Ile miasta dołożyły do klubów piłkarskiej ekstraklasy

  • Przegląd prasy/Dziennik Gazeta Prawna
  • 06-08-2010
  • drukuj
Samorządy dotują kluby piłkarskie. Tylko dwie drużyny nie korzystają z miejskich pieniędzy.
Ile miasta dołożyły do klubów piłkarskiej ekstraklasy

Dofinasowanie klubów sportowych rzadko wynika z dogłębnych analiz ekonomicznych. Dużo w tym emocji i jeszcze więcej chybionych inwestycji – uważa „Dziennik Gazeta Prawna”.

Nie ma w polskiej ekstraklasie klubu, którego budżet składałby się wyłącznie z prywatnych pieniędzy. Tylko dwa kluby nie korzystają z miejskich pieniędzy – GKS Bełchatów i Zagłębie Lubin. Oba jednak funkcjonują dzięki państwowym spółkom – PGE oraz KGHM. Pozostałe 14 klubów może liczyć na pomoc samorządów.

Wyłączając dotacje na budowę miejskich stadionów, największą pomoc dostaje Korona Kielce. Najmniejszą otrzymują Ruch Chorzów i Widzew Łódź, które w tym roku dostały od miast po niespełna milion złotych w zamian za promocję na stadionie marki Chorzów czy Łódź.

Korona Kielce to przypadek skrajny. Właścicielem klubu jest Urząd Miasta Kielce. Rocznie na jego funkcjonowanie wykłada około 7 mln zł. Według nieoficjalnych informacji w tym roku Kielce wsparły klub dotacją rzędu 5 mln złotych. Kilka dni temu miejscowi radni przyznali mu 1,7 mln zł.

Prezydent Kielc Wojciech Lubawski uważa, że w klub należy inwestować, by podnosić jego wartość i za kilka miesięcy dobrze go sprzedać prywatnemu inwestorowi. Jego przeciwnicy twierdzą zaś, że Korona jest źle zarządzana, a miasto marnotrawi pieniądze.

W Cracovii 51 proc. udziałów ma miasto Kraków. Ratusz remontuje lodowiska, buduje nowy stadion, a drugi właściciel, Comarch, głównie kupuje piłkarzy. Z kolei Jagiellonii Białystok ratusz płaci ponad 1,5 mln zł rocznie za możliwość eksponowania logo Białegostoku na koszulkach piłkarzy czy też na bandach wokół boiska – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Przecież piłka nożna to nie sport, a biznes widowiskowy, sponsorowany przez samorządy. Pracownicy klubów (w tym piłkarze) po prostu doją kasy samoreządowe za kiepską grę. Niech przejdą na własny garnuszek a zamiast kluby, dotować sport szkolny, ale nie piłkę nożną. Piłka nożna to sport dla impotentó...w sportowych: wyżywają się w patrzeniu, jak to robią zawodowcy (bo sami nie potrafią), a nie w uprawianiu sportu i od tego patrzenia wpadają w "orgazmową" euforię chamstwa, chuligaństwa i nieszczenia. rozwiń

Kibic sportowy, 2010-08-06 18:59:27 odpowiedz

Sport to bagno i korupcja. Fakt, że politycy i samorządowcy angażują się w sport (wart Pac pałaca, a pałac Paca) wynika z dwóch przyczyn: "darmowa" reklama w mediach (Tusk - Orliki, rząd i samorządy - Euro2012, w skali lokalnej - lokalni notable są w mediach pokazywani i przepytyw...ania na okoliczności sportowych wydarzeń co zapewnia im możliwość reelekcji, drugie to brudne interesy (współwłasność/własność klubów). W obu wypadkach korzystają prywatnie a płaci za to podatnik i mieszkaniec. Najtańsza jest reklama opłacona przez kogoś innego, a przy okazji działalności klubu, transferów piłkarzy można coś zawsze uszczknąć dla siebie. Nawet jak polityk/samorządowiec sam nie jest właścicielem to za załatwienie klubowi dotacji z kieszeni podatników, darmową dzierżawę obiektów, dofinansowanie, załatwienie reklam dla miasta (totalna bzdura) prywatny właściciel klubu potrafi się odwdzięczyć. Widać to było w aferze hazardowej jak prywatny biznes korzysta z pomocy polityków w zamian obiadki, wczasy, pobyty w prywatnych posiadłościach - to wykazano, a ile kasy poszło na konta w Szwajcarii/Monako/Luxemburgu tego nikt nawet nie starał się sprawdzić. To samo jest ze stadionami - utrzymuje je miasto, a korzysta prywatny klub. Ja też chciałbym prowadzić biznes, w którym zyski zatrzymywałbym dla siebie, a koszty pokrywaliby inni podatnicy. Żeby jeszcze było co dofinansowywać. Poziom naszych klubów jest żałosny i bez dotacji kluby nie przetrwałyby ani miesiąca. Jak część z tych dotacji wycieka do prywatnych kieszeni samorządowych sponsorów to tylko można zgadywać, ale sądzę, że nawet do 20-30%. Pieniądze ze sprzedaży klubu idą do prywatnej kieszeni właściciela, choć latami miasto, państwowa spółka (KGHM/PGE) dofinansowywała klub z własnej kasy. Tak karierę robił nasz marszałek. Dostał prawie za darmo klub koszykarski, który potem latami był dofinansowywany z kasy miasta, a potem go sprzedał. Z miastem się jednak nie podzielił. rozwiń

Antykibic, 2010-08-06 17:47:27 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE