Wywiadówki do lamusa. Godziny czarnkowe zmieniają relacje w szkole

Wywiadówki do lamusa. Godziny czarnkowe zmieniają relacje w szkole
Nauczyciele będą dyżurować w ramach godziny dostępności, ale nie spodziewają się dużego zainteresowania rodziców. (fot.pixabay).
Mniej wywiadówek i praktyczny zanik dni otwartych dla rodziców - tzw. "godziny czarnkowe" czyli godziny dostępności zmieniają sposób pracy szkół z rodzicami, którzy nie korzystają z konsultacji. Ale dla uczniów nauczyciel ma być bardziej dostępny.
  • Szkoły różnie podchodzą do godziny dostępności – starają się dostosować szkolną praktykę i realia do formalnego wymogu.
  • Paradoksalnie dla rodziców dostęp do nauczycieli może być teraz utrudniony, bo czas konsultacji jest ściśle określony, a kontakty poza godzinami dostępności są ograniczane.
  • Cotygodniowe spotkania w ramach godzin dostępności podają w wątpliwość sens organizacji konsultacji dla rodziców. Mniej będzie wywiadówek.

Nie milkną kontrowersje wokół godziny dostępności( nazwanej już potoczne "godzina czarnkową"), a zwłaszcza przypadków, kiedy regulacje dotyczące ich przeznaczenia są naruszane. A jednak szkolna praktyka dostosowuje się do nowych przepisów.

Przypomnijmy: art. 42 ust. 2f Karty nauczyciela wyraźnie wskazuje, że „nauczyciel jest obowiązany do dostępności w szkole w wymiarze 1 godziny tygodniowo, a w przypadku nauczyciela zatrudnionego w wymiarze niższym niż 1/2 obowiązkowego wymiaru zajęć – w wymiarze 1 godziny w ciągu 2 tygodni, w trakcie której, odpowiednio do potrzeb, prowadzi konsultacje dla uczniów, wychowanków lub ich rodziców”

Zobacz też: Dodatkowa godzina pracy w szkole. Już działa i budzi kontrowersje

 Przepisy jednak nie mówią o tym, jak te godziny mają być zorganizowane. Dlatego w tej kwestii panuje dowolność - szkoły przyjmują różne rozwiązania.

- W naszej szkole godzina dostępności jest rekomendowana jako godzina po odbyciu zajęć edukacyjnych, czyli najchętniej po godzinie 15.00. Jedna godzina w miesiącu ma być przeznaczona dla rodziców, a trzy na konsultacje z uczniami. Nauczyciele mają sobie sami wyznaczyć dzień i godzinę dyżuru – mówi jedna z nauczycielek.

I wyznaczają je – w zależności od planu zajęć w szkole i – jak się okazuje - sytuacji rodzinnej.

Godzina dostępności - kiedy się da, nie zawsze z sensem

- Plan lekcji mam ustalony tak, że zaczynam od 9.00 lub 10.00, a kończę kilka minut po 15. Moje własne dzieci mogą zostać na świetlicy szkolnej tylko do 16.00. Więc godzinę konsultacji ustaliłam na poranną. Bo tylko wtedy fizycznie mogę ją zrealizować w całości, tj. w wymiarze 60 min. Żaden uczeń do mnie nie przyjdzie, bo ma lekcje, rodzic - pracę. Czyli będę siedzieć bezczynnie. I gdzie tu sens? – wskazuje jedna z internautek w komentarzu pod tekstem "Dodatkowa godzina pracy w szkole. Już działa i budzi kontrowersje”.

Okazuje się, że to przykład mocno osadzony w rzeczywistości szkolnej. Zdaniem Rafała Stasika, dyrektora SP nr 5 w Szczecinku, wynika to z nieprecyzyjności wprowadzonego przepisu, który pozostawił organizację tych godzin do decyzji nauczycielowi i oczywiście dyrektorowi. Dowolność powoduje chaos, a ten - niezadowolenie i nauczycieli, i rodziców, i uczniów.

- W ostateczności to dyrektor podejmuje decyzję, dlatego zdecydowałem, żeby nauczyciele powiedzieli, w jakich godzinach będą dostępni - tak dla ucznia, jak i dla rodzica. Oczywiście mówimy tu o godzinie zegarowej, czyli 60 minutach. Te wszystkie informacje zostaną upublicznione, tzn. umieszczone na stronie internetowej szkoły i przesłane poprzez dziennik elektroniczny do wszystkich rodziców i opiekunów prawnych. No i nauczyciele będą w pracy w wyznaczonych godzinach. To, czy będą oni dyżurowali między 10.00 a 11.00, czy między 15.00 a 16.00 lub po 19.00, zostawiłem im samym i rodzicom. Bo ja nie mam prawa wskazywać, o której godzinie ma być ten nauczyciel. Nie mam też prawa ani nawet możliwości pytać, o której godzinie rodzic kończy pracę. Poza tym jest to niemożliwe, bo w szkole mamy tych rodziców mamy ok. 1000 – wyjaśnia dyrektor Stasik.

Podkreśla jednak, że skoro został wprowadzony taki obowiązek, że każdy nauczyciel raz w tygodniu o wyznaczonej godzinie ma być dostępny, to będzie on egzekwowany.

- Jesteśmy, czekamy, siedzimy. Jak nie będzie zainteresowania, to będziemy rozmawiać, sprawdzać prace uczniów – mówi.

Wyklucza jednak, by z dostępności "miało coś wynikać". 

Nauczyciel jak urzędnik. Nie później niż do 16.00

Podobnie sprawa została rozwiązana w SP nr 11 w Puławach.

- Zrobiliśmy to w najprostszy sposób, jaki jest możliwy – na stronie szkoły umieściłem tabelkę, w której nauczyciele mogli się wpisywać. Jedynym ograniczeniem było to, żeby godziny dostępności zostały wyznaczone tak, żeby wszyscy uczniowie mogli z nich skorzystać – wyjaśnia Jacek Rudnik, zastępca dyrektora szkoły.  

Przyznaje jednocześnie, że problemy rodziców z dostosowaniem się do tych godzin nie były tu najważniejszym kryterium.

- Zdajemy sobie sprawę, że niektórzy rodzice mogą powiedzieć, że o tej godzinie pracują, ale przecież urzędy też pracują w określonych godzinach i jakoś trzeba sobie z tym radzić. Więc jeśli nauczyciel ustalił tę godzinę np. na czwartek między 14.30 a 15.30, to rodzice będą musieli się dostosować – stwierdza.

Ocenia, że w większości godziny dostępności nauczycieli będą się kończyły o godzinie 16.00. A wyjątkiem będą tu pracownicy świetlicy, którzy będą je mieli po pracy, czyli po godz. 16.00 lub przed lekcjami.

Szkoły przygotowują się na to, że z godzin dostępności będą częściej korzystać uczniowie. (fot. shutterstock).
Szkoły przygotowują się na to, że z godzin dostępności będą częściej korzystać uczniowie. (fot. shutterstock).

Raz rodzice, raz uczniowie - można i tak

Piotr Kędroń, dyrektor SP nr 1 w Głuchołazach, podszedł do zadania jeszcze inaczej – podzielił godziny dostępności w ten sposób, że nauczyciele w jednym tygodniu są dostępni dla rodziców, a w kolejnym dla uczniów.

 Nauczyciele też zostali podzieleni po połowie. W związku z tym mają być dostępni co drugi tydzień w środę i w czwartek dla rodziców w godzinach 17.00-18.00, natomiast dla uczniów o godzinie 15.30, kiedy kończą zajęcia. Taki cykl spotkań będzie też dotyczył specjalistów.

- Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której na konsultacji pojawiają się i uczniowie, i rodzice. Bo nieraz rozmawia się na różne tematy i po prostu nie byłoby to wskazane. W ten sposób unikniemy też sytuacji, że uczniowie będą się chcieli skonsultować, a jakiś rodzic wejdzie do nauczyciela i poprosi o pilną rozmowę, bo się spieszy – wyjaśnia Piotr Kędroń.

Oczywiście rodzice będą mogli przyjść z dzieckiem. Szczegółowa informacja o godzinach dostępności ma się znaleźć na stronie internetowej szkoły.

Konsultacje "po staremu" wykluczone. Mniej wywiadówek

Dyrektor Kędroń nie obawia się, żeby w czasie godzin dostępności nauczyciele mieli siedzieć bezczynnie. Ale comiesięczne konsultacje dla rodziców w szkole nie będą już organizowane.

- W wyznaczone dni nauczyciele dyżurowali w szkole. Zainteresowanie rodziców prawie zerowe. Teraz będziemy mieli konsultacje cotygodniowe, więc robienie dodatkowych spotkań to strata czasu – tłumaczy.

W szkole będzie też mniej wywiadówek, ponieważ nie będzie sensu ich robić.

- Pozostaną tylko takie, w których wskazana będzie obecność wszystkich rodziców jednocześnie. Oczywiście będzie też wywiadówka organizacyjna i po pierwszym półroczu – stwierdza.

Konsultacji ani częstych wywiadówek nie będzie też w Puławach.

- Mieliśmy takie spotkania raz na dwa miesiące od 16.30, a między nimi były konsultacje dla rodziców – w tych samych godzinach. Z tego rezygnujemy, skoro jest godzina dostępności – mówi dyrektor Rudnik.

Relacje się usztywnią: "proszę przyjść na dyżur"

Zauważa przy okazji, że obowiązek dostępności nieco usztywnia system konsultacji i można się spodziewać, że część nauczycieli nie będzie już tak chętna do rozmów z rodzicami przed lekcjami, czy też rozmów poza godzinami pracy. Rodzic czy opiekun prawny zawsze może usłyszeć: proszę przyjść na dyżur.

Konsultacje w dotychczasowej formie znikną także w Szczecinku.

- U nas odbywały się one raz na kwartał, bo nie było potrzeby częstszych spotykań - przychodziła na nie dosłownie garstka rodziców. Robiliśmy też konsultacje indywidualne w czasie wywiadówek i 90 proc. nauczycieli siedziało bezczynnie. Tak że wywiadówki pozostaną, bo jest to spotkanie z całą klasą, ale konsultacje likwidujemy – zapowiada dyrektor Stasik.   

W wielu szkołach warszawskich rady pedagogiczne również zrezygnowały z dni otwartych, wychodząc z założenia, że jeśli rodzice w każdym tygodniu mogą przyjść do dowolnie wybranego nauczyciela, to nie ma powodu organizowania dodatkowych dni spotkań z rodzicami.

Ale może być  inaczej – 3 tygodnie dostępności dla uczniów i 1 popołudniowe spotkanie, podczas którego nauczyciele będą dostępni dla rodziców.

 

TAGI
KOMENTARZE67

  • Sławomir 2022-09-21 18:40:18
    Dziękuję cesiulku 😎
  • informatyk 2022-09-21 12:10:34
    Raz sobie kliknij to będziesz miał pełne 10 tysi he..he...he ... buhahaha 🤣 🤣 🤣 🤣
  • Sławomir 2022-09-21 09:27:48
    Do Beata: zgadza się, mam takie same zdanie o cesiu . Klikać ponad tysiąc razy???? To normalne nie jest 😎

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!