Opieka i edukacja dla Ukraińców za długo leżały w sejmowej zamrażarce

Opieka i edukacja dla Ukraińców za długo leżały w sejmowej zamrażarce
W poprzednim roku szkolnym naukę w Polsce kontynuowało ponad 800 tys. Ukraińców (Fot. wieliczka.eu)
Pięciu ważnych zmian w ustawie o pomocy obywatelom Ukrainy oraz ustawie Prawo oświatowe domagali się senatorzy dla zapewnienia bardziej kompletnej i skutecznej opieki oraz edukacji dla dzieci ukraińskich uchodźców. I chociaż możliwość ich omówienia w parlamentarnym gronie otrzymali dopiero po ponad 3 miesiącach od momentu złożenia projektu, to doszło do długiej wymiany zdań. Senator Wadim Tyszkiewicz bezskutecznie jednak przekonywał, żeby kontynuować prace chociaż nad częścią propozycji...
  • Senacki projekt zmian w ustawie o pomocy obywatelom Ukrainy oraz ustawie Prawo oświatowe wpłynął do Sejmu 28 kwietnia, a jego pierwsze czytanie - na wspólnym posiedzeniu sejmowych Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej oraz Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży odbyło się dopiero 4 sierpnia 2022 r.
  • Proponowano m.in. utworzenie domowych punktów opieki dla ukraińskich dzieci w wieku przedszkolnym, a także - od nowego roku szkolnego - oddziałów międzynarodowych dla Ukraińców w szkołach, a także pokrycie kosztów organizacji kolonii - z myślą o ukraińskiej młodzieży.
  • Negatywnie do sugestii senackich odniosło się Ministerstwo Edukacji i Nauki. - Projekt wprowadziłby tylko dodatkowy chaos, a nie rozwiązałby żadnego problemu - powiedział wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski.

Od 28 kwietnia br. Senat czekał na zajęcie się projektem... Dopiero 22 czerwca został przez Sejm skierowany do pierwszego czytania w komisjach.

Wprawdzie planowano je przeprowadzić jeszcze w lipcu, ale okazało się to niemożliwe - z racji nieobecności senatora sprawozdawcy. Ale nawet - pomijając ostatnie 3-4 tygodnie - rozpoczęcie procedowania propozycji dotyczących przecież aktualnej sytuacji i w dużej mierze rozwiązań, których wdrożenie ma... a w zasadzie miało sens jeszcze wiosną, wydaje się mocno spóźnione. Nie omieszkali tego wypomnieć posłowie opozycji, winą za to, że projekt tak długo był w sejmowej zamrażarce, obarczając marszałek Sejmu Elżbietę Witek.

- Do komisji został skierowany dopiero 22 czerwca, ponieważ marszałek była zobligowana do zasięgnięcia opinii prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - wyjaśniła przewodnicząca komisji edukacji Mirosława Stachowiak-Różecka (PiS).

- W przypadku druków posłów PiS nie są zaciągane żadne opinie i sprawy są często załatwiane w ciągu jednego dnia... A tu mamy do czynienia ze sprawą ważną i pilną. Nie ma żadnego usprawiedliwienia, dlaczego projekt przeleżał u marszałek aż 2 miesiące! - stwierdziła posłanka Krystyna Szumilas (KO).

Sprawdź też: Rosną problemy z nowym rokiem szkolnym. Ukraińskich dzieci może być więcej niż ktokolwiek się spodziewa

Senator sprawozdawca Wadim Tyszkiewicz przyznał, że tymczasem część propozycji się zdeaktualizowała, ponieważ zostały już one wprowadzone innymi przepisami (a przynajmniej zbliżone propozycje) albo straciły sens, jak w przypadku organizacji letnich kolonii i półkolonii dla dzieci ukraińskich. Wyraził jednak nadzieję, że chociaż fragment z tych propozycji uda się uchwalić.

Senator Wadim Tyszkiewicz (z prawej) liczył na uchwalenie przynajmniej części senackich propozycji... (Fot. ITVSejm)
Senator Wadim Tyszkiewicz (z prawej) liczył na uchwalenie przynajmniej części senackich propozycji... (Fot. ITVSejm)

Jakie zmiany zaproponował Senat?

Projekt zakładał wprowadzenie możliwości organizacji domowego punktu wychowania przedszkolnego dla maksymalnie 7 dzieci - z opcją uzyskania dotacji na ten cel. Koszt utworzenia takich punktów oszacowano na ok. 125 mln zł.

Postulowano umożliwienie organizowania przez dyrektora szkoły lub placówki kolonii i półkolonii dla dzieci uchodźców. Oszacowano, że trzeba na to ok. 300 mln zł. Z racji tego, że już sierpień, sprawa jest nieaktualna, ale pojawiły się sugestie, że można tę kwestię rozpatrzyć pod kątem np. ferii zimowych.

Wskazano potrzebę utworzenia w roku szkolnym 2022/2023 oddziałów międzynarodowych, które „dawałyby organom prowadzącym i jednostkom oświatowym elastyczność w kształtowaniu oferty edukacyjnej dla uczniów z Ukrainy w zależności od (...) potrzeb”.

Senacki projekt przewidywał również, że uczniowie ukraińscy kierowani do polskich szkół zostaną zwolnieni z obowiązku przystąpienia do egzaminu ósmoklasisty. Ponadto w propozycjach zawarto zapis o organizacji bezpłatnej nauki języka polskiego w oddziałach przygotowawczych.

- Dzisiaj samorządy nadal nie wiedzą, co z dziećmi z Ukrainy od 1 września. Prawdopodobnie nie dzieci te będą mogły uczestniczyć w lekcjach zdalnie, więc samorządy muszą zmierzyć się z problemem, że będzie ich w szkołach więcej. Nie wiadomo, czy szkoły będą w stanie przyjąć wszystkie ukraińskie dzieci - i nie chodzi tylko o kwestie finansowe. Najgorzej jeśli trzeba tworzyć całkiem nowe oddziały, bo to duże obciążenie finansowe - zauważył Wadim Tyszkiewicz.

Ministerstwo "na nie". „Wiele bardzo poważnych wątpliwości”

Ustawa uzyskała pozytywne opinie: rzecznika praw dziecka, Związku Nauczycielstwa Polskiego, Głównego Inspektora Sanitarnego (choć z uwagami) i Straży Granicznej. Ale Ministerstwa Edukacji i Nauki - już nie. Stanowisko resortu przedstawił jego wiceszef Dariusz Piontkowski, podkreślając, że wiele zapisów budzi bardzo poważne wątpliwości.

- Po rozmowach z samorządami, w ustawie o pomocy uchodźcom wprowadziliśmy możliwość objęcia opieką domowego opiekuna dzieci powyżej 3. roku życia. Wcześniej taka opieka była możliwa tylko nad najmłodszymi – do 3. lub wyjątkowo 4. roku życia. Rozszerzyliśmy ją do roku szóstego, więc można powiedzieć, że w praktyce - w jakimś sensie - ten postulat został zrealizowany, a do tego były inne możliwości istniejące już wcześniej w systemie oświaty - wyjaśnił.

Co do kolonii i półkolonii podkreślił, że uczniowie ukraińscy mogą korzystać z tej formy na takich samych zasadach, jak dzieci polskie.

Czytaj: Telefon zaufania pomaga w Polsce dzieciom z Ukrainy. Blisko 300 kontaktów w zaledwie miesiąc.

Oddziały międzynarodowe są do innego rodzaju działań

W przypadku oddziałów międzynarodowych dla Ukraińców stwierdził, że „sprawa jest nieco szersza i wręcz kuriozalna”.

- To jest działanie elitarne, skierowane do bardzo niewielkiej części szkół. Najczęściej z taką propozycją wychodzą szkoły, które mają kontakt z organizacjami międzynarodowymi, które certyfikują te szkoły i program nauczania, dostosowują do polskich warunków. Jest tam również możliwość, że uczeń na każdym etapie może przejść z oddziału międzynarodowego do typowego, polskiego oddziału. Jest też postępowanie administracyjne, w którym minister stwierdza, że pewne reguły zostały zachowane i będzie m.in. wiadomo, co się będzie działo z uczniem, jak chociażby, kiedy zakończy naukę w oddziale międzynarodowym (...) - zaznaczył Dariusz Piontkowski.

Zwrócił uwagę, że żadnych tego rodzaju procedur administracyjnych senacki projekt ustawy nie przewiduje.

- Mówi tylko o tworzeniu, ale nie wiadomo według jakich zasad i jakiego programu, jakich standardów nauczania i zatrudniania nauczycieli, jakiego systemu oceniania - i nie ma w ogóle opcji, żeby uczniowie mogli przechodzić z tych oddziałów do oddziałów polskich. Jeśli nauka zakończy się po jednym roku, to nie wiadomo, jakim świadectwem miałby się legitymować uczeń z takiej szkoły... Według jakiego systemu uczniowie mieliby się tam uczyć - polskiego, ukraińskiego? Nie słyszałem, żeby ukraińskie ministerstwo miało certyfikować tego typu oddziały. To pomysł chybiony, zupełnie nie do przyjęcia. Oddział międzynarodowy do zupełnie innego rodzaju działań jest przeznaczony, a nie do związanych z nadzwyczajną sytuacją w państwie ukraińskim - zakomunikował.

Tylko kilkaset oddziałów przygotowawczych w kraju 

Wiceminister edukacji zaznaczył, że nie jest prawdą, iż samorządy nie wiedzą, co robić z dziećmi z Ukrainy, ponieważ przepisy w tej kwestii istniały już wcześniej, a po wybuchu wojny zostały dopracowane - m.in. z udziałem właśnie samorządowców. Dodał, że końca dobiegają prace nad rozporządzeniami w sprawie regulacji na rok szkolny 2022/2023.

Zobacz też: Żłobki dla Ukraińców. Specustawa zniosła limity, są obawy o bezpieczeństwo dzieci

- Na prośbę samorządów umożliwiliśmy zwiększenie liczebności oddziałów przedszkolnych, oddziałów szkolnych 1-3, a także w grupach podczas zajęć świetlicowych. To w zdecydowanej większości pozwoliło na to, żeby samorządy nie musiały tworzyć nowych oddziałów. Po 24 lutego powstało tylko kilkaset dodatkowych oddziałów – to 2-3 proc. wszystkich oddziałów w Polsce. Mówienie o gigantycznych pieniądzach, które wykładają na to samorządy, jest po prostu nieprawdziwe... Te dzieci najczęściej trafiły do oddziałów już istniejących i zmniejszyły tym samym jednostkowe koszty utrzymania dziecka w przedszkolu - skomentował Piontkowski.

Na obligatoryjne zwolnienie z egzaminu ósmoklasisty resort się kategorycznie nie zgodził, ponieważ polskie prawo mówi o równym traktowaniu wszystkich uczniów, a w tej sytuacji – jak twierdzi ministerstwo – ta równowaga zostałaby zachwiana.

- Po to są oddziały przygotowawcze, żeby uczniowie mogli w przyspieszonym tempie uczyć się języka polskiego, zniwelować różnice między polskim i ukraińskim systemem edukacji. I chociaż samorządy otrzymują na każdego ucznia z Ukrainy dodatkową subwencję na oddziały przygotowawcze, to duża część samorządów z tego w ogóle nie korzysta. Większość dzieci nie jest w oddziałach przygotowawczych - poinformował.

Zauważył, że przepisy w kwestii bezpłatnej nauki języka polskiego też już istnieją - i każdy cudzoziemiec ma do tego prawo.

- Jeszcze przed wojną podnieśliśmy wagi w subwencji na ucznia w oddziale przygotowawczym i na ucznia korzystającego z nauki języka polskiego, więc ten zapis jest zupełnie niepotrzebny - stwierdził wiceszef resortu oświaty. - Projekt wprowadziłby tylko dodatkowy chaos, a nie rozwiązałby żadnego problemu.

Punkty domowe mogłyby pomóc w mniejszych gminach

Mimo tak kategorycznego sprzeciwu ministerstwa, projektu bronili posłowie opozycji, m.in. Joanna Fabisiak (KO).

- Ukraińskie kobiety chcą pracować, ale muszą mieć co zrobić z dziećmi. Może jak się patrzy globalnie, to tych problemów nie widać. Ale są gminy, gdzie do przedszkola trzeba dojechać 22 km... Dziecko zatem trudno tam zawieźć. Ten mały punkt domowy mógłby pomóc - podkreśliła.

Stwierdziła, iż wyjaśnieniem, że propozycja dotycząca oddziałów międzynarodowych nie była dopracowana, nie rozwiążemy problemów tej młodzieży.

- Przecież dziecko, które nie zna języka, nie ma równych szans z dzieckiem polskim. Spójrzmy na tę sprawę od tej strony - przekonywała.

Posłanka KO Joanna Fabisiak (w środku) postulowała, żeby pochylić się nad kwestiami poruszonymi w projekcie (Fot. ITVSejm)
Posłanka KO Joanna Fabisiak (w środku) postulowała, żeby pochylić się nad kwestiami poruszonymi w projekcie (Fot. ITVSejm)

Nauka języka polskiego powinna być - według posłanki - zjawiskiem masowym. Poinformowała, że sama organizowała 2,5-miesięczny kurs dla 75 osób z Ukrainy, na co nie uzyskała wsparcia finansowego.

- Kobiety z Ukrainy nie chciały wyjść, chciały dalej się uczyć, część z nich miała już pracę - potrzebny był im egzamin choćby na poziomie B1. One mówiły, że ich dzieci nie mają gdzie się uczyć, a teraz w wakacje nie mają co z nimi zrobić. Można było zorganizować szkołę letnią dla dzieci z Ukrainy, które często nie wyjechały na wakacje. Nie było w sprawie kursów żadnych informacji - podsumowała.

Kontynuować rozmowy i dopracować projekt czy odrzucić?

Krystyna Szumilas (KO) podkreśliła, że przepisy w projekcie senackim były konstruowane wspólnie z samorządami i organizacjami pozarządowymi, czyli ludźmi, którzy na co dzień zajmują się problemami dzieci ukraińskich.

- To przepisy wynikające z potrzeby społecznej. I chociaż przez to, że projekt tak długo przeleżał w sejmowej zamrażarce, warto pochylić się nad kwestią edukacji dzieci z Ukrainy, ponieważ być może od września będzie ich więcej - zauważyła.

Posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wskazała, że w projekcie znajdują się kwestie,  wymagające dalszych prac i doprecyzowania, dlatego jej ugrupowanie popiera ten kierunek działania.

Z kolei Joanna Borowiak (PiS) wnioskowała o zakończenie prac nad propozycjami Senatu i odrzucenie ich.

- Przecież część tych propozycji jest już wdrożona. Jestem zdumiona, że państwo posłowie nie znają tych regulacji. Oddziały międzynarodowe to oddziały elitarne dla uczniów szczególnie uzdolnionych językowo. Nauka w takich oddziałach wymaga specjalnego certyfikowania - przypomniała.

2700 dzieci u domowych opiekunów, 40 tys. w przedszkolach

Dariusz Piontkowski, który drugi raz zabrał głos pod koniec posiedzenia, poinformował, że ponad 2700 dzieci z Ukrainy korzysta z opieki domowego opiekuna, a ponad 40 tys. znalazło miejsce w przedszkolach.

W przypadku pieniędzy na organizację wypoczynku podał, że w tym roku kuratorzy mieli na ten cel ok. 28 mln zł, a kolejne kilkadziesiąt mln zł oferował UNICEF.

- Przygotowujemy rozporządzenia, które wydłużą okres obowiązywania przepisów dotyczących m.in. liczebności oddziałów, sposobów przyjmowania dzieci czy terminów, w których można przyjmować wnioski o zdanie egzaminu. Postulowali o to samorządowcy - zaznaczył. - Staramy się umożliwiać uczniom ukraińskim kończącym naukę w ukraińskiej szkole średniej, zdawanie egzaminów w Polsce. To jest sensowne i władze ukraińskie raczej w tym kierunku zmierzają, by uczniowie ukraińscy jak najdłużej korzystali z tamtejszego systemu edukacji i wręcz proszą inne państwa, żeby na siłę nie przyjmować ich do systemu krajowego - zauważył, dodając zarazem, że polski rząd już wydał na przyjęcie ukraińskich dzieci do polskiego systemu ok. 700 mln zł (dane na koniec czerwca).

Sprawdź: Klubiki i opiekunowie dla ukraińskich dzieci receptą na przepełnione przedszkola?

„Samorządowcy nie chcą tworzyć oddziałów przygotowawczych - z powodów finansowych i wygodnictwa”

Z danych resortu wynika, że ponad połowa młodych Ukraińców nie uczy się w oddziałach przygotowawczych.

- I to jest błąd. Samorządowcy - z powodów czysto finansowych i wygodnictwa - nie chcą tworzyć oddziałów przygotowawczych. Taka jest prawda. Nie tworzymy żadnych szczególnych punktów nauki języka polskiego - zakomunikował wiceminister.

Akcentował też, że każda szkoła, do której trafi dziecko z Ukrainy, powinna zagwarantować bezpłatną naukę języka polskiego i nie musi nigdzie indziej tego dziecka odsyłać.

- Łącznie dziecko ukraińskie ma 20-25 godzin w ciągu tygodnia, z czego minimum 6 godzin w oddziale przygotowawczym ma być przeznaczone na naukę języka polskiego. Jeżeli jest potrzeba, to może to być nawet kilkanaście godzin - wyjaśniał.

Łącznie dziecko ukraińskie ma 20-25 godzin w ciągu tygodnia, z czego minimum 6 godzin w oddziale przygotowawczym ma być przeznaczone na naukę języka polskiego - powiedział wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski. (Fot. ITVSejm)
Łącznie dziecko ukraińskie ma 20-25 godzin w ciągu tygodnia, z czego minimum 6 godzin w oddziale przygotowawczym ma być przeznaczone na naukę języka polskiego - powiedział wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski. (Fot. ITVSejm)

Wytknął, że bardzo duża część samorządów i dyrektorów szkół nie korzysta z możliwości tworzenia bezpłatnych dodatkowych lekcji polskiego dla uczniów ukraińskich.

Subwencja nie wystarcza nawet na pensje dla nauczycieli

Wadim Tyszkiewicz podkreślił, że projekt trafił wcześniej również do Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, więc był czas, żeby wnieść poprawki. Przypomniał, że subwencja oświatowa nie wystarcza nawet na płace dla nauczycieli.

- Mówienie, że dajecie pieniądze i że za to można zrobić wszystko, łącznie z zaopiekowaniem się dziećmi ukraińskimi, jest trochę nieuczciwe. Gdyby rząd przejął w 100 proc. płace dla nauczycieli, to myślę, że samorządowcy weszliby w to w ciemno - skomentował.

Przyznał, że rząd przekazał dodatkowe pieniądze na dzieci ukraińskie w przedszkolach, ale zauważył też, że samorządy tylko nie więcej niż w 1/7 pokrywają koszty opieki przedszkolnej z dotacji, a całą resztę - z własnych budżetów.

- Zadaniem własnym samorządów jest faktycznie organizacja opieki przedszkolnej, ale nie dzieci ukraińskich. To jest zadanie rządu i na to powinny być przekazane pieniądze w 100 procentach. W przypadku kolonii dzieci z Ukrainy można się było o nie starać, ale pieniądze były te same. Nam chodziło natomiast o przekazanie dodatkowych pieniędzy na ten cel - wyjaśnił Wadim Tyszkiewicz, na koniec apelując, żeby poprawić ten projekt, jeśli jest niedoskonały.

Ale głosami posłów PiS w stosunku 29 do 25 (plus dwóch wstrzymujących się) zdecydowano o wyrzuceniu go do kosza.

TAGI
KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!