Nauczyciele o Mateuszu Morawieckim - nadzieja i niepokój

Nauczyciele o Mateuszu Morawieckim - nadzieja i niepokój
Adobe Stock
Największe nauczycielskie związki zawodowe różnią się w ocenie tego, co może przynieść edukacji Mateusz Morawiecki w roli premiera.  

• - Może, jeśli premierem zostanie osoba odpowiedzialna za rozwój i gospodarkę, uda nam się podyskutować i wynegocjować podwyżki, które będą nas satysfakcjonowały - mówi Lesław Ordon, przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ Solidarność Region Śląsko-Dąbrowski.

• - Obawiam się, że na sprawy szeroko rozumianej oświaty, w tym również pracowników, będzie patrzył przez pryzmat księgowego, a to nie wróży nic dobrego - komentuje za to Krzysztof Baszczyński, wiceprezes zarządu głównego ZNP.

*****

Lesław Ordon w przyszłym premierze pokłada sporo nadziei. - Postrzegam go jako osobę konkretną, liczę więc na konkretne rozmowy. Także w kwestiach podwyżek dla nauczycieli. A te są konieczne, bo w przyszłym roku nauczyciel stażysta będzie zarabiał jedynie o 200 złotych więcej niż wynosić będzie minimalna krajowa - przekonuje związkowiec z "S". 

O jakich kwotach mowa? 

Oświatowa "S" postuluje 15 proc. podwyżkę już od stycznia 2018. Coraz odważniej przypomina się też o waloryzacji wynagrodzeń. Opcja zaproponowana przez Annę Zalewską - 15 proc. podwyżka wprowadzana od kwietnia 2018 przez trzy lata - ich nie zadowala.

Sławomir Wittkowicz z Forum Związków Zawodowych pytany o ocenę nowego premiera z punktu widzenia interesów nauczycieli i szeroko rozumianej oświaty nie ma pozytywnych skojarzeń. - Wybór Morawieckiego z pewnością nie jest dla nas dobrym sygnałem - przyznaje. Jak mówi, wysunięcie na stanowisko Prezesa Rady Ministrów akurat jego kandydatury to powrót do tego, co już było.

- To odtworzenie modelu neoliberalnego z lekkim rysem konserwatywnym, a to już dobrze znamy. Mateusz Morawiecki poza nazwiskiem i ojcem, który jest zasłużonym działaczem opozycji, jest osobą przede wszystkim wywodzącą się z kręgów wielkiej finansjery. Patrzący na wiele problemów społecznych pod kątem wydatków i kosztów, w mniejszym stopniu - jeżeli spojrzymy na kwestie związane z edukacją – pod kątem inwestycji w przyszłość - uważa Wittkowicz. 

Czytaj więcej: Mateusz Morawiecki ogląda "Ranczo". Będzie problem?

Nie przekonuje go nawet dotychczasowa owocna współpraca Morawieckiego z resortem nauki oraz spore inwestycje w badania i rozwój. - Jeśli weźmiemy pod uwagę przedszkola czy szkoły podstawowe, sytuacja wygląda inaczej. Będzie to bardziej patrzenie w kierunku tego, że placówki szkolne są dużym obciążeniem finansowym dla samorządów. Obawiam się, że samorządy dostaną jeszcze większe pole do popisu i wolną rękę w kwestii oświaty. Znamy to z czasów PO-PSL i wiemy, że takie podejście nic dobrego nie przyniosło - zaznacza przedstawiciel FZZ. W jego opinii samorządy powinny być lepiej rozliczane z tego, w jaki sposób wydają pieniędzy na oświatę.

- Zależy nam na tym, by każdy obywatel mógł posłać dzieci do szkoły, w której zagwarantowana jest publiczna edukacja na wysokim poziomie bez zastanawiania się, czy trafił na światły samorząd, czy na wójta, który ma zupełnie inne pomysły na wydanie pieniędzy - komentuje Wittkowicz. 

Jego pełne obaw zdanie podziela Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZG ZNP, który również zwraca uwagę na stricte ekonomiczne korzenie Morawieckiego. - Nie spodziewam się po nim niczego dobrego. Będzie patrzył na oświatę przez pryzmat księgowego. Liczyć się będą dla niego koszty, a nie efekty edukacji - uważa związkowiec z ZNP. Na dowód przytacza wypowiedź Morawieckiego sprzed kilku miesięcy. Minister finansów stwierdził wtedy, że sposób naliczania świadczeń socjalnych dla nauczycieli powinien być zmieniony i wyglądać tak samo, jak w przypadku innych grup zawodowych, w których jeszcze obowiązują świadczenia. - Dla nauczycieli byłoby o bardzo niekorzystnym rozwiązaniem - zaznacza Baszczyński. 

Czytaj więcej: Śląski biznes liczy na pobudzenie inwestycji i ograniczenie Polski „resortowej”

Przypomina też, że jego resort zdecydował o zamrożeniu kwoty bazowej świadczeń socjalnych na poziomie 2012 roku czy zmniejszeniu nakładów na oświatę. - Ewidentnie widać, że jako minister finansów patrząc na oświatę widział w niej koszt, a nie inwestycję - przyznaje związkowiec. 

Rekonstrukcja - kto i za kogo do wymiany 

Już wiadomo, że zmiany w rządzie nie zakończą się na wymianie samego premiera. Właśnie ruszyła karuzela nazwisk ministrów do wymiany oraz nazwisk osób, które ich miejsca powinny zająć. Swój typ ma także Sławomir Wittkowicz. Minimum zmian, za jakimi wnioskuje, to resort edukacji oraz sprawiedliwości.

Czytaj więcej: Mateusz Morawiecki okiem samorządów. To może być całkiem dobra zmiana

- Jeśli chodzi o kwestie związane ze zmianą ministra edukacji, to jest szereg osób, które mają wiedzę, umiejętności i pozycję, do tego nie budzą kontrowersji i negatywnych skojarzeń. Wymieniłbym tu Sławomira Kłosowskiego, byłego wiceministra edukacji czy profesora Ryszarda Legutko - komentuje związkowiec z FZZ. Przypomina też, że sposób wprowadzania zmian przez Annę Zalewską – szczególnie ostatniej, dotyczącej finansowania oświaty – spowodował, że nie jest ona osobą, która może wokół siebie skupić grono zwolenników szersze niż tylko jej wierni wyznawcy.

O potrzebie wymiany Pierwszego Nauczyciela mówi także Baszczyński. - Na pewno nie powinien być on kłamczuchem. Tymczasem Anna Zalewska jest osobą, która wielokrotnie zawiodła środowisko nauczycieli - mówi wprost. Na potwierdzenie swoich słów przypomina, że wiele deklaracji, jakie związki zgłosiły, m.in. w zespole do spraw statusu zawodowego nauczycieli, nie miało żadnego pokrycia w rzeczywistości. Składane deklaracje nie mają też żadnego przełożenia na wzrost wynagrodzeń. - Niestety wynika z nich jedynie, że góra urodziła mysz - podsumowuje pracę Zalewskiej. 

Jednak nie ma wątpliwości, że minister jest częścią rządu, dlatego bez względu na to, kto miałby kierować resortem edukacji, na czele rządu stanie Morawiecki, czyli osoba, która - w jego opinii - na edukację patrzy przez pryzmat kosztów. 

Mniej skory do podawania konkretnych nazwisk jest Ordon. Nie chce ferować wyroków w kwestii zmiennika, bo jak przestrzega, zawsze można trafić na gorszego.

- Postawmy pytanie inaczej. Nie kogo wymienić, ale na kogo? Łatwo jest powiedzieć, że Anna Zalewska jest złym ministrem, ale kto miałby zająć jej miejsce? Rozumiem, że ministrem może zostać ktoś z politycznych kręgów partii rządzącej. Kilku nauczycieli tam znajdziemy, to między innymi Marzena Machałek czy Elżbieta Witek. Dziś trudno powiedzieć, czy któraś z nich byłaby lepszym szefem resortu edukacji niż Zalewska - komentuje Ordon. 

TAGI
KOMENTARZE2

  • ab 2017-12-11 11:27:57
    Legutko nie wzbudza kontrowersji? To coś nowego.
  • gość 2017-12-08 23:57:45
    Nauczyciel zawsze zarabiał na pograniczu minimalnej krajowej. Wstyd dla państwa.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!