Powrót dzieci do żłobków i przedszkoli budzi emocje

Powrót dzieci do żłobków i przedszkoli budzi emocje
Podczas pracy z dzieckiem utrzymanie dystansu nie zawsze jest możliwe (fot. Shutterstock).
Po kilku tygodniach przerwy, dzieci wróciły do żłobków, przedszkoli i zerówek. Od razu wrócił też problem przygotowania placówek edukacyjnych do tego faktu. Zwłaszcza w kontekście zagrożenia epidemicznego nie tyle dzieci, co placówek. Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz wskazał nawet wprost, że wejście do szkół w systemie połowicznego zaszczepienia, przy bardzo dużej odległości do drugiej dawki szczepionki, u wielu nauczycieli budzi strach.
  • Zagrożenie epidemiczne w przedszkolach? Ten problem już przerabialiśmy - mówią przedstawiciele placówek oświatowych.
  • Zdaniem pracowników przedszkoli i szkół podstawowych korzyści wynikające z powrotu dzieci do przedszkoli przewyższają problemy zdrowotne, jakie mogą się przy tym pojawiać.
  • Decyzja o powrocie dzieci do przedszkoli jest głęboko realistyczna - uważa Wojciech Starzyński, prezes Fundacji „Rodzice Szkole”.

Nic nie budzi takich kontrowersji jak edukacja i zdrowie. Zwłaszcza w ostatnich miesiącach, kiedy tak naprawdę odpowiedzialnymi za to resortami rządzi COVID-19. Trudno się zatem dziwić, że każda decyzja właściwego ministra o zamykaniu bądź otwieraniu placówek oświatowych budzi co najmniej mieszane uczucia wśród zainteresowanych, a każda wypowiedź na ten temat znajduje tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Tak było również w poniedziałek 19 kwietnia, kiedy najmłodsze dzieciaki mogły wrócić w końcu do żłobków i przedszkoli.

O problemach tych pierwszych właściwie nikt nie dyskutuje, bo zarówno właściciele żłobków, jak również ich pracownicy i rodzice maluchów stanowią zbyt małe środowiska, by coś znaczyć. Siedzą więc cicho, licząc straty lub, jak w przypadku rodziców, organizują naprędce opiekę nad dzieckiem. Co innego, gdy chodzi o przedszkola i nauczanie wczesnoszkolne. Tu od razu włączają się wielkie centrale związkowe i ogromne emocje. No bo jakże to – rząd nakazał powrót dzieci do szkół, a nauczyciele mają czelność bać się przyjść do pracy? I jeszcze o tym dyskutują?

Pracownicy się boją

W poniedziałek 19 kwietnia, a właściwie to już od dawna, mówił o tym m.in. Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, wskazując, że mimo upływu czasu placówki oświatowe nie są przygotowane do bezpiecznego zajmowania się uczniami. Wskazał więc po raz kolejny, że mimo iż część nauczycieli została zaszczepiona, to z nieznanych powodów tylko jedną dawką, co jest niewystarczające. Nie wiadomo też, dlaczego szczepieniami nie zostali objęci pracownicy administracyjni szkoły – woźne, sekretarki czy też inni pracownicy niepedagogiczni placówek oświatowych.

- Wejście do szkół w systemie połowicznego zaszczepienia, przy bardzo dużej odległości do drugiej dawki szczepionki, u wielu nauczycieli budzi strach, emocje, obawy o zdrowie własne i o zdrowie swoich bliskich - oznajmił Sławomir Broniarz w Radiu Zet.

Stwierdził, że nauczyciele i pracownicy tych placówek po prostu się boją zarażenia covidem i pytają, dlaczego oni muszą pracować, a inni nie. Dlaczego od poniedziałku fryzjer może przyprowadzić dziecko do przedszkola, ale nauczyciel nie może pójść do fryzjera?

Niezrozumiała decyzja

Z drugiej jednak strony to właśnie do opieki nad dziećmi i ich edukacji placówki oświatowe zostały powołane, więc nauczyciele powinni swoje zadania wykonywać. Tak współczesne społeczeństwa są zorganizowane. Rodzice mają więc rację, oburzając się czy to na władze państwowe, czy samorządowe, czy też bezpośrednio na dyrektorów placówek oświatowych i w końcu samych nauczycieli i tzw. pracowników niepedagogicznych, że nie zapewniają ich dzieciom odpowiednich warunków kształcenia i wychowania.

- Zamknięcie szkół, przedszkoli czy żłobków jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe i jeśli mamy mówić o nim w kontekście ograniczenia mobilności i kontaktów między ludźmi, to zupełnie nie zdaje egzaminu. Dzieci nie da się zamknąć na cały dzień w domu. Po zajęciach i tak spotykają się ze sobą na placach zabaw, jeżdżą na rowerach czy rolkach. To samo tyczy się młodszych dzieci, z którymi wychodzimy na plac zabaw. Tam mają kontakt z innymi maluchami, a my z ich rodzicami - mówi Maria Białas z Rudy Śląskiej, mama dwóch synów: 8-letniego Kuby i 1,5-rocznego Mikołaja.

Dodaje, że ograniczenie dostępu do żłobka i szkoły podstawowej spowodowało, iż jako rodzice zostali z mężem postawieni pod ścianą i musieli na nowo zacząć łączyć pracę z opieką nad maluchami. Bo nie da się przez kilka miesięcy bez konsekwencji korzystać z opieki na dziecko.

Natomiast sama opieka nad 1,5-rocznym maluchem i uczącym się zdalnie drugoklasistą w warunkach pracy zdalnej była dla niej prawdziwym koszmarem. Dlatego, gdy tylko żłobki ruszyły, od razu posłała tam Mikołaja.

- Nie mam obaw, że złapie tam wirusa. Tak samo mogę do domu przynieść go wracając ze sklepu czy mąż wracając z pracy - wyjaśnia.

Takich obaw nie zgłaszają również sami pracownicy placówek oświatowych.

Przedszkola i szkoły czekają

Dorota Pacak, dyrektor Przedszkola Samorządowego nr 2 w Kielcach, zlokalizowanego w dwóch obiektach, podkreśla, że kierowane przez nią placówki pracowały przez cały czas, bo nawet podczas ostatniej przerwy przyjmowały dzieci personelu medycznego i służb mundurowych. Było ich po pięcioro, sześcioro w oddziale, ale były. Jednak przychodzenie do pracy, kiedy w oddziale jest tak mało dzieci, mija się z celem. Dlatego wszyscy pracownicy chcą już pracować normalnie.

- Powrót dzieci do przedszkoli dla rozwoju dziecka jest czymś dobrym, dlatego pilnujemy się, stosujemy wszelkie środki ostrożności, takie jak dezynfekcja, wietrzenie sal, maseczki, żeby ta praca była normalna. Czy obawiamy się zarażenia? - Mieliśmy takie historie na początku pandemii. Obecnie część personelu jest zaszczepiona, część przeszła już zakażenie, więc mam nadzieję, że nic złego już się nie wydarzy - podkreśla.  

Przedszkole Samorządowe nr 2 w Kielcach zatrudnia w sumie 24 osoby pracowników pedagogicznych i obsługi. W poniedziałek 19 kwietnia przedszkole było pełne dzieci.

Alicja Mielcarek, dyrektor Szkoły Podstawowej Integracyjnej w Inowrocławiu też nie podziela obaw prezesa ZNP. Mówi wprost – ci nauczyciele, którzy chcieli, już się zaszczepili. Natomiast pracownicy administracji i obsługi mogą się już rejestrować w e-rejestracji zgodnie z rocznikiem urodzenia, a obecnie rejestrowane są coraz młodsze osoby. Mielcarek czeka więc na decyzję ministra Czarnka w sprawie powrotu klas I-III do szkół podstawowych, co ma nastąpić po 25 kwietnia.

- Uważam, że ta decyzja będzie bardzo dobra i w pełni popieram. Dzieci z klas 1-3 mają największą możliwość przebywania w szkole w reżimie sanitarnym. Są pod opieką kilku nauczycieli, nie muszą mieć przerw w ściśle określonych godzinach, dlatego bardzo łatwo jest im stworzyć dobre warunki sanitarne do przebywania w szkole. Z drugiej strony te dzieci radzą sobie najgorzej z nauczaniem zdalnym. Bo to nie są dzieci, które mogą funkcjonować samodzielnie. I jeśli nie mają odpowiedniego wsparcia rodziców w domu, to ponoszą bardzo duże straty edukacyjne. One też najbardziej chcą wrócić do szkoły, bo uczeń czym starszy, tym bardziej odpowiada mu sytuacja - mówi Alicja Mielcarek.

Realna obawa

Magdalena Skorupa-Grajner, założycielka Szkoły Arka Noego w Katowicach, nie prowadzi wprawdzie przedszkola, tylko szkołę specjalną, ale to właśnie dzisiaj, po kilkutygodniowej przerwie jej szkoła, tak jak wiele innych, wznowiła pracę stacjonarną.

- Uruchomienie przedszkoli pozwoliło mi na wznowienie pracy stacjonarnej szkoły. Bo szkoły specjalne nie były wprawdzie objęte tym ograniczeniem - decyzja o przejściu na nauczanie zdalne należała do dyrektora szkoły - ale nauczyciele, których zatrudniam też są rodzicami i jak ich dzieci zostają w domach, to oni także muszą w nich zostać. Więc tych nauczycieli po prostu mi brakowało - wyjaśnia.

Podkreśla, że to bardzo dobrze, iż dzieci wróciły do przedszkoli i do szkół specjalnych ponieważ dydaktyka to jedna kwestia, a rewalidacja - druga. I chociaż szkole w dużym stopniu udawało się pewne działania wykonywać zdalnie, oczywiście z udziałem rodziców, to nie było to to samo, co daje bezpośredni kontakt z dzieckiem.

Na pytanie, czy jako pracodawca nie obawia się, że powrót dzieci spowoduje zwiększenie zachorowalności wśród nauczycieli, terapeutów i pracowników administracyjnych, odpowiada szczerze:

- Ta obawa oczywiście istnieje, tym bardziej że dwoje moich nauczycieli już było na oddziałach szpitalnych z powodu covidu i mam pełną świadomość zagrożeń, jakie wiążą się z tą chorobą. Ale musimy jakoś funkcjonować. Na pandemii życie się nie zatrzymało. Dlatego uważam, że tylko zachowanie odpowiedzialne może spowodować, że będziemy zdrowi - mówi.  

Podkreśla, że jako matka pięciorga dzieci, z których czworo jest w wieku szkolnym, jest zdania, iż przynajmniej praca hybrydowa z dziećmi w szkole jest bardzo potrzebna.

Racjonalna decyzja

Według Wojciecha Starzyńskiego, prezesa Fundacji „Rodzice Szkole”, decyzja o powrocie dzieci do przedszkoli była racjonalna, świadoma i głęboko osadzona w analizie sytuacji epidemiologicznej w kraju oraz w realiach zawiązanych z oczekiwaniami rodziców.

- Na ten temat była prowadzona szeroka dyskusja m.in. w Radzie Konsultacyjnej ds. Bezpieczeństwa w Edukacji powołanej przez ministra Przemysława Czarnka. Decyzja ta została podjęta z uwzględnieniem opinii wszystkich instytucji zajmujących się sprawami epidemiologicznymi, również doradcami premiera Mateusza Morawieckiego - mówi.

Nie podziela obaw, żeby miała ona wpłynąć negatywnie na pracowników przedszkoli i dziwi się, że Sławomir Broniarz tak twierdzi.

- Przecież wszyscy nauczyciele, którzy chcieli, są zaszczepieni i sądzę, że znaczna część pracowników oświatowych. Więc nie wiem, dlaczego pan Broniarz opowiada jakieś historie, które nie mają pokrycia w rzeczywistości - argumentuje.

- Wszyscy dyrektorzy przedszkoli, z którymi miałem okazję rozmawiać w ostatnim czasie, postulowali szybkie otwarcie przedszkoli i deklarowali, że są do tego w pełni przygotowani. Dlatego uważam, że dzisiejsza wypowiedź Sławomira Broniarza jest kolejnym przykładem na to, że związki zawodowe kierują się w swoich działaniach nie tyle przesłankami merytorycznymi co politycznymi - podsumowuje.

TAGI
KOMENTARZE8

  • Doradca metodyczny 2021-04-21 11:34:41
    Alex, a czego się spodziewałaś. Planowane zamknięcie przedszkoli czerwiec- lipiec. Teraz pamiętać wietrzyć często sale, wyprowadzać maluchy na dwór.
  • Alex 2021-04-21 10:45:45
    Reżim sanitarny w przedszkolach to czysta fikcja. Po ponownym otwarciu w grupach jest po 20- 22 dzieci stłoczonych w salach.Dzieci są na razie zdrowe bo 3 tygodnie były odseparowane, ale ponowne zarażenia są kwestia czasu.
  • Rodzic 2021-04-20 11:59:04
    Do Depopulacja trwa!: masz na to dowody?

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!