Rodzice, zaufajcie nauczycielom – oni wiedzą, co robią

Rodzice, zaufajcie nauczycielom – oni wiedzą, co robią
Zdaniem Doroty Suchacz "przerabianie" podręczników nie jest konieczne i prowadzi tylko do nadmiernego obciążenia dziecka. Bo nie wszystkie treści w nich zawarte są wymagane przez podstawę programową. (fot. arch. DS).
– W kształceniu na odległość kluczowe jest danie uczniowi czasu na pracę w odpowiednim tempie, na wnioskowanie, na dochodzenie krok po kroku do oczekiwanego rezultatu. Lepiej przepracować mniej, ale z większą swobodą dla ucznia – twierdzi Dorota Suchacz, metodyk nauczania. I zauważa, że rodzice powinni mieć większe zaufanie do nauczycieli, bo oni znają procesy edukacyjne dziecka i mechanizmy osiągnięcia oczekiwanych rezultatów. Powinni pozwolić im poprowadzić dzieci tak, by sukces edukacyjny się pojawił, a nie żeby był on okupiony rozwiązywaniem zadań przez mamę czy tatę...
  • Skrócenie czasu spędzonego przez dziecko przed ekranem nie spowoduje zubożenia wartości merytorycznej lekcji, jeśli nauczyciel odpowiednio ją zaplanuje i będzie dla niego dostępny.
  • Rodzic nie powinien wykonywać zadań za dziecko, tylko wspierać je w tym, co robi. Bo to nie zwiększy jego wiedzy, a nauczycielowi tylko utrudni ocenę, z czym uczeń ma trudności.
  • Obecnie dla nauczyciela najważniejsza jest umiejętność dokonywania wyboru – co konieczne do realizacji podstawy programowej, a co jest uzupełnieniem programu czy treści podręcznika.

Ostatnie decyzje rządu w sprawie pandemii wskazują, że edukacja zdalna jeszcze długo będzie nam towarzyszyła. Zatem i lekcje on-line trwające nie dłużej niż 30 minut będą przez część nauczycieli kontynuowane. To oczywiście zgodne z wytycznymi Ministerstwa Edukacji i Nauki, ale wielu rodziców uważa, że pół godziny pracy z uczniem to za mało. Obawiają się, że w ten sposób ich dzieci niczego się nie nauczą. Jak to wygląda od strony metodyki nauczania?

Dorota Suchacz, doradca metodyczny Centrum Kształcenia Nauczycieli w Gdańsku, dyrektor LO nr 2 w Gdańsku: – Moim zdaniem, zwłaszcza gdy chodzi o dzieci młodsze, czas bezpośrednio spędzony przed ekranem może być skrócony - i to w żaden sposób nie będzie powodowało zubożenia wartości merytorycznej lekcji. Ale to nie może to wyglądać tak, że lekcję skracamy do pół godziny i nic się nie dzieje przez kolejnych 25 minut - aż do następnej lekcji...

Nauczyciel powinien być dostępny dla dziecka przez 45 minut, by - w razie, gdy któryś z uczniów będzie potrzebował pomocy czy wyjaśnienia - mógł go wesprzeć. Więcej czasu na wykonanie jakiejś czynności mogą potrzebować też dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi - i o tym nie należy zapominać.

Czyli ta lekcja powinna trwać 45 minut?

– Niekoniecznie, bo 30 minut nie oznacza, że lekcja jest gorsza lub mniej wartościowa.

Nauczyciel powinien jednak tak ją zaplanować, by uczniowie, szczególnie młodsi, mieli skrócony czas pracy przed ekranem, bo to  dla nich wskazane - np. ze względu na trudności z koncentracją uwagi.

Można w prosty sposób pracę na lekcji podzielić na etapy - tak, żeby zaangażować ucznia przez 45 minut i jednocześnie nie musiał się on wpatrywać w komputer. Świetnym rozwiązaniem pozostaje praca projektowa. Dzięki temu uczniowie będą mieli poczucie bezpieczeństwa, że nauczyciel jest z drugiej strony monitora i w razie czego mogą liczyć na jego pomoc.

Jeśli jednak skrócimy lekcje do 30 minut i na tym koniec, to może to wywołać dodatkowy stres zarówno u uczniów, jak i u rodziców. Bez względu na wiek uczniowie zaczynają wówczas szybciej wykonywać polecenia, nie koncentrują się tak, jak należy, a proces dydaktyczny, aby był skuteczny, wymaga czasu.

Tutaj to nauczyciel powinien posługiwać się takimi narzędziami, które pozwolą na różnorodność i dostosowanie samego procesu dydaktycznego do potrzeb danego zespołu uczniowskiego. Opieranie się sztywno na podręczniku i zeszycie ćwiczeń nie przyniesie oczekiwanego efektu.

W metodach kształcenia na odległość kluczowe jest pozostawienie uczniowi czasu na pracę w odpowiednim tempie, na wnioskowanie, na dochodzenie krok po kroku do oczekiwanego rezultatu.

Lepiej przepracować mniej, ale z większą swobodą dla ucznia. A tak naprawdę pozwolić uczniowi poczuć się bezpiecznie. Czyli nie popędzać go, niczego nie przyspieszać.

Warunki edukacji zdalnej nie zawsze sprzyjają efektywności – często starsi uczniowie mają młodsze rodzeństwo, którym się w czasie lekcji również opiekują. Obecna sytuacja wymaga od nauczycieli empatycznego spojrzenia na proces nauczania i na samego ucznia. I pamiętania, że z drugiej strony monitora są istoty ludzkie, którym jest trudno w izolacji...

Tak, ale jak w tym czasie zrealizować program? Powszechnie twierdzi się, że nawet 45-minutowa lekcja to za mało...

– Z punktu widzenia merytoryki ważna jest realizacja podstawy programowej, a nie programu czy treści podręcznika.

Faktycznie, ostatnio dużo się mówi o „przeładowaniu programu”, ale w wielu przypadkach ten problem bierze się stąd, że nauczyciele w jego realizacji opierają się wyłącznie na treściach zawartych w podręczniku i np. jeśli jest w nim 10 zadań, to próbują je wszystkie zrealizować.

A przecież wystarczy popatrzeć na podstawę programową. Sprawdzić,  jakim stopniu jest ona zrealizowana w dwóch, trzech zadaniach, a w jakim te pozostałe zadania ćwiczą poznaną umiejętność albo wychodzą poza wymagania programowe.

Obecnie, zwłaszcza w edukacji zdalnej, niezmiernie ważną umiejętnością nauczyciela stała się umiejętność wyboru, czyli odpowiedni dobór materiałów dydaktycznych potrzebnych do realizacji podstawy programowej.

W internecie znajdziemy ich mnóstwo; nauczyciele w niesamowity sposób dzielą się swoimi materiałami – są materiały aktywizujące, interaktywne, pobudzające, można z nich korzystać, a nie tylko wykorzystywać suchą treść podręcznikową.  

Warto również zachęcać uczniów do rozglądania się wokół siebie, bo materiał zawarty w książce bywa dla nich nużący. Uczeń może na przykład opisywać to, co dzieje się za oknem. Będzie to ćwiczenie umiejętności wykorzystania słownictwa, znajomości struktur językowych, a z drugiej strony - oderwie on głowę od komputera i popatrzy w przestrzeń. Do nauczania należy podchodzić zdroworozsądkowo i pamiętać o zachowaniu balansu.

Rodzice mogą być jednak zdziwieni, że tak dużo materiału w podręczniku zostało pominięte i starać się to z dziećmi nadrobić. Ponad 39 proc. z nich twierdzi, że na odrabianie zadań poświęca co najmniej 4 godziny dziennie!

– To niewłaściwe pojmowanie wsparcia dla własnego dziecka, bo rodzic nie powinien wykonywać za nie zadań, lecz wspierać je w tym, co robi.

Jeżeli dziecko ma trudności z koncentracją, można pomóc mu w tym, poświęcając czas na rozmowę, na wspólne hobby czy spacer. Ale nie wykonywać ćwiczeń za niego, ponieważ to prowadzi tylko do tego, że uczeń, owszem, może dostanie lepszą ocenę, ale weryfikacja jego wiedzy nastąpi prędzej czy później w jakiejś sytuacji życiowej lub kiedy otrzyma wyniki testu ósmoklasisty czy egzaminu maturalnego... A zatem to absolutnie błędne założenie, gdyż skutkuje rozczarowaniem.

Pomoc udzielana dziecku nie powinna też wyglądać w ten sposób, że dzieci rozwiązują zadania domowe podczas korepetycji czy lekcji dodatkowych. Nauczyciel musi wiedzieć, że dana partia materiału, dane zadania są dla uczniów trudne. Jeśli nauczycielowi nikt o tym nie powie, jeśli uczniowie są zawsze przygotowani, to nauczyciel uznaje: w porządku, zrozumieli, możemy iść dalej z materiałem. I trudności się nawarstwiają...

Tutaj sami robimy krzywdę dziecku, która z dnia na dzień się powiększa. Bo żeby dobrze wypadło ono przed nauczycielem, rodzice rozwiązują zadania za nie albo płacą za dodatkowe korepetycje. A nauczyciel nie wie, że uczeń nie potrafił tego sam zrobić... To kompletnie błędne pojmowanie rzeczywistości! I znowu może doprowadzić do rozczarowania, a dalej do utraty motywacji u ucznia.

Osoby postronne, które nie mają do czynienia z edukacją, a takimi są w dużej części rodzice, powinni mieć większe zaufanie do nauczycieli, którzy wiedzą więcej o procesie edukacyjnym dziecka i znają mechanizmy, które umożliwiają osiągnięcie oczekiwanych rezultatów. Powinni pozwolić im poprowadzić je tak, by sukces edukacyjny się pojawił, a nie żeby był on okupiony rozwiązywaniem zadań przez mamę czy tatę. I - co ważne – aby to uczeń był autorem tego sukcesu.

To objaw nowego podejścia do edukacji, do którego wszyscy zostaliśmy zmuszeni. Jeśli rodzice sobie z tym nie poradzą, to się zamęczą... Z drugiej strony: jeżeli uczniowie nie zaczną samodzielnie pracować, to też z tego nic nie będzie. I koło się zamknie...

Dzieci muszą się nauczyć tego, że to one odpowiadają za własną wiedzę i za własną edukację, a co za tym idzie – nauczyć się przejmować odpowiedzialność za proces edukacji.  

Wielu rodziców tak tego nie widzi – mają pretensje, że nauczyciele zwalili na nich swe obowiązki i teraz muszą siedzieć z dziećmi nad lekcjami.

– Edukacja dziecka jest - w dużej mierze - wspierana przez rodziców od najmłodszych lat; zależy od tego, czy - będąc na spacerze - pokazują dziecku, jaki piękny jest świat i próbują go tłumaczyć, czy też przewracają się z boku na bok przed telewizorem. Czy podyskutują z dzieckiem na jakiś ważny temat, czy raczej powiedzą – daj mi spokój, przez cały tydzień pracowałem, odrabiałem z tobą lekcje, więc idź sobie pograj lub coś obejrzyj...

To jest brak konsekwencji. Jeśli chcesz być rodzicem, który przejmuje całą odpowiedzialność za edukację dziecka, weź tę edukację "na klatę". Przejdź na edukację domową i poświęć swe życie temu, że będziesz uczył dziecko tak, jak uznajesz, że należy.

A jeśli tego nie robisz, no to zaufaj ludziom, którzy wiedzą, jak to robić, bo są do tego przygotowani i mają doświadczenie, które tak naprawdę pozostaje tu kluczem do sukcesu. Nauczyciele są fachowcami w swoich dziedzinach i wiedzą, co robią. Natomiast w sytuacji trudnej – zawsze rodzice mogą prosić o wyprostowanie nieprawidłowości, które się pojawiają.

Jak?

– Przede wszystkim trzeba porozmawiać z nauczycielem i wychowawcą klasy. Kolejny krok to zgłoszenie dyrektorowi, że martwi nas to, co się dzieje w klasie. Rolą dyrektora jest to, by - w ramach nadzoru pedagogicznego - zainteresował się, co dzieje się w szkole i stwierdził, w którym miejscu są popełniane błędy.

Przecież bez problemu w lekcji może uczestniczyć metodyk, konsultant, który pomoże, wesprze, pokaże, bo może rzeczywiście nauczyciel coś robi nie tak, jak powinien.... Zadaniem metodyka nie jest ocena pracy – a jedynie wskazanie, jak można poprawić to, co się robi.

W wielu sytuacjach nieporozumienia wynikają z trudności w komunikacji, używamy skrótów myślowych, branżowego słownictwa, a brak jasnego komunikatu powoduje powstanie dowolnych interpretacji po stronie adresata, a to - w dalszej kolejności - rodzi komplikacje.

Nauczanie zdalne nie jest tu wielką przeszkodą. Obecnie wszyscy już jesteśmy wdrożeni do kształcenia zdalnego. I tak naprawdę żadna wideokonferencja czy wideolekcja nie robią już na nas wrażenia. Ale wiele zależy od nauczyciela, od tego, jakie on ma podejście do nauczania zdalnego i jakie przyjmie metody pracy.

Na przykład: żeby nauczyć dzieci rzeczowników policzalnych i niepoliczalnych, wystarczy poprosić, by zrobiły dla rodziny kolację. Następnego dnia mogą o tym opowiedzieć. I już mamy realizację ćwiczenia dotyczącego rzeczowników policzalnych i niepoliczalnych, bo dziecko, by tę kolację zrobić, będzie musiało pokroić chleb, podać masło, przygotować kanapki.

Praktyczne wykorzystanie poznanych na lekcji treści to najlepszy sposób na utrwalenie wiedzy, a przede wszystkim: na pokazanie uczniowi, w jakim celu się kształci, że nie są to jedynie "nudne słówka", ale narzędzia, bez których nie można się porozumieć.

Często prowadzę zajęcia z nauczycielami i słyszę, że tego czy tamtego nie można wdrożyć, bo to za trudne. Otóż to nie jest trudne – wymaga tylko, aby oderwać się od stereotypów. Tak niewiele, a tyle pozytywnych rezultatów....

Nie ma obowiązku, żeby w szkole był podręcznik, obowiązkowa jest realizacja podstawy programowej, a żeby lekcja była ciekawa i intrygująca - wystarczy wyjść poza schemat i odważyć się na zmianę.

TAGI
KOMENTARZE14

  • ex Belfer 2021-04-28 21:30:29
    Trudno im zaufać, większość starej kadry jest tak wypalona, że nic nie wnoszą do procesu nauczania. Czytanie z podręcznika zamiast rozmowy i wytłumaczenia tematu, ślizganie się aby do emerytury, a później załapią się do rady miasta czy gminy i jakoś leci. Uważają się za klasę wyższą, a na rodziców ...z mniejszych miejscowości patrzą z góry. Tylko później przychodzi rozczarowanie jak te "chłopstwo" jest lepiej wykształcone i ma fach w ręku, tylko adres nie ten. Wstyd. Pracowałem w szkole 2 lata, ale z tym betonem nie da się. Zjedzą każdą nową inicjatywę. Czasy się zmieniają a w gabinetach trąci bolszewią.  rozwiń
  • NormLny 2021-04-27 19:14:38
    Dziś trudno mieć zaufanie do nauczycieli jeśli ktoś taki jak Broniarz jest przewodniczącym żywcem z pzpr wyjęty bolszewia edukacja wymaga naprawy a na czas pandemi ograniczone zaufanie jak zawsze
  • Do Do do Rodzic 2021-04-27 16:10:00
    Do Doradca metodyczny: chyba przecinek? Pracujesz na budowie? 😎

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!