Nauczycielska Solidarność: edukacja nie potrzebuje rewolucji

Nauczycielska Solidarność: edukacja nie potrzebuje rewolucji
KSOiW NSZZ „Solidarność” przyjmie oficjalne stanowisko w sprawie modelu edukacji włączającej przyjmie w 18 lutego, ale już teraz Ryszard Proksa nie szczędzi krytycznych uwag (fot. KSOiW NSZZ „Solidarność).
Przedstawicielom nauczycielskiej Solidarności nie podoba się realizowany przez Ministerstwo Edukacji i Nauki projekt modelu edukacji włączającej. - Ten projekt porównujemy ze słynną ewaluacją, która przyniosła środowisku oświatowemu więcej szkody niż pożytku, czy też do zmiany systemu szkolnego, w wyniku którego wprowadziliśmy do szkół sześciolatków – mówi Ryszard Proksa, szef nauczycielskiej Solidarności.
  • - Pomysł, iż teraz będzie się ograniczać szkolnictwo specjalne, a w zamian będzie się integrować młodzież szkolną, wywołuje u nas totalną krytykę – mówi przedstawiciel oświatowej Solidarności.
  • Projekt koncentruje się wyłącznie na pomocy dla młodzieży z niepełnosprawnościmi, deficytami, z problemami psychologiczno-społecznymi, natomiast w ogóle nie wspomina o młodzieży zdolnej.
  • Zdaniem Ryszarda Proksy, żeby wesprzeć ten projekt, trzeba przede wszystkim wiedzieć, na jakich zasadach będą działały Centra Dziecka i Rodziny – w systemie pomocy społecznej czy pomocy oświatowej.

Rozmowa z Ryszardem Proksą, przewodniczącym Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”

W styczniu prezydium KSOiW NSZZ „Solidarność” dyskutowało o wdrażanym przez MEiN projekcie modelu edukacji włączającej. Co w nim jest nie tak?

- Projekt o nazwie „Wspieranie podnoszenia jakości edukacji włączającej w Polsce” jest realizowany przez Ministerstwo edukacji i nauki już od czterech lat w ramach dużego grantu unijnego, o którym nic nie wiedzieliśmy. Dopiero, kiedy w grudniu 2020 r. przedstawiono nam ten dokument, wtedy się zorientowaliśmy, że ministerstwo przygotowuje poważny eksperyment.

Zainteresowanie tym projektem jest bardzo duże. Odbywają się spotkania wojewódzkie, w których biorą udział kuratorzy oświaty i samorządowcy i mimo że organizatorzy robią wszystko, żeby pokazać zakładane zmiany w dobrym świetle, uwag negatywnych jest bardzo dużo. I to nawet od kuratorów.

I co zamierzacie z tym zrobić?

- Na razie staramy się poznać jak najwięcej szczegółów tego projektu, dowiedzieć się, co w jego ramach ma być realizowane. Na tym koncentrują się nasze spotkania z kuratorami oświaty i temu było poświęcone nasze spotkanie (26 stycznia) z wiceminister edukacji i nauki Marzeną Machałek, która odpowiada za ten projekt.

Chcieliśmy też podzielić się naszymi wątpliwościami, które nie zostały rozwiane. Jednak o tym, jakie będzie nasze oficjalne stanowisko wobec tego projektu w tej sprawie zdecydujemy dopiero 18 lutego na Radzie KSOiW. Wtedy też przekażemy, co nam się w tym projekcie podoba, a co nie. To stanowisko wypracujemy znając już raporty NIK o stanie nauczania indywidualnego i zindywidualizowanego nauczania oraz szkolnictwa specjalnego, które mają być dzień wcześniej podane. Dowiemy się też, jakie jest stanowisko MEN w tej sprawie.

Zobacz też: Będą zmiany w organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej

Czy są jakieś kwestie, o których może pan powiedzieć już teraz?

– Nie mamy wątpliwości, że trzeba się zająć dziećmi i młodzieżą wymagającą edukacji specjalnej. Uważamy jednak, że szkolny system wspierania działa bardzo dobrze i wystarczy tylko poprawić jego funkcjonowanie. Natomiast dużego wzmocnienia wymaga system przedszkolny wspierania dzieci i rodziców, a także wspieranie rodzin od momentu urodzenia się dziecka.

Nie podoba nam się hasło, że rodzic decyduje o wszystkim. Bo, niestety, choć brzmi ono bardzo dobrze, nie sprawdza się. I to tym bardziej, im dziecko jest starsze.

Uważamy, że pomysły, iż teraz będzie się ograniczać szkolnictwo specjalne, a w zamian będzie się integrować młodzież szkolną, wywołuje u nas totalną krytykę. Bo wydaje nam się, że po to dajemy pełną opiekę dziecka ze specjalnymi potrzebami od urodzenia, żeby później fachowcy określili, na jakim poziomie ma być ono edukowane, a nie po to, żeby to rodzice decydowali o tym, że to dziecko ma się uczyć w normalnej szkole. W naszej opinii takie podejście przynosi gorsze efekty edukacyjne niż nauka w szkole specjalnej, ponieważ w szkołach powszechnych nie ma fachowców.

Czyli na razie jesteście przeciwni modelowi edukacji włączającej?

- Ten projekt porównujemy ze słynną ewaluacją, która przyniosła środowisku oświatowemu więcej szkody niż pożytku, czy też do zmiany systemu szkolnego, w wyniku którego wprowadziliśmy do szkół sześciolatków, z czego musieliśmy się szybko wycofać, bo się okazało, że tylko krzywdę uczyniliśmy tym dzieciom.

Na tej liście jest jeszcze wiele nietrafionych projektów, ale nie chcę generalizować, ale - niestety – te sztandarowe projekty unijne nie przyniosły zamierzonych efektów. Nie poprawiły jakości edukacji.

Kolejna sprawa dotyczy wspierania dzieci i młodzieży zdolnej. Jakoś tak się w Polsce przyjęło, że kiedy mówimy o potrzebach specjalnych, od razu mamy na myśli młodzież z niepełnosprawnościami, deficytami, z problemami psychologiczno-społecznymi, a nie mówi się o tym, że młodzieżą o specjalnych potrzebach jest też młodzież zdolna.

Ten projekt również koncentruje się wyłącznie na pomocy dla młodzieży z niepełnosprawnościami, żeby ją "wepchnąć" do szkół podstawowych kosztem specjalistycznych ośrodków, które są do tego przygotowane.

Wolelibyśmy to, co mamy, doskonalić, bo na wielu poziomach dotychczasowe rozwiązania się sprawdzają, a nie znowu robić rewolucję, wszystko burzyć, żeby zbudować coś od nowa. Od lat mówimy, że w edukacji potrzebna jest ewolucja, a nie rewolucja.

Czy spotkanie z wiceminister Machałek pokazało, że są szanse na zmiany w bardzo zaawansowanym projekcie?

- Tak. Widzimy w tym programie pewne niespójności. Nie ma diagnozy, nie ma badań – to wszystko opiera się na ankietach i opiniach, tymczasem już na wrzesień zapowiadany jest pilotaż. Na jakiej podstawie? Ankieta nie może być podstawą wprowadzania rozwiązań poprzez pilotaż.

Będziecie bronić poradni psychologiczno-pedagogicznych?

- Na pewno będziemy bronić miejsc pracy. Nie wiemy, jak wyliczono to, że w wyniku reformy jeden psycholog będzie przypadał na 100 uczniów, jeśli teraz przypada on na ok. 700. Skąd tych ludzi tyle weźmiemy? Boimy się, że będą to osoby po jakichś kursach doskonalących. Niejasna jest dla nas również sytuacja psychiatrów dziecięcych, których również ma być nagle dużo. Tych pytań mamy wiele.

Zatem nowa struktura wam nie przeszkadza?

- Nie mogę tego stwierdzić, bo nie znamy szczegółów. Nie znamy odpowiedzi na zasadnicze pytanie: w jakim systemie będą działały Centra Dziecka i Rodziny – w systemie pomocy społecznej czy pomocy oświatowej. Jak się tego dowiemy, to będziemy wiedzieli, jak wesprzeć ten projekt, na co należy zwrócić uwagę.

Kiedy szykuje się następne spotkanie z wiceminister Machałek?

- Pani minister proponowała, żeby to było za trzy, cztery miesiące. Ale dla nas to za późno. Będziemy nalegać na wcześniejszy termin spotkania. Widzimy, co się dzieje na konferencjach wojewódzkich, że wywołują bardzo dużo emocji, zwłaszcza u fachowców. Bo ideolodzy bardzo dużo widzą na papierze, ale w rzeczywistości nie zawsze się to sprawdza.

Zobacz też: Przyszłość poradni psychologicznych i szkół specjalnych budzi obawy. Resort zabiera głos

TAGI
KOMENTARZE5

  • nauczyciel 38 2021-04-11 09:55:22
    Do taka prawda: Pracuję w szkole 38 rok. Pamiętam centralne sterowanie w oświacie - to nie działało dobrze. (np. przychodziła 5 taka sama pomoc, która była zbędna w szkole). Niestety szkoły pod władzą samorządów też nie działają dobrze (nieustanne przerzucanie obowiązków z jednych na drugich, a win...nych nigdy nie ma). To chyba nie problem w systemie tylko w zupełnie innym podejściu do rządzenia na różnych szczeblach władzy.  rozwiń
  • nauczyciel 38 2021-04-11 09:49:51
    Do taka prawda:
  • Nauczycielom Kodeks pracy 2021-02-12 15:58:02
    Ma rację bardzo mądry szef nauczycielskiej Solidarności jak twierdzi , że (cytuję ) = "....takie podejście przynosi gorsze efekty edukacyjne niż nauka w szkole specjalnej, ponieważ w szkołach powszechnych nie ma fachowców." Dlatego Trzeba Zamknąć Szkoły Specjalne a pracujących tam fac...howców przesunąć do pracy w szkołach powszechnych! Skoro walczymy o życie każdego dziecka ( uznając, że dziecko niepełnosprawne jest równie ważne, cenne, itd ), to: jak już się takie dziecko urodzi = winno żyć w środowisku zintegrowanym ( w tym i w szkole powszechnej ). Przypuszczam, że wszyscy obrońcy życia ( w tym i płodowego ) mają moje poglądy i zdanie. Dość segregacji. Dzieci i fachowców ze szkół specjalnych należy, pilnie, przenieść do szkół powszechnych. Ufam, że liczna grupa obrońców życia poczętego ( w tym i rodzice dzieci ze szkół powszechnych ) poprą ( myślą, słowem i uczynkiem ) słuszność likwidacji szkół specjalnych.  rozwiń

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!