Nauczyciele nie mogą zarabiać tyle samo. To nieuczciwe

Nauczyciele nie mogą zarabiać tyle samo. To nieuczciwe
Według prof. Antoniego Jeżowskiego nauczyciele nie mogą zarabiać tyle samo (fot. arch. AJ).
Według prof. Antoniego Jeżowskiego, twórcy Instytutu Badań w Oświacie, eksperta w dziedzinie ekonomiki oświaty pensje nauczycieli muszą rosnąć, ale nie - jak chcą związki zawodowe – "wszystkim po równo", ponieważ to niczemu nie służy. Wynagrodzenia nauczycieli powinny być zróżnicowane, bo praca nauczycieli jest różna i wykonują ją w różnych warunkach, osiągając różne wyniki i ponosząc różne koszty. Dlatego dosypywanie kolejnych pieniędzy w formie podwyżek niczego już tu nie odmieni. – Znowu wszyscy, po równo, będą niezadowoleni – twierdzi ekspert.
  • Wynagrodzenia nauczycieli powinny być zróżnicowane nie tylko ze względu na miejsce wykonywanej pracy, ale i warunki pracy oraz efekty.
  • Należy pilnie wprowadzić dodatek za nadmierną liczbą dzieci w klasie. Dyrektorzy placówek powinni mieć wpływ na kształt umowy o pracę.
  • Nie ulega wątpliwości, że system wynagradzania nauczycieli trzeba zmienić, ale tak naprawdę ani rząd, ani związki zawodowe, ani samorządy nie chcą tego zrobić...

Nie płacić nierobom lub płacić i wymagać – to dwie skrajne opinie towarzyszące dyskusji na temat wynagrodzeń nauczycieli. Jakie jest pańskie zdanie na ten temat – ile powinien zarabiać nauczyciel?

Gdybym miał odpowiedzieć krótko, powiedziałbym: nie wiem, ponieważ nie wiem, jakie są oczekiwania wobec poszczególnych nauczycieli w Polsce i jak definiuje się wspomniane terminy.

Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, że trzeba rozmawiać o wynagrodzeniach nauczycieli, zwłaszcza w tej chwili, kiedy jest tak potworna inflacja, no i że trzeba je podnosić. Bo jeśli zestawimy wzrost kosztów utrzymania z podwyżkami płac o 4,4 proc., to od razu widać, że podwyżka w skali kraju ich nie wyrównuje. Pytaniem jest jednak, czy tak, jak w przypadku węgla, należy dać wszystkim po równo, czy też różnicować te podwyżki?

W ostatnich artykułach (mowa głównie o tekstach: „Wynagrodzenia nauczycieli w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Analiza porównawcza” Finanse Komunalne 2019/6 oraz „Pensje nauczycieli a koszty utrzymania” Dyrektor Szkoły 2022/5 - przyp. red.) próbowałem pokazać, że nauczyciele nie wszędzie dostają takie same pieniądze.

Na przykład w poszczególnych stanach USA występują wyraźne równice w tej mierze – w jednych dochody nauczycielskie są naprawdę mizerne, a w innych - wysokie. A zatem to nie tak, jak powszechnie myślimy, że w Ameryce nauczyciele zarabiają dużo – zarabiają różnie, w zależności od siły nabywczej tego samego dolara w danym regionie.

(fot. Shutterstock)
(fot. Shutterstock)

U nas zarobki nauczycieli też są różne - w zależności od siły nabywczej w poszczególnych województwach, czyli w relacji do podstawowego koszyka cenowego ustalonego przez GUS. Ale nai nauczyciele nie mają tego świadomości, stąd o tym się nie mówi w sferze publicznej.

Nie wszyscy nauczyciele źle zarabiają

To są takie miejsca w Polsce, gdzie te zarobki są istotnie wyższe?

- W badaniu zestawiłem średnie zarobki nauczycieli we wszystkich województwach (na podstawie danych MEiN) z ceną koszyka towarów i usług wyliczoną przez GUS.

Wyniki pokazują, że w roku szkolnym 2019/2020 najkorzystniejsze relacje dochodów do kosztów były w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim, opolskim, podlaskim i warmińsko-mazurskim, a najmniej korzystne - w dolnośląskim, lubelskim, lubuskim, łódzkim i wielkopolskim. W pozostałych wynik tej korelacji był w miarę obojętny.

A to oznacza, że jeśli ze względów socjalnych podniesiemy wynagrodzenie nauczycieli o jednakową w skali kraju kwotę, to np. wielkopolscy nauczyciele wyjdą na tym znacznie gorzej niż ich koledzy z Kujaw.

Szkoda, że nie rozumieją tego sami nauczyciele... No i gdzie tu jest ta tzw. sprawiedliwość?

Jakie wnioski z tego płyną?

- Przede wszystkim takie, że wynagrodzenia nauczycieli powinny być zróżnicowane. Dlatego nie rozumiem postawy związków zawodowych, które mówią, że wszędzie nauczyciele powinni zarabiać tyle samo.

Jak już powiedziałem, uważam, że nauczycielom należy się znacząca podwyżka, ale nie wiem, czy na zasadzie lansowanej przez związkowców od lat – "wszystkim po równo", bez względu na to, czy miałoby to być 1000 zł, czy 3000 zł, bo to po prostu nieuczciwe wobec tych, którzy żyją w środowiskach, gdzie koszty utrzymania są wyższe niż gdzie indziej.

Czyli wysokość zarobków nauczycieli powinna być uzależniona od miejsca zamieszkania?

- Jeśli mówimy o stronie socjalnej, to tak.

Drugim czynnikiem jest uzależnienie wynagrodzenia od nakładu i jakości wykonywanej pracy. Wiemy doskonale, że w przypadku tego zawodu, tak jak i wielu innych zawodów sektora usług publicznych, bardzo trudno wycenić tę pracę.

Dzisiaj podstawowym miernikiem jest czas pracy nauczyciela, więc od razu powiem – myślę, że korona z głów nauczycieli by nie spadła, gdyby czas ich pracy był zróżnicowany w zależności od przedmiotów, których nauczają. Podstawowym kryterium tego zróżnicowania mogłoby być to, czy przedmiot kończy się egzaminem, czy po prostu jest to przedmiot wspomagający naukę innych przedmiotów.

Dużo trudniej będzie wycenić jakość pracy. Nie jestem specjalistą od pracy, andragogikiem, więc i nie będę zgłaszał tu swoich pomysłów, ale uważam, że przy kształtowaniu wynagrodzeń ten czynnik powinien być brany pod uwagę.

Oczywiście możemy tu wskazać jakieś miary – np. średnią uzyskiwaną przez uczniów na egzaminie, tylko że praca z uczniami słabymi w celu wyciągania średniej bardzo często wiąże się z zaniedbywaniem uczniów wyróżniających się, co jest społecznie szkodliwe.

Bardzo trudno zatem powiedzieć, na czym polega sukces nauczyciela, ale to możliwe, przynajmniej w przybliżeniu.

Samorządy nie zabiegają o nauczycieli

Odnosząc się do wskazanych przez pana kwestii, chciałbym zaznaczyć, że różnicowanie regionalne miały załatwiać samorządy. To po ich stronie miały być te dodatkowe zachęty.

- Z tego, co mi wiadomo, są tylko dwa miasta w Polsce, które dają nauczycielom dodatek w wysokości około 1000 zł (ma im rekompensować wyższe koszty utrzymania). Ten mechanizm nie działa...

Kiedy ponad 20 lat temu uchwalano ustawę o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, wyraźnie powiedziano w jej uzasadnieniu, że ich udział w podatkach PIT i CIT jest po to, żeby samorządy mogły wspomagać edukację. Dzisiaj wszyscy o tym zapomnieli...

Z drugiej strony trudno mieć pretensje do niektórych samorządów, że - zamiast wydawać pieniądze na wynagrodzenia nauczycieli - inwestują w "bazę" służącą dzieciom, bo to też są wydatki na edukację.

Remonty i wyposażenie szkół sporo kosztują... (fot. shutterstock)
Remonty i wyposażenie szkół sporo kosztują... (fot. shutterstock)

Dlatego powiem raz jeszcze – związki zawodowe jako jedyny miernik warunków pracy nauczycieli przyjęły wynagrodzenia. Dzisiaj w ogóle nie mówi się na temat doskonalenia zawodowego, które - w mojej ocenie - całkowicie leży.

Prawie nic się nie mówi o warunkach pracy nauczycieli – o dostępie do komputerów, o pokojach nauczycielskich, które są miejscem do pracy, a nie świetlicami, do których nauczyciele przychodzą na przerwę itd.

Związki zawodowe zafiksowały się na wynagrodzeniach, ale na wynagrodzeniach w skali kraju, a nie tych regionalnych. Nie chcą mówić o różnicowaniu wynagrodzeń, chociażby ze względu na rodzaj wykonywanej pracy czy liczbę dzieci w oddziałach, twierdząc, że najpierw trzeba podnieść wynagrodzenia.

Zobacz też:  20-procentowa podwyżka płac nauczycieli jest możliwa. "Za lata krzywd"

Jednak jakiś sposób różnicowania wynagrodzeń powinien się znaleźć, bo inaczej zawsze wszyscy będą niezadowoleni...

- Obecny system funkcjonuje w Polsce od dziesiątków lat i nic się w tym zakresie nie zmienia. To, że nie ma awansu automatycznego co dwa lata, a jest awans zawodowy, który teraz ma mieć trzy szczeble, to tylko zmiana ilościowa, a nie jakościowa.

W latach 90. przygotowałem dla Sejmu analizę, ile dodatków dostają nauczyciele - i wtedy było ich około 40. W tej chwili to około 20, co nadal jest jakąś chorą sytuacją.

Nowelizacja Karty nauczyciela z 23 czerwca też nie rozwiązuje tego problemu.

- Oczywiście, bo ani po stronie rządu, ani po stronie związków zawodowych, ani tym - bardziej - samorządów, które starają się w tę dyskusję nie angażować, nie ma woli, żeby w jakikolwiek sposób rozwiązać problem wynagradzania nauczycieli.

Być może należałoby zrobić przegląd obowiązujących w Europie systemów wynagradzania nauczycieli; pokazać, jak to wygląda w poszczególnych landach w Niemczech. Być może by to pomogło.

Warunki pracy powinny być negocjowane

Są gdzieś szczęśliwi nauczyciele?

- Zapewne tam, gdzie nie ma braków kadrowych. Nie robiłem takich analiz, ale zastanawiam się, jak to jest, że np. w każdym kantonie szwajcarskim poszczególni ministrowie edukacji ustalają wynagrodzenie nauczycieli, jak również ich czas pracy - i nikt się z nikim nie porównuje. Nikt nie "dziamdzia", że ten ma 18 godzin WF-u, a tamten musi prowadzić 18 godzin nauki języka, że ten ma klasę dzieloną na grupy, a inny musi z całą pracować jednocześnie...

(fot. pixabay)
(fot. pixabay)

We Francji są konkursy na stanowisko nauczyciela i nikt się nie burzy, że mało dostaje – albo decyduje się pracować w proponowanych warunkach za proponowane wynagrodzenie, albo nie.

Być może tam jest mniej tego socjalizmu i urawniłowki, z których my nie umiemy wyjść.

Tak negocjuje się warunki pracy nauczycieli w placówkach niepublicznych, gdzie obowiązuje Kodeks pracy. Czy uważa pan, że Karta nauczyciela powinna być zlikwidowana?

- Jestem absolutnie przeciwny likwidacji Karty nauczyciela, ale uważam, że należy napisać ustawę o zawodzie nauczyciela, w której uregulowane będą wszystkie sprawy ważne dla tej profesji, którą wykonuje 600 tys. osób.

Jeśli jest ustawa o rzecznikach patentowych, dotycząca ok. 100 ludzi w Polsce, to dlaczego nie może być ustawy o nauczycielach?

Nie można potępiać wszystkiego, co jest w Karcie, ale wykasujmy z niej wszystko, co złe i wprowadźmy nowoczesne rozwiązania. Jeśli będą nawiązywały do rozwiązań kodeksowych, to dobrze. Bo to będzie znaczyło, że także w duchu Kodeksu pracy rozwiązujemy w niej pewne sprawy.

Jak w tej nowo napisanej Karcie nauczyciela powinny być uregulowane kwestie zarobków – czy tak, jak dotychczas, poprzez odniesienie ich do ustalanej corocznie kwoty bazowej, czy też całkowicie odmiennie?

- Dowcip polega na tym, że u nas ciągle jest ta urawniłowka, chociaż często w nowym opakowaniu albo próbujemy wszystko sprowadzić do algorytmów – czyli że mamy kwotę bazową, którą mnożymy przez jakiś wskaźnik - i "należy się tyle".

Nie ma w tym podejścia rynkowego. Jako liberał byłbym skłonny zgodzić się na to, że szkoła dostaje pieniądze wyliczone według jakiegoś algorytmu, uwzględniającego liczbę godzin przyjętych w arkuszu organizacyjnym i liczbę etatów.

Mając określoną pulę środków, dyrektor placówki zatrudniałby odpowiednią liczbę nauczycieli, z których jedni dostają więcej, inni mniej. Jednych zatrudnia na umowę próbną, żeby im się przyjrzeć, innych - na etat, bo wie, że dobrze pracują i są potrzebni, ale musi się zmieścić w puli środków, którymi dysponuje. Wtedy byłaby to umowa między pracownikiem i pracodawcą, wynikająca z indywidualnych ustaleń.  

Brak chętnych do zawodu to nie tylko kwestia pieniędzy

Na razie rzeczywistość jest inna – zarobki nie satysfakcjonują nauczycieli. Wie o tym kierownictwo resortu oświaty i wprowadza nowelizację, która ma zachęcić przynajmniej ludzi młodych do tego zawodu. Pytanie tylko, jakie te zachęty powinny być – czy takie, jak chcą związkowcy – powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce uspołecznionej i wyższe o ok. 20 proc. od obecnych – czy też podniesione o jakiś tam wskaźnik, np. 10-proc.

- Znowu widać temat-rzekę, bo to, że zaczyna brakować nauczycieli, nie jest wyłącznie winą niskich wynagrodzeń.

I tu znowu mam wielki żal do związków zawodowych i wydziałów pedagogiki polskich uniwersytetów, bo nikt nie zastanawia się dlaczego... Nikt nie bada, dlaczego w tej zdawałoby się idealnej sytuacji, kiedy mamy jeden resort edukacji i nauki, jest jeden minister, przygotowanie do zawodu nauczyciela nie jest adekwatne do rzeczywistych potrzeb.

W dalszym ciągu nie dokonuje się formacji młodych ludzi do tego zawodu, tylko robi się im parę godzin pedagogiki i metodyki, nauczanych zresztą przez osoby, które nie mają żadnego doświadczenia ze szkoły, i mamy nauczyciela.

Natomiast, w sytuacji, kiedy jest tak, jak jest, być może należałoby zmienić system wynagrodzeń. Być może należałoby promować nauczycieli pracujących w dużych oddziałach. Wprowadzić dodatek, który powyżej średniej krajowej promuje wyższe wynagrodzenie nauczyciela. I jeżeli w ogólniakach jest np. średnio 22 uczniów, a ktoś ma w klasie 30, to za tych ośmiu powinien dostać dodatek - np. dodatkowe 100 zł za ucznia. To znowu jest pewna algorytmizacja, pewne odnoszenie, ale i docenienie tego, że ten nauczyciel pracuje w trudnych warunkach.

Gdyby dzisiaj minister edukacji wyszedł z taką inicjatywą - powiedział, że podwyżka dla nauczycieli będzie, ale zmieniamy system i nauczyciele obok pensji tej podstawowej, która jest w tabeli, dostaną dodatek za warunki pracy z uczniami i ten dodatek będzie liczony tak i tak, na co wyasygnujemy tyle i tyle milionów złotych, to te pieniądze popłynęłyby do nauczycieli, którym wyższe wynagrodzenie się należy.

Oczywiście nie wszyscy nauczyciele będą z tego zadowoleni, ale część tak, bo będzie jakieś zróżnicowanie wynagrodzeń, choćby ze względu na warunki pracy.

O to powinny też zabiegać związki zawodowe. Bo nigdy nie uda się zrobić tak, by wszyscy zarabiali tyle samo. To rozwiązanie koresponduje z tym, o czym już wcześniej mówiłem: że dyrektor - zatrudniając nauczyciela na konkretne godziny, do konkretnego oddziału w szwajcarskiej czy brytyjskiej szkole - te elementy uwzględnia.

Wszystkim po równo, a będzie tak samo

Tymczasem wszyscy są zgodni co do jednego: trzeba zlikwidować dodatek wiejski i zastąpić go miejskim.

- I znów będzie tak samo. Kiedyś byłem w szkole w Kleszczowie – obiekt jak malowany, a nauczyciele też tam dostają dodatek wiejski.

Konieczna jest zmiana całego systemu wynagradzania, bo tak długo, jak będziemy poprawiać to, co jest, taplać się w tym, jak w błocie, niczego nie osiągniemy.

Co z tego, że po raz kolejny dorzucimy trochę pieniędzy nauczycielom - i to wszystkim po równo. Znowu wszyscy, po równo, będą niezadowoleni.

TAGI
KOMENTARZE31

  • Nauczyciel 2022-07-31 16:43:17
    Do czechu: twoje wpisy kolejny raz nic nie wnoszą. Nie wiem co chcesz tym osiągnąć.
  • czechu 2022-07-30 00:04:30
    czechu , 2022-07-29 16:25:12 czechu , 2022-07-29 18:25:12 czechu , 2022-07-29 20:08:35 jestem tak bardzo głęboko wbity w potylicę obecnego tu trolla znanego imieniem Broniarza, że musi ów osobnik kilka razy na dzień w portalu oświatowym podrabiać moje wpisy - chce mnie trolisko zdyskredytować ...... małe to i płytkie ale co zrobić .... to ludzki gatunek i unicestwić nie można - pozdrawiam czytaczy portalu  rozwiń
  • czechu 2022-07-29 20:08:35
    Do fra: Przed "że" wstawiamy przecinek.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!