Demografia i rynek pracy w woj. śląskim: Odpływ mieszkańców ze Śląska nie jest zaskoczeniem. 25 lat temu w górnictwie pracowało 400 tys. osób, teraz 100 tys.

  • Agnieszka Widera
  • 04-11-2015
  • drukuj
– Przykład Bytomia pokazuje, że historia ani tradycja nie wystarczą, trzeba być innowacyjnym i myśleć o tym, co będzie za lat 5, 10 lub 20 lat. Stawianie wyłącznie na jeden rodzaj przemysłu bywa złudne – mówi Piotr Litwa, wojewoda śląski.
Demografia i rynek pracy w woj. śląskim: Odpływ mieszkańców ze Śląska nie jest zaskoczeniem. 25 lat temu w górnictwie pracowało 400 tys. osób, teraz 100 tys.
Piotr Litwa był gościem konferencji Silesia HR Trends 2015 w Katowicach (fot.PTWP)

Jednym z założeń dokumentu „Program dla Śląska 2.0”, jeśli chodzi o rynek pracy w regionie, jest dalsze wspieranie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Ta formuła jeszcze się nie wyczerpała?

Piotr Litwa, wojewoda śląski: – KSSE się sprawdziła i uważamy, że jej formuła jeszcze się nie wyczerpała. Przez kilkanaście lat stworzono dodatkowych, alternatywnych 55 tys. miejsc pracy, w oparciu o wielu przedsiębiorców, z różnych stron świata i o bardzo różnym profilu.

Wprawdzie ponad 50 proc. tych przedsiębiorców to przedstawiciele branży automotive, ale nie tylko. Niedawno miałam okazję brać udział w otwarciu zakładu irlandzkiej firmy, która produkuje opakowania do fast foodów. Jej dyrekcja postawiła na lokalizację w Gliwicach, by mieć dostęp do rynków zbytu tak w Europie Środkowo-Wschodniej i być może docelowo w kierunku Rosji.

Przewagą konkurencyjną naszego regionu jest bowiem położenie geograficzne oraz infrastruktura, która była zawsze była tu dobrze rozwinięta (dzięki przemysłowi tradycyjnemu), a później modernizowana. Efekt – stale przychodzą przedsiębiorcy, którzy mogą dać alternatywne miejsca pracy.

Przeciwnicy specjalnych stref wyliczają z ich minusy: że miejsca pracy, jakie generują strefy, są bardzo niepewne, że trzeba zachęcać pracodawców, trzeba dawać im ulgi, a jak ulgi się zabiera, to zwijają interes i przenoszą się gdzie indziej…

– Nie zgadzam się z tymi opiniami. W gospodarce globalnej mobilność firmy jest czymś normalnym. Problem polega na tym, że trzeba stworzyć takie warunki, żeby tej czy innej firmie opłacało się być u nas.

Ale są też firmy mniej mobilne, którym parają się np. wydobyciem surowców naturalnych, którym też zapewnia się dogodne warunki. Popatrzmy na politykę USA – dlaczego u niech rozwinęła się eksploatacja tzw. gazu łupkowego? Dlatego, że małe i średnie firmy wiertnicze i badawcze, które działały na tym rynku, opracowały nowe technologie. Ale przecież nie od razu. Jednak mogły spokojnie opracowywać technologie nawet przez kilkanaście lat i umieć się utrzymać na rynku, ponieważ państwo prowadziło wobec tych firm preferencyjną politykę fiskalną. Państwo otrzymywało niższe podatki, stawiając na przyszłość pod tytułem baza energetyczna. I dziś są potentatem światowym.

Oczywiście opakowania do fast foodów to nie gaz łupkowy, ale chodzi o to, że ulgi podatkowe to nic dziwnego na świecie.

Byłby więc pan spokojny o rynek pracy w regionie gdyby z dnia na dzień przemysł tradycyjny się załamał i nie dawał już tak wielu miejsc pracy?

– Oczywiście byłby to problem, ale robimy wszystko, by problem ten załagodzić.

Restrukturyzacja przemysłu hutniczego i górniczego trwa wiele lat. W górnictwie mamy zatrudnionych 100 tys. osób, jest wiele firm usługowych, które świadczą usługi na rzecz tego przemysłu. Ale 25 temu zatrudnienie w tej branży wynosiło 400 tys. osób, czyli zmniejszyliśmy zagrożenie 4-krotnie – tak na to popatrzmy.

Rynek pracy na Śląsku staje się bardzo zróżnicowany. Dawnej rządziła monokultura przemysłowa, dziś już mamy przewagę firm małych i średnich, które świadczą usługi na rzecz nie tylko branż tradycyjnych, ale znacznie szerzej. Odbiorcami ich produktów są klienci nie z całego kraju czy Europy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE