Partnerzy portalu

PARTNER SERWISU

Czy w Polsce zabraknie wody?

Susza hydrologiczna trwa w Polsce od co najmniej kilku lat. Specjaliści ostrzegają przed katastrofą, która może być związana ze ściekami z terenów niezurbanizowanych. Tylko około 7-8 proc. z nich trafia do oczyszczalni.
  • Od dobrych kilku lat w Polsce trwa susza. Na świecie dostęp do wody pitnej jest coraz bardziej ograniczony. Mniej wody oznacza często spadek jej jakości.
  • Niezbędne są inwestycje w poprawę stanu infrastruktur wodociągowo-kanalizacyjnych czy retencyjnych. Dużo większe środki pochłonie łagodzenie skutków katastrofy ekologicznej.
  • Materiał pochodzi z konferencji PRECOP27. Zapisy naszych debat można znaleźć TUTAJ. Zrównoważona gospodarka i wykorzystanie zasobów będą także tematami #EEC2023 (Europejski Kongres Gospodarczy odbędzie się 24-26 kwietnia).

- Rok 2022 już można określić jako suchy. Suszę w Polsce mamy od co najmniej kilku, jeżeli nie kilkunastu lat. Nie widzimy jej na co dzień, ponieważ kojarzy się z upałami - mówi Sebastian Szklarek, hydrolog i przedstawiciel Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk.

Sebastian Szklarek (fot. PTWP)
Sebastian Szklarek (fot. PTWP)

Aby ocenić sytuację hydrologiczną, należy przyjrzeć się poziomom rzek i wód podziemnych. Większość wodowskazów w Polsce wskazuje niskie i średnie stany, a podziemne lustro wody jest niskie na terenie ponad 30 proc. Polski.

- We wrześniu 2022 r. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej opublikował raport na temat klimatu w kraju w latach 1991-2000. Danych zbierane są przez niespełna 30 lat. W tym okresie średnia liczba dni z opadem wynosiła 160-170 rocznie, czyli praktycznie co drugi dzień. Ponadto, średnia dni z pokrywą śnieżną wynosiła 60 rocznie. Tymczasem dobrze widzimy, że obecnie nie pada co drugi dzień, a są miejsca, w których pokrywa śnieżna nie występuje. To pokazuje, gdzie jest ta woda, której nam brakuje - tłumaczy Sebastian Szklarek. 

Trzeba zbierać dane, mamy narzędzia. A strategia bez liczb to poezja

Katastrofa ekologiczna na Odrze z lata 2022 r. zrodziła pytania, czy będziemy w przyszłości w stanie zapobiec podobnym wydarzeniom. Jak jednak zaznacza Tomasz Grochowski, prezes spółki Retencja.pl, niełatwo o proste odpowiedzi na trudne pytania.

Specjalista tłumaczy, że na prewencję potencjalnych katastrof ekologicznych należy patrzeć pod co najmniej kilkoma płaszczyznami. Pierwszą jest troska o środowisko naturalne, czyli szeroko rozumiany interes planety. Drugą - element ekonomiczny. Chodzi tu o to, aby inwestycje i kierunki rozwoju miały uzasadnienie ekonomiczne. Pozostałe wątki to m.in. kwestie finansowania, źródła tych pieniędzy, a także element polityczny.

Tomasz Grochowski (fot. PTWP)
Tomasz Grochowski (fot. PTWP)

- Najważniejsze jednak, abyśmy się skupili na dwóch pierwszych - zaznacza Tomasz Grochowski - Weźmy przykład powodzi z lat 90. Najpierw miasto musiało wydać np. 100 mln zł, aby usunąć skutki powodzi, a w następnych latach zainwestowało już 10 mln, aby przeciwdziałać takim sytuacjom. Powinniśmy się starać leczyć przyczyny, a nie naprawiać skutki - dodaje.

Czytaj także: Katastrofa na Odrze. Nie ma dowodów, nie ma winnych

Zdaniem specjalisty, aby zadbać o zasoby wodne w perspektywie długoterminowej, należy zacząć od zbierania i analizy danych.

- Już teraz mamy narzędzia, aby mierzyć opad, weryfikować lustro wody w rzece, sprawdzać jej stan, temperaturę czy skład. Powinniśmy się opierać o racjonalne dane. Strategia bez liczb to poezja - mówi Tomasz Grochowski.

Wody dla ludzi coraz mniej. Jednym brakuje, inni marnują

W 2020 r. ukazał się raport Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Podsumowano w nim stan światowych zasobów wodnych dla rolnictwa oraz na potrzeby ludności.

Jeszcze w 2000 r. na jednego człowieka przypadało około 7,5 tys. m sześc. wody rocznie, a po 20 latach wskaźnik ten spadł do 5,5 tys. m sześc. Jak tłumaczą specjaliści, nie oznacza to, że wody w przyrodzie jest mniej, lecz doszło do prostu populacji i sporych zmian w jej rozmieszczeniu.

FAO podało także, że średnie zużycie wody na człowieka wynosi od 30 do 300 litrów wody dziennie. Ten spory "rozstrzał" pokazuje, że są kraje, gdzie wody jest po prostu za mało, oraz kraje, które zużywają wody zbyt dużo.

Spadek ilości wody dostępnej dla mieszkańców jest już także zauważany przez branżę wodociągowo-kanalizacyjną. 

- Powierzchniowych ujęć wody jest w Polsce dużo mniej niż podziemnych, jednak jeżeli policzyć procent populacji zaopatrywanej z wód powierzchniowych, mówimy o sporej liczbie mieszkańców Polski. Dzieje się tak przede wszystkim w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław. Kiedyś wydawało na się, że rzeki są stabilnym źródłem wody pitnej, ze względu na jej ilość. Okazuje się niestety, że niżówki powodują ogromny problem ilościowy a - co za tym idzie - także jakościowy - mówi Klara Ramm z Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie.

Klara Ramm (fot. PTWP)
Klara Ramm (fot. PTWP)

Jak dodaje, izba w tym roku przeprowadziła ankietę dotyczącą tego, czy spółki wodociągowo-kanalizacyjne mają problem z wodą. Okazuje się, że problem jest najbardziej widoczny w Wielkopolsce, Małopolsce i na Podkarpaciu.

Najlepiej radzą sobie miasta... z największymi problemami

W październiku 2022 r. opublikowano kolejną edycję raportu Water City Index (WCI). Brane są w nim pod uwagę m.in takie czynniki jak utrzymanie infrastruktury, harmonijna przestrzeń miejska, zagospodarowanie wód opadowych i transport wody.

Czytaj także: Te polskie miasta najlepiej dbają o wodę

Czołowe miejsca w kategorii metropolii zajęły: Gdańsk, Kraków i Szczecin; na podium w kategorii miast na prawach powiatu znalazły się: Świnoujście, Rzeszów i Sopot; z kolei w kategorii miast średnich zwyciężyły: Lubliniec, Kołobrzeg i Mrągowo.

W czołówce nie ma zatem ani jednego przedstawiciela jedynego związku metropolitalnego w Polsce, czyli Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM).

- Oczywiście chcemy poprawić indeks naszych miast, bo to pokazuje, że działamy. Trzeba jednak zauważyć, że na pierwszych miejscach rankingu są te miasta, które miały w przeszłości największe wyzwania. Trudno, żeby zastąpiły je na przykład te gminy, które nie są zagrożone powodzią  - a działania przeciwpowodziowe także były brane pod uwagę - mówi Blanka Romanowska, dyrektora Departamentu Infrastruktury i Środowiska GZM.

Blanka Romanowska (fot. PTWP)
Blanka Romanowska (fot. PTWP)

Jako przykład podaje m.in. Bytom i Gliwice, czyli miasta, które w rankingu znalazły się relatywnie wysoko. W czasie 20-lecia międzywojennego znajdowały się na terenie Niemiec i po tamtych gospodarzach odziedziczyły infrastrukturę.

- Do tej pory te miasta borykają się z koniecznością naprawienia tej infrastruktury. Nie dlatego, żeby była zła, ale dlatego, że - nawet jak na ówczesne standardy - była bardzo rozbudowana. Przed tymi miastami stoją teraz ogromne wyzwania, żeby tę infrastrukturę utrzymać, naprawiać i rozbudowywać - mówi Blanka Romanowska.

Stoimy nad przepaścią

Ogromny problem środowiskowy stanowi też źle prowadzona gospodarka ściekowa na obszarach niezurbanizowanych. Część ścieków ląduje w środowisku, np. poprzez nieszczelne zbiorniki odpływowe czy też źle eksploatowane przydomowe oczyszczalnie ścieków.

- Alternatywne do kanalizacji sposoby odprowadzania ścieków są dopuszczalne przez prawo, jednak pod warunkiem, że ten ściek jest kontrolowany. W Polsce nie ma nad tym kontroli - mówi Wojciech Witowski, prezes Ścieków Polskich.

Wojciech Witowski (fot. PTWP)
Wojciech Witowski (fot. PTWP)

Jak wylicza, w Polsce jest około 4,5 tys. przedsiębiorstw zajmujących się odprowadzaniem ścieków, około 15 tys. szambiarek i 2,5 mln zbiorników asenizacyjnych, z czego 300 tys. to przydomowe oczyszczalnie ścieków.

Czytaj także: Ścieki zalewają polską wieś. Jest sposób, by rozwiązać problem

- Jeżdżąc po samorządach, proponując optymalizację gospodarki ściekowej, zderzamy się ze ścianą ograniczonej zdolności oczyszczania ścieków. Okazuje się, że niemal wszystkie budowane w Polsce oczyszczalnie ścieków przygotowywane były pod infrastrukturę z kanalizacją - mówi Wojciech Witowski.

Tymczasem w ostatnich latach zliberalizowało się m.in. prawo budowlane, która uprościło procedurę budowania domów. Zdaniem Wojciecha Witkowskiego, możemy mieć do czynienia z ogromnym wysypem zabudowań, które będą podłączone do wodociągów, ale do kanalizacji już nie. Aby jeszcze ułatwić sobie życie, drobni inwestorzy będą wybierali przydomowe szamba jako jeden z najtańszych sposobów gospodarowania ściekami.

KOMENTARZE3

  • Zeghar 2022-11-02 11:58:47
    Fajnie, fajnie, podano gdzie jest gorzej. A co z drugą stroną? Na jakim obszarze jest lepiej niż w okresie wzorcowym? I tylko nie kłamcie, że takiego nie ma, bo ja w swojej sporej okolicy od paru lat obserwuję jak robi się coraz bardziej mokro.
  • obserwator1 2022-11-02 09:25:57
    Należy oddać problem do rozwiązania naszym i unijnym ekologom to nie będzie czym się martwić. Żadni eksperci i specjaliści nie mogą z nimi stanąć w szranki. Opady zaraz wzrosną o 50% a wody z retencji rozleją się po polach.
  • Czesław 2022-11-02 09:15:27
    Czyli wydawać miliardy na niemiecką automatykę do zbierania danych. Ja bez tego widzę, że w rzece nie ma wody.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!