ACTA to była szkoła internetowego prawa

Miesiące, które upłynęły od sprawy umowy ACTA, były czasem przyspieszonej edukacji zarówno politycznej, jak i dotyczącej precyzyjnych zagadnień wiążących się z internetem - ocenił w środę premier Donald Tusk na sesji otwierającej II Kongres Wolności w Internecie.
ACTA to była szkoła internetowego prawa

"Te miesiące, które minęły od ACTA, były też czasem przyspieszonej edukacji. Każdej władzy taka edukacja się przydaje" - powiedział Tusk.

Czytaj też: Kolejne resorty odpowiadają o ACTA

Tłumaczył, że była to z jednej strony edukacja polityczna. "Czyli świadomość, że nawet jak się jest dobrze przygotowanym, a mieliśmy prawo sądzić, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do debaty i dyskusji o wolności w internecie i przyszłości internetu, okazało się, że - jak często bywa - niektórzy byli od nas lepiej przygotowani" - mówił Tusk.

Ponadto - zdaniem premiera - była to także edukacja dotycząca stricte precyzyjnych zagadnień. Tusk ocenił przy tym, że niektóre osoby, także z jego pokolenia, były w kwestiach związanych z internetem po trosze "więźniami stereotypów".

"Powinniśmy, okazuje się, z o wiele większym skupieniem słuchać tych, którzy mają coś na temat, w tym przypadku internetu, do powiedzenia" - ocenił Tusk. Podkreślił, że nauczył się też tego, że "kiedy chce się budować definicje, opisy tak skomplikowanego fenomenu, takiego kosmosu, jakim jest przestrzeń wirtualna, jakim jest internet, to nie znajdzie się dobrej recepty, jeśli będzie się opierało na stereotypach i uproszczeniach".

Tusk ocenił, że w przypadku umowy ACTA "bardzo często padaliśmy ofiarami bardzo tradycyjnego, co nie musi znaczyć, że złego, ale w tym przypadku jednak bardzo tradycyjnego, archaicznego modelu pojmowania np. praw autorskich". Jego zdaniem, "rzeczywistość nas wyprzedzała nie dlatego, że wszyscy muszą być bezradni wobec dowolności zachowań w internecie, tylko dlatego, że internet spowodował, że wszystko rzeczywiście uległo zmianie".

"Ponieważ wszystko się zmieniło, musimy także zmienić punkt widzenia, nie po to, aby skapitulować przed nie zawsze uzasadnionymi roszczeniami do cudzej własności, ale po to, aby umieć zbudować bez porównania nowocześniejsze, elastyczniejsze, żywsze systemy, które będą umiały odpowiedzieć na różne, czasami sprzeczne, wyzwania" - przekonywał premier.

Międzynarodowa umowa handlowa o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi ACTA zawiera zapisy dotyczące ochrony własności intelektualnej, które - zdaniem jej krytyków - ograniczają swobodne funkcjonowanie internetu. Polska podpisała ACTA razem z 21 innymi krajami unijnymi 26 stycznia w Tokio. Treść umowy i brak konsultacji na temat jej projektu wywołały protesty internautów i ataki na strony internetowe urzędów państwowych.

Początkowo premier bronił decyzji o podpisaniu ACTA; mówił m.in., że "polski rząd nie wycofa swojego podpisu z żadnego dokumentu, dlatego że jakaś grupa tego żąda". Później zmienił zdanie i zapowiedział, że Polska nie ratyfikuje umowy w obecnym kształcie.

"Korona mi z głowy nie spadła i to ustępstwo (rezygnacja z ACTA - PAP) uważam za jedną z sensowniejszych rzeczy, jaką zrobiłem w kilkunastu ostatnich miesiącach - nawet jeśli straciłem trochę prestiżu i respektu" - powiedział szef rządu.

Jak dodał, młodzi ludzie mają determinację i przekonanie, że internet jest szczególnym testem na wrażliwość władzy - jeśli chodzi o wolność i niezależność użytkowników internetu.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.