Meteo radar jest, ale nie można na nim polegać

Ostrzeżenia są, ale i tak nie da się uniknąć zniszczeń. To pogodowa profilaktyka, choć trudno o takiej mówić, bo radary meteorologiczne na Śląsku są, ale niedokładne. Ten koło Orzesza, należący do IMGW, kosztował miliony, ale nie widzi wszystkiego. Są tańsze systemy, które widziały to co może spotkać Ślązaków wiele godzin przed gradobiciem i ulewami.
Meteo radar jest, ale nie można na nim polegać

Zapis z 10 czerwca z detektorów burzowych robi wrażenie. To był zmasowany, rzadko spotykany atak. O tym, że tak to może wyglądać w stacji meteo w Goczałkowicach wiedzieli na kilka godzin przed uderzeniem gradowego frontu.

- Liczbę wyładowań i ich intensywność. To wszystko wskazywało na to, że naprawdę do nas idzie potężna komórka - mówi Dawid Łepko, stacjameteo.pl.

Jako prywatna firma, a nie publiczne służby meteo, zdążyli jeszcze ostrzec Straż Miejską w pobliskiej Pszczynie. Jednak te informacje nie dotarły już na przykład do mieszkańców Tychów, gdzie grad uderzył najmocniej. Niedoinformowane były też Koziegłowy. Ulewa zamieniła spokojny Boży Stok w rzekę. Ten zabierał po drodze wszystko.

Czytaj też: Alarm powodziowy na Śląsku

- O 2 w nocy tajfun przeszedł po prostu. To jest nienormalne, żeby asfalt rwało - opowiada Marcin Michalski, mieszkaniec Koziegłów.

Elementem tarczy "antypogodowej" nad Polską jest m.in. meteoradar w Orzeszu w powiecie mikołowskim. Teoretycznie ma ostrzegać o wszystkim, co wydarzyć się może nad województwem śląskim. Tyle w teorii.

- Niestety mamy jeszcze dziury, więc oczywiście jeszcze kilka radarów, by nam się oczywiście przydało - stwierdza Rafał Lewandowski z IMGW. To na pewno, ale jak dodają specjaliści, ta potężna instalacja nie powinna stać w Orzeszu.

- Jeżeli ten radar zostałby umieszczony na jednej z gór, np. Czantorii, czy Skrzycznem on by znacznie widział niż radar w Ramży. Co więcej widziałby więcej i zdecydowanie dokładniej, ponieważ radary nowej generacji są o wiele dokładniejsze - wyjaśnia Adam Skowroński, stacjameteo.pl.

Ten to koszt wielu milionów złotych. To wielokrotnie tańsza alternatywa ze znacznie dokładniejszymi danymi. Funkcjonowanie radaru na terenie Beskidów, przez fachowców określanych generatorem powodzi w naszym województwie, mogłoby pomóc w walce z wielką wodą. Wojewoda Śląski, m.in. po wydarzeniach sprzed trzech lat w Bieruniu, ma zamiar zainwestować w wojewódzki system ostrzegania mieszkańców SMS-ami.

- Mamy w tej chwili wstępne propozycje niektórych firm, które by już były nawet i pod kątem możliwości finansowych do przyjęcia. To na razie jest propozycja. Temu trzeba się przyjrzeć, na ile to wszystko będzie działało w ogóle - tłumaczy Andrzej Szczeponek, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Teraz w niektórych miejscach ostrzeżenia, trafiają do mieszkańców razem z tym, przed czym mieli być ostrzeżeni.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Po co IMGW ma sobie zaprzątać takimi głupstwami głowę
ci mieszkańcy to zawracają głowę nie mają poważniejszych problemów ?

BUBU, 2014-02-25 23:23:48 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE