Kara za fałszywe alarmy bombowe

Po serii fałszywych alarmów bombowych najważniejsze jest szybkie ukaranie sprawców, przede wszystkim finansowo - uważa Zbigniew Rau z Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego, były wiceszef MSWiA.
Kara za fałszywe alarmy bombowe

ZAKTUALIZOWANA: "Najważniejsze jest szybkie ujęcie sprawcy lub sprawców, udowodnienie winy i skazanie. Odległy wyrok to żaden wyrok. Sprawca powinien ponieść odpowiedzialność karną, także w zakresie ewentualnego pozbawienia wolności, ale najważniejszy jest maksymalny finansowy charakter kary, ściąganie grzywny nawet przez 15 lat do momentu przedawnienia" - powiedział Rau.

Przypomniał, że prokuratura może wystąpić z roszczeniami w imieniu organów, które poniosły dodatkowe koszty z powodu sprawdzeń i ewakuacji - jak policja, straż pożarna czy szpitale.

Rau zwrócił uwagę, że "była to z pewnością skoordynowana akcja, ale sposób popełnienia przestępstwa - rozesłanie alarmów mailem na ogólnodostępne adresy - jest prosty i nie świadczy o nowej jakości, najwyżej o nowym pomyśle".

Podkreślił, że "akcja była proporcjonalna i racjonalna", nie było totalnej ewakuacji, która mogłaby przysporzyć ofiar - np. zaszkodzić pacjentom OIOM-ów, policjanci ograniczyli się do sprawdzenia obiektów przy pomocy psów tropiących.

Po fałszywych alarmach bombowych w różnych regionach sprawdzono we wtorek 22 obiekty, w tym szpitale, sądy, siedziby policji i prokuratury oraz dwa centra handlowe; ponad 2,7 tys. osób musiało opuścić budynki. W akcję zaangażowano kilka tysięcy policjantów. Po południu zatrzymano mężczyznę podejrzewanego w sprawie fałszywych alarmów. Według ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza można się spodziewać dalszych zatrzymań.

------ WCZEŚNIEJSZE WIADOMOŚCI ------

We wtorek późnym wieczorem został zatrzymany drugi mężczyzna w związku ze sprawą fałszywych alarmów bombowych - poinformował w środę szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Podkreślił, że nie było realnego zagrożenia życia i zdrowia obywateli.

"Wczoraj został zatrzymany pierwszy osobnik, co do którego istnieją poważne domniemania, że jest w tę sprawę zamieszany. I wczoraj w późnych godzinach wieczornych został zatrzymany drugi" - poinformował w środę Sienkiewicz w Radiu ZET, pytany o fałszywe alarmy bombowe w 22 miejscach w Polsce.

Minister powiedział, że obaj są powiązani ze sobą; nie ujawnił innych szczegółów dotyczących zatrzymanych. Pierwszą osobę zatrzymano we wtorek po południu w Chrzanowie (Małopolskie).

Pytany, czy są twarde dowody obciążające obie osoby, Sienkiewicz zaznaczył, że zatrzymanie nie jest wyrokiem ani momentem, gdy ogłasza się, kto jest winny.

Podkreślił, że wtorkowe wydarzenia to nie akt terroru, bowiem nie było faktycznego podłożenia ładunków. "Nie mamy do czynienia z terrorem. Mamy do czynienia ze skrajną nieodpowiedzialnością i rodzajem takiego idiotyzmu na wielką skalę" - mówił szef MSW. Jak ocenił, fałszywe alarmy, m.in. w szpitalach, to "rodzaj kretynizmu, kompletnej nieodpowiedzialności, która na szczęście nie ma nic wspólnego z realnym zagrożeniem życia i zdrowia obywateli".

"Takich ludzi będziemy musieli surowo rozliczyć. Mam nadzieję, że jesteśmy na dobrym tropie" - powiedział Sienkiewicz. Pytany o zapobieganie takim przypadkom, Sienkiewicz ocenił, że nie ma "antybiotyku na głupotę i złą wolę".

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.