Zmiany w pensum realne? Związkowcy podzieleni, ministerstwo uspokaja

Zmiany w pensum realne? Związkowcy podzieleni, ministerstwo uspokaja
Wydlużenie czasu pracy nauczycieli z dziećmi nie rozwiąże problemów edukacji - o takim rozwiazaniu nie chcą nawet słyszeć. (fot. shutterstock)
- Podwyższenie pensum na pewno też nie rozwiąże żadnego z problemów naszej edukacji, a wręcz przeciwnie - przyniesie kolejne - twierdzi Sławomir Wittkowicz, szef Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność – Oświata”.  Jak dodaje redukcja zatrudnienia z tym się wiążąca najbardziej uderzyłaby w środowiska wiejskie i małomiasteczkowe, na których tak bardzo zależy PiS.
  • 15 stycznia w Sejmie, podczas posiedzenia Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży minister Piontkowski przedstawi posłom informację na temat planowanych przez MEN działań w zakresie oświaty i wychowania. Dziś przedstawiał ją senatorom.
  • Póki co atmosferę rozgrzewają doniesienia o rzekomych planach podniesienia nauczycielskiego pensum. Co na to związkowcy? - To są hipotetyczne dywagacje - komentuje Monika Ćwiklińska, członek zarządu KSOiW NSZZ „Solidarność"
  • - Ruch w zakresie pensum, jeśli zostanie wykonany, na pewno spowoduje redukcję zatrudnienia relatywnie do wzrostu pensum - podnosi Sławomir Wittkowicz, szef Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność – Oświata”.  
  • MEN podkreśla, że kwestia pensum będzie przedmiotem szczegółowych analiz z przedstawicielami jednostek samorządu terytorialnego oraz przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych.

 

Doniesienia medialne jakoby minister rozważał podniesienie pensum nauczycielskiego nie spodobały się nauczycielom, a zwłaszcza przedstawicielom ich związków zawodowych. Związkowcy patrzą na nie jednak pod różnym kątem i to co dla jednych jest realną groźbą, dla innych jest konstrukcją czysto teoretyczną, chociaż możliwą.

Budowanie atmosfery strachu?

Zdaniem Moniki Ćwiklińskiej, członka zarządu KSOiW NSZZ „Solidarność” nauczyciele nie mają się czego obawiać, ponieważ nie będzie żadnych gwałtownych ruchów w zakresie pensum. Przynajmniej takich Solidarność się nie spodziewa.

- MEN zapewniło nas, że w tej sprawie nie toczą się żadne prace przygotowania nt. wydłużenia pensum. Mamy natomiast obietnicę, że od stycznia będziemy się regularnie spotykać, co miesiąc, czy co dwa i będziemy pracować, nad zmianami systemu wynagradzania nauczycieli być może powiązanymi ze zmianami w awansie zawodowym - mówi Ćwiklińska w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl.

Czytaj też: Dariusz Piontkowski: Dostosowanie pensji nauczycieli tylko do płacy minimalnej nie rozwiąże problemu

Przyznaje, że nie zna jeszcze daty takiego spotkania, ale liczy, że niebawem ją poznamy.  A pytania o to co by się stało gdyby rząd podniósł niepodziewanie pensum nazywa "hipotetycznymi dywagacjami"

- Ja w to nie wierze. Moim zdaniem jest to tylko robienie złej atmosfery i szerzenie w środowisku strachu przed rządem. Uważam, że to działanie czysto polityczne – stwierdza Ćwiklińska.

Przyznaje jednocześnie, że obecne posiedzenie prezydium KSOiW NSZZ Solidarność (15-16 bm.) będzie poświęcone nie tylko strategii dalszych działań w sprawie realizacji szóstego punktu porozumienia Solidarności z rządem z 7 kwietnia 2019 r., ale również rzekomego zwiększenia pensum, czyli zmian w Karcie Nauczyciela. Dementuje jednocześnie głosy, że Solidarność chce oddać Kartę Nauczyciela.

 – To wierutna bzdura. Karata jest dzieckiem Solidarności. Jest ona dla nas bardzo ważna – podkreśla. 

Cisza będzie do wyborów

- Nie słyszałem, żeby rząd pracował nad zwiększeniem pensum. Mogę jednak zakładać, że jeśli rząd próbował to wrzucić w kwietniu, to może być przywiązany do tego pomysłu. I jeśli zapadnie taka decyzja, to minister Piontkowski będzie musiał go wykonać. Na razie jest to dla mnie pomysł w sferze bardziej dywagacji niż jakichkolwiek faktów, bo nie ma żadnej tego typu propozycji ze strony MEN – komentuje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność – Oświata”.  

Podkreśla, że ruch w zakresie pensum, jeśli zostanie wykonany, na pewno spowoduje redukcję zatrudnienia relatywnie do wzrostu pensum. I jeśli wzrośnie ono o 20 proc., to redukcja będzie 20-proc. Redukcja zaś najbardziej uderzyłaby w środowiska wiejskie i małomiasteczkowe, na których tak bardzo zależy PiS. Podwyższenie pensum na pewno też nie rozwiąże żadnego z problemów naszej edukacji, a wręcz przeciwnie - przyniesie kolejne. Z tego względu nie należy się spodziewać większych ruchów w tym zakresie, ale wszystko jest możliwe.

Jego zdaniem uchylenie Karty Nauczyciela też niczego nie rozwiąże.

- Gorący zwolennicy uchylenia Karty mogą się zderzyć z bardzo przykrymi konsekwencjami tego ruchu. Bez względu na to, czy ją zastąpimy Kodeksem oświatowym, czy czymkolwiek innym, to dalej do rozwiązania pozostanie kwestia czasu pracy nauczyciela, warunków pracy, zasad wynagradzania, podziału kompetencji między organami. Minister Piontkowski powiedział w jednym z wywiadów, że chciałby to załatwić mniej więcej do połowy roku, ale to jest tak jak z tym porozumieniem Solidarności – poprzeczkę można zawiesić bardzo wysoko, i niech ona sobie tam spokojnie wisi. I tak ta dyskusja będzie się toczyła do maja, bo tak naprawdę wszystko rozstrzygnie się dopiero po wyborach prezydenckich – przewiduje Sławomir Wittkowicz.   

Czytaj też: Kodeks Oświatowy zamiast Karty Nauczyciela. Nowy związek zawodowy będzie szukał wsparcia wśród samorządowców

Realna groźba

Groźba zwiększenia pensum jest realna, a co za tym idzie niebezpieczeństwo redukcji etatów jest realne – przekonywał z kolei Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Czytaj też: Krzysztof Baszczyński: ZNP zamierza bronić Karty nauczyciela

 - Minister Dariusz Piontkowski wyraźnie powiedział, że Karta nauczyciela może być zastąpiona przez kodeks oświatowy. Wyraźnie też mówił o zwiększeniu pensum (…). Tego się niestety spodziewamy i obawiamy. Dlatego rozpoczynamy szeroką kampanię adresowaną do nauczycieli, w której będziemy ich uświadamiać, czym w ogóle jest Karta i jakie są w niej obszary, których musimy bezwzględnie bronić – mówił w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl Krzysztof Baszczyński.

Twierdził, że wynika to również z czystej kalkulacji. - Jeśli przy ustawie budżetowej pojawia się poprawka rządu, że zwiększa subwencję oświatową o 100 mln zł, ale pokrycie jest tylko na 1/7 podwyżek, to można zadać pytanie, kto pokryje te 6/7. Przecież z kwoty bazowej wynika, że zapowiadane podwyżki w wysokości 6 proc. będą kosztowały ponad 700 mln zł – argumentował, jednocześnie podkreślając, że o to zapyta 15 stycznia w Sejmie, na Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, gdzie minister Piontkowski przedstawi posłom informację na temat planowanych przez MEN działań w zakresie oświaty i wychowania.

Ministerstwo uspokaja

Dziś (14 stycznia) minister Piontkowski wziął udział w posiedzeniu senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu. Zapewnił, że za kilka lub kilkanaście miesięcy resort chciałby zaproponować poważne zmiany związane z tym, w jakich warunkach pracuje nauczyciel.

- W najbliższych kilku miesiącach chcemy rozmawiać m.in. ze związkami zawodowymi, korporacjami samorządowymi o tych elementach pokazując różne możliwe rozwiązania, słuchając także głosów, a potem przygotowując projekty zmian legislacyjnych - mówił.

Jutro (15 stycznia) Piontkowski przedstawi plany resortu posłom. Możemy się domyślać, że będzie to wypowiedź bardzo podobna. Także do informacji, która otrzymaliśmy dziś z ministerstwa.

Wynika z niej, że koszty planowanej od września 2020 r. podwyżki wynagrodzeń nauczycieli zatrudnionych na Kartę Nauczyciela w szkołach i placówkach tzw. subwencjonowanych o 6 proc., które MEN szacuje na kwotę ok. 840 mln zł, znajdą pełne pokrycie.

- Najnowsze dane (z początku stycznia br.) potwierdzają spadek liczby etatów (w stosunku do danych prognozowanych, uwzględnionych przy planowaniu kwoty subwencji oświatowej na rok 2020) o ok. 7 tys. etatów w ujęciu średniorocznym. Oszczędności w kosztach wynagrodzeń dla niższej liczby etatów szacujemy na kwotę ok. 743 mln zł.  Zaplanowana pierwotnie w projekcie ustawy budżetowej kwota subwencji oświatowej na 2020 r. (49,7 mld zł), zawierająca wspomniane oszczędności (różnica pomiędzy prognozowaną liczbą etatów a danymi rzeczywistymi, na podstawie SIO, powiększona dodatkowo o 100 mln zł (ze środków zaplanowanych pierwotnie w projekcie ustawy budżetowej w cz. 83 rezerwy celowe poz. 56 i przeniesionych do subwencji oświatowej), pozwoli na wypłatę podwyższonych wynagrodzeń nauczycieli w 2020 r. – poinformowała Portalsamorzadowy.pl Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.

Czytaj też: Rewolucji w płacach nauczycielskich w 2020 roku nie będzie

Przedstawicielka MEN odniosła się również do kwestii pensum. Podkreśliła, że przepisy dotyczące statusu zawodowego nauczycieli wymagają pogłębionej analizy i przedyskutowania z zainteresowanymi środowiskami, a w szczególności z przedstawicielami jednostek samorządu terytorialnego oraz przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych. W związku z tym minister edukacji podjął decyzję o wznowieniu prac Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty, w skład którego wchodzą przedstawiciele strony rządowej, związków zawodowych zrzeszających nauczycieli oraz organizacji jednostek samorządu terytorialnego.

Jednocześnie podkreśliła, że celem prac Zespołu jest przygotowanie rozwiązań dotyczących pragmatyki zawodowej nauczycieli, w tym czasu i warunków pracy nauczycieli.

TAGI
KOMENTARZE69

  • kod z obrazka 2020-03-13 20:23:35
    po pierwsze trzeba uzależnić pensum od przedmiotu. Poloniście mającemu 3 ósme klasy roboty wystarczy na każdy weekend - więc tutaj szansy na więcej niż 20-22 godziny nie ma. Szczególnie w mieście, gdzie jest pod 30tkę dzieci. po drugie trzeba jak na całym świecie wzmocnić pracę z uczniem zdolnym i... niezdolnym. Praca w grupie 4 osobowej czy 2 osobowej - to zupełnie coś innego niż praca z całą klasą - i temu slużyły godziny karciane. po trzecie nauczyciel ma uczyć i tylko uczyć. Żadnego pilnowania, żadnego doglądania. Nauczyciel na przerwie ma..... przerwę po czwarte nauczyciel jest obsługiwany. Przynosi dzień wcześniej kserówki (albo wysyła) i na następny dzień odbiera. po piąte nauczyciel ma być opiekunem, a nie wychowawcą. Jak dziecka nie ma kto odebrać, to robi to policja. Jak dzieci się pobiją na przerwie - to nauczyciel ma przerwę..... itp itd  rozwiń
  • Gość 2020-03-08 13:04:30
    Tak trzeba wziąść przykład z innych krajów. Co niektórzy strasznie bronią tych 18 h. Popatrzcie na inne kraje tam nikt nie narzeka że pracuje dłużej za większe uposażenie. To normalne.
  • Danka 2020-02-28 16:09:14
    Do nauczycielki ja tez skonczylam studia w Anglii i wrócilam dlatego,ze jestem Polką i tu widzę miejsce dla siebie w polskiej szkole uczę fizyki w liceum i angielskiego w podstawówce za te grosze,Na wyjazd urlopowy zarabiam jako tluma...cz czasopism technicznych, tak chcę  rozwiń

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!