Wojna cenowa szkodzi e-administracji

Oszczędzanie funduszy to chleb powszedni samorządowców. Jednak, oglądając z obu stron każdą złotówkę, trzeba mieć się na baczności. Informatyzując urząd trzeba brać pod uwagę nie tylko cenę, ale też jakość i możliwości sprzętu elektronicznego. A także koszty użytkowania: eksploatację, rachunki za prąd czy serwis. Może się zdarzyć, że tani sprzęt będzie horrendalnie drogi w użytkowaniu.
Wojna cenowa szkodzi e-administracji

Prosty przykład: oto trzeba wyposażyć urząd w sprzęt drukujący. W pierwszej kolejności ogłaszany jest przetarg. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, wybierany jest dostawca, który zaproponował najniższą cenę. Na pierwszy rzut oka – wszystko jest w porządku.

Czytaj też:  Więcej nowych technologii w urzędach

Niestety, nie do końca. Szybko może się okazać, że urządzenia kupione tanio są niesłychanie drogie w użytkowaniu. Wymagają ciągłych napraw i, co rusz, nowych części zamiennych. Bo tusz czy toner do taniej drukarki może być dwa razy droższy niż do tej ze średniej półki. Poza tym taka drukarka nie oferuje wielu ekonomicznych rozwiązań, takich jak dwustronny druk, uśpienie sprzętu czy wyznaczanie limitu na zużycie papieru. Na tym nie koniec. Szybko okaże się, że zwykła drukarka nie ma funkcji skanowania ani kopiowania. Potrzebny więc będzie nowy przetarg…

Pułapka niskich cen

W zeszłym roku cena była jedynym kryterium oceny ofert w aż 92 proc. postępowań o zamówienie publiczne. Dla porównania: w całej Europie jedynie 30 proc. przetargów jest rozstrzyganych w ten sposób – wynika z raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Nie tylko wykonawcy autostrad, ale też zamawiający usługi i produkty informatyczne czują się zmuszeni do wyboru wykonawcy z najniższą ceną – potwierdza Marcin Strzałkowski, prezes InteliWise, firmy specjalizującej się w dostawie rozwiązań technologicznych m.in. do jednostek samorządu terytorialnego.

Niestety, skutki takich praktyk są opłakane. Przede wszystkim prowadzą do nadmiernego obciążenia budżetu. Przykładem może być wspomniany sprzęt drukujący. Koszt rocznego utrzymania 100 drukarek to 130 tys. złotych, a tysiąca – ponad milion. Te kwoty można by zmniejszyć – i to nawet o 30 proc. rocznie – dzięki zastosowaniu aktywnego zarządzania obiegiem dokumentów lub poprzez dzierżawę sprzętu. Tyle że samorządowi włodarze rzadko decydują się na takie rozwiązania.

- Urzędy, które uznają cenę za jedyne kryterium wyboru, często fundują sobie żenująco niskiej jakości systemy IT. Albo podejmują współpracę z niewiarygodnymi firmami, które niekiedy nie są w stanie zrealizować kontraktów, choćby z powodu upadłości – wskazuje Strzałkowski. – Dzieje się tak, ponieważ zgodnie z procedurami nawet ci wykonawcy, którzy nie mają najmniejszego doświadczenia w ramach przedmiotu przetargu, proponują najniższe oferty, a dopiero potem szukają referencji na rynku, wręcz je kupując – dodaje.

Rewolucja cyfrowa w urzędach

Administracja staje się coraz ważniejszym klientem dla firm informatycznych. Przykładem jest Comarch, który przez wiele lat nie doceniał tego rynku. Tymczasem w ubiegłym roku zarobił ponad 100 milionów złotych na kontraktach z sektorem publicznym. Również spółka SAP wiąże duże nadzieje z tym sektorem rynku.

– Rosnące zainteresowanie mieszkańców e-usługami napędza popyt na zaawansowane narzędzia elektroniczne – tłumaczy Marek Głazowski, dyrektor ds. sektora publicznego w SAP Polska. – Potwierdzeniem jest współpraca i zastosowanie rozwiązań naszej firmy nie tylko przez organy administracji centralnej, ale też samorządy, choćby Urząd Miasta Stołecznego Warszawa.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.