Anna Streżyńska ujawnia, co dalej z dowodami osobistymi

Rozmawiamy z Anną Streżyńską, minister cyfryzacji w rządzie Beaty Szydło. Minister opowiada, m.in. dlaczego warto było porozumieć się z Antonim Macierewiczem i Mariuszem Błaszczakiem, co z projektem mDokumenty i nowymi dowodami osobistymi, SRP, Źródłem, ePUAP i innymi projektami i wdrożeniami ministerstwa.
Anna Streżyńska ujawnia, co dalej z dowodami osobistymi
- Jestem przyzwyczajona wygrywać. Nie ukrywam, że dużym sukcesem jest uzgodnienie strategii cyberbezpieczeństwa. Na szczęście wygrał zdrowy rozsądek - mówi Anna Streżyńska. (fot.:KPRM)

• - W lipcu tego roku będziemy mieć mobilną wersję dowodu osobistego, czyli przez komórkę. Pilotaż zacznie się w maju. Nowy dowód z warstwą elektroniczną, czyli z chipem, pojawi się w 2019 roku - mówi w rozmowie z Rafałem Kergerem minister cyfryzacji Anna Streżyńska.

• - Dla samorządów mamy coś specjalnego: aplikacje.gov.pl. Docelowo będzie to „sklep” z aplikacjami, z którego za darmo będą mogły korzystać również samorządy, bez potrzeby wydawania pieniędzy na drogie systemy do zarządzania dokumentacją – dodaje.

• W kompleksowej rozmowie minister cyfryzacji zdradza także, co dalej ze strategią cyberbezpieczeństwa, SRP, Źródłem i innymi systemami.

Gra pani w gry komputerowe, np. strategie?

Anna Streżyńska, minister cyfryzacji: - Nie. Ale kiedyś przy pl. Unii Lubelskiej w Warszawie było w piwnicy jednego z budynków miejsce, gdzie schodzili się ludzie lubiący grać w planszowe gry strategiczne. Grali figurkami. Ja się na tym nie znałam. Chodziłam tam oglądać jak tworzą scenariusze. Mieli mnóstwo postaci i ciągle tworzyli nowe. Gdy się tam przychodziło, nigdy nie było wiadomo, na co się trafi. To była dla mnie wyprawa po przygodę.

Zapytałem, bo moim zdaniem strategicznie dobrze rozgrywa pani sprawy cyfryzacji w rządzie. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że z jednej strony podbiera pani sprawy minister Błaszczak, z drugiej minister Macierewicz. Ale jak się temu wnikliwiej przyjrzeć…

- Jestem przyzwyczajona wygrywać. Nie ukrywam, że dużym sukcesem jest uzgodnienie strategii cyberbezpieczeństwa. Na szczęście wygrał zdrowy rozsądek. Czasami w takich sprawach trzeba potrząsnąć partnerami, postawić głośne weto, nawet ryzykując, że ktoś się obrazi. Na szczęście moi partnerzy w sprawie cyfrowego bezpieczeństwa się nie obrażają. I zrozumieli, że to zbyt poważna sprawa i trzeba iść na ustępstwa. Tym bardziej, że nikomu nic nie chcemy zabierać. Nie wtrącamy się np. w zagadnienia z zakresu cyberbezpieczeństwa, za które odpowiada MON. One mają inny charakter. To plac wojny. Z ABW mamy dobre relacje. MSWiA z kolei jest zainteresowane głównie udziałem policji w tej kwestii. Wszystko to uwzględniamy.

Oczywiście, dalej mogliśmy toczyć dyskusje i spory, kto jest królem puszczy, ale cyberprzestępcy nie czekają. Doskonale się integrują i nie tracą czasu. Postanowiliśmy więc się nie spierać i zaproponować takie rozwiązanie, które pozwoli stawić im czoła. Zostawiamy odpowiednie kompetencje odpowiedzialnym za nie organom. Każdy z resortów, który brał udział w tych negocjacjach finalnie jest więc zadowolony. A my pozostajemy koordynatorem. Do tego w trakcie tych prac moi partnerzy zrozumieli, że my w MC zajmujemy się administracją i światem cywilnym. Żaden z nich, czyli ani MON, ani ABW, ani MSWiA nie chce i nie ma przygotowania do zajmowania się incydentami w sieci skierowanymi wobec interesów obywateli: kradzieżami w sieci, zagrożeniami dotyczącymi dzieci, bezpieczeństwem systemu bankowego czy administracji. Więc o czym rozmawiać?

Czyli nie będzie tak, że wojsko będzie odpowiadało za cyberbezpieczeństwo np. w samorządach?

- Wojsko będzie odpowiadało za cyberbezpieczeństwo w swoim zakresie. Na pewno stworzenie doktryny bezpieczeństwa w sieci jest wyzwaniem dla wojska, MON i BBN, ale to nie ma nic wspólnego ze światem cywilnym. Według naszej strategii, w czasach pokoju to cywilne organy zarządzają podstawowymi dziedzinami państwa w zakresie cyberbezpieczeństwa. MON przejmuje kierowanie, gdyby zaczęła się wojna. To dość naturalny podział.

Kiedy realnie wejdzie w życie ta strategia?

- Zakończono jej konsultacje i teraz wchodzi w normalny tryb legislacyjny, czyli musi przejść przez wszystkie komitety Rady Ministrów. Na końcu cały rząd. Przypuszczam, że w ciągu miesiąca nasza Strategia powinna przez ten tryb przejść

Minister administracji i spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak oraz Anna Streżyńska mieli trudny wspólny start w rządzie. Dziś kohabitują lepiej. (fot.: MSWiA)
Minister administracji i spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak oraz Anna Streżyńska mieli trudny wspólny start w rządzie. Dziś kohabitują lepiej. (fot.: MSWiA)

A kiedy będzie nowy dowód?

- Planujemy, że ten z warstwą elektroniczną, czyli z chipem, pojawi się w 2019 roku. Żeby to się stało trzeba uruchomić cały proces. Wykonawca (PWPW) musi przygotować park maszynowy, trzeba zaprojektować dowód, kupić chipy, zaprogramować je, spersonalizować…

W lipcu tego roku będziemy natomiast mieć mobilną wersję dokumentu, czyli dowód osobisty przez komórkę. Pilotaż zacznie się w maju. Testy będziemy prowadzić w Ełku oraz Łodzi, oczywiście zapraszamy także inne miasta. Ruszamy od maja. Ponad 60 proc. obywateli już dziś pozytywnie ocenia perspektywę dostępu do dokumentów przez telefon i uwolnienie portfela.

Jedno drugiego nie wyklucza?

- Absolutnie. To rozwiązania, które nie stoją ze sobą w żadnej sprzeczności. One się wzajemnie uzupełniają. Mobilna wersja dokumentów będzie dla tych, którzy będą chcieli z tego korzystać, np. dla wygody. Chodzi o to, by dać obywatelom możliwość korzystania z dokumentów przy pomocy telefonu. Dowód z warstwą elektroniczną dostaną natomiast wszyscy. Stopniowo zastąpi on dowody, jakie dziś mamy w portfelach.

Chciałbym się więcej dowiedzieć o stronie gov.pl. W jej ramach jest wiele usług, które obecnie świadczą samorządy. Jak ocenia pani zintegrowanie tego systemu z innymi – z systemami samorządów w urzędach?

- Samorządy mają swoje elektroniczne usługi albo na stronach internetowych, albo korzystają z systemu ePUAP. Teraz już to w miarę dobrze działa. Tylko zwykle powiela to, co samorządy dostarczają w takich miejscach jak choćby Wrota Podlasia czy innych portalach tego typu. Trzeba przy tym pamiętać, że niewiele z tych usług należy do ministra cyfryzacji. My, nawet kiedy widzimy, że jakaś usługa jest źle przygotowana, nie możemy z nią nic zrobić. Nie mam możliwości ingerować w to władczo i powiedzieć, że trzeba to po prostu uprościć czy zmienić. Jako minister cyfryzacji mogę tylko rozmawiać z innymi, by zgodzili się na zmiany. Dopiero kiedy się zgodzą, a zmiany zostaną przeprowadzone formalnie, mogę przygotować nową wersję usługi cyfrowej. Samorządy mogę prosić, by to uwzględniły i rozpowszechniły. To działa na zasadach dobrowolności.

Niemniej samorządy sygnalizują, że w większości przypadków będą chciały, byśmy zajęli się centralnym produkowaniem usług. To kwestia pieniędzy. Samorządy ich nie mają.

Czyli stworzycie platformę, którą dacie samorządom za darmo, a one będą mogły ewentualnie skorzystać? Nie będzie obliga?

- Dla samorządów mamy coś specjalnego – jeden z naszych głównych projektów – aplikacje.gov.pl. Projekt przeszedł już pozytywnie weryfikację przed Komitetem Rady Ministrów ds. Cyfryzacji. W założeniu to „sklep” z aplikacjami, z którego za darmo będą mogły korzystać również samorządy, bez potrzeby wydawania pieniędzy na drogie systemy do zarządzania dokumentacją. Na dobry początek udostępniamy generator do oświadczeń majątkowych, które muszą składać praktycznie wszyscy urzędnicy, nominaci polityczni oraz osoby pełniące funkcje z wyboru.

Dla obywatela nie ma znaczenia czy korzysta z elektronicznej usługi na ePUAP, czy na portalu Wrota Mazowsza. Usługa wszędzie powinna wyglądać tak samo. Większość z nich jest przecież powtarzalna – co miesiąc płacimy za śmieci, co 10 lat zmieniamy dowód… Obywatel nie może być co pięć minut zaskakiwany. Nie powinno być tak, że w jednym mieście do wniosku musi dołączyć sześć dokumentów, a w innym nie potrzebuje żadnego. To musi być zestandaryzowane. Inaczej nikt z nas nie powie, że w kraju mamy sprawny system.

Obligo nie znaczy przy tym, że nie pytamy samorządów o zdanie. Samorządy współpracują z nami w ramach Linii Współpracy. Wszystko tam ustalamy na bieżąco. Łącznie z tym, w co się nie wtrącamy, a w czym powinniśmy pomóc. To współpraca na zasadach win-win. Dogadujemy się. Taka nasza rola żeby pomagać. Również samorządom.

Mam rozumieć, że ePUAP będzie częścią gov.pl?

- Na pewno nie w sensie wizualnym. Pod tym względem jest źle zrobiony. Jest nieczytelny i nieprzyjazny dla użytkowników. Docelowo ePUAP będzie pewnego rodzaju generatorem wniosków dla gov.pl. Dla użytkownika nie będzie widoczny. Portal gov.pl jest obecnie realizowany w części informacyjnej – BIP i informacje o bieżących wydarzeniach. Od końca roku będzie realizowany w części transakcyjnej, czyli tej, w której będzie można skorzystać z cyfrowych usług, jakie oferuje administracja. Wykorzystamy do tego portal obywatel.gov.pl – nie marnujemy, remontujemy i używamy w lepszej wersji.

Do tego czasu, bo nie chcemy czekać, prowadzimy na ePUAP „wykopki”. Szukamy usług, naprawiamy je i staramy się, by były dla ludzi przyjaźniejsze. Tak zrobiliśmy np. z elektronicznym wnioskiem o wydanie dowodu osobistego. Efekt? Ponad dziesięciokrotny wzrost zainteresowania ze strony obywateli. Ci ludzie oszczędzają dzięki temu czas! Poprawiliśmy go, a po tej operacji umieściliśmy tak, że go po prostu widać. Wcześniej trudno go było nawet znaleźć. Wiem to z własnego doświadczenia.

Jakiego?

- Na początku stycznia sama składałam wniosek o nowy dowód - elektronicznie. Najpierw nie mogłam go znaleźć. Po 15 minutach poszukiwań spasowałam i postanowiłam zerknąć do Dziennika Internautów. Publikują tam w odcinkach poradnik „Jak oswoić e-administrację”. Dzięki temu udało mi się znaleźć to, co mnie interesowało więc napisałam podziękowanie na Twitterze. Wyobraża pan sobie ile było radości, że minister musi korzystać z takich poradników, by znaleźć swoje usługi…

Ale to nie koniec moich przygód z wnioskiem o dowód. Gdy go złożyłam okazało się, że nie wyszedł z mojej skrzynki. Coś nie zadziałało na ePUAP tak jak powinno. Złożyłam więc drugi raz. Tym razem doszedł, ale bez podpisu i zdjęcia. Więc złożyłam go trzeci raz. Wtedy dopiero doszedł w całości. Dowód już mam, po dwóch i pół miesiąca zabawy. Staramy się, by nie dochodziło do tak żenujących sytuacji. A ja wygrałam podwójnie. Odczułam to na własnej skórze i wiem, dlaczego ludzie nie są przekonani do elektronicznych usług administracji. Poprawiamy więc każdą taką usługę z osobna tak, by było przyjaźniej.

Dla obywatela nie ma znaczenia czy korzysta z elektronicznej usługi na ePUAP, czy na portalu Wrota Mazowsza. Usługa wszędzie powinna wyglądać tak samo. Obywatel nie może być co 5 minut zaskakiwany - mówi Anna Streżyńska o pomyśle na aplikacje.gov.pl (zdjęcie pochodzi właśnie z tej strony).
Dla obywatela nie ma znaczenia czy korzysta z elektronicznej usługi na ePUAP, czy na portalu Wrota Mazowsza. Usługa wszędzie powinna wyglądać tak samo. Obywatel nie może być co 5 minut zaskakiwany - mówi Anna Streżyńska o pomyśle na aplikacje.gov.pl (zdjęcie pochodzi właśnie z tej strony).

Mimo wszystko jakoś tak cieplej dziś pani mówi o ePUAP. Wcześniej pisała pani nawet, że ePUAP być może trzeba „zaorać”. Może warto też to samo zrobić z wiecznie szwankującym Źródłem?

- To dwie różne rzeczy. To, że ePUAP jest, delikatnie rzecz ujmując, daleki od doskonałości nie jest żadną tajemnicą. Wszyscy to wiedzą. Źródło to natomiast aplikacja do obsługi rejestrów. Z nim były rzeczywiście ogromne problemy. Co ciekawe, mało kto pamięta, że COI wykonał wcześniej system, który dobrze działał. Wyrzucił go jednak do kosza i zrobił Źródło, które od początku nazywano potocznie „bagnem”. Urzędnicy do dziś je przeklinają. Dodam, że 40 mln zł wydane na ten pierwszy system też wylądowało w śmietniku. Ta sprawa poszła do prokuratury.

Na szczęście mamy w resorcie ludzi, którzy zjedli zęby na rejestrach. Poprawiają Źródło i cały System Rejestrów Państwowych (SRP). Będziemy je zresztą rozbudowywać w ramach nowego projektu. Chodzi m.in. o tzw. parentyzację, czyli uwidocznienie związków rodzinnych między ludźmi. Nie wiem czy pan wie, ale dziś w systemie PESEL przy rodzicach nie ma informacji o ich dzieciach, a przy dzieciach o ich rodzicach. Ten brak wyszedł np. przy wypełnianiu wniosku o 500 plus. Nie wystarczyło wpisać numeru PESEL, by dane dzieci same się „zaciągały” do wniosku. Wszystkie dane dzieci trzeba było wpisać ręcznie. To nie powinno tak wyglądać.

Dlatego system integrujący dane będzie stanowić ogromne ułatwienie dla urzędników i dla nas wszystkich. Jeśli jeszcze powiążemy z tym inne rejestry, np. rejestr odebranych praw rodzicielskich, od razu będziemy wiedzieć, komu będzie się dane świadczenie należeć, a komu nie. Proste? Proste.

Dziennikarz musi w takim miejscu zapytać o termin.

- A urzędnik musi odpowiedzieć – trudno powiedzieć. Żaden dziennikarz żadnego terminu ze mnie już nie wyciągnie. Myślę, że wcześniej niż do końca kadencji.

****

^^^ Drugą część wywiadu Rafała Kergera z Anną Streżyńską (o tym, co zostało w ministerstwie po PO i PSL, a co nie, o Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej i drakońskich opłatach za światłowody w drodze) przeczytasz tutaj.

^^^ Trzecią część wywiadu Rafała Kergera z minister Anną Streżyńską (o tym jaki jest jej dalszy plan na trwającą kadencję oraz co z obawami o szkodliwość pól elektromagnetycznych, na które najwięcej skarg jest w Krakowie, ale także na Śląsku) przeczytasz tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

Anna Streżyńska nie ujawnia co będzie warstwie elektronicznej dowodu osobistego. Cały problem w kolejnych latach projektów to były uzgodnienia co tam może byc zapisane. Pierwszy problem to czy do gotowego dowodu można cos dopisywać lub kasować. I kto to może robić. Drugi problem to dane zdrowotne.... Czy u lekarza można wpisywać dane o zdrowiu obywatela. Czy grupa krwi może byc wpisywana w stacji krwiodawstwa albo w szpitalu. rozwiń

romek-z, 2017-03-25 19:59:16 odpowiedz

Ciekawe jak rzeczywiście dogadała się z Błaszczakiem, bo coś słyszałem że było ostro

nowogród, 2017-03-24 09:50:32 odpowiedz

powiedzcie mi dlaczego wcześniej nikt nie potrafił wdrożyć coś tak prostego jak jednolity program do zarządzania dokumentacją w tysiącach gmin/miast/instytucji samorządowych etc. Zaoszczędzilibyśmy setki milionów złotych jeśli nie miliardy. Niech ci z PO przejdą do lamusa historii bo tam jest ich m...iejsce. rozwiń

botus, 2017-03-24 09:15:40 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE