Szef MAC: priorytetem cyfryzacja. Jakie zmiany w planch MAC?

Szeroki dostęp do internetu oraz wachlarz usług i spraw możliwych do załatwienia w sieci - to priorytetowe kwestie dla Rafała Trzaskowskiego. Szef MAC zapowiada też, że po tzw. infoaferze planowane jest przekształcenie CPI, które ma się inaczej kojarzyć i mieć inne zadania.
Szef MAC: priorytetem cyfryzacja. Jakie zmiany w planch MAC?
Centrum Projektów Informatycznych jest jednostką budżetową podległą ministrowi administracji i cyfryzacji, która wykonuje zadania w zakresie informatyzacji przekazane mu przez podmioty administracji publicznej.

W wywiadzie dla PAP Trzaskowski nie wyklucza też, że w najbliższych miesiącach zmieni się zakres kompetencji resortu administracji i cyfryzacji.

Jako swój priorytet w MAC wskazuje cyfryzację. "Infrastruktura w porównaniu z Europą nie jest u nas dobrze rozwinięta, jesteśmy na 23 miejscu w Unii pod względem dostępu do szybkich sieci szerokopasmowych" - przyznaje.

Państwo - jak mówi - musi zapewnić obywatelom szeroki wachlarz usług i spraw, które można załatwić poprzez internet. Po drugie - zapewnić dostęp do internetu jak największej liczbie obywateli. Po trzecie - przekonać Polaków, że internet nie służy wyłącznie do zabawy, ale wpływa też na to, czy np. znajdziemy pracę.

Szef MAC deklaruje ponadto, że w przyszłości chciałby ponownie zajmować się polityką europejską, bo takie ma wykształcenie, doświadczenie i zainteresowania. Jak jednak przyznaje, bez pozycji politycznej w kraju, trudno być skutecznym politykiem w Europie.

Poniżej treść wywiadu ministra administracji i cyfryzacji dla PAP:

PAP: Co jest dla pana kluczowym wyzwaniem do końca kadencji?

R.T.: Mam tak naprawdę półtora roku. Moim zadaniem jest dokończenie pewnych projektów, przełożenie języka wielkiej strategii na konkrety - tak, żeby obywatel mógł powiedzieć: faktycznie coś się zmieniło.

Największym wyzwaniem jest dla mnie cyfryzacja - po pierwsze dokończenie wszystkich projektów, które realizujemy. Parę z nich jest spóźnionych - z różnych względów: MAC był łączony z fragmentów wielu resortów, co wpływało na tempo prac. Do tego przez korupcyjne zarzuty związane z wydawaniem pieniędzy unijnych, Komisja Europejska wstrzymała finansowanie wydatków na informatyzację państwa. W tej dziedzinie musieliśmy więc na nowo negocjować zasady wydawania środków z UE, co dodatkowo opóźniło cały proces.

Ostatnio jednak rząd przyjął plany na lata 2014-2020, które mają dokonać rewolucji, jeżeli chodzi o cyfryzację państwa.

PAP: Jak ma ona przebiegać?


R.T.: Po pierwsze, państwo musi zapewnić obywatelom szeroki wachlarz usług i spraw, które można załatwić poprzez internet.

Po drugie, musimy postarać się o zapewnienie dostępu do internetu jak największej liczbie obywateli. Infrastruktura w porównaniu z Europą nie jest u nas dobrze rozwinięta, jesteśmy na 23 miejscu w Unii pod względem dostępu do szybkich sieci szerokopasmowych, choć warto wspomnieć, że jeszcze gorzej jest w takich państwach jak Włochy. W Polsce w dużych miastach dostęp do internetu zapewniony jest co prawda na poziomie europejskim, ale na obszarach wiejskich jest dużo gorzej. Dlatego państwo zaangażuje się w budowę tej infrastruktury, tam gdzie kompletnie się to nie opłaca podmiotom prywatnym.

Równolegle trzeba wzmacniać przekonanie Polaków, że internet jest potrzebny, nie służy wyłącznie do zabawy, tylko jest nieodłączną częścią życia - może wpłynąć również na to, czy obywatele znajdą pracę czy nie. Musimy też pracować nad zwiększeniem kompetencji i podnoszeniem poziomu zaufania ludzi - by mogli i chcieli korzystać z usług państwa za pośrednictwem internetu.

PAP: Czy wyciągnie pan jakieś wnioski z tzw. infoafery, jeśli chodzi o podległe panu Centrum Projektów Informatycznych?

R.T: Zarządziłem dodatkowe kontrole w CPI - pogłębiłem prowadzony tam audyt i przegląd kadr. Uważam, że docelowo instytucja ta powinna być poważnie przekształcona.

PAP: Łącznie z nazwą, która źle się kojarzy?

R.T: Nazewnictwo jest drugorzędne. Ta instytucja może się inaczej nazywać, ale przede wszystkim powinna się inaczej kojarzyć i mieć inne zadania. Jesteśmy na etapie analiz - czy i w jakim kształcie taka instytucja jest potrzebna? Ilu ludzi powinno tam pracować? Kończymy także proces żegnania się z ludźmi skażonymi dotychczasowym sposobem myślenia.

PAP: Często słyszy się opinie w ogóle kwestionujące sens istnienia MAC. Ma pan pomysł, jak przekonać opinię publiczną, że funkcjonowanie osobnego takiego resortu ma sens?

R.T.: Przyjrzałem się modelom europejskim i wszyscy sobie zdają sprawę z tego, jak ważną kwestią jest cyfryzacja państwa - w dwóch aspektach: świadczenia usług drogą elektroniczną oraz dostępu do zasobów publicznych. W UE są różne modele: bywają osobne ministerstwa, czasami cyfryzacja jest częścią ministerstwa finansów, czasem łączona jest z transportem, czasem z telekomunikacją i łącznością - tak jak u nas, czasami zadanie to wchodzi w zakres administracji publicznej. Ale ten model powoli w Europie zaczyna przeważać. W każdym razie ja jestem do niego przekonany. Choć można się zastanawiać, czy pewne fragmenty obecnego resortu pasują do całości.

PAP: Faktycznie można odnieść wrażenie, że kompetencje resortu są "od Sasa do lasa".

R.T. Michał Boni miał pewną wizję - na przykład przez pocztę chciał mierzyć się z bardzo ważnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi, również dotyczącymi cyfryzacji. Co do wyznań - jeżeli się zajmujemy administracją, są to kwestie pokrewne. Natomiast rzeczywiście tu można postawić szereg znaków zapytania.

PAP: Czy to oznacza, że będzie chciał pan znowelizować ustawę o działach administracji rządowej, tak by zmienić zadania MAC?

R.T.: Nie wykluczam tego. Pan premier dał mi dużą dozę niezależności, niemniej nikt się nie spodziewa, że już po kilku tygodniach będę podejmował tak przełomowe decyzje.

PAP: Kiedy więc można się spodziewać takich decyzji?

R.T.: W ciągu najbliższych miesięcy.

PAP: Planuje pan też zmiany personalne?


R.T.: W tej kwestii - wbrew niektórym doniesieniom - nie będzie żadnego trzęsienia ziemi.

PAP: Michał Boni zostawił też panu do rozwiązania kwestię odpisu podatkowego na Kościoły. Co pan planuje w tej sprawie?


R.T.: To jeden z moich priorytetów. Mamy naprawdę dobry projekt ustawy. Jest kilka ważnych postulatów Kościołów, o których trzeba z nimi rozmawiać - część z nich jest absolutnie uzasadniona. Tę sprawę trzeba rozwiązać i mam taką wolę. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z Kościołami.

PAP: Które postulaty uważa pan za uzasadnione?

R.T.: Przykładowo możliwość odpisu na dwie różne wspólnoty religijne w przypadku małżeństw rozliczających się wspólnie.

PAP: Realnie kiedy można się zatem spodziewać finału w kwestii odpisu?

R.T.: W tym roku. Jeżeli tylko będzie wola polityczna. Musimy jednak bardzo ostrożnie patrzeć na wydatki, ponieważ jesteśmy w procedurze nadmiernego deficytu.

PAP: Ma pan jeszcze inne plany, których powodzenie zależy od zgody ministra finansów?

R.T.: Uważam, że bardzo szybko powinniśmy podjąć decyzję ws. ustawy samorządowej, która pozwala m.in. na konsolidację działań samorządów - ale bez uzgodnień z resortem finansów tego nie będzie. Podobnie jest z ustawą o funduszu sołeckim, która przewiduje oddanie sołectwom większych pieniędzy do samodzielnego rozdysponowania. Te trzy ustawy są na dobrej drodze i będę chciał wpisać je do priorytetów na ten rok i szczerze wierzę, że uda się je zrealizować.

PAP: Rok temu sprzeciw środowisk twórczych wzbudziła sprawa ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która m.in. zwalniała właścicieli wyszukiwarek z odpowiedzialności za udostępnianie tzw. pirackich treści. Jest szansa na wznowienie prac rządu w tej sprawie?

R.T: Na Radzie Ministrów pojawiły się wątpliwości i dlatego trzeba to przedyskutować. Sprawa świadczenia usług drogą elektroniczną jest szalenie ważna m.in. dla przedsiębiorców. W tym obszarze jest parę kwestii spornych; trzeba je wyjaśnić i rozstrzygnąć. Tym się trzeba zająć w tym roku.

PAP.: W pana kompetencjach leży też sprawa samorządów. Jak pan ocenia postulat SLD ws. przywrócenia 49 województw, gdyż obecnych 16 kosztuje znacznie więcej?

R.T.: Wszyscy wiemy, że SLD robi to z czysto doraźnych celów politycznych - chce się wzmocnić przed wyborami samorządowymi w małych miastach - nawet tego nie ukrywa. To czyste zagranie pod publiczkę.

PAP: A gdyby przyszło wam w kolejnej kadencji wchodzić z nimi w koalicję?

R.T.: Jestem optymistą co do przyszłości obecnej koalicji. Jestem zadaniowcem i pragmatykiem, dlatego chce się skupić na obecnej ustawie pozwalającej na konsolidację działań samorządów i w konsekwencji oszczędzaniu pieniędzy. Zamiast obiecywać gruszki na wierzbie, jak SLD, skupiamy się na konkretach.

PAP: Jak pan się umawiał z premierem - startuje pan w kolejnych wyborach do polskiego parlamentu?

R.T: Podjąłem się kierowania MAC, ale do głowy mi nie przyszło, by rozmawiać o tym, co będzie za dwa lata. Obecne zadanie traktuję jako projekt: dostałem zadanie do wykonania na półtora roku, prawie dwa, chcę wykonać to, co założyłem, jak najlepiej.

PAP: Docelowo chciałaby pan wrócić do Brukseli?


R.T.: Większość zagadnień, którymi się teraz zajmuję ma ścisły związek z integracją europejską. W przyszłości chciałbym dalej zajmować się polityką europejską, bo do tego głównie predestynuje mnie wykształcenie, doświadczenie i moje zainteresowania, ale ja zawsze jednak koncentruję się na tym, co tu i teraz.

PAP: Czyli teraz buduje pan sobie pozycję w kraju?

R.T.: Moim celem nadrzędnym nie jest budowanie osobistej pozycji, tylko wykonanie powierzonej mi pracy. Jest w tym jednak dużo prawdy, że bez pozycji politycznej w kraju trudno być skutecznym politykiem w Europie.

PAP: Rozumiemy, że nie wyklucza pan, że gdyby PO kontynuowała rządy, po wyborach w 2015 roku nadal szefowałby pan MAC?

R.T.: W polityce nie można niczego wykluczyć, a dwa lata w polityce to lata świetlne, wszystko może się wydarzyć.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE