Sławomir Broniarz: z postulatów płacowych nie rezygnujemy

Sławomir Broniarz: z postulatów płacowych nie rezygnujemy
ZNP konsekwentnie domaga się co najmniej 10-proc. podwyżek i z tego postulatu nie rezygnujemy - mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP (fot. mat. pras. ZNP).
Jeżeli minister Czarnek raz dziennie mnie nie kopnie, to uważa, że to dzień stracony. Problem polega na tym, że edukacja w tej chwili nie ma sternika. Jeżeli rzeczywiście cała edukacja i nauka zostały oddane w ręce Przemysława Czarnka, to widać wyraźnie, jak one skręcają gwałtownie w prawo. A to oznacza, że jesteśmy na ostrym kursie kolizyjnym z wartościami, które szkoła powinna prezentować – mówi przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Rozmowa ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego

23 lutego w ślad za innymi związkami nauczycielskimi ZNP przesłał ministrowi edukacji i nauki swoje stanowisko w sprawie projektu „Edukacji dla wszystkich”. Dlaczego tak późno, no i co w nim jest?

- Mieliśmy je przyjąć 15 lutego, ale z różnych powodów prezydium Zarządu Głównego ZNP odbyło się dopiero 22 lutego. Nasze stanowisko mniej więcej sprowadza się do tego, że edukacja włączająca w wersji zaproponowanej przez MEiN jest rewolucją, co do której zasadności mamy bardzo poważne wątpliwości.

Wydaje się, że rząd uznając, że jest to projekt europejski, przyjął, że jego założenia będą realizowane bez względu na opinie interesariuszy. Natomiast my, nie negując potrzeby dyskusji o całej edukacji włączającej, o specjalnych potrzebach edukacyjnych dzieci i młodzieży, jesteśmy bardzo sceptycznie nastawieni do tego projektu.

Twierdzimy, że ten czas nie jest właściwy na przeprowadzanie rewolucji w edukacji włączającej, bo nie wiemy, kto poniesie koszty tego przedsięwzięcia. Pod tym względem nasze stanowisko jest bardzo zbieżne z uwagami m.in. Związku Powiatów Polskich.

Zob. też: Związek Nauczycielstwa Polskiego chce wstrzymania prac nad projektem „Edukacja dla wszystkich”

Nie ma mamy też pewności, że model zarysowany przez ministra edukacji bardzo pośpiesznie jest rozwiązaniem optymalnym. Dlatego też uważamy, że należy powrócić do dyskusji na ten temat, należy wrócić do debaty o tym pomyśle, a przede wszystkim znaleźć odpowiedź na dwa fundamentalne pytania – czy dziecko na tym zyska oraz jak potoczą się losy tych nauczycieli, którzy będą odpowiedzialni za realizację tej rewolucji. Bo nie każde dziecko z upośledzeniem w stopniu lekkim czy umiarkowanym nadaje się do szkoły otwartej i nie każde na tym zyska.

Czy oprócz domagania się udziału w pracach nad projektem będziecie chcieli podjąć jakieś inne działania?

- Tak. W tej sprawie wystąpiliśmy do wszystkich korporacji samorządowych z pytaniem, jakie jest ich zdanie. I 1 marca na posiedzeniu zespołu ds. usług Rady Dialogu Społecznego będziemy o tym rozmawiali.

Nas interesują dalsze losy poradni psychologiczno-pedagogicznych i ich pracowników. Bo to nie jest tak, że tych poradni jest w nadmiarze i istnieje ogromny popyt na ich usługi, ponieważ coraz więcej dzieci z różnego rodzaju dysfunkcjami potrzebuje wsparcia poradni. Korzystają z nich także rodzice i nauczyciele. Jeżeli teraz te wszystkie poradnie zostaną przekształcone w ośrodki wsparcia rodziny, to wylejemy dziecko z kąpielą, tak, jak kiedyś zrobiliśmy to z segmentem opieki nad dziećmi, w domach dziecka. Bo zmieniając charakter tych placówek oświatowych, pracujący w nich specjaliści na podstawie ustawy – Karta Nauczyciela, staną się pracownikami samorządowymi, a to oznacza, że niewielu z nich będzie chciało w tej formule pracować. I zaczną odchodzić.

To samo powiedział mi przewodniczący Solidarności oświatowej Ryszard Proksa. Czy to oznacza, że jest szansa na wspólne działanie?

- Nie ulega wątpliwości, że jeżeli w tym obszarze mówimy jednym głosem, to tym lepiej, bo to jest rzadka sytuacja. Natomiast stanowisko naszych partnerów poznamy na poniedziałkowym posiedzeniu zespołu ds. usług Rady Dialogu Społecznego.

Zob. też: Solidarność mówi "nie" projektowi "Edukacji dla wszystkich"

Jak wygląda obecnie sytuacja na innym forum - na zespole ds. statusu zawodowego pracowników oświaty?

- Nijak. 21 października na spotkaniu z ministrem Przemysławem Czarnkiem - pierwszym i ostatnim - zaproponowałem rychłe zwołanie zespołu. Minister odpowiedział na to bardzo pozytywnie i zapowiedział, że niezwłocznie dojdzie do tego spotkania. No i minęły już cztery miesiące i do zwołania zespołu nie dochodzi.

Spotkanie 21 października 2020 r. było jedynym spotkaniem kierownictwa Ministerstwa Edukacji i Nauki ze związkowcami z różnych opcji. (fot. MEiN)
Spotkanie 21 października 2020 r. było jedynym spotkaniem kierownictwa Ministerstwa Edukacji i Nauki ze związkowcami z różnych opcji. (fot. MEiN)

Żadnych sygnałów, żadnych zapowiedzi?

- Prawdę powiedziawszy nie wiem, czy ministrowi Czarnkowi w ogóle zależy na zwołaniu tego zespołu, bo co miałoby z niego wynikać. Pojawiłyby się kontrowersje wobec jego planów. No i kto niby miałby tym zespołem kierować? Wiceminister Rzymkowski? Jaką on ma wiedzę na temat funkcjonowania oświaty i statusu zawodowego nauczyciela? Poza tym, że idziemy ostro w prawo - żadnej.

Natomiast my mówimy, że ten zespół ma rozstrzygnąć kilka ważnych kwestii. Dlatego dziwię się trochę bierności Solidarności, bo oni przecież na tym posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego, które było poświęcone wyłącznie edukacji, mieli uwagi do tego, że rząd nie realizuje porozumienia z 7 kwietnia 2019 r.

Ten zespół jest doskonałym miejscem, żebyśmy mówili o tym, co z systemem wynagradzania nauczycieli, ale przede wszystkim, jak widzimy miejsce nauczyciela w procesie zmian, którego realizatorem jest minister Czarnek - zmian podstawy programowej, wprowadzania nowych treści edukacyjnych itd.

W obecnej sytuacji trudno mówić o wynagrodzeniach nauczycieli, ale wydaje się, że właściwy czas, by do tych zmian systemowych spokojnie się przygotować.

Nie podzielam opinii, że taka dyskusja byłaby nie na miejscu. Co prawda pojawił się projekt rozporządzenia ministra edukacji w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, gdzie minister mówi o zerowym wzroście płac. Ale ZNP konsekwentnie domaga się co najmniej 10-proc. podwyżek i z tego postulatu nie rezygnujemy, wychodząc zresztą naprzeciw ministrowi Czarnkowi, który deklarował, że będzie się starał podjąć pracę na rzecz podwyższenia wynagrodzeń nauczycieli. Jak widać nic z tego nie wyszło.

Zatem nie prowadzicie nieoficjalnych negocjacji z resortem w tej sprawie?

- Bądźmy realistami – jeżeli minister Czarnek raz dziennie mnie nie kopnie, to uważa, że to dzień stracony. Problem polega na tym, że edukacja w tej chwili nie ma sternika. Jeżeli rzeczywiście cała edukacja i nauka zostały oddane w ręce Przemysława Czarnka, to widać wyraźnie, jak one skręcają gwałtownie w prawo. A to oznacza, że jesteśmy na ostrym kursie kolizyjnym z wartościami, które szkoła powinna prezentować.

Przecież jeżeli redukujemy podstawę programową tylko po to, żeby powiedzieć: tak, pomożemy dzieciom w egzaminach, to incydentalnie można to przyjąć. Ale jeżeli minister edukacji i nauki mówi o jakichś wartościach świata nauki, które mają zapewnić równość poglądów opinii stron i prezentowania ich podczas debat uniwersyteckich, to wydaje mi się, że nie wie, co mówi.

Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek uniwersytet kogokolwiek ograniczał. To jest raczej próba prezentowania na siłę tych poglądów, które są bliskie panu ministrowi. Jeżeli na stronach Ośrodka Rozwoju Edukacji czytamy dokument, który jest żywcem wzięty z synodu i pracy episkopatu m.in. na temat wychowania w rodzinie i to ma być zalecane jako element treści wychowawczych szkoły, to nie negując faktu, że rodzina ma przeogromny wpływ na proces wychowawczy, powiem, że ten proces nie powinien odbywać się w cieniu klęcznika i pod egidą episkopatu. Jeśli obecnie dyskutujemy o religii na maturze, to widać, w jakim kierunku to idzie.

Nie podejrzewam, aby związkowcy chcieli z tego powodu protestować

- Nie, chcemy jednak zapytać szeroki krąg członków ZNP, a także rad pedagogicznych, co oni na to. Czy to podejście wypełnia ich oczekiwania, czy to wypełnia formułę tych wartości, o których mówi póki co szkoła świecka, laicka, czy też mają odmienne zdanie. Jak mamy zachować się wobec tego dokumentu, który jest już opublikowany na stronach ORE i który – powtarzam - jest żywcem przyjęty z różnego rodzaju prac episkopatu.

Jeżeli okaże się, że nauczycielom to nie przeszkadza, to będziemy to szanować. Ale chcemy, żeby nauczyciele się z tym dokumentem zapoznali. I żeby nie było zdziwienia, zaskoczenia, że oto pojawia się propozycja jakichś działań, które środowisko nie chce zaakceptować.

Czy podczas prezydium ustaliliście jakiś plan działań na najbliższe cztery miesiące, rok, lata?

- Przez te najbliższe miesiące będziemy zajmowali się sobą. Obecnie wewnątrz związku trwa dyskusja o naszym obliczu, mocnych i słabych stronach, o zadaniach w czasie pandemii. Bo przecież szkoły są w dużej części zamknięte, ale problemy istnieją i związek nie przestał działać. Związek wszedł do obiegu internetowego, rozwijamy tę działalność na niespotykaną skalę, dlatego chcemy się zastanowić, jak ten czas lekkiego zastoju wykorzystać na poprawę sytuacji ZNP. Co możemy zrobić, aby nasz związek był atrakcyjniejszy, jakie działania w tym zakresie można rozpocząć już jutro, jakie w 2021 roku, a jakie w czasie całej kampanii sprawozdawczo-wyborczej.

Nie negujemy przy tym potrzeby dyskusji o tym, co dzieje się tu i teraz w edukacji, o edukacji włączającej, o wartościach, które minister Czarnek tak propaguje, czyli dyskusji, która w gruncie rzeczy wskazuje na silny proces ideologizacji szkoły, a jednocześnie odsuwa nas od kwestii fundamentalnych – w jakim kierunku ma iść szkoła, jakie wartości powinna prezentować.

To jest świadome działanie ministra, które powoduje, że nie mówimy już o rzeczach ważnych, ale o przyszłych i niepewnych. Nie mówimy już o kondycji zawodu nauczyciela, o wsparciu dla nauczycieli, o wsparciu dla uczniów, o scenariuszach związanych z pandemią, ale mówimy o tym, że za trzy lata będzie religia na maturze i zastanawiamy się, po co.

Matura z religii budzi kontrowersje (fot. M.Galkiewicz Shutterstock)
Matura z religii budzi kontrowersje (fot. M.Galkiewicz Shutterstock)

Taki nieobowiązkowy egzamin z religii nie powinien budzić kontrowersji

- Tak, ale ludzie będą do niego podchodzić z innym nastawieniem emocjonalnym i od razu pojawia się pytanie: z czego będziemy egzaminować tę młodzież. I drugie, czy w ten sposób nie uczymy młodzieży pewnego konformizmu.

Dlaczego?

- W Krakowie kurator oświaty rozpętała batalię na rzecz walki z aborcją w szkołach. Zaproponowała działania na rzecz pewnej indoktrynacji młodzieży w tym zakresie, mówiąc, że będą organizowane konkursy, olimpiady będą nagrody, a przede wszystkim dodatkowe punkty w przyjęciach do szkół ponadpodstawowych. Paru kuratorów to podchwyciło. Ale powstaje wątpliwość, po co mozolnie przygotowywać się do olimpiady fizycznej czy chemicznej, jeśli wystarczy, że uczeń napisze esej na temat przerywania ciąży i dostanie za to kilka punktów i jeszcze parę złotych. Po co się ma martwić trudnymi przedmiotami, jeśli może pójść na maturę z religii. Z czego na tej religii będzie egzaminowany? Z religioznawstwa czy z 10 przykazań? Przecież to jest egzamin państwowy i nie możemy tego trywializować.

Minister Czarnek zrobił ukłon w stronę Kościoła i na pewno będzie miał jego silne poparcie, ale moim zdaniem w tej sprawie musi nastąpić pewne przesilenie i opinia publiczna musi zabrać głos.

Trwa akcja szczepień wśród nauczycieli. Zgłosiło się do nich ponad 540 tys., ale szczepionka AstraZeneca budzi pewne obawy - czy tę kwestię widzą związkowcy?

- Podam za mediami - podobno w Łodzi nauczyciele masowo nie zgłaszają się na szczepienia, ale ja tego nie potwierdzałem. Nie słyszałem o większych zagrożeniach, poza tym, że po szczepieniu nauczyciele danego przedszkola lub szkoły się źle czują. To ponoć objaw naturalny.

Natomiast jeżeli mamy mówić o powrocie klas ósmych i klas maturalnych, to uważam, że będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy nauczyciele i administracja będą zaszczepieni. Minister Michał Dworczyk zapewnił, że do 6 marca nauczyciele mają być wyszczepieni. Nie bardzo w to wierzę, ale jeszcze raz powtórzę, jeśli mamy mówić o powrocie do nauki stacjonarnej w klasach starszych to musimy się szczepić.

Czy możemy mówić o groźbie powrotu do strajku?

- Dzisiaj szkoła żyje innymi problemami, które trzeba rozwiązywać. Uwzględniając pewien realizm w zakresie realizacji niektórych postulatów, to temat strajku dzisiaj nie istnieje w sensie dyskusji środowiskowej.

Zerowy wzrost wynagrodzeń was nie złości?

- Oczywiście. Ten wzrost ma wymiar doraźny i długofalowy. Jeżeli w dalszym ciągu kwestie wynagrodzeń będziemy widzieli w kontekście płacy minimalnej, to nabór do tego zawodu osób, na których edukacji powinno zależeć będzie bardzo utrudniony, a wręcz niemożliwy. Dlatego że dzisiaj płace nauczyciela stażysty oscylują na poziomie płacy minimalnej. I perspektywy w tym zakresie wcale nie są dobre.

Natomiast jeżeli dzisiaj podnosimy problem płac, to także dlatego, że były określone deklaracje także ze strony Przemysława Czarnka, a po drugie widzimy, że wydajemy miliardy złotych na rzeczy zbędne, a nie idziemy w kierunku poprawy sytuacji materialnej tysięcy nauczycieli. Senat stworzył taką możliwość, przyjmując poprawkę do ustawy budżetowej gwarantującą przynajmniej 7-proc. wzrost wynagrodzeń nauczycieli. Co stało na przeszkodzie, żeby Sejm tę poprawkę przyjął? Warto się zapytać, jak posłowie PIS głosowali i jak głosował wiceminister Dariusz Piontkowski.  

Zobacz też: Związkowcy nie chcą nowego modelu edukacji włączającej. Oto powody

TAGI
KOMENTARZE1

  • Nauczycielom Kodeks pracy 2021-02-26 16:13:42
    Mam nadzieję, że ministrowi Czarnkowi bardzo zależy na powołaniu zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty. A co miałoby z niego wynikać ? (jak pyta prezes ZNP). Powinno wynikać dawno nam znane przekonanie = nauczyciele pod Kodeks pracy!

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!