Smart city: prawdziwe inteligentne polskie miasto jest nadal utopią

Według najnowszego raportu IESE Cities in Motion Index 2017, identyfikującego najbardziej inteligentne miasta świata, tylko dwie polskie metropolie zakwalifikowały się do pierwszej setki zestawienia. Trudno się dziwić - większość dużych polskich miast przekracza dopuszczalne normy zanieczyszczenia powietrza, a to automatycznie wyklucza je z grona miast inteligentnych.
Smart city: prawdziwe inteligentne polskie miasto jest nadal utopią
Na rynku pojawia się coraz więcej produktów wykorzystujących zaawansowane technologie do zarządzania właściwie we wszystkich obszarach funkcjonowania miasta (fot. pixbay)

• Liderem nadal pozostaje Nowy Jork, tuż za nim są Londyn i Paryż.

• W pierwszej setce znalazły się Warszawa na 54. miejscu oraz Wrocław na 95.

• Smart city wydaje się coraz częściej być panaceum na wszelkie problemy miejskie, zaczynając od korków, poprzez nieefektywność usług, a na wzroście przestępczości kończąc.

Co sprawia, że miasta postrzegane są jako inteligentne? Jakie wyzwania stoją przed polskimi miastami i jakie przeszkody muszą pokonać, żeby być bardziej  smart?

Raport IESE Cities in Mmtion Index 2017 analizuje wszystkie aspekty składające się na jakość życia w 180 miastach na świecie.

Miasta analizowano za pomocą zestawu wskaźników dotyczących kapitału ludzkiego, spójności społecznej, gospodarki, zarządzania publicznego, partycypacji społecznej, środowiska naturalnego, mobilności i transportu, planowania przestrzennego, wydajności i zaawansowanych technologii.

Warto wspomnieć, że w obszarze planowania przestrzennego Wrocław zajął w tym rankingu dziesiąte miejsce, a Warszawa szóste.

Smart city, czyli inteligentne miasto, to miasto wykorzystujące zaawansowane technologie tak, aby poprawić jakość życia, zachować zasady zrównoważonego rozwoju, chronić środowisko naturalne i osiągnąć zakładane efekty, przy jak najniższych kosztach ponoszonych w długim okresie.

Smart city lekarstwem na wszystkie problemy?

W ostatnim czasie w Polsce debata na temat korzyści wynikających z wykorzystywania koncepcji smart city w działaniach miast wydaje się nie mieć końca.

- Nadawanie miastom etykiety smart stało się modne na arenie politycznej i często wpisywane jest w strategie ich rozwoju – komentuje dr Dorota Sikora-Fernandez z Katedry Zarządzania Miastem i Regionem, Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego

Jak dodaje, smart city wydaje się coraz częściej być panaceum na wszelkie problemy miejskie, zaczynając od korków, poprzez nieefektywność usług, a na wzroście przestępczości kończąc.

Na rynku pojawia się coraz więcej produktów wykorzystujących zaawansowane technologie do zarządzania właściwie we wszystkich obszarach funkcjonowania miasta, a firmy konsultingowe prześcigają się w wizjach rozwoju miast przy użyciu ICT (technologii informacyjno-komunikacyjnych) oraz propozycjach projektów, które mogłyby zintegrować ich wirtualną i fizyczną przestrzeń.

Zdaniem naukowiec tego typu działania budzą wątpliwości, prowadząc do błędnego rozumienia koncepcji smart city oraz nadmiernego koncentrowania się na inwestowaniu w zaawansowane technologie, bez realnego dostrzegania konfliktów i problemów występujących w miastach.

- Nowoczesne technologie wykorzystywane w różnych obszarach funkcjonowania miast nie są jednak niczym złym, pod warunkiem, że władze lokalne pamiętają o współpracy z mieszkańcami, budowaniu partycypacji społecznej oraz podnoszeniu zdolności miast do przyciągania i utrzymywania wysokiej klasy specjalistów – podkreśla dr Dorota Sikora-Fernandez.

Jak pisze; kapitał ludzki i społeczny, poziom sprawności instytucjonalnej, sieci współpracujących ze sobą instytucji ekonomicznych i społecznych oraz „klimat polityczny” stanowią clue inteligencji miejskiej.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE