Partner portalu

Samorządy wyrównają nauczycielom? Wirusowe oszczędności odbiją się czkawką

Samorządy wyrównają nauczycielom? Wirusowe oszczędności odbiją się czkawką
Dla wielu samorzadowców nauka zdalna stała się okazją do oszczędności. Teraz będą musieli za to zapłacić. (fot. Pixabay/Tomasz Mikołajczyk)
Samorządowcy  domagają się od ministra edukacji zmian w przepisie Karty Nauczyciela, który zmusza ich do wypłaty dodatku wyrównawczego. Przysługuje on nauczycielom, którzy nie osiągnęli średnich zarobków. Przy pierwszej fali pandemii część jednostek samorządu terytorialnego postanowiła zaoszczędzić i "nie dawała zarobić". Teraz gminy i powiaty wzbraniają się przed płaceniem za nic. Przy okazji w ogniu krytyki  – z różnych stron – znalazł się cały system wynagradzania w oświacie.
  • Samorządy żądają skasowania lub zawieszenia dodatku wyrównawczego dla nauczycieli - obawiają się, że nie znajdą pieniędzy na jego wypłatę.
  • MEN nie mówi nie. Jednak resort od lat stara się nie dotykać tematu, bo wszelkie korekty wymagałyby zmiany całego systemu wynagrodzeń w oświacie.
  • Likwidacja dodatku wyrównawczego to tylko jeden z postulatów. Propozycje dotyczą także skasowania dodatku za wysługę lat dla pracowników administracyjnych oświaty.  

To już nie przelewki. Przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego twierdzą, że jeśli w systemie wynagrodzeń nauczycieli nic się nie zmieni, to konieczność wypłaty dodatku wyrównawczego będzie poważnym obciążeniem. I domagają się jego skasowania lub zawieszenia jego wypłaty za 2020 rok.

Zobacz: Resorty i samorządy wspólnie będą monitorować stan oświaty

Kłopotliwe oszczędności

Miesiące pandemii i nauczenia zdalnego sprawiły bowiem, że samorządy jako organy prowadzące szkół oszczędzały – m.in. rezygnując z niektórych zajęć. W efekcie nauczyciele nie osiągnęli tzw. średniej zarobków na danym stopniu awansu zawodowego (to – upraszczając – pula środków przeznaczona na wynagrodzenia podzielona przez liczbę nauczycieli).

Teraz włodarze gmin i powiatów, a także miast na prawach powiatu stoją przed wizją wypłaty tym nauczycielom dodatku wyrównawczego wyliczonego na koniec roku kalendarzowego, w formie tzw. 14. pensji (znów upraszczając: różnica między kwotą zaplanowaną w budżecie a wydatkami jest dzielona między tych pracowników, którzy nie osiągnęli średniej).

Czytaj: Samorządowcy boją się 2020 roku

Ta sytuacja może dziwić, bo instytucja dodatku wyrównawczego funkcjonuje w oświacie od 2000 r., a w obecnej formie od 2009 r. Samorządowcy dobrze o niej wiedzą. Nie zmienia to jednak faktu, że dodatek wyrównawczy jest elementem wynagrodzenia, który już od momentu powstania budził ogromne kontrowersje zarówno po stronie samorządowców, jak i samych nauczycieli.  

- Kiedy byłem wójtem raz wypłaciłem takie wyrównanie i powiedziałem sobie, że już nigdy więcej – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. - Jeżeli siatka płac pokazywała, że grozi mi nieosiągnięcie średnich zarobków, to uruchamiałem dodatkowe zajęcia edukacyjne, które wzmacniały ofertę edukacyjną szkół, a jednocześnie pozwalały płacić nauczycielom za pracę wykonaną, a nie z tytułu wyrównania.

Zdaniem Świętalskiego to system wysoko demoralizujący, który powinien być jak najszybciej zlikwidowany. System wynagradzania nauczycieli powinien być zorganizowany inaczej, a pieniądze wydawane racjonalnie.

- Znajdźmy metody wynagradzania, które rzeczywiście dostrzegą rolę nauczyciela w systemie nauczania i nie prowadźmy działań pozorowanych, bo wszyscy wiemy, że z 18. godzin pensum średniej się nie wyciągnie – stwierdza.

Sporny dodatek

W sprawie tego dodatku wyrównawczego od lat toczy się wojna między samorządami a resortem oświaty i nauczycielami, bo to oni głównie przeciwstawiają się jego likwidacji, traktując dodatek jako sposób na rozszerzanie oferty edukacyjnej szkół, a nie jej zmniejszanie. Dlaczego? Bo samorządy sprowadzając wynagrodzenia nauczycieli do tzw. pensum, a więc podstawowego wymiaru godzin, pozbawiają dzieci dostępu do jakichkolwiek zajęć dodatkowych – wyrównawczych, kół zainteresowań itd.

Solidarność oświatowa wzywa Głównego Inspektora Pracy do interwencji w sprawie wynagrodzeń nauczycieli

Przedstawiciele związków zawodowych przyznają jednak, że nie jest to najlepszy instrument, bo powoduje, że część nauczycieli, którzy po prostu w rozwój dzieci się nie angażują  (nie biorą zajęć dodatkowych i nie osiągają średniej na koniec roku) – dostają wyrównanie. Tym samym premiowani są nauczyciele, którzy dają z siebie mniej – kosztem tych zaangażowanych i kreatywnych.

- To rozwiązanie jest antymotywacyjne, bo jeśli nauczyciele np. mianowani nie otrzymali średnich, to dostają wyrównanie. Byliśmy temu przeciwni. Możemy o tym dyskutować, jeżeli usłyszymy, że wracamy do starych rozwiązań. Czyli corocznego uzgadniania regulaminów. Wtedy mamy gwarancje, że ludzie otrzymają środki, które wynikają z uchwały budżetowej i z zapisów ustawy Karty Nauczyciela – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

"Stare rozwiązanie" polegało na tym, że co roku ustalany był na poziomie każdego samorządu z udziałem związków zawodowych sposób rozdysponowywania środków z puli pieniędzy określonej przez MEN w budżecie na dany rok. Uzgodniony w ten sposób regulamin wynagradzania nauczycieli był opiniowany przez wojewodę.

Trzeba ruszyć system

Mnisterstwo nie zaproponowało dotychczas lepszego rozwiązania, bo to wymagałoby zmiany systemu wynagradzania nauczycieli. A na taką zmianę, mimo umowy z 7 kwietnia 2019 r. rządu z przedstawicielami Solidarności oświatowej i wobec zmiany kierownictwa resortu - się nie zanosi.

Jeśli w bieżącym roku nic w tym zakresie się nie wydarzy i samorządy będą musiały sobie poradzić z wypłatą dodatków wyrównawczych.  Pewności w tej kwestii nie mają związkowcy...

- W momencie, kiedy planuje się zamrożenie płac w sferze budżetowej, co przełoży się od razu na sektor samorządowy, zdejmowanie gwarancji minimalnych wynagrodzeń spowoduje powrót do sytuacji sprzed 2009 r. To mało prawdopodobne, niemniej takie ryzyko zawsze istnieje – komentuje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum Oświata”, przestrzegając przez "potężnym konfliktem".

- Jeszcze z minister Anną Zalewską w 2017 r. ustaliliśmy, że najpierw wynegocjujemy koncepcję zmiany systemu wynagradzania, a dopiero później wprowadzone zostaną zmiany w Karcie Nauczyciela. Jeżeli nie będzie zmiany systemu, to nie będzie akceptacji środowiska oświatowego dla zmian w zakresie art. 30a Karty Nauczyciela – podkreśla.

Drugim argumentem, przemawiającym jego zdaniem za tym, że do takiej zmiany nie dojdzie, są informacje strony rządowej przedstawione na ostatniej KWRiST, która wykazała skokowe wzrosty dochodów po stronie samorządów z tytułu PIT i CIT. Co świadczy o tym, że argumentacja korporacji samorządowych może budzić wątpliwości.

Czytaj: Spór o pieniądze na podwyżki dla nauczycieli. MEN swoje, samorządy swoje

Nie policzono jeszcze, jaka będzie skala wypłat z tytułu nieosiągnięcia średniego wynagrodzenia przez nauczycieli w gminach i powiatach. Pewne jest, że spora, bo włodarze jednostek samorządu terytorialnego na przekór protestom związkowców i wyraźnym wskazaniom ministra Dariusza Piontkowskiego, że praca zdalna musi być tak samo traktowana jak normalna, starali się tego nie robić.

Efekt? Ogromny, jeśli wierzyć samorządowcom, niedobór w środkach na wynagrodzenia i coraz silniejszy lobbing na rzecz likwidacji bądź przynajmniej zawieszenia w tym roku dodatku wyrównawczego i ponoszenia innych kosztów związanych z wydatkami na pracowników oświaty.

Wysługa lat też boli

Postulaty samorządu nie dotyczą wyłącznie dodatku wyrównawczego, ale i innych rozwiązań. Mówił o tym m.in.

- Postulujemy faktyczne przywrócenie gminom kompetencji do kształtowania sieci szkół; likwidację art. 30a Karty Nauczyciela, a jeśli nie likwidację, to przynajmniej zawieszenie tego przepisu na czas covidu; wnioskujemy o głęboką analizę funkcjonowania Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, bo nie rozumiemy, dlaczego w oświacie jest niemal trzy razy wyższy niż gdzie indziej – wyliczał Jacek Brygman, wójt gminy Cekcyn i wiceprzewodniczący ZGW RP, na posiedzeniu KWRiST 15 września.

Podkreślał przy tym, że w okresie kształcenia zdalnego część działań nie była realizowana, a teraz "zapłacimy za to wszyscy".

Wśród  postulatów znalazła się również likwidacja dodatku wiejskiego. Coraz głośniej artykułowane jest żądanie powrotu do praktyki sprzed 2019 r., kiedy to dodatek za wysługę lat był wliczany w pulę pieniędzy składających się na minimalne wynagrodzenie pracowników administracji oświatowej.

Kiedy rok temu mówił o tym Eugeniusz Gołembiewski, reprezentujący na KWRiST Unię Miasteczek Polskich, wydawało się, że jest w tej opinii osamotniony. Teraz jednak sprawa powraca. Samorządowcy argumentują, że przez tę zmianę każdy pracownik z dłuższym stażem kosztuje teraz samorząd nie kilka procent, a 30 procent więcej.

Wzrost pensji? Państwo sobie poradzi, samorządy nie

Szykują się zatem ciekawe dyskusje, zwłaszcza w ramach działającego przy MEN zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty. Wygląda bowiem na to, że trudno będzie znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące wszystkie strony realizujące zadania oświatowe – władze, pracowników i samorząd terytorialny.

TAGI
KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!