Osiem osób zginęło latem w górach

Prawie 550 razy podczas wakacji interweniowali w polskich górach ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Od lipca w górach zginęło osiem osób; pięć z nich zmarło od uderzenia pioruna.
Osiem osób zginęło latem w górach

"W Tatrach TOPR odnotował ponad 150 interwencji, w tym około 60, podczas których użyty był śmigłowiec lub w działania zaangażowana była duża grupa ratowników" - powiedział ratownik TOPR Jakub Hornowski.

Powody wezwań TOPR lub GOPR we wszystkich polskich pasmach górskich były podobne. Według Doroty Florczak z bieszczadzkiej grupy GOPR u poszkodowanych turystów dominowały urazy kończyn, kręgosłupa, głowy, wyczerpanie, odwodnienie, omdlenie, czy otarcia pięt i kostek.

Niejednokrotnie ratownicy górscy korzystali z pomocy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, np. w Bieszczadach były 22 akcje z użyciem śmigłowca, a w Beskidach kilkanaście. Najmłodszą tegoroczną ofiarę górskich wędrówek, 3-letnią dziewczynkę, która przewróciła się i poważnie uderzyła w głowę, 20 sierpnia ratownicy przetransportowali śmigłowcem z Przełęczy Brona w masywie Babiej Góry do szpitala.

"Turyści bagatelizują Beskidy. Często wydaje się im, że to doskonałe miejsce na spacer; wychodzą jak do parku. Wędrówka bywa jednak wyczerpująca, a warunki potrafią się zmieniać jak w kalejdoskopie. Gdy do tego dochodzą dolegliwości ze zdrowiem, to często się kończy interwencją GOPR" - powiedział PAP naczelnik beskidzkiej grupy GOPR Jerzy Siodłak.

Zdaniem ratowników górskich w tym roku było nieco mniej wypadków z udziałem paralotniarzy, choć w tych, które się wydarzyły, goprowcy w czasie akcji musieli się wykazać nie byle jakimi umiejętnościami wspinania się po drzewach.

Ratownicy wałbrzysko-kłodzkiej grupy GOPR na początku sierpnia ratowali paralotniarza, który utknął na drzewie ponad 20 metrów nad ziemią. "Mężczyzna zaplątał się w linki, był poobijany" - powiedział ratownik tej grupy Tomasz Walusia.

Najbardziej tragiczny wypadek podczas tegorocznych wakacji w górach wydarzył się w lipcu w Pieninach. Na grani między Durbaszką a Palenicą niedaleko Szczawnicy ratownicy podhalańskiej grupy GOPR odnaleźli ciała czterech turystów z Warszawy rażonych piorunem. Było to małżeństwo oraz ich córka z chłopakiem.

W lipcu i sierpniu doszło też do trzech śmiertelnych wypadków w Tatrach oraz jednego w Bieszczadach. W Tatrach od uderzenia pioruna zginął 57-letni turysta.

Podczas tegorocznych wakacyjnych wędrówek zdarzyły się dwa nagłe zgony na szlakach. W połowie lipca w rejonie Równicy w Beskidzie Śląskim turysta nagle upadł i stracił przytomność. Mimo trwającej dwie godziny reanimacji mężczyzna, który doznał rozległego zawału serca, zmarł. Drugi zgon miał miejsce w Karkonoszach. "Zostaliśmy wezwani do zmarłej osoby, którą wysoko w górach znalazł turysta" - powiedział naczelnik karkonoskiej grupy GOPR Olaf Grębowicz.

Zdaniem Siodłaka z beskidzkiej grupy GOPR "przyczyną większości wypadków był brak wyobraźni, brawura i brak pokory". Ratownicy tej grupy pamiętają, jak ostatnio w Beskidzie Śląskim turystka potraktowała szlak jak bieżnię. Zbiegając, upadła. W konsekwencji trafiła do szpitala z obrażeniami głowy, złamanym palcem, potłuczona.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Nie tylko rodziny z dziećmi są problemem. Osobiście widywałem w górach panie na "szpilkach" i panów w klapkach. A zasada informowania w schronisku, gdzie się wybiera i kiedy planuje powrót niemal w Polsce nie istnieje. A wszystko dlatego, że jak coś się stanie, to GOPR ratuje za darmo. Jak...by zaczęli kasować za swoje usługi albo wprowadzono by obowiązkowe ubezpieczenie, to ludzie zaczęliby myśleć. Wycieczka w góry - aczkolwiek przyjemna - to nie spacer po parku. A tego niestety wiele osób nie przyjmuje do wiadomości. rozwiń

krzyciel, 2012-08-30 11:30:05 odpowiedz

Też byłam z 3 latką w Tatrach w lipcu. Udało nam się wejść na Czarny Staw i Grzesia oraz większość dolin i hale. Słabo mi się robiło jak była burza a rodzice prowadzili lub nieśli dziecko w krótkim rękawie, spodenkach i sandałkach - sami zresztą ubrani podobnie. Mąż mój dźwigał 15 kg plecak w którym... dziecko miało min. kombinezon przeciwdeszczowy, drugi komplet ubrań i drugie buty. Do tego termos z ciepłym obiadem, picie, przekąski, apteczkę pierwszej pomocy z dodatkowym kocem odblaskowym. Tam gdzie się dało dojechaliśmy wózkiem lub kolejką a dalej na piechotę lub mniejsi na barana. W górach można spędzić miło i bezpiecznie czas z dzieckiem tylko trzeba się trochę wysilić i pomyśleć jak się zorganizować. No i oczywiście nie polecam wycieczek z takim maluchem jak nie ma się obycia z górami. rozwiń

ja, 2012-08-29 14:55:02 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE