Służby, także miejskie nie radzą sobie podczas zgromadzeń publicznych

Polskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo nie radzą sobie z reagowaniem podczas zgromadzeń publicznych - podkreślają eksperci: socjolog i karnistka, komentując m.in. antyimigrancką manifestację z Wrocławia, na której spalono kukłę symbolizująca Żyda.
Służby, także miejskie nie radzą sobie podczas zgromadzeń publicznych
Policja ma jasne przesłanki, kiedy powinna podjąć interwencję. Fot. YouTube

W manifestacji przeciwko imigrantom, która odbyła się w środę wieczorem na wrocławskim Rynku, wzięło udział kilkadziesiąt osób. Byli to przede wszystkim sympatycy Obozu Narodowo-Radykalnego. Podczas manifestacji spalono kukłę symbolizującą Żyda oraz flagę UE. Po zapoznaniu się z zapisem monitoringu śledztwo z artykułu 257 kk. wszczęła prokuratura.

Chodzi o publiczne znieważenie grupy ludności lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej. Za takie przestępstwo grozi do trzech lat więzienia. Doniesienie do prokuratury w sprawie manifestacji złożył prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, jak również przedstawiciele Partii Razem oraz poseł Nowoczesnej, dyrektor wrocławskiego Teatru Polskiego, Krzysztof Mieszkowski.

Trzy przestępstwa osób uczestniczących w zgromadzeniu

Zdaniem karnistki z Uniwersytetu SWPS dr hab. Teresy Gardockiej osoby uczestniczące w zgromadzeniu popełniły trzy przestępstwa. "Po pierwsze: zorganizowały zbiegowisko, w którym udział jest zakazany ze względu na to, że jego uczestnicy wspólnie popełniają przestępstwo. Po drugie: podczas zgromadzenia nawoływano do nienawiści na tle rasowym, etnicznym i zachęcano do popełniania przestępstw na tym tle. Po trzecie: znieważano osoby rasowo obce. Dodatkowo samo spalenie flagi unijnej jest też przestępstwem" - powiedziała PAP dr Gardocka.

Czytaj też: Ustawa Prawo o zgromadzeniach podpisana przez prezydenta RP

Podkreśliła, że prawo jest w tej sytuacji jednoznaczne: policja powinna interweniować. "Nie zrobiła tego bądź ze względu na to, że po prostu nie zdążyła się zorganizować wobec tego zajścia, bądź ze względu na sytuację jaka jest w kraju. Sytuacja w kraju się zmieniała i w tej chwili jest bardzo trudno ocenić, jakie zachowania są pochwalane, a jakie pochwalane nie są. Policja podejmuje interwencję dopiero wtedy, kiedy ktoś kogoś zabije" - powiedziała rozmówczyni PAP.

Zdaniem dr Gardockiej prawa nie da się już zaostrzyć, bo policja ma już dość jasne przesłanki, kiedy powinna podjąć interwencję, a kiedy nie. "Jednak ludzie są tylko ludźmi, w związku z tym policja, jeśli może odczekać, to odczekuje, i nie podejmuje interwencji, chociaż powinna. Można powiedzieć, że ten kto miał obowiązek i odpowiadał za porządek w tej części miasta, powinien być pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej" - dodała.

Paraliż policji i służb miejskich

Socjolog dr Łukasz Jurczyszyn z Akademii Humanistycznej w Pułtusku i z zespołu badawczego CADIS (EHESS/CNRS) w Paryżu ocenił, że we Wrocławiu mieliśmy do czynienia z paraliżem policji i władz miejskich. "Służby nie bardzo wiedzą, w którym momencie interweniować, bo przyzwyczaiły się raczej do tego, by wszystko nagrywać do późniejszej analizy. Dopiero znając opinię specjalistów są gotowe, by pociągać do odpowiedzialności konkretne osoby" - powiedział.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Jak POradzić sobie ze schedą państwa teoretycznego - tutaj poradnik do obejrzenia - - cda.pl/video/2094256f

..., 2015-11-23 08:27:38 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE