WISE: Dane publiczne to potencjał, który urzędy marnują

Otwarcie i ponowne wykorzystanie danych publicznych przez biznes może przynieść miliardy gospodarce i oszczędności w administracji - twierdzi dr Maciej Bukowski z WISE.
WISE: Dane publiczne to potencjał, który urzędy marnują
fot.fotolia

"Państwa zbierają bardzo dużo danych, np. o naszym zdrowiu, o klimacie i pogodzie, przestępczości, działalności sądownictwa, ruchu drogowym. W publicznych zasobach znajdują się ogromne ilości informacji, a ich posiadacze często sami nie wiedzą, co mają, albo że to, co mają, może być dla kogoś atrakcyjne. Tymczasem te dane mają ogromny potencjał dla gospodarki" - powiedział Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE), który jest współautorem badania dot. wykorzystania dużych zbiorów danych (Big Data) i otwartych danych w Europie.

Jak mówił, do tej pory dostęp do informacji publicznej kojarzył się przede wszystkim z kwestiami jawności i kontroli nad poczynaniami rządzących - uznawano go przede wszystkim za prawo polityczne. Jednak w nowym ujęciu bardzo istotna stała się kwestia ponownego wykorzystania informacji publicznej, traktowanego jako prawo gospodarcze i społeczne.

Przykładem takiego wykorzystania danych są np. serwisy mapowe, takie jak google.maps, które powstają na bazie danych kartograficznych udostępnianych przez państwo. Albo serwisy takie jak polski jakdojadę.pl, wykorzystujący rozkłady jazdy transportu publicznego.

Z kolei np. amerykańska firma aWhere, wykorzystując dane meteorologiczne i rolnicze, stworzyła rozwiązania, które pozwalają lepiej planować produkcję rolną.

Z szacunków przeprowadzonych przez WISE wynika, że potencjał dużych zbiorów danych i otwartych danych w wypadku Europy sięga prawie 2 proc. PKB w perspektywie najbliższych 10-15 lat.

"Ma to potencjał zwiększenia dochodów od 300 do 500 euro na mieszkańca, czyli całkiem sporo. Możliwe zyski tylko z otwarcia danych publicznych będą nieco mniejsze, ale także istotne, bo sięgają 10 mld euro" - mówił ekonomista.

Jego zdaniem Polska będzie miała jednak problem z wykorzystaniem tego potencjału, bo działania władz nie są transparentne, a przez to trudno dotrzeć do dostępnych danych.

"Mamy też np. wielkie zbiory archiwów państwowych, które są praktycznie niedostępne. Tu nie chodzi nawet o to, że ludziom nie chce się iść do biblioteki, ale że nie wiedzą, że jakieś dane istnieją. Tymczasem np. całe zbiory Biblioteki Kongresu USA zostały wczytane przez systemy rozpoznające pismo, dzięki czemu można je przetwarzać na nowe sposoby. Pozwoliło to rozwinąć nowe gałęzie nauki, przeprowadzić badania o naszej kulturze czy gospodarce, o których się wcześniej nie śniło" - dodał Bukowski.

"Te dane często są, ale są ukryte. Albo jak są udostępniane, to w nieprzyjaznej do przetwarzania formie, np. jako zdjęcia papierowych dokumentów albo w nieedytowalnym formacie PDF, albo raz w jednym formacie, raz w innym. To w zasadzie uniemożliwia automatyzację przetwarzania tych danych, czyniąc je, de facto, bezużytecznymi dla biznesu. Podobnie, choć dane samorządu są teoretycznie dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej, to każdy samorząd udostępnia je po swojemu, więc zebranie i przetworzenie tych danych w sposób zapewniający porównywalność jest niesłychanie trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe" - ocenił ekspert.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE