Bezpieczeństwo w szkołach: NIK wytyka brak szkoleń i wadliwe procedury

Bezpieczeństwo w szkołach: NIK wytyka brak szkoleń i wadliwe procedury
Co dwa lata szkoły powinne ćwiczyć ewakuację (fot. warminsko-mazurska.policja.gov.pl)
Szkoły nie są odpowiednio przygotowane na wypadek wystąpienia ewentualnych zagrożeń. Mimo że posiadają procedury bezpieczeństwa, to jest w nich sporo błędów. Na dodatek praktyczna wiedza o tym, jak zachować się w sytuacji zagrożenia, pozostawia wiele do życzenia - takie wnioski płyną z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli.
  • NIK podkreśla, że warunkiem realnego zapewnienia bezpieczeństwa jest nie tylko opracowanie procedur, ale też praktyczne przygotowanie pracowników szkół i uczniów do ich stosowania.
  • Z tym zaś nie jest najlepiej. Regularne ćwiczenia sprawdzające funkcjonowanie procedur nie są normą, a ćwiczenia z pierwszej pomocy odbywają się w części placówek bardzo rzadko.
  • Dyrektorzy zostali pozostawieni bez potrzebnego wsparcia, co przełożyło się na niską jakość procedur związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa – ocenia NIK.

Dziś temat bezpieczeństwa w szkołach zwykło postrzegać się głównie przez pryzmat sytuacji epidemicznej, szczepień nauczycieli i wpływu stacjonarnej nauki na rozprzestrzenianie się koronawirusa. Nie zawsze tak jednak było i wcześniej, czy później sytuacja wróci do stanu sprzed epidemii. Co nie oznacza, że temat bezpieczeństwa w szkołach straci na znaczeniu. Inaczej rozłożą się natomiast w nim akcenty. Stąd dla rodziców pytanie o to, do jakiej szkoły wrócą ich dzieci, nie jest wyłącznie pytaniem związanym z samą nauką, ale też otoczeniem, w jakim się ona odbywa.

Na forum sejmowej podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania przedstawiciele NIK prezentowali w piątek (16 kwietnia) wyniki kontroli, jaka została przeprowadzona w Ministerstwie Edukacji i Nauki, 21 szkołach podstawowych i ponadpodstawowych z woj. pomorskiego, wielkopolskiego, kujawsko – pomorskiego, łódzkiego, mazowieckiego, śląskiego i podkarpackiego, a także 14 organach prowadzących tychże szkół. Kontrola ta dotyczyła zabezpieczenia szkół przed zagrożeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi w latach 2018 – 2019.

Procedury są, ale wadliwe. Już to zagraża uczniom i nauczycielom

Rozpoczynając omawianie wyników kontroli Piotr Walczak z delegatury NIK w Łodzi podkreślił, że we wszystkich sprawdzanych szkołach wprowadzono procedury bezpieczeństwa przygotowane na wypadek wystąpienia zagrożenia, przy czym w zdecydowanej większości (ponad 85 proc.) były one wzorowane na ministerialnym podręczniku „Bezpieczna szkoła”. Problem jednak w tym, że – jak zaznaczył Walczak - w ponad 90 proc. skontrolowanych szkół procedury te nie były przygotowane prawidłowo.

Inspektorzy wytknęli, że procedury np. nie były dostosowane do specyfiki szkoły, nie uwzględniono w nich potrzeb osób niepełnosprawnych w czasie ewakuacji, zapisane w nich sygnały nie byłyby możliwe do nadania z powodu braku wyposażenia szkoły w odpowiednie urządzenia alarmowe, nie określono sygnału alarmowego na wypadek konieczności zabarykadowania się w klasach, czy sygnału odwołującego alarm, względnie taki sam sygnał przewidziano na wypadek ewakuacji z budynku i w przypadku konieczności barykadowania się w klasach.

Czytaj: Dyrektorzy mogą zorganizować stacjonarne zajęcia dla uczniów przygotowujących się do egzaminu zawodowego

- Każda z tych nieprawidłowości mogła skutkować narażeniem osób przebywających podczas wystąpienia zagrożenia w budynku szkoły na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia – podkreślił Walczak. Zaznaczył przy tym jednak, że warunkiem realnego zapewnienia bezpieczeństwa jest nie tylko opracowanie procedur, ale też praktyczne przygotowanie pracowników szkół i uczniów do ich stosowania.

NIK przeprowadził w szkołach „eksperyment procesowy”

Jak zaznaczyła Izba w skontrolowanych szkołach kadra i uczniowie zostali zapoznani z procedurami bezpieczeństwa. W ponad połowie szkół dyrektorzy weryfikowali znajomość tychże procedur, ale tylko w trzech placówkach miało to formę praktycznych ćwiczeń.

Aby sprawdzić jak dyrekcja i personel szkół faktycznie zachowa się w sytuacji zagrożenia NIK przeprowadził w siedmiu szkołach „eksperyment procesowy”, symulujący zagrożenie (w jednym przypadku był to zaaranżowany „incydent bombowy”, w sześciu przypadkach wtargnięcie uzbrojonego napastnika). W ten sposób chciano sprawdzić szybkość podejmowania decyzji, ich zgodności z procedurami i trafność z punktu widzenia bezpieczeństwa osób, a także sprawności przepływu informacji. Oceniać miał to obecny na miejscu kontroler i specjalista od bezpieczeństwa.

Czytaj: Matura 2021: Możliwe testy na koronawirusa dla maturzystów

W trzech szkołach incydent wypadł pozytywnie, ale już w czterech ujawnił brak znajomości procedur. W szczególności – jak podało NIK - stwierdzono m.in. zbyt długi proces decyzyjny, nieznajomość sygnałów alarmowych, błędne decyzje podejmowane przez dyrektora, brak wyćwiczonych nawyków zachowania, brak obserwacji na bieżąco obrazu z monitoringu, co uniemożliwiłoby śledzenie działań potencjalnego napastnika, czy nieznajomość sposobu bezpiecznego przekazania uczniów rodziców i opiekunów.

Jak podkreślił Piotr Walczak część z ujawnionych nieprawidłowości była możliwa do uniknięcia, gdyby szkoły przeprowadzały ćwiczenia sprawdzające funkcjonowanie procedur. Tak jednak działo się tylko w trzech (14 proc.) szkołach. Izba podkreśliła, że dyrektorzy szkół co do zasady zapewnili nauczycielom szkolenia w zakresie identyfikacji zagrożeń, jak i zasad udzielania pierwszych pomocy, ale w 1/3 szkół czas, jaki upłynął od ostatniego szkolenia był już bardzo długi (u rekordzistów sięgał nawet 10 lat), co nie najlepiej wróży na wypadek ewentualnej sytuacji kryzysowej.

NIK zwrócił uwagę również na nieprawidłowości w budynkach (np. niedrożność drzwi ewakuacyjnych, wykorzystanie monitoringu wyłącznie do celów dowodowych, a nie interwencyjnych, brak apteczek, a także fakt, że obraz z kamer nie był przekazywany w czasie rzeczywistym). Izba podała, że w siedmiu skontrolowanych szkołach (czyli 1/3) przyczyną niezrealizowania zadań z zakresu bezpieczeństwa był brak środków finansowych, aczkolwiek we wszystkich przypadkach dyrektorzy występowali do organów prowadzących o przyznanie odpowiednich środków. Zauważono, że jedynie dwie szkoły wzięły udział w ministerialnym programie „Bezpieczna+”, natomiast żadna w programie „Razem Bezpieczniej”.

Dyrektorzy bez wsparcia i niechętni do sięgania po ministerialny poradnik

Organom prowadzącym szkoły Izba wytknęła przede wszystkim to, że reagują (owszem, bardzo skrupulatnie) dopiero po zaistnieniu jakiś incydentów w szkołach, a zaniedbują prewencję.

- Żaden z 14 organów prowadzących nie opracował wytycznych, standardów, czy procedur służących zapewnieniu bezpieczeństwa w prowadzonych szkołach, jak również nie uczestniczył w przygotowaniu przez szkoły procedur postępowania na wypadek wystąpienia tych zagrożeń. W rezultacie dyrektorzy zostali pozostawieni bez potrzebnego wsparcia, co przełożyło się na niską jakość procedur związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa – ocenił przedstawiciel NIK.

Znacznie lepiej Izba oceniła działania Ministerstwa Edukacji i Nauki stwierdzając, że resort „rzetelnie” identyfikował zagrożenia wewnętrzne i zewnętrzne w szkołach, opracowując w oparciu o nie poradnik „Bezpieczna Szkoła”. W dokumencie tym, oprócz katalogu zagrożeń i procedur związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa fizycznego i cyfrowego, znalazły się również schematy reagowania na sytuacje kryzysowe. NIK zaznaczył, że porady te miały fakultatywny charakter, więc MEN nie monitorował jego wdrażania, a część szkół tych materiałów nie wykorzystywała. Podobnie było też z realizowanymi przez resort programami „Razem Bezpieczniej” i „Bezpieczna+”, do których przystąpiło zaledwie kilka procent szkół.

- Procedury zamieszczone w poradniku wymagają dostosowania do specyfiki szkoły i panujących w niej warunków. Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa jest zapisany w aktach prawnych, ale sposób jego zapewnienia leży w gestii dyrektora i organu prowadzącego - stwierdziła Joanna Wilewska, dyrektor departamentu wychowania i edukacji włączającej MEiN, komentując w ten sposób informacje o błędach w opracowywanych na podstawie ministerialnego poradnika procedur bezpieczeństwa. Przypomniała zarazem, że dyrektor szkoły jest zobowiązany do corocznego przeglądu warunków bezpieczeństwa i przekazania sprawozdania do organu prowadzącego oraz przeprowadzenia co dwa lata próbnej ewakuacji.

- Nie ma przeszkód, by próbne ewakuacje odbywały się częściej niż raz na dwa lata – dodała Wilewska, odnosząc się do zgłaszanych w tej kwestii przez posłów postulatów.

TAGI
KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!