Partnerzy portalu

Dziś Dzień Nauczyciela. Blisko 700 tys. nauczycieli świętuje, choć nie wszyscy mają powody

Dziś Dzień Nauczyciela. Blisko 700 tys. nauczycieli świętuje, choć nie wszyscy mają powody
Fot. Adobe Stock. Data dodania: 20 września 2022
Blisko 700 tys. nauczycieli świętuje dzisiaj (14 października) Dzień Edukacji Narodowej, chociaż w wielu szkołach i placówkach edukacyjnych uroczystości z nim związane już się odbyły. Jednak nie wszyscy nauczyciele są zadowoleni ze swojej zawodowej sytuacji.
  • Dzień Edukacji Narodowej to radosne święto edukacji, ale nauczyciele nie są zadowoleni.
  • Obecnie polska szkoła jest zajęta problemami organizacyjnymi i systemowymi, a to nie sprzyja myśleniu o poprawia jakości edukacji.
  • Polskiej szkole potrzebne są zmiany jakościowe, które pozwolą jej odejść od tradycyjnych metod nauczania - przywrócić radość nauki dzieciom, a nauczycielom radość nauczania.   

Minister Dariusz Piontkowski zorganizował obchody święta KEN 11 października, w gmachu Kancelarii Premiera Rady Ministrów, podczas których nauczycielom oraz pracownikom oświaty wręczono odznaczenia państwowe, medale, nagrody Ministra Edukacji Narodowej, a także tytuły honorowego Profesora Oświaty. Osobiście odebrało je 22 pedagogów i pracowników oświaty, ale w skali kraju wręczono ponad 7320 medali. Nagrody, dyplomy i gratulacje wręczali i będą wręczać również przedstawiciele władz samorządowych.

Mimo tak imponującej liczby nagrodzonych pedagogów i pracowników oświaty, okazji do uroczystego świętowania Dnia Edukacji Narodowej, popularnie zwanego Dniem Nauczyciela, wiele nie mamy. Ostatnie 12 miesięcy w życiu szkoły to pasmo ostrych kłótni i sporów, które ani nie poprawiły kondycji polskiej edukacji, ani kondycji samych nauczycieli. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku nie jest najlepiej.

Po pierwsze, reforma

Dyskusja, która toczy się wokół reformy systemu nauczania oraz systemu wynagradzania nauczycieli już dawno przesłoniła dyskusję nad stanem polskiej edukacji i kierunkami koniecznych zmian. Mieli rację bowiem ci, którzy u progu forsowanej przez min. Annę Zalewską reformy, twierdzili, że teraz nie będzie się o niczym innym dyskutować tylko o reformie. O tym, czy szkoła ośmioklasowa jest lepsza niż sześcioklasowa, czy likwidacja gimnazjów jest potrzebna, czy nie, a także o tym, jak zmienić sieć szkół, by spełniała ona obecne wymagania. Czy samorząd znajdzie pieniądze na przystosowanie placówek edukacyjnych do nowych (w sensie wieku i wymagań oczywiście) uczniów i dlaczego za tak drastycznymi zmianami nie idą pieniądze.

 

Wreszcie – bieżące pytania, na które musiały sobie odpowiedzieć zarówno władze oświatowe, jak i tzw. organy prowadzące, w tym przede wszystkim dyrektorzy szkół – jak zmieścić w szkołach ponadgimnazjalnych podwójną liczbę uczniów i jak zapewnić dla nich odpowiednią liczbę nauczycieli z właściwym przygotowaniem.

Nie ma co ukrywać, że na tle tych fundamentalnych problemów, systemowych i organizacyjnych, dyskusja o konieczności podniesienia jakości kształcenia, wprowadzania nowoczesnych metod w miejsce tradycyjnych, a zwłaszcza odchudzania programów w kierunku rozwijania kreatywności i kształtowania umiejętności miękkich uczniów, wypadła blado i niestosownie. Efekt? Jeśli chodzi o jakość kształcenia, szkoła znajduje się w tym samym miejscu, w którym była kilka lat temu. Świadczą o tym chociażby wypowiedzi uczniów, ich rodziców i samych nauczycieli, którzy zamiast uczyć, zarażać dzieci i młodzież chęcią zdobywania wiedzy, ścigają się z czasem, realizując rygorystyczne i co tu dużo mówić nadmiernie rozbudowane podstawy programowe.

Jakość na drugim planie

Jednak walka o zapewnienie miejsca w wybranej szkole każdemu absolwentowi szkoły podstawowej i gimnazjum nie zakończyła problemów systemowych. Owszem, to miejsce dla wszystkich uczniów z podwójnego rocznika się znalazło – okupione wytężoną pracą organizacyjną kadr szkolnych oraz organów prowadzących, a także władz oświatowych, które z góry założyły, że się da – i się dało. Niebawem jednak, już za dwa lata, kiedy przez szkoły przejdzie fala podwójnego rocznika, pojawi się problem nadmiaru nauczycieli w szkołach, dla których nie będzie pracy. I znowu system będzie mógł się zająć sobą. A dyskusja o edukacji, o nowych modelach prowadzenia zajęć, angażowania uczniów w zdobywanie wiedzy, w sprawy społeczne i jakże modne – środowiskowe zejdą na plan dalszy.

Czytaj więcej tutaj: Dostosowanie pensji nauczycieli tylko do płacy minimalnej nie rozwiąże problemu

No może nie całkowicie. Zawsze bowiem znajdą się tzw. prawdziwi pedagodzy, którzy mimo wszystko, mimo przeciwności losu znajdą w sobie siłę, by wykrzesać z dzieci, młodzieży entuzjazm do nauki i poznawania świata. Niestety, miniony rok nie sprzyjał i takim postawom.

W ciągu ostatniego roku nauczyciele – jak nigdy walczyli o swoje. Najpierw ostro sprzeciwiając się nowemu systemowi oceny ich pracy, a co za tym idzie również wydłużeniu okresu awansu zawodowego, a potem niemal masowo przystępując do strajku, którego podstawowym celem było zatrzymanie nie tylko procesu pauperyzacji zawodu, ale i rezygnacji z wykonywania tego zawodu, zwłaszcza wśród ludzi młodych.

Utracony prestiż

Dziś nie jest tajemnicą, że wyszło jak zwykle, a może nawet gorzej. Blisko miesięczny strajk, podczas którego wiele placówek edukacyjnych nie pracowało, a w wielu – nie wiedzieć czemu nie odbywały się lekcje, chociaż nie wszyscy nauczyciele strajkowali - zakończył się fiaskiem. Pedagodzy zdobyli w zasadzie to, co i tak mieli obiecane w ustawie Karta Nauczyciela i to na kilka godzin przed rozpoczęciem strajku. Mówię tu o porozumieniu podpisanym przez przedstawicieli Solidarności Oświatowej, a więc części środowiska, 7 kwietnia 2019 r. Przyspieszyło ono o cztery miesiące wprowadzenie w życie trzeciej transzy podwyżki, zaplanowanej na styczeń 2020 r. oraz m.in. usankcjonowało likwidację niechcianego przez środowisko systemu oceniania, ale skutecznie podzieliło środowisko.

Kolejne dni i tygodnie strajku oraz atmosfera, jaka się wokół niego wytworzyła, dopełniły dzieła - nauczyciele stracili w oczach sporej części społeczeństwa i tak już nadwątlony prestiż, jako ci którym robić się nie chce, bo pracują tylko 18 godzin tygodniowo, i ciągle jest im za mało. Wielomiesięczna dyskusja nad ich postulatami, dotyczącymi głównie zmiany systemu wynagrodzeń oraz koniecznych zmian w systemie edukacji, doprowadziła też do silnego spadku motywacji do pracy. Do przeświadczenia, że już nic w tej edukacji od nich nie zależy.

fot. men.gov.pl
fot. men.gov.pl

 

To dlatego oczywiste zdawałoby się słowa ministra Dariusza Piontkowskiego, na temat konieczności zachowania pewnej autonomii nauczyciela w podejmowaniu decyzji w sprawie uczniów stały się tak ważne. Tak jak każdy inny ruch ze strony władz oświatowych, mający wpływ na kondycję nauczycieli i stan edukacji. 

- Dzień Edukacji Narodowej to jeden z tych dni w trakcie roku, kiedy uwaga nas wszystkich skupia się na polskiej szkole, na nauczycielach, na uczniach. To jest dzień, w którym na szczęście wszyscy polskiej szkole dobrze życzą. Życzą, aby nauczyciele pracowali jak najlepiej, aby byli zadowoleni ze swojej pracy i aby efekty tej pracy przynosiły dobre efekty, aby dzieci i młodzież uczący się w naszych szkołach byli zadowoleni, ale także zdobywali nowe umiejętności - mówił Dariusz Piontkowski podczas uroczystości w KPRM.

Nauczyciele czekają na te zmiany, tak jak polska edukacja na zmiany jakościowe. Dopiero wtedy dzień powstania Komisji Edukacji Narodowej będzie mógł być w pełni celebrowany.

TAGI
KOMENTARZE8

  • yxyx 2019-10-19 17:46:38
    700 tysięcy ? a dzieci coraz mniej.
  • L. 2019-10-14 23:22:29
    Do Ep: Jestem Nauczycielem i jestem za zniesieniem tego święta.
  • Belfer 2019-10-14 16:03:58
    Do kukulek: Proszę pamiętać, że nie wszyscy strajkowali, nie chcieli strajkować tylko być z uczniami i uczyć.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!