Partnerzy portalu

"Bardzo sensowne" zmiany w pracy nauczycieli. Skorzystają szkoły i uczniowie

"Bardzo sensowne" zmiany w pracy nauczycieli. Skorzystają szkoły i uczniowie
21 września minister edukacji zaproponował zmiany w statusie zawodowym nauczycieli (fot.shutterstock)
Zaproponowane 21 września przez ministra edukacji zmiany w statusie zawodowym nauczycieli nie przypadły go gustu sporej części nauczycielskiego środowiska, spodobały się za to rodzicom skupionych wokół fundacji „Rodzice Szkole”. - To rozwiązania bardzo sensowne i pragnę podkreślić, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat znalazł się minister, który ma odwagę podjąć radykalne działania, a nie kontynuować ciągłe gadanie - mówi Wojciech Starzyński, prezes fundacji. "Rodzicom Szkole" szczególnie podoba się pomysł wprowadzenia tzw. godzin dostępności.
  • Wojciech Starzyński podkreśla, że nie może być tak, że gdy tylko pojawia się sprawa zwiększenia pensum, to związki zawodowe mówią "nie" - i kropka.
  • - Brakuje debaty na temat szeroko pojmowanej polityki edukacyjnej. Tę debatę powinien zorganizować minister edukacji bądź premier rządu - postuluje Wojciech Starzyński.
  •  Zdaniem przedstawiciela Fundacji "Rodzice Szkole" nie będzie łatwo przekonać nauczycieli, że zaproponowane przez ministerstwo rozwiązania będą dobrze dla samych nauczycieli i szkół, ale także dla uczniów.

Wojciech Starzyński (fot. arch. własne)
Wojciech Starzyński (fot. arch. własne)

Proponowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki zmiany w statusie zawodowym pracowników oświaty przewidują wprowadzenie tzw. godzin dostępności, czyli obowiązkowych ośmiu godzin tygodniowo, które - oprócz zajęć dydaktycznych - nauczyciel ma spędzać w szkole. Co pan sądzi o takim rozwiązaniu?

Wojciech Starzyński, prezes Fundacji „Rodzice Szkole”: - Na te godziny trzeba spojrzeć kompleksowo, w kontekście wszystkich proponowanych zmian dotyczących pragmatyki zawodowej nauczycieli, awansu zawodowego i kwestii uregulowania systemu wynagrodzeń nauczycieli.

Uważam, że to rozwiązania bardzo sensowne i pragnę podkreślić, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat znalazł się minister, który ma odwagę podjąć radykalne działania, zaproponować konkretne rozwiązania, a nie kontynuować ciągłe gadanie.

Jeśli w ślad za tymi zmianami pójdą zmiany w ścieżce awansu zawodowego, odbiurokratyzowanie pracy nauczyciela i znaczące podwyżki wynagrodzeń, to będę bardzo zadowolony.

Cieszy mnie, że w to wszystko wpisuje się wyraźne wskazanie, że nauczyciele - w ramach swojej pracy - mają obowiązek konsultowania się z rodzicami, traktowania ich jak partnerów.

Czy wymiar godzin dostępności nie powinien być zróżnicowany na poszczególnych etapach edukacji? Przecież możliwość częstego kontaktu rodzica z nauczycielem jest potrzebna głównie w szkole podstawowej.

- Z tym jest różnie... I jeśli mówimy o relacjach szkoły z radą rodziców, czyli reprezentacją rodziców w sprawach polityki oświatowej realizowanej na terenie szkoły, to ta aktywność w szkołach ponadpodstawowych wcale nie jest mniejsza niż na poziomie szkoły podstawowej.

Niewątpliwie też w pewnych sprawach dotyczących uczniów szkół ponadpodstawowych, którzy nie są pełnoletni, ten głos rodziców powinien być decydujący. I oczywiście, bardziej w przypadku szkoły podstawowej niż na poziomie szkoły ponadpodstawowej, gdzie rodzic musi uwzględnić opinie dorastającego człowieka. Bo to uczy go odpowiedzialności.

A poza tym 16- czy 17-latka nie można do niczego zmusić, jeśli się go nie przekona. W związku z powyższym te relacje powinny się inaczej rozkładać, ale byłbym przeciwny twierdzeniu, że na poziomie szkoły ponadpodstawowej nie buduje się współpracy z rodzicami, bo głównymi partnerami dla nauczyciela są uczniowie.

Oczywiście, te relacje nauczyciela z rodzicami w indywidualnych sprawach zupełnie inaczej układają się w szkole podstawowej i ponadpodstawowej. Dlatego, gdy chodzi o zróżnicowanie, wydaje mi się, że to wykaże praktyka. Bo - moim zdaniem - o tych ośmiu godzinach mówimy hasłowo i nadal będzie taka sytuacja, że część pracy nauczyciele będą wykonywali poza szkołą.

Chociażby dlatego, że jest wiele szkół, w których nie ma fizycznie możliwości, żeby nauczyciele siedzieli i pracowali przez dodatkowe osiem godzin - tym bardziej że w nasze życie weszły już rozwiązania pozwalające na komunikację zdalną.

Nie przesadzajmy z ośmioma sztywnymi godzinami na terenie szkoły... Chodzi o to, żeby nauczyciel miał świadomość, że pracuje osiem godzin dziennie, ale ten obowiązek może w różny sposób realizować.

Według MEiN to rozwiązanie wpłynie m.in. na chęć organizowania wycieczek przez nauczycieli. Czy widzi pan taką możliwość?

- Problem polega na tym, że zaproponowane przez MEiN rozwiązania, które - podkreślam - uważam za słuszne, budzą duży opór ze strony przedstawicieli części władz samorządowych oraz środowisk oświatowych, w tym przede wszystkim Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jeśli zatem nie zbudujemy szeroko rozumianej przestrzeni do zmian, to część nauczycieli na pewno podejmie formę sprzeciwu, którą można nazwać strajkiem włoskim - i nie będzie organizowała wycieczek uczniów.

Moim zdaniem przekonanie nauczycieli do tego, że zaproponowane przez MEiN rozwiązania będą dobrze służyć nauczycielom i szkołom, a więc uczniom, nie jest takie proste - dlatego że w Polsce od lat nie prowadziło się żadnej poważnej debaty na ten temat - ani związki zawodowe nauczycielstwa, ani środowiska nauczycielskie, ani środowiska samorządowe, ani strona rządowa właściwie o tym nie rozmawiają.

Od czasu do czasu pojawia się jakiś pomysł - jak ten, który rząd chce wprowadzić w życie - ale właściwie bez przygotowania. Brakuje przedyskutowania, zdobycia zwolenników, wytłumaczenia, na czym dane rozwiązanie będzie polegało.

Teraz mamy tego przykład, bo wobec omawianych tu zmian związki zawodowe, a zwłaszcza ZNP, powiedziały "kontra" - i nic więcej. Nie podejmują żadnej dyskusji, nie zgłaszają konstruktywnych propozycji, tylko podburzają nauczycieli, łącząc ten opór ze sprzeciwem wobec dokonujących się zmian - w filozofii oświaty i spraw wychowawczych itd.

Uważam, że sprawy ideologii, światopoglądu i wychowania, na które możemy mieć różne spojrzenie, należy oddzielać od kwestii pragmatyki służbowej i pensum; tymczasem u nas się je nakłada. I ponieważ część nauczycieli nie akceptuje tego, co w zakresie filozofii gender czy LGBT mówią władze oświatowe, odrzuca wszystko, w tym również sensowne zmiany w zupełnie innym obszarze.

Widać zatem problem, jak do tego wszystkiego przekonać nauczycieli. Może gdy zobaczą oni, że rzeczywiście zarobki poszły w górę, doszło do skrócenia awansu zawodowego i odbiurokratyzowania szkoły, to ta sytuacja się zmieni.

To wyzwanie, ale podkreślam bardzo wyraźnie – przez 30 lat problem pragmatyki zawodowej, pensum ciągle się pojawiał, ale żaden z ministrów edukacji nie miał odwagi chwycić byka za rogi i zaproponować bardzo wyraziste rozwiązania.

Minister Przemysław Czarnek jest pierwszym, który to robi - i za to należy mu się pochwała.

Zobacz też: Nauczyciele dostaną więcej. Ale tylko niektórzy

Niedawno rozmawiałem z nauczycielką, która zapowiedziała, że jeśli wejdą dodatkowe godziny, to w piątek o 16.00 zamknie komputer i aż do poniedziałku nie odpowie na żadne pytanie rodziców. Czy nie obawia się pan, że przymus dostępności będzie skutkował takimi utrudnieniami?

- Takie zjawisko może się zdarzyć, ale nauczyciele to grupa zawodowa licząca ponad 500 tys. osób, więc ich podejście na pewno będzie różne.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nauczyciel powinien włączać komputer o północy i odpowiadać na pytania rodziców, ale sądzę, że znajdą się tacy, dla których godz. 16.00 nie będzie barierą. Wszystko zależy od ludzi.

Trzeba pamiętać, że szkoła to skomplikowany system, którego nie da się wtłoczyć w sztywne ramy. Dlatego pełne rozliczenie tych ośmiu godzin pracy też nie będzie możliwe...

Tu pojawia się też pytanie, czy w takim zawodzie, jak zawód nauczyciela, bardziej powinniśmy próbować rozliczać efekty pracy, czy też czas pracy. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale wiem, że trzeba o tym rozmawiać...

Jest też druga strona relacji nauczyciel-rodzic. Część rodziców przyzwyczaiła się, że przysyłają pytania o każdej porze dnia i nocy. Dzwonią do nauczycieli przed pracą i późnym wieczorem, w czasie teoretycznie wolnym.

- To szerszy problem - zarówno w relacjach indywidualnych, jak i zespołowych, typu rady rodziców. Przez lata zmieniały się rządy, nauczyciele, a zasady współpracy tych dwóch stron środowiska szkolnego wcale się nie polepszyły, a w wielu miejscach uległy spatologizowaniu. Dzisiaj trzeba zatem rodziców uczyć, że nauczyciele też mają swoje rodziny i nie mogą być dostępni o każdej godzinie.

Z drugiej strony nauczyciel też musi mieć świadomość, że ma być dostępny. To kolejne olbrzymie pole do różnego rodzaju działań, bo w tej chwili te relacje, zresztą nie tylko w oświacie, są w kryzysie.

I tu pojawia się pytanie, czy potrafimy odbudować to, co nazywa się kapitałem społecznym, żeby zbudować społeczność ludzi uczestniczących we wszystkich obszarach życia publicznego, a nie tylko egoistycznie nastawionych jednostek, dbających wyłącznie o swój interes.

Dlatego mówię o tym od lat – powtórzę: brakuje debaty na temat szeroko pojmowanej polityki edukacyjnej. Tę debatę powinien zorganizować minister edukacji bądź premier rządu. Osobiście składałem już takie propozycje, ale jakoś nikt nie widzi potrzeby jej przeprowadzenia...

Powiedział pan, że podobają się panu propozycje ministra w kwestii pensum. Czy podniesienie go o cztery godziny to nie jest za dużo?

- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie... Nie byłem i nie jestem nauczycielem, i nie chcę się na ten temat wypowiadać.

Sądzę jednak, że wypowiedzi nauczycieli na ten temat, z których wynika, że najlepiej niczego nie zmieniać, są nacechowane negatywnymi emocjami. Myślę, że są nauczyciele, są pewne przedmioty, dla których te cztery godziny można spokojnie dodać i są też takie, gdzie to będzie zdecydowanie za dużo.

I są też nauczyciele, którzy świetnie sobie z tym poradzą i tacy, którzy nie będą w stanie poprowadzić tych dodatkowych czterech godzin tygodniowo – to sprawa indywidualna. Tego nie rozstrzygnę, ale myślę, że - znów - warto o tym rozmawiać.

Nie może być jednak takiej sytuacji, że kiedy pojawia sprawa zwiększenia pensum, to związki zawodowe mówią "nie". Związki nigdy nie powiedziały, że może 19 godzin pensum byłoby w sam raz, tylko od lat twierdzą, że nauczyciel nie może pracować ani 15 minut dłużej. W ten sposób nie da się dyskutować.

Zobacz: Związki nauczycielskie się jednoczą. "Wystarczy tylko iskra"

Pensum rośnie o 22 proc., więc teoretycznie 22 proc. nauczycieli straci pracę. Czy nie obawia się pan tych zwolnień w oświacie?

- Ta sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż się wydaje. Bo - z jednej strony - są takie miejsca w Polsce, gdzie nauczycieli jest zdecydowanie za dużo, np. w Ostrołęce, i są takie, jak np. Warszawa, gdzie ich brakuje. Dlatego trudno powiedzieć, ilu nauczycieli naprawdę straci pracę. Chcę też zwrócić uwagę, że w całym pakiecie propozycji zmian ministerstwo przewidziało program osłonowy.

Musimy też zdawać sobie sprawę, że pensum w Polsce jest jednym z najniższych ze wszystkich krajów Europy i świata. I oczywiście warunki pracy i zarobki nauczycieli za granicą są inne, ale skoro tam można, to u nas też trzeba to zrobić.

A jeśli przy tym część nauczycieli będzie zmuszona odejść z pracy, to - miejmy nadzieję - odejdą ci najsłabsi, a zostaną ci najlepsi. Bo trzeba pamiętać, że środowisko nauczycielskie jest bardzo zróżnicowane - obok nauczycieli wspaniałych, są też tacy, którzy w ogóle nie powinni się zajmować nauczaniem. Jeśli te zmiany zostaną poparte przez samorządy, to może dojść również samooczyszczenie się środowiska.

Wszystko wskazuje na to, że samorządy te zmiany popierają.

- To bardzo dobra wiadomość, bo samorządy terytorialne w pewnym momencie zajmowały postawę kontestującą wszelkie działania władz publicznych.

Uważam, że przekazanie szkół samorządom - w czym sam uczestniczyłem - i odejście od scentralizowanego systemu było wielkim osiągnięciem ostatnich dziesięcioleci i szkoły powinny pozostać w gestii samorządu. Ale jednocześnie uważam, że po dwudziestu latach od zmiany systemu edukacji warto się przyjrzeć, jak on działa i skorygować pewne nieprawidłowości.

Zobacz: Zmiany w statusie nauczycieli. Metropolie wstępnie za – czekają na konkrety

Krytykowana jest również podwyżka nie tylko ze względu na wzrost pensum, ale na jej wysokość w kontekście rosnącej inflacji.

- Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak inflacja będzie postępowała, aczkolwiek wskazuje się, że we wrześniu przyszłego roku może ona być już dwucyfrowa. Być może zatem rząd będzie musiał poszukać jakichś dodatkowych rozwiązań ją rekompensujących.

Zdaję sobie z tego sprawę, ale uważam, że trzeba mieć odwagę coś zrobić. Ruszyć tę zastałą bryłę z posad, by potem ją korygować, poprawiać, a nie zastanawiać się, co będzie za rok, dwa lata lub trzy.

Dlatego uważam, że zaproponowane przez ministra Przemysława Czarnka zmiany to krok w dobrym kierunku, na którym nie można poprzestać, tylko obserwować, jakie one wywołują skutki finansowe i społeczne.

Do tego potrzebna jest zgoda całego środowiska, gotowość do kompromisu, żeby na bieżąco dokonywać wszechstronnej analizy i korekty finansowej.

TAGI
KOMENTARZE51

  • Rodzic 2021-11-02 11:56:28
    Do Stary nauczyciel: DORADCO METODYCZNY boisz się, że pozbędą się starego betonu? Strach Cię ogarnia przed młodą konkurencją?
  • Stary nauczyciel 2021-11-02 10:46:04
    Nauczycielu, gratulują nowej pracy. Większość młodych z inicjatywą nie powinno zaczynać pracy w szkole. Nie ma perspektyw finansowych w tym zawodzie.
  • Kasia 2021-10-31 12:41:32
    Do nauczyciel: chciałeś się pochwalić? Świetna wiadomość dla tych 44 tys którzy podobno mają stracić pracę

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!