Zwierzęce targowisko do zamknięcia

Powiatowy lekarz weterynarii zadecydował we wtorek o zamknięciu targowiska zwierzęcego w Bodzentynie. W jego opinii miejscowe władze gminy nie zapewniły dostatecznych warunków dla handlu bydłem. Zwierzęta na targu sprzedawane są głównie na ubój.

Jak tłumaczył kielecki powiatowy lekarz weterynarii Wiesław Wyszkowski, gmina, która jest organizatorem targów, nie zapewniła wymaganych prawem warunków dla bezpiecznego wyładunku i załadunku zwierząt - w sposób nie narażający ich na cierpienie, ból i stres.

- Zwierzęta są wyładowywane, wyciągane przez handlarzy na plac wprost z samochodów, nie na ustawione rampy, przez co są narażone na urazy i złamania kończyn - mówił Wyszkowski.

Decyzja dotyczy sobotnich targów bydła. W Bodzentynie nadal będzie można handlować końmi - targi odbywają się w poniedziałki.

Wyszkowski, który niedawno wizytował targowisko ocenił, że panuje tam chaos organizacyjny. Na placu nie wyznaczono m.in. kierunków jazdy dla samochodów transportujących zwierzęta, nie wybudowano też - zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami - zadaszonego pomieszczenia.

Weterynarz podkreślił, że lokalne władze będą mogły starać się zgodę na ponowne uruchomienie handlu bydłem, jeżeli dostosują się do wszystkich zaleceń administracyjnych.

W opinii burmistrza Bodzentyna Marka Kraka zamknięcie targowiska uderzy w miejscowych rolników. Podkreślił, że będzie starał się o jak najszybsze ponowne uruchomienie handlu w tym miejscu.
- Mamy bieżącą wodę, toalety, jest rampa dla zwierząt. To jedne z lepszych warunków handlu - ocenił Krak. Dodał, że za stan zwierząt podczas targów odpowiada powiatowy lekarz weterynarii, z którym gmina ma podpisaną umowę.

Informacje o niehumanitarnym traktowaniu zwierząt podczas targów w Bodzentynie docierały do powiatowego lekarza weterynarii m.in. od międzynarodowych organizacji prozwierzęcych.

- Zwierzęta przywożone na targ są często chore, źle transportowane - powiedziała Anna Lorenzen, która od kilku lat działa na rzecz poprawy losu zwierząt hodowlanych. Dodała, że w Bodzentynie zwierzęta są wyładowywane z samochodów nad ranem, gdy jest jeszcze ciemno. Wszystko odbywa się w ogromnym pośpiechu - to wtedy konie i bydło są najbardziej narażone na urazy.

Na targi zwierzęce w Bodzentynie przyjeżdżają handlarze z całej Polski. Z targowicy dwa razy w tygodniu odjeżdża tysiące zwierząt, w 90 proc. przeznaczonych do uboju.

 

 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE