Partnerzy portalu

Nie będzie 20-procentowych podwyżek dla nauczycieli w 2023 roku

Nie będzie 20-procentowych podwyżek dla nauczycieli w 2023 roku
Realny spadek wynagrodzeń nauczycielskich to prosta droga do pogłębienia braków kadrowych (fot. Shutterstock).
Resort oświaty mówi o konieczności uregulowania systemu wynagradzania nauczycieli, ale zdaje się robić wszystko, by do tego nie doprowadzić. Zamiast dyskusji o zarobkach nauczycieli proponuje rozmowy o biurokracji i emeryturach. Nie mówi też wprost o zmianach, bez których problemu płacowego nie da się rozwiązać.
  • Dyskusja o reformie systemu wynagradzania nauczycieli utknęła w martwym punkcie.
  • 7,8 proc. to wszystko, na co Ministerstwo Edukacji i Nauki i rząd zamierzają sobie pozwolić, jeśli chodzi o wzrost płac nauczycieli.
  • Wzrost wynagrodzeń nauczycieli to już nie tylko sprawy płacowe, ale kwestia przyszłości polskiej edukacji.

Na 30 listopada minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zaprosił przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych do rozmów na temat aktualnych problemów i wyzwań polskiej szkoły. Dyskusja odbędzie się w ramach nowo powołanej grupy roboczej  w ramach zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty.

Głównym tematem rozmów mają być kwestie związane z nauczycielskimi świadczeniami kompensacyjnymi oraz odbiurokratyzowaniem pracy nauczycieli. Tymczasem przy wysokiej inflacji środowisko od wielu miesięcy domaga się podwyżek, które mogłyby poprawić pozycję nauczycieli w społeczeństwie. Związkowcy mają zgłosić ewentualne inne tematy do rozmów.

Planowany wzrost standardu A to tylko 14,2 proc.

Owszem koniec listopada to nienajlepszy czas, aby mówić o podwyższaniu wynagrodzeń w 2022 r., czego jeszcze do niedawna domagali się przedstawiciele związków nauczycielskich w kontekście nauczycieli mianowanych i dyplomowanych, ale o wynagrodzeniach w 2023 r. można i trzeba rozmawiać.  Bo poprawa sytuacji w edukacji tego wymaga.

Ponad dwuletnie dyskusje nad pragmatyką zawodu nauczycielskiego przyniosły tylko śladowe zmiany, które nie poprawiły kondycji pracowników pedagogicznych i niepedagogicznych polskiego systemu szkolnictwa.

Polska szkoła, a wraz z nią kadra pedagogiczna, cierpi na chroniczny brak pieniędzy. Co więcej, głos środowiska edukacyjnego, wyrażany m.in. postulatami zgłaszanymi przez wiązki zawodowe niczego tu nie zmienia, a resort zdaje się robić wszystko, by zachować status quo.

 W projekcie ustawy budżetowej zaplanowano wzrost standardu A (rok do roku) na ucznia na 14,2 proc. (do kwoty 6947 zł), podczas gdy inflację wynosi 17,8 proc. Od razu widać, bez względu na to, że subwencja ma być podwyższona o 11 mld zł do kwoty 64,4 mld zł, że tu wzrostu nie ma. A to również oznacza, że nie będzie go w przypadku nauczycieli, dla których zagwarantowano 7,8-proc. podwyżkę.

Czytaj też: 30 listopada w MEiN będzie rozmowa o wynagrodzeniach

Stracony czas na dyskusje. Temat wynagrodzeń nauczycielskich wraca ze zdwojoną siłą

O godziwych zarobkach pracowników szkolnictwa publicznego, przywracaniu prestiżu zawodu nauczycielskiego mówią wszyscy – zarówno przedstawiciele środowiska oświatowego, opozycji, jak i przedstawiciele partii rządzącej. Szczególnie intensywnie mówi się o nich od czasu strajku nauczycielskiego w 2019 r., a zwłaszcza momentu, kiedy związkowcy z Solidarności zorientowali się, że z ich porozumienia z rządem nic nie wychodzi. Po zauważalnej regulacji płac w latach 2019-2020, które miały dać czas na wynegocjowanie zmian w systemie wynagrodzeń, nic się nie wydarzyło. Teraz temat wynagrodzeń nauczycielskich za sprawą galopującej inflacji wraca ze zdwojoną siłą.

Od wielu miesięcy postulat związkowców wszystkich opcji jest jeden – 20-proc. podwyżka od zaraz dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych, którzy zostali pominięci w regulacji z sierpnia 2022 r.

Warto tu od razu zauważyć, że to właśnie o tych nauczycieli w systemie chodzi. Nie o nauczycieli początkujących, którzy wchodzą dopiero do zawodu i do końca nie wiadomo, czy się do niego nadają, a jeśli nawet, to czy w nim zostaną. Tylko o tych, którzy podjęli już taką decyzję, są w systemie i uczą. 

Nie ulega wątpliwości, że to przede wszystkim ci nauczyciele muszą być do tej pracy odpowiednio zmotywowani odpowiednimi zarobkami. A te do pracy w szkolnictwie publicznym nie zachęcają. 

Spotkanie kierownictwa MEiN z przedstawicielami ZNP (fot. MEiN).
Spotkanie kierownictwa MEiN z przedstawicielami ZNP (fot. MEiN).

Według aktualnego rozporządzenia ministra edukacji i nauki zasadnicze minimalne wynagrodzenie nauczyciela z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym to:

  • 3424 zł brutto w przypadku nauczyciela początkującego,
  • 3597 zł brutto w przypadku nauczyciela mianowanego,
  • 4224 zł brutto w przypadku nauczyciela dyplomowanego.

Według zapowiedzi przedstawicieli rządu, w tym oczywiście kierownictwa resortu oświaty, w 2023 r. wynagrodzenia mają wzrosnąć o 7,8-proc. na poszczególnych stopniach awansu zawodowego. Nauczyciele w 2023 r. będą minimalnie zarabiali:

  • nauczyciel początkujący - 3691 zł (czyli o 267 zł więcej)
  • nauczyciel mianowany - 3878 zł (więcej o 281 zł),
  • nauczyciel dyplomowany - 4553 zł (więcej o 329 zł).

Oczywiście to wynagrodzenie minimalne, które część nauczycieli powiększy o dodatkowe składniki takie jak dodatek za wychowawstwo, dodatek motywacyjny, godziny ponadwymiarowe, ale po pierwsze nie są one dostępne dla wszystkich, a po drugie nie przesądzają o wysokości wynagrodzeń.

Według wyliczeń MEiN z 2021 r. wynagrodzenie zasadnicze stanowi średnio 60,2 proc. wynagrodzenia nauczyciela. W pozostałej części wynagrodzenia największy udział mają zaś dodatek za wysługę lat (10,2 proc.), godziny ponadwymiarowe (7,1 proc.) oraz dodatkowe wynagrodzenie roczne (6,5 proc.).

Rośnie kwota bazowa

Te kwoty różnych dodatków znajdują odzwierciedlenie w tzw. kwocie bazowej, według której wyliczane są średnie miesięczne zarobki nauczycieli. W projekcie ustawy budżetowej na 2023 r. zarobki nauczycieli wyglądają już nieźle.

Projekt zakłada bowiem wzrost kwoty bazowej do poziomu 3 981,55 zł z 3 537,80 zł w roku bieżącym (wzrost o 443,75 zł). Biorąc zaś tę kwotę za podstawę średnie wynagrodzenie nauczycieli wyniesie:

  • 4777,86 zł dla nauczyciela początkującego (120 proc. kwoty bazowej),
  • 5733,43 zł w przypadku nauczyciela mianowanego (144 proc. kwoty bazowej),
  • 7326 zł dla nauczyciela dyplomowanego (184 proc. kwoty bazowej).

Trzeba jednak pamiętać, że to kwota średnia, do której tak chętnie MEiN się odnosi, zawierająca obok wskazanych już dodatków, nagrody jubileuszowe, odprawy. Przy okazji też stanowiąca pułap tego, co można w zawodzie nauczycielskim zarobić, na co z kolei chętnie zwracają uwagę związkowcy. Jak widać, nie są to kwoty oszałamiające.

Czytaj też: Minister chce rozmawiać z nauczycielami o wszystkim, tylko nie o pieniądzach

Trzeba też otwarcie przyznać, że nauczyciele w pewnym sensie sami są sobie winni. Biorą godziny ponadwymiarowe, dodatkowe płatne prace, narzekając jednocześnie, że pracują ponad miarę. Oczywiście wobec niskich zarobków jest to w pełni zrozumiałe – muszą dorobić, żeby żyć godnie. Ale skoro biorą dodatkowe godziny, to znaczy, że mogą pracować więcej, a skoro mogą, to znaczy, że mają na to czas. Chętnie wyciągany wniosek: 18 godzin pensum to nie za dużo. I tu koło się zamyka, bo ministerstwo wylicza średnie i kwoty wychodzą niemałe. Tylko że w przypadku wielu nauczycieli to pieniądze za 1,5 etatu. 

Środowisko i reprezentujący je związkowcy z różnych opcji domagają się 20-proc. podwyżek i ani myślą o ustępstwach, choć – jak wskazują wypowiedzi kierownictwa resortu, a jeszcze dobitniej ostatnia wypowiedź prezesa rządzącej partii Jarosława Kaczyńskiego, szans na to żadnych nie mają.

Walczą o godziny karciane, o urlopy dla poratowania zdrowia i inne przywileje. Ministerstwo zaś kluczy – i teraz zamiast dyskutować o reformie systemu wynagradzania, chce rozmawiać o biurokracji i emeryturach pomostowych. 

Wydaje się, że czas na dyskusję się kończy, a pilnym wyzwaniem staje się reformowanie systemu, określenie czasu pracy, wyliczenie na nowo pensum i zaproponowanie adekwatnych zarobków do nakładów pracy. Bo gdyby te były właściwe, nie brakowałoby młodych osób do pracy w zawodzie, a ci, którzy w nim pracują, nie myśleliby o zmianie pracy. 

TAGI
KOMENTARZE122

  • Dla każdego 2023-01-24 13:32:36
    Wszystkim uciśnionym przez system edukacji i pracujących tam ludzi oświadcza ze jest możliwość edukacji domowej.... Zachowacie zdrowi psychiczne i będziecie wiedzieli jak wasze pociechy przyswajają materiał dydaktyczny.... Po co się tu wyzywacie?
  • GG 2023-01-04 11:12:18
    Będą uczyć coraz gorzej, a dlaczego mieliby się starać. Po pierwsze są zmęczeni pracą na dodatkowych godzinach, bo organy prowadzące nie pozwalają zatrudniać nauczycieli, tylko zmuszają do godzin nadliczbowych, bo to się organom lepiej opłaca. Po drugie, jakość nauczania zależy od zadowolenia z prac...y, a jak ma być zadowolony nauczyciele, kiedy dodatkowo musi wypełnić kilometry druków, papierów, dokumentów i jeszcze podawać statystyki, i jeszcze być miłym dla trudnych rodziców, i jeszcze musi robić, co każe dyrektor, i jeszcze ma być zadowolony, że maluch chodzi w pieluchach do przedszkola, uczeń w klasie I płacze, jak maluch przez kilka miesięcy, bo ma ma słaby system emocjonalny po słabym przygotowaniu do obowią  rozwiń
  • śmiechuwarte 2022-12-02 23:56:17
    Do Necia: Oj głupiaś ty Necia, głupiaś.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!