Dzieła sztuki pod ochroną

Znikają wprawdzie rzadko, ale od razu jest o tym głośno. Nie może być inaczej, skoro kolekcjonerzy płacą za nie nawet kilkadziesiąt milionów euro. Wybitne dzieła sztuki - cenne tak bardzo, że muzea i galerie wydają grube pieniądze na ich ochronę, ale i to nie zawsze wystarcza. Tak jak niedawno w Atenach, skąd złodzieje wynieśli "Głowę Kobiety" Pabla Picassa.
Dzieła sztuki pod ochroną

Muzealny monitoring - rzecz niezbędna. Na jednym z nagrań widać, jak w sylwestrową noc kilku mężczyzn niszczy reklamę Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Jej koszt - kilkaset złotych. Jednak dużo cenniejsze jest to, co reklamowała.

- Każdy sobie zdaje sprawę, że jeżeli coś jest prezentowane na galerii muzeum, to nie są to jakieś trzecio-, czwartorzędne obrazy. Jednak absolutnie wartości dzieł nie podaje się - mówi Iwona Mohl, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu. - Wszystko dlatego, żeby działa Kossaka, Chełmońskiego i Malczewskiego nie zmieniły właścicieli.

O zabezpieczeniach obrazów mówi się albo wcale, albo bardzo niewiele, bo dyrektorzy muzeów nie chcą ułatwiać pracy złodziejom.

- Elektronika, nowoczesne zmieniające się systemy - to jest oczywiście coś, co ma człowieka wspomóc. Nie ma szans, przepraszam za banał, ale nie ma szans, i nie powinien tego człowieka zastępować, bo to człowiek na końcu ocenia skalę ryzyka, istotę zdarzenia - stwierdza Leszek Jodliński, Muzeum Śląskie w Katowicach.

Tej tezie przychylny jest też dyrektor Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Pewne jest, że sale są monitorowane i wyposażone w czujniki ruchu. Reszta zabezpieczeń owiana jest tajemnicą.

- Czasami zdarzało się nam, że strażnicy prosili o otwarcie toreb. Są to sytuacje przykre, i oby się zdarzały jak najrzadziej - mówi Dominik Abłamowicz, dyrektor Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. - Zarówno z muzeum w Bytomiu jak i w Katowicach, nic nigdy nie zniknęło.

Na świecie zdarza się jednak i to coraz częściej, że łupem złodziei padają dzieła znanych malarzy. W zeszłym tygodniu nie udało się zapobiec kradzieży w greckiej Galerii Narodowej w Atenach. W ciągu siedmiu minut skradziono "Głowę kobiety" Pabla Picassa oraz "Młyn" Pieta Mondriana.

- Zawsze będą ludzie, którzy w jakiś chorobliwy sposób chcą mieć jakieś dzieło, i często takie kradzieże są zlecane. Ktoś kradnie konkretny obraz, żeby ktoś mógł sobie powiesić w domu, bo bardzo chce codziennie rano na niego patrzeć - wyjaśnia prof. Marian Oslislo, Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach.

Gdzie jest obraz Picassa - nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że miłośnikom dzieł sztuki kradzież "Głowy kobiety", w głowie się nie mieści.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.