Znawcy dawnych tradycji zjechali do Krakowa

Rekonstruktorzy dawnych rzemiosł i zwyczajów zjechali do Krakowa z całej Polski, aby wziąć udział w wielkim Jarmarku Świętojańskim. Nad Wisłą u stóp Wawelu założyli w środę osadę liczącą kilkadziesiąt kramów i warsztatów. Impreza potrwa do niedzieli.

Od przedpołudnia osada tętni życiem: z warsztatów wydobywają się dymy z palenisk, słychać stukot narzędzi, a gdzieniegdzie nawet szczęk oręża. Można zobaczyć, jak warzy się sól i piwo, a potem spróbować, jak smakują. W osadzie działa też manufaktura czerpania papieru oraz warsztat skryby.

W warsztacie rogownika i bursztyniarza można zobaczyć, jak w starożytności i średniowieczu wyrabiano ozdoby. Bursztynową biżuterię, ozdoby i przedmioty użytkowe z kości oraz rogu można też kupić.

Wiele z nich to dokładne repliki wyrobów sprzed wieków. Przeznaczenie niektórych trudno odgadnąć, musi pomóc rogownik: - Ten pojemniczek z wydrążonego rogu to igielnik do przechowywania igieł, a obok solniczka, za jej zawartość w IX i X wieku można było kupić konia - cierpliwie objaśnia oglądającym.

Nieco dalej zobaczyć można jak leje się świece z pszczelego wosku. Nad podgrzewaną misą z płynnym woskiem zawieszone jest koło ze zwieszającymi się na pół metra knotami. Dwaj mężczyźni cierpliwie polewają je woskiem czerpanym z misy. "Jeśli świeca jest mniejsza, wystarczy pół godziny, ale duża świeca to dwie godziny roboty. Wiele zależy też od temperatury wosku i otoczenia" - mówi jeden z rzemieślników, nakładając kolejną warstwę.

W warsztacie kowala można kupić podkowę na szczęście, na której rzemieślnik na miejscu wykuje imię nabywcy. Inny rekonstruktor objaśnia, jak bez zadziorów na żelazie naostrzyć nóż lub miecz na ręcznej szlifierce - obracający się kamień musi być mokry, dlatego dołem zanurzony jest w wodzie. A po sąsiedzku można zobaczyć, jak działa krzesiwo, czyli żelazny pałąk uderzany o kawałek krzemienia.

U garncarza przy kole siedzi dziewczyna w słowiańskim stroju. Jej siostra sprzedaje obok wypalone już naczynia, ozdoby, dzwonki. Zdradzają, jak osiągają gładką i lekko lśniącą powierzchnię naczyń - przed wypaleniem wygładzają je krzemieniem. - Dzięki temu gotowe, wypalone naczynie nie będzie przepuszczać wody, bo pory w glinie będą zamknięte - tłumaczą garncarki.

Są też kramy i warsztaty: z jadłem, ziołami, dawnymi strojami, bronią, stolarką, sprzętami codziennego użytku, haftami, wikliną, zabawkami. Cyrulicy prezentują dawne medykamenty i opowiadają, jak kiedyś oczyszczano i opatrywano rany, jak wyrywano zęby. Można nauczyć się filcowania wełny, plecenia wianków, pieczenia podpłomyków, fechtunku, haftowania, pisania gęsim piórem, kręcenia powrozów albo podpatrzyć, jak utkać krajkę.

- W sumie do Krakowa zjedzie w ciągu tych dni około 100 najlepszych rekonstruktorów rzemiosła historycznego z całej Polski - podsumowuje Róża Wollny, współautorka programu jarmarku.

Kramy i warsztaty stanęły okręgiem tworząc majdan, na którym odbywają się pokazy tańca, ćwiczenia fechtunku, gry i zajęcia edukacyjne. Dla najmłodszych - m.in. szansa przeistoczenia się w królewskich inwestygatorów, tropiących grasującego na jarmarku rabusia.

Obok prawdziwa karczma i profesjonalna scena, na której co wieczór zaplanowano koncerty i spektakle utrzymane w klimacie słowiańskiej osady. Pierwszy z nich już w środę, zatytułowany "Noc Kupały".

Jarmark Świętojański został zorganizowany w ramach dorocznych krakowskich "Wianków" zamiast wielkiego plenerowego koncertu z udziałem gwiazd. Stan bulwarów i wałów wiślanych po powodzi nie pozwolił na jego organizację. Krakowskie Biuro Festiwalowe, które organizuje jarmark, zapowiada, że będzie się on odbywał odtąd co roku.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.