Mocny kurator czy mocny dyrektor? Argumenty w sporze o zmiany w edukacji

Mocny kurator czy mocny dyrektor? Argumenty w sporze o zmiany w edukacji
Kiedy dyrektor będzie pod nieustanną obserwacją rodziców, kuratorów, i nie wiem jeszcze kogo, to będzie się bał podjąć jakąkolwiek decyzję (fot.shutterstock)
W połowie listopada rząd przyjął zmiany w prawie oświatowym zwiększające rolę kuratorów i odpowiedzialność dyrektorów.  - Mój niepokój bierze się nie tyle ze zwiększenia wpływu kuratora na funkcjonowanie szkoły, które w tym momencie może być nawet uzasadnione, ile z oczywistej w demokracji zmienności władzy politycznej - mówi dr Stanisław Kowal z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Jego zdaniem ta zmienność może uruchomić niebezpieczny mechanizm wahadła, które będzie się wychylało w zależności od tego, kto rządzi.
  • Dr Stanisław Kowal rozumie intencje resortu, ale jednocześnie zauważa, że ograniczanie kompetencji dyrektorów szkół może doprowadzić do marazmu w edukacji.
  • – Powinniśmy poszukiwać porozumienia dla dobra naszych dzieci, uznając, że edukacja jest wspólnym dobrem, o które trzeba się troszczyć – apeluje Kowal.
  • – Jeśli miałbym teraz powiedzieć, kto jest zadowolony, to wskazałbym pracowników kuratorium, ale na poziomie szkoły nie widzę radosnego odbioru tych zmian – twierdzi dr Kowal.

Planowane zmiany w prawie oświatowym – np. wzmocnienie pozycji kuratorów – budzą kontrowersje środowiska. Jedni bardzo je chwalą, inni, a tych jest większość, bardzo je ganią. 

Dr Stanisław Kowal, dyrektor Centrum Kształcenia Nauczycieli Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie: Ja też mam mieszane uczucia. Bo bardzo dobrze rozumiem intencje resortu, które są powodem planowanych zmian - na przykład konieczność ochrony dzieci. Moje obawy budzi jednak to, czy upolitycznienie edukacji wpłynie korzystnie na jej funkcjonowanie.

Kuratorium jest organem politycznym, którego przywództwo zmienia się wraz ze zmianami politycznymi. Wystarczy sobie wyobrazić, co się stanie, gdy za jakiś czas władza przejdzie w inne ręce, a potem w jeszcze kolejne, bo na tym polega demokracja. Dlatego dla mnie ideałem byłoby, gdyby edukacja była pozbawiona tej skazy politycznej. Może jest to idealizm albo naiwność, że da się zminimalizować wpływ polityki na edukację, ale marzę o takim rozwiązaniu.

Finowie w pewnym momencie reformowania systemu edukacji powołali apolityczną komisję, której zadaniem było chronienie edukacji przed wpływem zmieniającego się obozu władzy. Bo edukacja lubi spokój, lubi porządek.

Mój podstawowy niepokój bierze się nie tyle ze zwiększenia wpływu kuratora na funkcjonowanie szkoły – które w tym momencie może być nawet uzasadnione, zważywszy na niebezpieczne trendy ideologiczne, mogące zagrażać zrównoważonemu rozwojowi dzieci – ile z oczywistej w demokracji zmienności władzy politycznej. Ta zmienność może uruchomić niebezpieczny mechanizm wahadła, które będzie się wychylało w zależności od tego, kto rządzi. Skutki dla edukacji i rozwoju dzieci mogą być bardzo destrukcyjne.

Zdaniem dr. Stanisława Kowala proponowane zmiany w zakresie nadzoru pedagogicznego mogą zachwiać obecną pozycją szkół niepublicznych (fot. arch. SK)
Zdaniem dr. Stanisława Kowala proponowane zmiany w zakresie nadzoru pedagogicznego mogą zachwiać obecną pozycją szkół niepublicznych (fot. arch. SK)

Czy widzi pan jakiś sposób, możliwe porozumienie, które mogłoby szkołę uchronić od tych wahnięć? Przecież nawet jeśli obecne zmiany okażą się skuteczne, to po zmianie rządu będą przeciwskuteczne, a szkoła może zacząć przymuszać uczniów do pewnych zachowań.

- Tak, to może się zdarzyć, że szkoła będzie propagowała idee, które są niszczące dla dzieci i młodzieży. Wrócę jednak do pytania o możliwe porozumienie, bo to bardzo istotna kwestia. Oczywiście wiadomo, że nie każde porozumienie jest możliwe, tym bardziej, że w naszym kraju ostatnio wpadamy w skrajności. Brakuje merytorycznych dyskusji programowych, a mamy nadmiar nasyconych emocjonalnie potyczek zwaśnionych politycznych plemion.

Ale jeśli chodzi o edukację, może udałoby się poszukać jakiegoś zdrowego środka, może udałoby się ustalić, że na pewne rzeczy się zgadzamy i staramy się tego pochopnie nie zmieniać. Jestem przekonany, że powinniśmy poszukiwać takiego porozumienia dla dobra naszych dzieci, uznając, że edukacja jest wspólnym dobrem, o które trzeba się troszczyć.  

Do takich działań potrzebna byłaby duża autonomia dyrektora szkoły, a planowane zmiany idą w przeciwnym kierunku. Część środowiska mówi, że zmiany wywołają efekt mrożący. Kiedyś wprowadzono liczne obostrzenia związane z wycieczkami szkolnymi, no i efekt jest taki, że część nauczycieli na te wycieczki nie jeździ, bo chce uniknąć kłopotów. Podobnie będzie i tu - dyrektor, który pozwoli na wejście do szkoły jakiejś organizacji pozarządowej, zawsze może spotkać się z krytyką ze strony rodziców- także wyrażaną ex post, po ujawnieniu przekazywanych przez organizację treści.

- To prawda, istnieje takie niebezpieczeństwo. Muszę się jednak przyznać, że jestem zwolennikiem wzmocnienia roli dyrektorów, a nie ich osłabienia. Bo rzeczywiście, kiedy dyrektor będzie pod nieustanną obserwacją rodziców, kuratorów, i nie wiem jeszcze kogo, to będzie się bał podjąć jakąkolwiek decyzję. Więc podzielam obawy, co do wystąpienia efektu mrożącego. Dyrektor powinien ponosić odpowiedzialność, ale nie może pracować w stanie permanentnego zagrożenia. Bo to nie sprzyja inwencji twórczej, zaangażowaniu.

Praca dyrektorów już teraz nie jest lekka, a nad ich głowami zawiśnie miecz, pod którym będą musieli funkcjonować. Dlatego obawiam się, że chętnych do pełnienia tej funkcji będzie coraz mniej. Na tym stanowisku powinna funkcjonować zasada - ile wolności, tyle odpowiedzialności. Więc jeśli ta wolność zostanie bardzo ograniczona, to dyrektor stanie się marionetką w rękach zewnętrznych sił.

To nas prowadzi do niebezpiecznego wniosku, że krytycy zmian w prawie oświatowym mają rację. A ja liczyłem, że wykażemy, iż nie do końca…

- Cóż poradzić. Przez jakiś czas pełniłem funkcję dyrektora szkoły niepublicznej, więc bardzo dobrze czuję sytuację dyrektora i wiem, w jakich warunkach musi on pracować. Dlatego uważam, że dyrektor powinien być odpowiedzialny za szkołę, ale powinniśmy się bardzo mocno zastanowić nad tym, jak go z tej odpowiedzialności rozliczać, w jakim trybie, żeby mu nie robić krzywdy. Przecież nie chcemy mieć dyrektorów z podciętymi skrzydłami, bo to może doprowadzić tylko do marazmu w edukacji. Dyrektorów trzeba wzmacniać, a nie osłabiać.

Czytaj też: Prawica zagoni polską edukację do narożnika ciemnogrodu

Skoro jest pan związany ze szkołami niepublicznymi, to pan na pewno zauważył, że te obostrzenia mają dotyczyć również tych szkół. Czy nie obawia się pan, że ochrona dzieci proponowana przez ministra Czarnka może wpłynąć negatywnie na ich kondycję? Przecież to m.in. dzięki otwartości na różne formy życia społecznego i zjawiska zyskują one przewagę nad szkołami publicznymi. Poza tym taka szkoła może mieć wpisaną w swoją ofertę tolerancję dla odmienności, w tym kulturowej i światopoglądowej. Rodzice uczniów takich szkół mogą sobie po prostu nie życzyć ochrony, którą narzuca im ministerstwo.

- Jeśli w przypadku szkół publicznych odczuwam niepokój, to gdy chodzi o szkoły niepubliczne jest on dużo większy. Taka zmiana może doprowadzić do poważnego kryzysu szkolnictwa niepublicznego. Wyobraźmy sobie, że za jakiś czas szkoły, które utożsamiają się z wartościami katolickimi, zostaną zobligowane do wykonywania zaleceń związanych z propagowaniem pewnych ideologii. Wystarczy, że się zmieni władza. Taka sytuacja wystąpiła w Hiszpanii za rządów premiera Zapatero. Współpracujemy z hiszpańskimi szkołami i nasi przyjaciele opowiadali nam, do czego byli zmuszani. Musieli wypracować całą strategię obronną, a może nawet strategię przetrwania, więc to upolitycznienie i zideologizowanie szkoły działa w dwie strony.

Rodzice są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci, więc koniec końców to oni odpowiadają za wychowanie dzieci. Dlatego szedłbym raczej w tym kierunku, żeby niekoniecznie władza wyręczała rodziców. Przecież po tej władzy przyjdzie inna, która też będzie "wiedziała lepiej".

W ten sposób postępuje bardzo niebezpieczne zawłaszczanie wolności obywateli przez państwo. To zresztą widać na przykładzie amerykańskim, gdzie prezydentem był Donald Trump, a teraz mamy Joe Bidena i Kamalę Harris. To, co tam się dzieje obecnie, może przyprawić o zawrót głowy.

Więc może zostawmy wychowanie dzieci – tak jak mówi Konstytucja – przede wszystkim w rękach rodziców. Wzmacniajmy wychowanie także w szkole, ale w sposób uporządkowany, obywatelski, oddolny. 

Czytaj też: Zmiany w oświacie przyspieszą rozwój szkół niepublicznych

Z tego, co pan mówi, wynika, że te zmiany nie idą jednak w dobrym kierunku. Czy wobec tego są jakieś osoby w środowisku oświatowym, które traktują te zmiany jako dobre, właściwe i pożądane?

- Na pewno przez środowisko szkół niepublicznych te zmiany są postrzegane jako niepokojące. Bo to jest wejście z butami w wolność edukacyjną, która od 1989 r. pięknie się rozwijała. Szkoły niepubliczne zyskały dużą przestrzeń do działania i teraz po kilkudziesięciu latach pojawia się koncepcja, że ktoś wie lepiej i zacznie nam tę wolność reglamentować.

Na podstawie rozmów z osobami, które reprezentują szkolnictwo publiczne, muszę powiedzieć, że też były pełne niepokoju. Rozmawiałem o tym m.in. z dr. Jerzym Lackowskim, który pełnił funkcję kuratora ponad 10 lat (czyli władze się zmieniały, a on trwał, to sytuacja wyjątkowa w skali kraju). I to właśnie on zwrócił mi uwagę na kwestie związane z demokratyczną zmianą władzy. Na to, że obecne zmiany nie są perspektywiczne. Bo „nasi” teraz rządzą, zabezpieczamy dzieci przed wpływami zewnętrznymi. Ale co się stanie, gdy władza się zmieni?

Być może pracownicy kuratoriów cieszą się, że zyskują trochę władzy, dostaną narzędzia, ale na poziomie szkoły nie widzę radosnego odbioru tych zmian. Zresztą dla pracowników kuratorium to także wiele nowych obowiązków, więc ich poziom zadowolenia niekoniecznie będzie wysoki.

Natomiast – jeszcze raz powtórzę – intencje ochrony dzieci są według mnie jak najbardziej słuszne, tylko pomysł na realizację nienajlepszy.

Jeśli przyjmiemy teoretyczne założenie, że mamy świetnych kuratorów, którzy będą realizowali swoją misję optymalnie, to w perspektywie 2-3 lat te zmiany powinny przynieść pozytywny efekt. Jednak celem powinno być ustabilizowanie edukacji w cyklach 20-30 letnich oraz zminimalizowanie wpływu zmian politycznych na system edukacji.

TAGI
KOMENTARZE16

  • Rodzic 2021-11-30 07:58:43
    Do Uwaga: DORADCO METODYCZNY to farbowany lis.🤗
  • Uwaga 2021-11-29 22:47:43
    Rodzic inny nick Kasia - PŁATNY TROLL cierpi na chorobę psychiczną - Wysoką Konfliktowość.
  • Rodzic 2021-11-29 20:49:00
    Do Pedagog: DORADCO METODYCZNY znów się powtarzasz i znów pod innym nickiem. Co chwilę ci się wydaje, że jesteś kim innym? To jest dopiero choroba..... 🤗 Dziwne niby dał mi popalić a chowa się jak przerażone dziecko, albo jak strażnik radiostacji 🥱

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!