Partnerzy portalu

Jak skutecznie sklasyfikować uczniów z Ukrainy?

Jak skutecznie sklasyfikować uczniów z Ukrainy?
Ponad 120 tys. dzieci z Ukrainy będzie podlegało klasyfikacji i promocji. Nauczyciele szukają sposobów, jak im nie zaszkodzić. (fot. pixabay).
Jak sklasyfikować ucznia z Ukrainy? Tak, jak ucznia polskiego, skoro znalazł się w polskiej szkole – brzmi teoretyczna odpowiedź. Ale w praktyce większości dzieci ukraińskich, które trafiły do polskich oddziałów klasowych, sklasyfikować się nie da. Problemem jest bariera językowa uniemożliwiającą sprostanie wymaganiom podstaw programowych dla poszczególnych przedmiotów, co warunkuje otrzymanie promocji do następnej klasy.
  • W wyniku wojny do polskich szkół trafiło 160 tys. dzieci z Ukrainy. Ponad 120 tys. trzeba będzie ocenić i sklasyfikować.
  • Nie da się wprost zastosować przepisów dotyczących klasyfikacji i promocji do uczniów z Ukrainy bez ich krzywdzenia.
  • Nauczyciele i dyrektorzy szkół imają się różnych sposobów, by jakoś rozwiązać problem zgodzie z przepisami i nie pogłębiać stresu u młodych uchodźców.

Teoretycznie sprawę klasyfikacji uczniów ukraińskich, którzy znaleźli się w polskim systemie edukacyjnym na skutek wojny, rozwiązuje rozporządzenie ministra edukacji i nauki z 8 kwietnia 2022 r. w sprawie organizacji kształcenia, wychowania i opieki dzieci i młodzieży będących obywatelami Ukrainy (Dz. U. z 2022 poz. 795).

Zobacz: Z takimi problemami szkoły mierzą się po raz pierwszy. Jak ocenić ukraińskie dzieci?

To jednak wrażenie złudne, bo minister Czarnek określił w nim tylko to, jak należy postąpić z dziećmi uchodźczymi, które trafiły do oddziałów przygotowawczych. Reszta ma być traktowana tak, jak dzieci polskie, czyli należy je sklasyfikować. Tymczasem według wyliczeń MEiN spośród 120 tys. dzieci ukraińskich, które trafiły po 24 lutego do szkół podstawowych, tylko 23 proc. znalazło się w oddziałach przygotowawczych, natomiast spośród 40 tys. uczniów, którzy postanowili uczyć się w polskich szkołach ponadpodstawowych, do takich oddziałów trafiła połowa.

Trudno powiedzieć, czy Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek, mówiąc o niewystarczającym uregulowaniu nauki dzieci ukraińskich w polskich szkołach, miał właśnie to na myśli, ale ocenianie dzieci ukraińskich po kilku tygodniach nauki w polskiej szkole tak jak dzieci polskich, jest tego wyraźnym przykładem. 

W rozporządzeniu nie uwzględnia się sytuacji, w której dziecko ukraińskie jest w polskiej klasie. A dzieje się tak nie z woli uczniów czy rodziców, lecz dlatego, że innej możliwości nie było. Z różnych powodów – bo samorząd nie zorganizował oddziału przygotowawczego z braku środków lub ze względu na to, że dzieci było za mało albo włodarze gmin czy powiatów uznawali, że jest on niepotrzebny.

Zdarzało się też, że w pierwszej fazie uchodźczej migracji dzieci trafiały do oddziału ogólnodostępnego, a potem, gdy oddziały przygotowawcze powstały, nie chciały już zmiany. Przyczyny są mniej ważne wobec faktów: większość dzieci jest w oddziałach klasowych i trzeba je sklasyfikować. Innego wyjścia nie ma.

Co mówi prawo?

Przede wszystkim to, że uczniowie z Ukrainy, przyjęci do klas ogólnodostępnych, a więc uczący się razem z dziećmi polskimi, korzystają z nauki i opieki na takich samych warunkach jak dzieci polskie (art. 165 ust. 1 i 2 ustawy – Prawo oświatowe).

W związku z tym podlegają obowiązującym przepisom w zakresie oceniania, klasyfikowania i promowania, określonym w ustawie o systemie oświaty, a także w ustawie o systemie oświaty dotyczącym oceniania, przepisom rozporządzenia MEN z 22 lutego 2019 r. w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych oraz zasadom określonym w statucie szkoły. 

Art. 44o ust. 4 ustawy o systemie oświaty wyraźnie stanowi, że począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, uczeń otrzymuje promocję do klasy programowo wyższej, jeżeli ze wszystkich obowiązkowych zajęć edukacyjnych oraz zajęć z języka mniejszości narodowej, mniejszości etnicznej lub języka regionalnego otrzymał roczne pozytywne oceny klasyfikacyjne.

Zatem brak pozytywnej oceny oznacza brak promocji. A brak promocji to cofanie się w rozwoju oraz – co trzeba wyraźnie powiedzieć w kontekście dzieci i młodzieży z Ukrainy – całkowity bezsens dotychczasowych działań mających na celu ich edukację.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że w zdecydowanej większości te dzieci - ze względów wychowawczych, psychologicznych czy humanitarnych, powinny zostać w klasach, w których obecnie się znajdują, mimo że ich znajomość języka polskiego pozwala jedynie na porozumiewanie się z dziećmi czy młodzieżą polską oraz z nauczycielami. Natomiast o skutecznej realizacji programu czy znajomości nauczanych treści wymaganych podstawą nie mogło być w ich przypadkach dotychczas mowy.

Co robić, by nie krzywdzić?

Niespełna miesiąc temu minister Przemysław Czarnek, pytany o to przez dziennikarza, odpowiedział: – Skąd mogę wiedzieć, jak ocenić konkretne dziecko, którego nie widzę, nie słyszę, które nie udzieliło mi żadnych odpowiedzi. To się nauczycielowi takie pytania zadaje.

Tymczasem nauczyciele radzą sobie, jak mogą, starając się realizować swoje obowiązki. Zresztą nie tylko oni – również dyrektorzy, którzy wiedzą, że oceny wystawić trzeba, w zdecydowanej większości promocję także. Ale jak to zrobić, kiedy podstawową barierą jest niewystarczająca znajomość języka polskiego?

– Podnosimy oceny do pozytywnych, bo przecież gdybyśmy mieli te dzieci zatrzymywać w klasach, w których obecnie są, zrobilibyśmy im wielką krzywdę - mówią nauczyciele oczywiście anonimowo.

Skąd wiedzą, jaki jest stopień opanowania materiału przez ucznia, który komunikuje się w ograniczonym zakresie?

- Przeglądamy ukraińskie arkusze ocen – bo tam rok szkolny już się zakończył i próbujemy jakoś przełożyć ich dorobek na oceny polskie, choć to dość karkołomne zadanie, bo przedmioty w szkole ukraińskiej są inne niż nasze, a i skala ocen jest różna. Nie jest to też działanie zgodne z prawem, ale przecież trzeba sobie jakoś radzić – wyjaśniają.

- Mam wszystkie dzieci w oddziałach przygotowawczych. Na wniosek polonisty zaproponowałem uczniom z Ukrainy, że ten, który zda egzamin z języka polskiego, będzie mógł kontynuować naukę w klasie. Zgłosiły się trzy osoby, ale żaden z nich nie zdał testu pozytywnie – mówi Janusz Makuch, dyrektor SP nr 1 w Szczyrku.

Dodaje, że dzieci po kilku czy kilkunastu tygodniach nauki języka polskiego znają go już w stopniu komunikatywnym, ale do opanowania języka droga jeszcze daleka.

Zatrzymać w klasie, czy zatrzymać w rozwoju?

Próby obejścia dość restrykcyjnych, jak na obecną sytuację, przepisów widać również w dyskusjach środowiskowych, bo zatrzymać dziecko w obecnej klasie jest bardzo prosto – ale zatrzymać w rozwoju już nie. Pół biedy, gdy chodzi o uczniów klas I-III, bo tu rada pedagogiczna może się zgodzić na promocje ucznia do klasy programowo wyższej, ale w przypadku promocji do klasy IV sprawa się komplikuje, bo tu dziecko może sobie nie poradzić. A im wyższa klasa, tym gorzej.

- "W razie braku nawet jednej oceny klasyfikacyjnej uczeń nie otrzymuje promocji do następnej klasy, ale... w razie odejścia ze szkoły tego ucznia i jego ewentualnego powrotu decyzję, do której klasy go przyjąć podejmuje dyrektor na podstawie całej jego edukacyjnej przeszłości, a nie tylko ostatniego świadectwa... To, czy to świadectwo pokazać, czy nie, jest decyzją ucznia (rodziców), a nie szkoły" – podpowiada jeden z internautów, prawdopodobnie dyrektor szkoły.

Można też przymknąć oczy na pewne braki u uczniów ukraińskich i je po prostu sklasyfikować, tak jak w SP nr 11 w Puławach. W szkole nie powstał oddział przygotowawczy, bo choć organ prowadzący w końcu dał zielone światło, to rodzice się nie zgodzili. Poprosili dyrektora, żeby ich dzieci nie kierować do tego oddziału, bo są już tak zżyci z polskimi uczniami, że byłoby to dla nich krzywdzące.   

- Obecnie mamy około 24 uczniów z Ukrainy. Są oni rozsiani po różnych klasach. W klasie VIII mamy tylko jednego ucznia, który przystąpił do egzaminu ósmoklasisty, więc będzie klasyfikowany. Tych uczniów klasyfikujemy normalnie - nauczyciele otrzymali informację, żeby oceniać ich z poszczególnych zajęć. I jeśli nie dostaną oceny pozytywnej, to będą mogli przystąpić do egzaminu klasyfikacyjnego – wyjaśnia Jacek Rudnik, wicedyrektor szkoły.

Na pytanie, czy to możliwe, żeby wszystkie dzieci znały język polski na tyle, by otrzymać z niego ocenę pozytywną. Odpowiada - z polskiego też stawiamy oceny. Jest to trochę fikcja, bo przecież wiadomo, że te dzieci tak naprawdę nie znają języka polskiego, nie znają zasad gramatyki, prawie nic nie wiedzą o literaturze polskiej. Ale jeśli postawilibyśmy im ocenę niedostateczną, to będą musieli powtarzać klasę.

Co dalej? Rok do powtórki

Wygląda na to, że cała procedura zostanie wydłużona o rok, bo Sejm właśnie znowelizował specustawę. Zatem dzieci niesklasyfikowane – i te z oddziałów przygotowawczych i z normalnych oddziałów – będą mogły poprawić znajomość języka polskiego i zniwelować różnice w podstawach. Oczywiście, jeśli tylko będą chciały wydłużyć naukę o rok.

TAGI
KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!