71. rocznica pacyfikacji wsi Torzeniec

W niewielkiej wsi Torzeniec (Wielkopolska) uczczono w środę rocznicę wybuchu II wojny światowej i pamięć rozstrzelanych 71 lat temu kilkudziesięciu mieszkańców tej miejscowości.

Były to pierwsze w Polsce ofiary pacyfikacji oraz zbiorowej egzekucji wykonanej przez hitlerowców na podstawie wyroków sądu wojennego na 18 cywilnych osobach - twierdzą lokalni historycy i naoczny świadek tych wydarzeń, Jacek Makles.

W rozmowie mieszkający w Warszawie 81-letni Makles wspominał, że 40-osobowy oddział Wehrmachtu wszedł do jego wsi 1 września wieczorem. "Wrzucali granaty do domów, wypędzali ludzi i strzelali do nich. Jeszcze późnym wieczorem odczytano rozkaz, że cała ocalała po pożarach ludność zostanie rozstrzelana" - wspomina.

Następnego dnia nad ranem Niemcy zdecydowali jednak, że zabity zostanie co drugi mężczyzna. Egzekucje zakończyły się o 8.00 rano. Rozstrzelano 18 mężczyzn, którzy - według rozkazu - byli przeciwnikami Niemiec. Były to osoby, które w 1919 r. udaremniły Niemcom stłumienie Powstania Wielkopolskiego na Ziemi Ostrzeszowskiej. Zabito ich w odwecie" - mówił Makles. Zapewnił, że te tragiczne wydarzenia odbywały się "na jego oczach i przed jego domem".

10-letni Makles podglądał wszystko zza płotu. Widział, że akcją mordowania Polaków kierował oficer. "Pierwszy szereg klęczał, a za nim stał drugi. Niemiec dawał komendę +ogień+" - wspomina.

Makles pamięta również o bohaterstwie skazanych w obliczu śmierci. Jeden z nich, Stanisław Brylak, miał krzyknąć do skazańców: "Pokażmy Niemcom, że my, Polacy, potrafimy umierać za ojczyznę". Za chwilę jako pierwszy stanął w pierwszym szeregu do rozstrzelania, a za nim ruszyli pozostali skazani.

Nieżyjąca od 3 lat Bogusława Wardęga tak wspominała tragedię w Torzeńcu: "Miałam wtedy 14 lat. Mieszkaliśmy w leśniczówce. W nocy usłyszeliśmy strzały w wiosce. Później dowiedzieliśmy się, że Niemcy szli też w kierunku naszej leśniczówki, ale zawrócili. Dopiero na drugi dzień poszliśmy na wieś i zobaczyliśmy, że wszystko zostało spalone. Widziałam, jak chowano zabitych".

Tragedię w Torzeńcu upamiętnia obelisk z tablicą informującą, że w dniach 1 i 2 września 1939 r. pod ścianą tego budynku oraz w innych miejscach wsi żołnierze hitlerowskiego Wehrmachtu rozstrzelali i spalili żywcem 34 osoby cywilne, w tym mężczyzn, kobiety, starców i dzieci oraz prawdopodobnie dwóch nieznanych żołnierzy Wojska Polskiego.

Egzekucje w Torzeńcu były - według Maklesa - pierwszymi w Polsce, dokonanymi na podstawie wyroku sądu wojennego. Wyroki wydawały sądy polowe istniejące przy właściwej jednostce wojskowej. Mieszkańcy wsi do dziś nie potrafią zrozumieć celu, jakim kierowali się Niemcy, mordując niewinnych ludzi.

Według mieszkańców, był to bestialski akt terroru wobec ludności cywilnej. Torzeniec nie był ani punktem strategicznym, ani też miejscem stacjonowania wojsk. Według Maklesa, o Torzeńcu pamięta niewielu. "Nie jest to duża i znana miejscowość. Może dlatego nie pamięta się, że właśnie tutaj doszło do pierwszej pacyfikacji ludności i zbiorowej egzekucji" - ubolewa.

Uroczystości rozpoczęła w środę manifestacja patriotyczna oraz msza św. obok ściany straceń. Hołd zamordowanym złożyli kombatanci i samorządowcy oraz uczniowie miejscowej szkoły podstawowej. Ci ostatni przyszli tutaj po zakończeniu inauguracji nowego roku szkolnego.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE