Lekcje religii. Uczniowie rezygnują, samorządy dopłacają, liczby niepokoją

Lekcje religii. Uczniowie rezygnują, samorządy dopłacają, liczby niepokoją
Z lekcji religii rezygnują już uczniowie szkół podstawowych (Fot. kosciol.wiara.pl)
Polskie samorządy dopłacają miliony do organizacji lekcji religii w szkołach. Tymczasem regularnie przybywa deklaracji o rezygnacji z zajęć. Minister edukacji i nauki zapytany o te zajęcia, z których uczniowie coraz częściej świadomie rezygnują, mówi: "Obawy, że młodzież przestanie chodzić na religię, są przesadzone, ale ich nie bagatelizuję". I słusznie, bo skala zjawiska rośnie, choć jego przyczyny są różnorodne.
  • Z raportu religijności Polaków za 2019 roku wynika, że z roku na rok spada liczba uczniów chodzących na religię.
  • Niezmiennie wysokie są wydatki na placówki prowadzone przez jednostki samorządu terytorialnego i organa administracji rządowej.
  • Szacunkowy koszt nauczania religii przedszkolach i szkołach w 2017 r. wyniósł prawie 1,4 mld zł, w 2018 r. - blisko 1,5 mld zł, w 2019 - ok. 1,4 mld zł. Niemało do tych sum dopłacały samorządy. 

Jak wynika z danych inicjatywa Świecka Szkoła , roczne wydatki na wynagrodzenia dla nauczycieli religii wyniosły ponad 15 mln zł w Gdańsku, ponad 1 mln zł w Sopocie, ok. 1,5 mln zł w Rumii i Wejherowie, 9 mln zł w Rzeszowie, 3,5 mln zł w Słupsku, 15 mln w Warszawie, 21 mln zł w Poznaniu, ok. 6 mln zł w Rybniku, ponad 6,9 mln zł w Sosnowcu, ponad 7,5 mln zł w Kielcach.

12 mln zł kosztowało prowadzenie lekcji religii w placówkach oświatowych w podkrakowskich gminach - wylicza Młoda Lewica w Małopolsce. W Skawinie łączna suma wydana na lekcje religii to ponad 1,2 mln zł, w Olkuszu prawie 1,8 mln zł, a w Zabierzowie - prawie 930 tys. zł.

Nie wszędzie samorządy podają, jaka część wydatków została pokryta z dochodów subwencji oświatowej, a jaka z innych dochodów budżetowych. Z danych "Świeckiej Szkoły" wynika, że w Toruniu z sumy ponad 8 mln zł prawie 5,5 mln zł to środki z subwencji, pozostałe 2,6 mln - z innych dochodów budżetowych. W Szczecinie kwota wydatków to ponad 15 mln zł, z czego subwencja pokryła 71 proc.; pozostałe 4,5 mln zł dopłacił samorząd. 

Jak zaznacza Piotr Pawłowski, radca prawny, koordynator Świeckiej Szkoły, zaprzestanie finansowania lekcji religii jest niemożliwe, bo zależy od Sejmu lub właściwego ministra, a w tej chwili to nierealne. Za to realne jest ograniczenie wymiaru lekcji religii w szkołach. Tyle że wymiar lekcji religii może być zmniejszony jedynie za zgodą biskupa diecezjalnego, a ta decyzja ma często charakter uznaniowy.

Tymczasem skala zjawiska rezygnacji uczniów - i to nie tylko w szkołach średnich - przybiera na sile. Na warszawskim Ursynowie w ciągu trzech miesięcy roku szkolnego 2020/2021 z udziału w katechezie zrezygnowało ponad 300 uczniów. Tylko w czterech dzielnicach stolicy łącznie taką decyzję podjęło 2,4 tys. osób ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych. W Łodzi z zajęć religii wypisało się w tym czasie ponad 12 tys. uczniów, w Poznaniu - ponad 1600.  

Czytaj też: Warszawa: Radne KO i Wiosny chcą ciąć lekcje religii w stołecznych szkołach

W Kielcach w obecnym roku szkolnym z lekcji religii zrezygnowało aż 2023 licealistów, co stanowi 31 proc. wszystkich uczniów tych szkół. We Wrocławiu zajęć zaniechało 68 proc. uczniów. W Szczecinie na religię nie uczęszcza aż 41 proc. uczniów, co przekłada się na liczbę blisko 17,5 tys. młodych ludzi.

- Miasto ponosi duży koszt, a efekt jest odwrotny do zamierzonego. Społeczeństwo się laicyzuje - mówi rozmowie z "Faktem" prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, podkreślając, że irytuje go kiepska jakość religii w szkołach, skutkująca spadkiem frekwencji na tych zajęciach.

- Należy zadać sobie pytanie, dlaczego młodzi ludzie nie chcą w tych lekcjach uczestniczyć. Być może przekaz, jaki jest do nich kierowany, zupełnie do nich nie trafia - zastanawia się.

W porównaniu z rokiem szkolnym 2018/2019 w bieżącym miasto musiało wydać na religię w szkołach o 6 mln zł więcej. Wzrost wynika głównie z wprowadzonych podwyżek dla nauczycieli, ponieważ wymiar etatów pozostał zbliżony, a - jak wyjaśnia poznański magistrat - subwencja oświatowa tylko częściowo pokrywa wynagrodzenie nauczycieli.

Kto powinien płacić za religię?

Finansowanie lekcji religii z budżetu państwa od lat dzieli polskie społeczeństwo. Od lat też pojawiają się również kreowane przez różne środowiska pomysły czy inicjatywy mające na celu zaprzestanie kierowania na ten cel państwowych środków, a nawet rezygnację z nauczania religii w szkołach. 

- To temat, który wraca od lat, a wywołują go zwłaszcza przedstawiciele środowisk lewicowych, mających negatywne nastawienie do Kościoła. Proszę zauważyć, że najczęściej przy temacie lekcji religii pojawia się odniesienie wyłącznie do Kościoła katolickiego, a przecież wszystkie Kościoły i związki wyznaniowe, które mają uregulowany status w Polsce; także gminy żydowskie i związki muzułmańskie mają prawo do organizowania lekcji religii w ramach zajęć szkolnych. Te zajęcia też są finansowane z budżetu państwa. Nie słyszałem do tej pory, żeby tam, gdzie są większe mniejszości muzułmańskie czy żydowskie, ktoś chciał likwidować lekcje. Często ten argument jest przejawem zwyczajnej wrogości wobec Kościoła katolickiego i używany jest dla budowania negatywnego odniesienia społecznego - mówi k​s. Mariusz Bakalarz, ​rzecznik archidiecezji częstochowskiej.

I wskazuje, że w innych państwa europejskich lekcje religii są - podobnie jak w Polsce - finansowane  z budżetu państwowego. 

- Taka regulacja znajduje się w ustawodawstwie państwowym i każdy przyjmuje to jako oczywiste i bezdyskusyjne - dodaje. 

Nauka religii została wprowadzona do szkół we wrześniu 1990 r. (fot. pixabay)
Nauka religii została wprowadzona do szkół we wrześniu 1990 r. (fot. pixabay)

Zaznacza też, że w dyskusji o finansowaniu lekcji religii trzeba mówić o konkretnych kwotach. 

-  Często wydatki na wynagrodzenia katechetów są przedstawiane wręcz mitycznie - jako nie wiadomo jak ogromne obciążenie budżetu państwa... Nikt natomiast nie dyskutuje o wynagrodzeniach osób prowadzących chociażby zajęcia z wychowania w życia w rodzinie czy o finansowaniu zajęć pozaszkolnych. Zatem na te kwestie trzeba byłoby patrzeć w kategorii walki politycznej, redukcji tematu tylko w odniesieniu do Kościoła katolickiego i przemilczania pewnych standardów europejskich. Często ugrupowania czy partie, które podnoszą ten problem, w innych kwestiach odnoszą się do tych właśnie europejskich standardów; warto by je stosować również w tym przypadku  - podkreśla duchowny.

Joanna Dziedzic, której córka decyzję o rezygnacji z lekcji religii podjęła już w gimnazjum, dyskusji na temat finansowania lekcji religii w szkołach nie wiąże z partyjnymi utarczkami. 

- Uważam, że religii w ogóle nie powinno być w szkołach, a księża niech nauczają w salkach katechetycznych, których nie brakuje. Za kościelne, nie publiczne pieniądze. Trzeba przykręcić kurek z kasą - i niech się utrzymują sami. Jeśli ktoś jest katolikiem, wierzącym, to go to nie zniechęci. Już w 1993 r. proponowałam, by na tace nałożyć kasy fiskalne - tak, jak to musi robić taksówkarz, kosmetyczka czy dentysta - mówi kobieta.

Znaleźć przyczynę

Od kilku lat rośnie odsetek uczniów, którzy - sami bądź za sprawą rodziców - zrezygnowali z uczestniczenia w nauce katechezy. Powody są różne. 

- Mój syn był pierwszym rocznikiem ośmioklasowej podstawówki. Nie ukrywam że cieszyłam się, że od pewnego momentu nie chodzi na religię. Już trzy lata przed bierzmowaniem zaczęły się przygotowania wszelkiego rodzaju - a tu egzamin ósmoklasisty, nadrobienie materiału z gimnazjum, panika, bo nikt długo nie wiedział, jak te egzaminy mają wyglądać, kiedy się odbędą itd. Chaos kompletny i... religia - sporo materiału, klasówki, prace domowe, konieczność uczestniczenia w mszach. Jeżeli ktoś wierzy i chce tę wiarę pogłębiać - ja to szanuję i jestem za, ale nie kosztem przedmiotów, które potem znajdą się na egzaminie - mówi Monika Zielak, której 17-letni syn zrezygnował z uczęszczania na religię trzy lata temu. 

Zdaniem Olgi Sychty, właścicielki przedszkola katolickiego i katechetki, młodzież podejmuje taką decyzję przede wszystkim przez rozdźwięk między życiem a tym, co głosi się na lekcjach religii. Ale to nie jedyny powód, na który wskazuje. 

- Problem polega na tym, że katechetka nie jest autorytetem dla młodych i nie umie z nimi rozmawiać. Sama się z tym mierzyłam, że staram się religię zamknąć w ramach podstawy programowej - dziecko powinno umieć na piątkę to, na czwórkę tamto, w szkole podstawowej wszystkie modlitwy itp. Według mnie to chore, bo religii czy katechezy nie da się zamknąć w takich ramach. Katecheta musi być żywej wiary i wzbudzać w dzieciach tę wiarę, a nie "produkować" kolejny przedmiot: "religię" - uważa Sychta.

Jej zdaniem należałoby też - zamiast określenia "religia" - używać "religioznawstwo" i pozwalać młodym ludziom na wyrażanie poglądów i szeroką dyskusję - również na temat pedofilii, aborcji czy czarnych marszów.

- Do mnie młodzież wracała i nie ukrywam, że to było duże zaskoczenie. Ale ja im powiedziałam, że mnie nie obchodzi, czy chodzą w niedzielę do kościoła, bo ja nie będę ich z tego rozliczać. Wiara buduje się z czasem, na podstawie relacji z Panem Bogiem, a nie tym, co mają w zeszytach. Nie wymagałam notatek, podręczniki mogli mieć, ale nie musieli. Ważniejsze, a właściwie najważniejsze było dla mnie, o czym chcą rozmawiać. I każdy miał prawo do swoich poglądów i przekonań, ale musiał je umieć obronić. Te zajęcia pozwalały im się wyrazić. Dlatego wracali - mówi katechetka.

Niestety, jak mówi, na ogół szkolna rzeczywistość tak nie wygląda.

- Wielu katechetów jest przekonanych o swej nieomylności - wiemy najlepiej i musicie się temu podporządkować. To nieprawda. Niestety, takie podejście i to, co dzieje się obecnie w polityce i w przestrzeni publicznej, a także mieszanie Kościoła w sprawy państwowe może skutkować tym, że religia w szkołach przestanie funkcjonować - uważa Sychta. 

Czytaj też: Całe klasy rezygnują z lekcji religii. Są problemy z planem

Waldemar Pukalski, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. S. Żeromskiego w Kielcach, zwraca uwagę, że powody rezygnacji młodzieży są bardzo indywidualne - często pragmatyczne. 

- Jestem dyrektorem od 14 lat. Z roku na rok pogłębiała się sytuacja, że po zakwalifikowaniu do szkoły rodzice wielu osób, które, jak sądzimy, uczęszczały na religię, bo taka pozycja i ocena znajdowała się na świadectwie, nie deklarowali, że dziecko będzie w uczestniczyło w tych zajęciach również w liceum. Z chwilą przyjęcia ucznia do szkoły dyrektor organizuje lekcje religii wyłącznie dla tych uczniów, którzy zadeklarowali uczęszczanie na religię. W 2007 r. było to ok. 70 proc. Teraz połowa uczniów nie deklaruje takiej woli. Po pokazaniu planu zajęć co roku jest ok. 30-40 oświadczeń o rezygnacji. Gdy nauczyciele religii pytają o powód, odpowiedzi są różne - m.in. dojazd do szkoły, bo w sytuacji, gdy nie ma pełnej klasy zainteresowanej lekcją religii, umieszczamy ją w planie jako pierwszą lub ostatnią - mówi Pukalski.

Jak dodaje, część uczniów - szczególnie klas maturalnych - rezygnuje z religii na rzecz zajęć dokształcających. 

- No i trzeba też wyjaśnić, że dane dotyczące rezygnacji uczniów z zajęć katechezy nie zawsze są precyzyjnie przedstawiane. To nie tak, że z całej puli uczniów nagle odchodzi jakaś ich część. Jest bowiem gros osób, które w ogóle nie składają deklaracji, w efekcie czego ta różnica jest inna - wyjaśnia dyrektor kieleckiego liceum.

TAGI
KOMENTARZE24

  • Rodzic 2021-03-23 08:35:07
    Do Mao: już bierzesz udział 🙂 piszesz dużo, mądrze tylko treści w tych wpisach nie wiele. I co znamienne dla nauczycieli "nikt mnie nie chwali, pochwalę się sam" 😇
  • Mao 2021-03-23 08:01:04
    do Rodzic i Doradca Metodyczny .. Zważcie Waszmości czy Waszmościanki, że ja w tej pyskówce nie chcę uczestniczyć. Prezentuję swoje poglądy, wypowiadam czasami ostre opinie ale bez wyzwisk. Szanowny Rodzicu, moje kontakty z młodzieżą są jak najbardziej owocne dla stron obydwu bo mój język potoczysty... i swadą używany, co młodzież sobie ceni. Młodzież szybko sobie przyswaja nowe słowa i to ona je do naszej rozmowy przyniosła co też było przyczynkiem do rozmowy o słowotwórstwie i przykładem jak żyje język. Pominę tu wywód cały od łaciny począwszy a na polityce obecnej kończąc. Jakoś mnie ochota opuściła do dyskursu dalszego kiedy miast argumentów wyzwiska słyszę .. choć ten "dzban" to został mi przez młodzież na przykładach obecnych polityków, dopowiem z opcji rządzącej, objaśniony.  rozwiń
  • Rodzic 2021-03-22 21:41:26
    Do Doradca metodyczny: nie zależy Ci, ale się tłumaczysz. Nie wiesz kto to Mao ale go obraziłaś (dlaczego tchórzliwy) musisz znać go dobrze, bo z wpisów to nie wynika. Nawet w bólu po śmieci wujka analizowałaś jego wpisy? Skoro napisałaś że, nie jesteś gówniarzem a nikt o to nie pytał, znaczy że, ni...m jesteś. A teksty o wracającej karmie zostaw dla swoich pryszczatych koleżanek. Będą miały bekę z ciebie. Jeszcze raz to napisze "to co zrobiłaś jest po ludzku obrzydliwe" być może dla takich troli jak ty normalne.  rozwiń

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!