Partnerzy portalu

Jak rozpoznać, czy nauczyciel prowadzi protest włoski?

Jak rozpoznać, czy nauczyciel prowadzi protest włoski?
Adobe Stock
Trwa kolejna akcja protestacyjna Związku Nauczycielstwa Polskiego, która tym razem przybrała formę strajku, a właściwie protestu włoskiego. Jego rozpoczęcie zostało poprzedzone licznymi wypowiedziami i informacjami medialnymi, że oto teraz nauczyciele będą robili tylko to, co należy do ich obowiązków. W związku z tym znikną zajęcia pozalekcyjne, a uczniowie przestaną jeździć na wycieczki. Nic więc dziwnego, że rodzice zachodzą w głowę, co takiego się zmieni w pracy szkoły i czy ich dzieci będą miały zapewnione odpowiednie warunki rozwoju i nauki. Spieszymy z wyjaśnieniami.

  • Rodzice nie powinni się zbytnio martwić protestem nauczycieli, bo dzieci raczej na nim nie ucierpią. Martwić powinni się dyrektorzy.
  • Protest włoski to nie strajk, którego celem jest przerwanie nauki w szkołach. Według organizatorów ma on pokazać, jak wiele czynności ponadobowiązkowych wykonują nauczyciele i że należy coś z tym zrobić.
  • Wiele zadań wykonywanych przez nauczycieli i pracowników pedagogicznych będzie musiało być przeanalizowanych i wycenionych, ponieważ już nawet sami nauczyciele nie wiedzą, że wykonują je bezpłatnie.  

Według definicji strajk włoski, to forma strajku aktywnego polegająca na wykonywaniu przez pracowników obowiązków służbowych w sposób skrajnie drobiazgowy, co powoduje blokadę działania zakładu pracy. W przypadku obecnego protestu nauczycieli nie mamy jednak do czynienia ze strajkiem włoskim, bo jego celem nie jest zatrzymanie pracy szkoły, a wprost przeciwnie – jej uzdrowienie. Protest oznacza, że nauczyciele będą sumiennie wykonywali wszelkie obowiązki, które na nich ciążą i to zarówno, gdy chodzi o nauczanie, jak i wypełnianie dokumentów, opiekę sprawowaną nad dziećmi i zajęcia ponadobowiązkowe, pod jednym warunkiem – w zakresie określonym przepisami prawa oświatowego i prawa pracy.

Natomiast wszelkie dodatkowe obowiązki narzucone przez władze szkolne, które nie będą płatne lub które nie wynikają z ich własnej inicjatywy, będą przez nich kwestionowane. Zatem dopóki dyrektor szkoły nie spotka się z odmową wykonania jakiejś czynności przez nauczyciela, nie będzie wiedział, że dany nauczyciel protestuje.  

Czego nie zamierzają robić nauczyciele podczas strajku włoskiego? To proste zdawałoby się pytanie nie pozwala na jednoznaczną odpowiedź. Nie można bowiem kategorycznie powiedzieć: nie będą wyjeżdżać z uczniami na wycieczki, nie będą prowadzili kół zainteresowań, a nawet – jak niektórzy mówią – robić kartkówek (czym zapewne zmartwiliby się mocno uczniowie). Nie można, bo w większości szkół wszystkie dodatkowe zajęcia się odbywają, a dzieci jeżdżą na wycieczki.

O co więc chodzi w tym proteście? Nauczyciele z ZNP odpowiadają: o prestiż zawodu, o pokazanie, ile rzeczy robimy za darmo. 

Czytaj też: Strajk włoski nauczycieli się rozpoczął. Co z wycieczkami i zajęciami dodatkowymi w szkołach?

Protest, czyli czego konkretnie nie musi nauczyciel?

W dokumentach Związku Nauczycielstwa Polskiego można znaleźć informacje skierowane do nauczycieli, że np. bezpłatne prowadzenie kół zainteresowań, sobotnie wyjazdy na konkursy z uczniami, pisanie i koordynowanie projektów unijnych, sporządzanie inwentaryzacyjnego spisu z natury nie należą do ich obowiązków.

Czy to oznacza, że rodzice powinni się zacząć martwić, bo wraz z rozpoczęciem protestu wszystkie zajęcia dodatkowe nagle się skończą? Nic z tych rzeczy. Po pierwsze dlatego, że nie we wszystkich szkołach dochodzi do naruszania przepisów w tym zakresie, po drugie dlatego, że ewentualny protest będzie stanowił pewien kłopot dla dyrektora szkoły, ale nie dla uczniów.

Co więcej, rodzice mogą się nawet nie zorientować, że szkoła czy też poszczególni nauczyciele uczestniczą w proteście. No chyba że, zgodnie z założeniami organizatorów protestu, przystępujący do niego poszczególni nauczyciele poinformują o tym rodziców.

Sławomir Broniarz: Protest włoski w szkołach ruszy dopiero 22 października

- Nam nie chodzi o to, aby ta akcja uderzyła w jakiś sposób w uczniów i była postrzegana przez rodziców jako utrudnienie. Głównym celem protestu jest pokazanie faktycznego czasu pracy nauczyciela oraz tego, że wiele czynności czy zajęć, które nauczyciel wykonuje nie mieści się w zakresie jego obowiązków, bądź że niektóre czynności czy zajęcia, są robione niezgodnie z prawem. Nie dlatego, że tak nauczyciele sobie wymyślili, ale dlatego, że z racji finansowych problemów np. organizuje się wycieczkę, ale nie zabezpiecza się odpowiedniej liczby kadry, nie płaci się nauczycielom delegacji, nie wypełnia się druków delegacyjnych, nie zapewnia się im 11-godzinnej przerwy w pracy. Adresujemy tę akcję przede wszystkim do nauczycieli, którzy mają sobie uświadomić, że są nadmiernie wykorzystywani w pracy i że nie otrzymują za to pieniędzy - tłumaczy Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Przykład? Na Dolnym Śląsku dyrektor wezwał nauczycieli z urlopów w celu zrobienia spisu z natury. Ale robienie tego spisu nie może być zadaniem nauczyciela. Co więcej – inspektor pracy uznał, że działanie dyrektora było zgodne z prawem. Obecnie ZNP interweniuje w tej sprawie u Głównego Inspektora Pracy.

W przywoływanej już informacji na stronach ZNP można wyczytać, że w ramach akcji protestacyjnej nauczycie i inni pracownicy pedagogiczni będą zwracać uwagę na warunki pracy, przysługujące im minimalne dobowe i tygodniowe okresy odpoczynku, skutki prawne zlecania im pracy w wymiarze przekraczającym normy czasu pracy, na zajęcia i czynności, jakie obowiązani są oni realizować w ramach stosunków pracy oraz na te zajęcia i czynności, które wykraczają poza zakres ich obowiązków pracowniczych i których mogą odmówić.

- Akcja ma pokazać, że czas pracy nauczyciela, to nie tylko 18-godzinne pensum, ale różne dodatkowe zajęcia. My nie mówimy "nie rób", nie mówimy "zrezygnuj", ale najpierw zobacz, czy to jest twój obowiązek, a jeżeli się okaże, że nie jest, to zdecyduj, czy chcesz to robić za wynagrodzenie, które otrzymujesz, czy za dodatkowe – podkreśla Krzysztof Baszczyński.

Będą rykoszety

Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą – mówi stare porzekadło. Nie ma więc co ukrywać, że na tej walce nauczycieli z systemem ucierpią jednak nieco rodzice i uczniowie. Przynajmniej przejściowo. Jest bowiem niemal pewne, że protest może się odbić negatywie na:

  • częstotliwości wyjść do kina, do teatru, czy do muzeów, zwłaszcza gdy w szkole nie ma zbyt wielu nauczycieli;
  • wyjazdach na wycieczki jednodniowe i wielodniowe, przede wszystkim dlatego, że wycieczki nie są obowiązkowe i już obecnie brakuje chętnych do wyjazdów;
  • atrakcyjności zajęć, zwłaszcza w przedszkolach i klasach I-III, gdzie dzieci pracują na kartach pracy wykonanych przez nauczycieli w domach, drukowanych na własnych drukarkach i wykonanych często z własnych materiałów;
  • częstotliwości kartkówek czy sprawdzianów, do których materiały drukowane są przez nauczycieli na własnych drukarkach, bo w szkołach zazwyczaj nie ma albo papieru, albo tonera;
  • kontaktach z nauczycielami poprzez elektroniczny dziennik, bo nauczyciele nie mają służbowych komputerów w domach i mogą nie odpowiadać na nasze sygnały w godzinach wieczornych (jeśli reagowali), a także telefonicznych, bo nauczyciele po godzinach mogą nie chcieć z nami rozmawiać;  
  • osobistym dostępie do nauczyciela lub wychowawcy poza dniami wyznaczonymi do spotkań z rodzicami. Może się okazać, że protestujący nauczyciel nie będzie chciał znaleźć dla nas czasu przed lekcjami lub po nich;
  • wyjazdach na olimpiady, konkursy, zawody sportowe, w których występują uczniowie, zwłaszcza w dni wolne od pracy;
  • dodatkowych zajęć inicjowanych przez nauczycieli, bo obecna sytuacja w oświacie raczej temu nie sprzyja.

Z pewnością większość z wymienionych powyżej skutków lub niedogodności związanych z kontrolowaniem przez nauczycieli własnych działań będzie miało charakter przejściowy, ponieważ dopiero ich zaistnienie zmusi dyrektorów szkół i placówek do podjęcia odpowiednich czynności zaradczych. Można być też pewnym, że nie wszędzie i nie w pełnym wymiarze one wystąpią, bo dyrektorzy większości placówek już dawno uporali się tymi problemami i działają zgodnie z prawem.

- W naszej szkole nikt nie zamierza protestować, bo nie ma ku temu powodu. Właściwie to nie wiem, o co związkowcom w tym proteście chodzi. Oczywiście nie zarabiamy tyle, ile byśmy chcieli, ale to nie znaczy, że jesteśmy zmuszani do pracy za darmo. Nie zdarzyło się, żeby któryś nauczyciel nie dostał wynagrodzenia za zastępstwo lub pracował przy jakimś projekcie unijnym za darmo. A wycieczki? Dzisiaj rano wyjechały z naszej szkoły dwa autokary wypełnione uczniami do Bielska, do teatru. Na pewno wszyscy wrócą z tej wycieczki zadowoleni, łącznie z nauczycielami - mówi Janusz Makuch, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Szczyrku.

Dodaje, że nauczyciele i inni pracownicy pedagogiczni są przyzwyczajeni do pracy w warunkach permanentnego niedoboru finansowego, podstawowego sprzętu i kadr, dlatego na pewno nie będą masowo rezygnowali z tego co na co dzień dla dzieci i szkoły robią. Więc tym bardziej nie należy się obawiać negatywnych skutków protestu włoskiego.

TAGI
KOMENTARZE4

  • iza 2019-10-24 15:22:18
    nie będzie zielonych i białych szkół, i bardzo dobrze
  • Waldek 2019-10-24 14:05:36
    Do antybelfer: "pusty śmiech" - jaki pan taki kram
  • Aga 2019-10-24 08:42:05
    Dyrektor ze Szczyrku rozbraja: wszyscy są przyzwyczajeni do pracy w warunkach permanentnego niedoboru finansowego? Czyli jednak normą ma być niezapewnianie narzędzi do pracy!? Żebyś się nie zdziwił dyrektorze...

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!