogło, że argumentem na rzecz integracji transportu będą pieniądze. W ślad za powstaniem metropolii ma bowiem pójść pozostawienie do dyspozycji związku metropolitalnego 5 procent podatku PIT płaconego przez mieszkańców zamieszkujących teren metropolii. Wedle wstępnych szacunków w warunkach Śląska i Zagłębia oznaczałoby to zastrzyk finansowy na poziomie ok. 200 mln złotych. Z wypowiedzi twórców ustawy wynika, że w znacznej mierze miałyby one zostać przeznaczone na komunikację publiczną.

Dla porównania: w ubiegłym roku gminy zrzeszone w KZK GOP miały dopłacić do transportu publicznego ponad 380 mln zł (wpływy z biletów miały wynieść nieco ponad 261 mln zł), Tychy 28,1 mln zł, zaś Jaworzno ponad 17 mln zł.

Tyle, że zdaniem Pawła Silberta, prezydenta Jaworzna, wizja otrzymania dodatkowych pieniędzy przesłania samorządowcom kłopoty, jakie czekają gminy na etapie wdrożenia w życie ustawy metropolitalnej. Jaworznu po latach budowania własnego systemu komunikacyjnego nie uśmiecha się wchodzić do KZK GOP (jeśli ten miałby się zająć koordynacją transportu miejskiego w przyszłej metropolii Silesia) i dopasowywać do obowiązujących w nich taryf i rozwiązań.

- To byłby dla nas krok wstecz – mówi Silbert. Przekonuje, że lepszy byłby taki modelu integracji, który pozostawia pewne odrębności, ale zarazem wprowadza wspólne rozliczanie przepływów pieniędzy między organizatorami.

O kłopotach związanych z wdrożenie w życie ustawy i złudnej magii dodatkowych pieniędzy dla metropolii mówi również prof. Robert Tomanek z Katedry Transportu Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

- Już na starcie trzeba będzie rozwiązać dwa problemy: po pierwsze kwestia taryf, bo taryfa w tak dużym obszarze nie może być prostym narzuceniem jednolitych stawek cenowych, a drugi problem to finansowanie, gdyż na poszczególnych fragmentach aglomeracji mamy różne systemy finansowania transportu zbiorowego – stwierdza prof. Tomanek.

- Poza tym jeżeli te pieniądze przeznaczymy na transport zbiorowy, to po roku w ogóle nie będziemy widzieć, że te pieniądze wpłynęły i aglomeracja wcale się dzięki temu szybciej nie rozwinie – dodaje prezydent Jaworzna.

Z podobnego założenia najwyraźniej wychodzą samorządowcy w Trójmieście. Tam „premia” z podatku PIT z tytułu utworzenia metropolii miałaby wynieść ok. 176 mln złotych, przy czym – jak zaznacza Hubert Kołodziejski, przewodniczący zarządu Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej – nie zostanie ona skierowana przede wszystkim na komunikację lecz rozdzielona także na realizację zadań związanych z zagospodarowaniem przestrzennym i gospodarką wodno- ściekową.

- Niemniej jednak ile by nie wyniosła kwota przeznaczona na komunikację, to i tak będzie to kusząca perspektywa. Dzięki niej można będzie nie podnosić lub wręcz obniżyć ceny biletów, tak aby pobudzić popyt na usługi komunikacji miejskiej – mówi Kołodziejski.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU