Zamkniecie przedszkoli to tylko kwestia czasu? Trzeba działać już

Zamkniecie przedszkoli to tylko kwestia czasu? Trzeba działać już
Nauczyciele przedszkoli się wykruszają, a będzie jeszcze to bardziej widoczne w kolejnych tygodniach (fot. pixabay)
Przedszkola jako ostatnie z placówek oświatowych pracują w normalnym trybie. Normalnym przynajmniej teoretycznie, bo sytuacja lokalnie jest skrajnie różna. Szczególnie jeśli chodzi o kadry. – Jeśli rząd zdecydował, że zostawia żołnierzy na oświatowym froncie, to powinien zapewnić im wsparcie – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Jego zdaniem bez tego może dojść nawet do nauczycielskiego buntu.
  • Nauczyciele przedszkolni się wykruszają, a będzie to jeszcze to bardziej widoczne w kolejnych tygodniach, bo wiele nauczycielek to matki, których dzieci przeszły w tryb nauki zdalnej.
  • By placówki mogły funkcjonować, a rodzice pracować, oczywiście gdy jest to możliwe, konieczne jest wsparcie, także kadrowe, i szukanie rozwiązań dla przedszkoli.
  • - W czasie strajków nauczycielskich rząd zdecydował o mobilizacji kadry, by można było przeprowadzić egzaminy. Teraz też jest potrzebna mobilizacji osób z uprawnieniami - mówi Marek Pleśniar z OSKKO.

W środę 4 listopada w związku ze zwiększająca się liczba zakażeń w kraju rząd zdecydował się na kolejne obostrzenia. Nauczanie zdalne zostało rozszerzone również na klasy 1-3.

- Jeśli chodzi o przedszkola, to tam opieka pozostaje bez zmian - tak, jak do tej pory - poinformował premier Mateusz Morawiecki dopytany na konferencji prasowej o placówki dla młodszych dzieci.

O ile podczas konferencji padły słowa dotyczące wsparcia nauczycieli w czasie zdalnego nauczania (dodatkowy bon na zakup akcesoriów do pracy zdalnej w wysokości 500 zł), o wsparciu pracy przedszkoli już mowy nie było.

A to właśnie te placówki potrzebują teraz szczególnej uwagi i troski.

- Wiemy, że przedszkola i żłobki pozostają otwarte. Wczesna edukacja jest skuteczna i daje największe korzyści rozwojowe. Nadal jednak nie wiemy, jakie dodatkowe wsparcie, poza wietrzeniem, dystansem i myciem rąk, przewidziało MEN dla pracujących w tych miejscach – podnosi Iga Kazimierczyk, prezeska fundacji Przestrzeń dla edukacji, aktywistka ruchu Obywatele dla Edukacji, nauczycielka.

Na twitterze dopytuje ona także o ewentualne nowe zasady zamykania placówek czy testy dla nauczycielek. - Na razie żadnych informacji – podaje Kazimierczyk.

O testy i wielką mobilizację na rzecz pracowników przedszkoli apeluje także Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. Przygotowuje również specjalne stanowisko w tej sprawie.

- Nauczyciel się wykruszają, a będzie to jeszcze bardziej widoczne w kolejnych tygodniach, bo wiele nauczycielek to matki, których dzieci przeszły w tryb nauki zdalnej. Przedszkola zostały jako ostatnie z oświaty na polu walki i skoro rząd tak zdecydował, to trzeba tym „żołnierzom” zapewnić wsparcie – podkreśla Marek Pleśniar, dyrektor biura OSKKO.

Dodaje, że nastroje wśród nauczycieli przedszkolnych, którzy zwracają się do stowarzyszenia, są bardzo złe. - Nastroje są bardzo złe, wręcz na granicy buntu. Nauczyciele czują się zirytowani sytuacją, że zostali zostawieni sami sobie. Oczywiście przedszkola to samorządowe placówki, ale to rząd zdecydował, że zostają otwarte. Nauczycielom w przedszkolach potrzebna jest pilna pomoc – dodaje.

Tam gdzie problem, tam decyzje?

W czwartkowym komunikacie MEN przypomniało o dotychczasowych przepisach pozwalających na zawieszenie dzielności także oddziału przedszkolnego czy przedszkola, gdy sytuacja epidemiczna tego wymaga.

- Przypominamy również, że istniejące przepisy dają możliwość zawieszenia funkcjonowania przedszkola, oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego, szkoły lub placówki edukacyjnej, jeżeli występują przesłanki zagrażające życiu i bezpieczeństwu uczniów – napisano w komunikacie.

- W mojej opinii przedszkola powinny funkcjonować, oczywiście z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa, by nie dopuścić do rozprzestrzeniana się wirusów i innych zarazków. Tu też duża odpowiedzialność leży po stronie rodziców, by nie puszczać do przedszkola chorego dziecka – komentuje Monika Ćwiklińska, rzecznik prasowa Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność.

Na pytanie, czy to dobrze, że nie ma decyzji o zamknięciu przedszkoli, odpowiada: - Nie ma dobrego rozwiązania, każde można poddać łatwej krytyce. Wiadomo, że zamknięcie przedszkoli wiązałoby się z koniecznością pozostania dużej rzeczy rodziców w domach, a to cios dla gospodarki. Z drugiej strony bezpieczeństwo jest najważniejsze. Ne chciałabym być na miejscu tych, którzy muszą podejmować teraz decyzje i brać za nie odpowiedzialność – przyznaje Ćwiklińska.

Jej zdaniem jednak dobrze, że decyzje odnośnie poszczególnych placówek będą zapadać na dole, w samorządach. - Oczywiście pewno są samorządowcy, którzy będą naciskali na decyzje centralne, bo jak wspomniałam, wiążą się one z odpowiedzialnością i krytyką. Ale sytuacja lokalnie jest bardzo różna – kontynuuje przedstawicielka Solidarności oświatowej.

Podaje przykład przedszkola w Dąbrowie Górniczej, gdzie dyrekcja nie ma problemów kadrowych. A to nie odosobniony przypadek. - Jedna z pań przeszła na emeryturę i jedna woźna jest przeziębiona, poza tym cały zespół pracuje. Trzymamy się – usłyszał PortalSamorzadowy.pl w jednym z przedszkoli miejskich w Opolu. – Na razie jesteśmy wszyscy, oby jak najdłużej – to słowa pracownicy jednego z przedszkoli miejskich we Wrocławiu.

Z kolei w Warszawie całkowicie zawieszono już zajęcia m.in. w ośmiu przedszkolach. - Stale wzrasta też liczba nieobecnych na zajęciach stacjonarnych i prowadzonych on-line. Do przedszkoli i oddziałów przedszkolnych nie chodzi już ponad 25 tys. przedszkolaków, w zajęciach w podstawówkach nie uczestniczy też ponad 11,5 tys. uczniów z klas 1-3. To wzrost odpowiednio o 1,7 i 2,8 tys. w porównaniu do poprzedniego tygodnia – informuje Karolina Gałecka, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy.

O pogarszającej się sytuacji mówi Dariusz Bożek, prezydent Tarnobrzega.

- O ile na chwilę obecną w żłobkach, jeśli chodzi o kadry mamy spokój, to przedszkola zaczynają podążać ścieżką szkół. Już mam informacje o osobach chorych, o zwiększającej się liczbie osób na kwarantannie i obawiam się, że w kolejnych dniach problem będzie narastał – mówi samorządowiec. - Oczywiście jako samorząd przekazujemy środki do dezynfekcji, środki ochrony, ale nie oszukujmy się -  to swego rodzaju prowizorka. Przebywanie w jednym pomieszczeniu przez kilka godzin, brak dystansu, kontaktowanie się z wieloma osobami prowadzi nieubłaganie do wzrostu zakażeń. Z przedszkolami grozi nam krok po kroku to co ze szkołami – kontynuuje Bożek.

Jak podkreśla jednocześnie, jeśli będzie taka sytuacja, nie będzie się wahał przed zamknięciem przedszkola. - Bo zdrowie jest tutaj najważniejsze. Rodzice z trudem, ale sobie poradzą – mówi.

Trudne decyzje podejmował już wójt Boronowa. W tej małej gminie funkcjonuje jedno gminne i jedno prywatne przedszkole.

- Ze względu na wzrost liczby zakażeń 2-3 tygodnie temu byłem zmuszony do ograniczenia działań przedszkola gminnego do jednego oddziału. Działa on awaryjne z myślą o tych rodzicach, którzy naprawdę nie mogą zorganizować opieki dla swoich dzieci. I póki co tak to będzie u nas funkcjonowało – wyjaśnia Krzysztof Bełkot, wójt Boronowa.

Zdaniem samorządowców, z którymi rozmawiał PortalSamorzadowy.pl, raczej nierealne w przypadku epidemii byłoby tworzenie dyżurów przedszkolnych na wzór dyżurów wakacyjnych w miastach. – Musiałbym mieć pewność na bieżąco, że kadra i dzieci pochodzące jednak z różnych środowisk są zdrowe, a to by oznaczało konieczność przeprowadzania testów co dwa-trzy dni – twierdzi Bożek.

By zatem dzieci pozostały w swoich placówkach przy zwiększającej się absencji nauczycieli, rozwiązaniem jest wzmocnienie kadrowe. Skąd?

- W czasie strajków nauczycielskich rząd zdecydował o mobilizacji kadry, by można było przeprowadzić egzaminy. Teraz też jest potrzebna mobilizacji osób z uprawnieniami. Są chociażby pracownicy kuratoriów, którzy mają przygotowanie pedagogiczne, a którzy by mogli wesprzeć prace przedszkoli – proponuje Marek Pleśniar.

Na podpowiedzi nie czeka Lidzbark Warmiński.

- Właśnie otrzymałem wiadomość o zawieszeniu jednego oddziału w przedszkolu niepublicznym z powodu zakażenia koronawirusem jednego z opiekunów. Poza tym sytuacja pod względem kadrowym nie wygląda problematycznie, jednak ryzyko istnieje. Staramy się być zawsze krok do przodu, także przewidując najgorsze scenariusze. Sprawdzamy więc pod katem uprawnień pedagogicznych, kto z pracowników jednostek kultury mógłby wesprzeć czy to szkoły czy przedszkola w prowadzeniu zajęć. Staramy się zatem wspierać siebie nawzajem w ramach jednej jednostki samorządowej. Z korzyścią dla wszystkich – reasumuje Jacek Wiśniowski, burmistrz Lidzbarka.

TAGI
KOMENTARZE16

  • Nauczyciel 2020-11-15 15:02:55
    Powinni zamknąć przedszkola też na jakiś czas. To byłby bardzo dobry pomysł. Nic by się nie stało,gdyby zostały zamknięte chociaż na 2 tygodnie.
  • Nauczyciel 2020-11-08 14:44:12
    Jestem nauczycielem. Chcę pracować i gdy zapytałam dyrektora czy mogę to robić z domu odpowiedź brzmiała nie. Powiedział, że mam przyprowadzić swoje dzieci- 3 do szkoły bo on im znajdzie kącik. Bezsens i brak zrozumienia. Oferuję swój prąd i swój sprzet- lepszy od szkolnego, ale nie. Mam narażać swo...je dzieci, pakować je do samochodu zeby pouczyć ma dziadowskim sprzęcie. Brak empatii i zrozumienia. Chociaż chcę pracować pewnie będę musiała iść na opiekę. Nikt tam wyżej nie pomyślał, żeby napisać że jeżeli nauczyciel który jest także rodzicem nie ma z kim zostawić dzieci, to może pracować z domu.  rozwiń
  • Goja 2020-11-08 07:48:52
    Do Kama: zartujesz 10 godzin chyba orzez 2 dni

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!