W lany poniedziałek odpust i spotkanie z Siudą Babą

W tradycji ludowej poniedziałek wielkanocny znany jest jako śmigus-dyngus albo lany poniedziałek. To pradawne święto łączy w sobie elementy zarówno wierzeń pogańskich, jak i chrześcijaństwa.
W lany poniedziałek odpust i spotkanie z Siudą Babą

Z oktawą Wielkanocy związane są różnorodne zwyczaje świąteczne, m.in. śmigus-dyngus. To pradawne święto łączy w sobie elementy zarówno wierzeń pogańskich, jak i chrześcijaństwa. Demony wodne - topielice, mamuny i rusałki - zawieszone przez nagłą śmierć pomiędzy światami żywych i umarłych, zamieszkujące stawy, jeziora i strumienie, na co dzień nie sprzyjały człowiekowi.

Obawa przed ich nieżyczliwością nakazywała powstrzymywać się od kąpieli w zbiornikach wodnych aż do św. Jana. Tylko czas Wielkiej Nocy pozwalał, poprzez odpowiednie zabiegi, zaskarbić sobie przychylność tych złośliwych duchów, by zapewnić obfitość zbiorów.

Chrześcijaństwo nadało temu zwyczajowi zupełnie nową symbolikę. Woda wypływająca ze zranionego w Wielki Piątek boku Chrystusa w Wielkanoc nabywała oczyszczającej mocy. Zmywała grzech i dopomagała w odrodzeniu życia. Wiejski zwyczaj kropienia przez gospodarzy swoich pól wodą święconą w poniedziałek wielkanocny w miastach przybierał formę wszechogarniającej zabawy.

Gardłowe pomruki dziadów śmigustnych

Jak mówi legenda, przed wiekami do bezimiennej wioski w pobliżu Limanowej przybyli jeńcy z niewoli tatarskiej. Byli straszliwie okaleczeni - po schwytaniu obcięto im języki i zmasakrowano twarze tak, że nie sposób było dopatrzeć się w nich indywidualnych rysów. Wieśniacy przygarnęli pozawijanych w słomę nieszczęśników. Odtąd ta miejscowość nazywa się Dobra.

Właśnie w okolicach Limanowej, nocą z Wielkiej Niedzieli na lany poniedziałek, pojawiają się dziwni słomiani przebierańcy. Ich twarze zakrywają futrzane maski albo ciemne pończochy z dziurami na oczy i nos. Na głowach mają wysokie słomiane czapy.

Dziady nic nie mówią, walą w drzwi grubymi, drewnianymi kijami. Milczą i tylko czasem wydają gardłowe pomruki, gestami prosząc o datki. Gospodarze wkładają je do koszyków. Co chwila odzywa się głos trąbki.

Dziady śmigustne polewają odwiedzanych wodą, a gospodarze w zamian wynagradzają ich jedzeniem lub pieniędzmi. Najważniejsze to nie pozwolić sobie zerwać z twarzy maski i nie dać się rozpoznać.

Polewanka na odpuście

Kiedyś śmigus-dyngus to były to dwa odrębne zwyczaje - śmigus oznaczał smaganie rózgami po nogach i udach, zaś dyngus - oblewanie wodą i zbieranie datków stanowiących wielkanocny okup.

W wielu krajach, także w Polsce, przez długi czas - do XVII wieku - świętowano Wielkanoc przez trzy dni. Dyngus trwał dwa. W poniedziałek wielkanocny panowie oblewali wodą panie, a we wtorek wielkanocny, zwany trzecim świętem wielkanocnym - panie oblewały panów.

W miastach korzystano ze śmigusa-dyngusa bardzo skromnie, spryskując panny najwyżej wodą różaną. Na wsiach w ruch szły wiadra. Przemoczona odzież i mokre włosy świadczyły o powodzeniu panny.

Tradycja polewania wodą bez opamiętania rozwijała się stopniowo od połowy XIX w., by w drugiej połowie XX w. osiągnąć punkt kulminacyjny. Obyczaj ten szczególnie widoczny był w miejskich blokowiskach, gdzie grupy młodzieży płci obojga biegały z wiadrami od świtu, wypatrując ofiar.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.