PARTNER PORTALU

Krakowskie wodociągi na granicy plajty. Ponad sto tysięcy złotych straty dziennie

Krakowskie wodociągi na granicy plajty. Ponad sto tysięcy złotych straty dziennie
- Stagnacja dotknęła bardzo wiele przedsiębiorstw, są one na granicy plajty - ze względu na wzrost kosztów i nieracjonalne decyzje regulacyjne - mówi prezes Wodociągów Miasta Krakowa Piotr Ziętara. (fot.ptwp)

Wstrzymane inwestycje, brak pieniędzy na badania i rozwój, zagrożona płynność finansowa spółki. W takiej sytuacji znajdują się obecnie wodociągi w Krakowie. Powodem - niezatwierdzenie taryf przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Spór między spółką a regulatorem trafił właśnie do WSA w Warszawie. - Każdego dnia ponosimy wielotysięczne straty - mówi w rozmowie z PortalSamorzadowy.pl prezes Wodociągów Miasta Krakowa Piotr Ziętara.




  • Prezes Wód Polskich uznał, że we wniosku taryfowym, zatwierdzonym przez dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie – taryfa obowiązywała od maja 2021 roku – brakuje jednego z elementów składowych, czyli zakresu świadczonych usług.
  • Wodociągi Miasta Krakowa zmuszone były przywrócić poprzednio obwiązujące taryfy, ale skierowały sprawę do sądu.
  • - Za każdy dzień jako spółka ponosimy ponad sto tysięcy złotych straty. I na pewno nie zostawimy tego jako stratę wygenerowaną z naszej winy, ale będziemy dochodzić przyszłych roszczeń, celem ochrony bezpieczeństwa zaopatrzenia w wodę mieszkańców Krakowa - mówi prezes miejskiej spółki Piotr Ziętara. 

W wielokrotnie wydawanych oświadczeniach PGW Wody Polskie powtarzają, że przy zatwierdzaniu taryf na wodę i ścieki stoją na straży interesów mieszkańców. Wy nie chcecie ich chronić?

Piotr Ziętara, prezes Wodociągów Miasta Krakowa: - Wody Polskie jako regulator mają chronić odbiorców usług przed nieuzasadnionym wzrostem kosztów. Podkreślam: przed nieuzasadnionym wzrostem, a nie wzrostem kosztów (a zatem taryf) w ogóle.

Dynamika kosztów w przedsiębiorstwach wodociągowych jest dziś niewyobrażalnie wysoka - ze względu na poziom inflacji i wszystkie makroekonomiczne zjawiska: przyrost cen energii, ceny paliw, gazu, bardzo wysoki wzrost kosztów pracy, ale również znaczące przekraczanie wyników postępowań przetargowych w stosunku do wcześniej zaplanowanych kosztów inwestycji czy remontów. 

I w takiej sytuacji prezes Wód Polskich oświadcza wielokrotnie publicznie w mediach, że jest całkowicie przeciwny wzrostowi cen za wodę i ścieki, bo chroni mieszkańców... To błąd myślowy!

Cena za wodę i ścieki musi zapewnić ciągłość dostawy najważniejszego produktu dla naszego życia, którym jest woda pitna. Po drugie: zawiera w sobie bezpieczeństwo i jakość produktu. Łatwo sobie wyobrazić zdegenerowane pod względem majątku przedsiębiorstwo wodociągowe, które nie będzie potrafiło utrzymać zdolności produkcyjnej... W pandemii było to niezwykle kluczowe, żeby przedsiębiorstwa, mimo gwałtownego załamania sprzedaży, zdołały bez przerw świadczyć usługi na wysokim, europejskim poziomie. 

Z tym wiąże się kwestia olbrzymiego majątku liniowego, którym dysponujemy na terenie gmin. On wymaga remontów, wysokie są też koszty eksploatacyjne. Dzięki temu jesteśmy bezpieczni odkręcając kran, wodę możemy pić bez przegotowania, a przy tym - nie szkodzimy środowisku naturalnemu, bo mamy wysoko sprawne oczyszczalnie ścieków oraz nowoczesne technologie.

Zrealizowaliśmy i realizujemy wiele inwestycji, które poprawiają rachunek kosztowy, związany np. z produkcją energii elektrycznej, optymalizacją kosztów w kwestii zużycia wody (produkcja wody szarej). Tego nie słychać w wypowiedziach przedstawicieli Wód Polskich, ale populistyczne hasło ochrony mieszkańców przed wzrostem cen wybrzmiewa głośno. 

Wodociągi nie istnieją w próżni, ale na rynku. Widzimy wszyscy, jaka jest dynamika kosztów życia, inflacja. Tezy wygłaszane przez regulatora, że podwyżki cen wody i ścieków to czynnik inflacjotwórczy to niebezpieczny kierunek. Z jednej strony mamy podejście projakościowe, konieczność wypełnienia dyrektyw unijnych, a z drugiej - parcie na niskie ceny w przedsiębiorstwach. Nie da się pogodzić tych dwóch celów.

Nie wyobrażam sobie, abyśmy złożyli wniosek do regulatora zawierający zawyżoną marżę. Poziom cen wynika z rachunku kosztów, który my bardzo dokładnie "przepracowujemy", analizujemy, zanim prześlemy propozycję taryfy.  

Jakie przełożenie ma państwa spór z Wodami Polskimi na mieszkańca Krakowa?

- Takiej sytuacji, jak u nas, nie widać nigdzie indziej... Prezes Wód Polskich uznał, że w naszym wniosku taryfowym, zatwierdzonym przez dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie – taryfa obowiązywała od maja 2021 roku – brakuje jednego z elementów składowych, czyli zakresu świadczonych usług.

Tymczasem dokładnie ten element w decyzji taryfowej opisany jest na półtorej strony maszynopisu, a regulator przywołuje, że przeprowadził dokładną analizę, m.in. właśnie zakresu świadczonych usług w naszym wniosku... 

Prezes Przemysław Daca mówi, że dyrektor RZGW w trybie ekspresowym zatwierdził nam wniosek – wyciągnął też konsekwencje służbowe wobec niego. Z całym szacunkiem, ale naszą taryfę zatwierdzono tydzień po terminie ustawowym. Czy to jest zatwierdzanie w trybie ekspresowym?

Co ciekawe, Wody Polskie chwalą się wielkim sukcesem, czyli tym, że zatwierdzono 90 proc. wniosków taryfowych od przedsiębiorstw. Po roku? Nadal 10 proc. wniosków jest w Polsce niezatwierdzonych! To świadczy, że regulator nie spełnił swojego obowiązku!

Od zawsze byłem zwolennikiem regulatora w sektorze wodno-ściekowym. Ale regulator to ma być profesjonalny podmiot, który na profesjonalnych zasadach mierzy się z problemem taryfowym. A tak w Polsce nie jest.

Użycie argumentu o "braku zakresu świadczonych usług" w naszym wniosku taryfowym świadczy tylko, że regulator nie przygotował procedury taryfowej m.in. poprzez stworzenie katalogu dobrych praktyk, zasad tworzenia wniosków taryfowych, które będą akceptowane na wszystkich poziomach, czyli w RZGW lokalnym oraz KZGW – Wodach Polskich w Warszawie. Wszędzie powinny obowiązywać dokładnie te same interpretacje zapisów ustawowych. 

Dziś mieszkańcy Krakowa płacą za wodę i ścieki cenę, która nie odzwierciedla kosztów świadczenia usługi. Spółka ekonomicznie traci, bo będziemy mieć kilkadziesiąt milionów złotych straty na koniec roku – i problem z dotrzymaniem kowenantów bankowych w ramach pożyczek zaciągniętych na realizację polityki inwestycyjnej. Musieliśmy w związku z tym zasadniczo ograniczyć proces remontowy w spółce oraz wprowadzić ograniczenia inwestycji.

Mieszkaniec powinien mieć na uwadze, że świadczenie usług na wysokim poziomie wymaga modernizacji oraz ciągłego ponoszenia nakładów inwestycyjnych. Wiele osób buduje domy i czeka na podpięcie do sieci. Co mamy im powiedzieć? Że na skutek decyzji, która jest kompletnie nieuzasadniona merytorycznie i nie znajduje potwierdzenia w dokumentach, nie możemy realizować tych inwestycji, bo firmy na to nie stać, nawet po zaciągnięciu kredytu obrotowego?

Dziś ratujemy spółkę przed utratą bieżącej płynności. Tego typu decyzje wydawane z urzędu na poziomie centralnym i - co ciekawe - jak uznał prezes Daca, od których można odwołać się do niego, są dalekie od profesjonalizmu. 

Proces inwestycyjny jest - jak pan mówi - wyhamowywany. A przecież przed przedsiębiorstwami wodociągowo-kanalizacyjnymi kolejne wyzwania, m.in. dostosowanie się do wymogów dyrektywy o jakości wody do spożycia, już w 2023 roku. 

- Jeśli chodzi o przyszłe inwestycje, mamy perspektywę unijną, na którą wszyscy z niecierpliwością czekamy. Nie ma co jednak ukrywać, że decyzja regulatora spowodowała, że utraciliśmy zdolność wytworzenia wkładu własnego do projektów unijnych. Z perspektywy obecnego sporu trwa walka bardziej o przetrwanie niż o rozwój...

Dyrektywa jakościowa jest niezwykle istotna. Przygotowywaliśmy się do niej od dwóch lat. Nasze służby laboratoryjne zostały rozbudowane na fundamencie projektu dyrektywy, który anonsował co będzie objęte oznaczaniem parametrów jakościowych (wszelkie mikrozanieczyszczenia) i jak ma wyglądać jeszcze dokładniejsza analiza wody dostarczanej mieszkańcom.

Druga sprawa zawarta w dyrektywie: nowe obowiązki informacyjne wobec klientów. Czeka nas modyfikacja dokumentów krajowych (Ustawy o zaopatrzeniu w wodę i rozporządzenia wykonawczego do niej), ponieważ w tych obowiązujących jest zapis, że wszystkie koszty związane z edukacją ekologiczną, promocją dobrych zachowań konsumenckich, np. racjonalnego zużycia wody, są finansowane z dochodów pozataryfowych. W dużych wodociągach jeszcze się to udaje, bo są pieniądze wygospodarowywane z innych źródeł, ale w mniejszych ten problem będzie narastał.

Tu trzeba będzie zmierzyć się z wprowadzeniem jakiegoś limitu tych wydatków do polityki taryfikacyjnej, bo niepojęte, by ponad 2,5 tysiąca firm w całym kraju potrafiło takie działania prowadzić i nie miało na nie jakiegokolwiek źródła finansowania... 

Od przedsiębiorstw wodociągowych oczekuje się też innowacji, własnych badań, przechodzenia w stronę gospodarki o obiegu zamkniętym. Będą na to pieniądze?

- Do tej pory były - w ramach funduszu inwestycyjnego. Nie ukrywam, że nasze działania badawczo-rozwojowe w aspekcie GOZ, takie jak odzysk fosforu, produkcja wody szarej, technologicznej, optymalizacja polityki energetycznej poprzez usprawnianie kogeneracji, montaż turbin gazowych, montaż turbin wodnych na przepływach w magistralach, odpływach z oczyszczalni czy też upowszechnianie fotowoltaiki – to było prowadzone na zasadach racjonalnego zarządzania środkami. Po decyzji prezesa Przemysława Dacy wszystko runęło; nie ma już tego świata.

Branża wodociągowa nie ma pieniędzy. Uczestniczyliśmy niedawno w targach w Bydgoszczy i wielokrotnie pojawiała się tam teza, że być może za rok nie uda się ich zorganizować, bo nie będzie z kim i o czym rozmawiać, nie będzie pieniędzy na rynku inwestycyjnym, przedsiębiorstw nie będzie na nic stać.

Ta stagnacja już dotknęła bardzo wiele przedsiębiorstw, są na granicy plajty – ze względu na wzrost kosztów i nieracjonalne decyzje regulacyjne. Mam wrażenie, że warszawska centrala Wód Polskich zaczęła traktować przedsiębiorstwa wodociągowe jako podmioty prawa handlowego działające w próżni, czyli takie, których nie dotyka sytuacja makroekonomiczna, wzrost kosztów.

A koszty samej tylko energii w przedsiębiorstwach wodociągowych wzrosły z niecałych 400 złotych do 1000 złotych za MWh w stosunku do kontraktów z ubiegłego roku. Stanowią zaś one niejednokrotnie nawet 15 proc. kosztów przedsiębiorstwa.

Czytaj też: Wody Polskie: Nie ma zgody na przerzucanie kosztów cen wody na mieszkańców

Sprawa trafiła do WSA w Warszawie. Liczy pan na wygraną? Pana zdaniem śladem Krakowa pójdą inne przedsiębiorstwa?

- Spór, który dotyczy Krakowa, jest pewnym precedensem, bo koncentruje się na decyzji, której nie podjęto nigdy. Unieważniono z urzędu decyzję wcześniej obowiązującą. Oczywiście rodzi się pytanie o jakość stanowionego prawa i jakość decyzji administracyjnych, szczególnie w stosunku do decyzji, która pozwoliła nam stosować nową taryfę przez prawie 9 miesięcy. 

Jestem bardzo ciekawy rozstrzygnięcia, bo ono pokaże nam, w którym kierunku pójdziemy. Moim zdaniem ten spór powinien oprzeć się na definicyjnym podejściu do "elementów taryfowych". W efekcie na końcu powinna być ustalona wspólna interpretacja elementów składowych taryfy dla wszystkich RZGW. Żeby nie opierać się na intuicji poszczególnych dyrektorów, a po prawie roku zderzyć się z intuicją prezesa Wód Polskich, jak to było w naszym przypadku... 

Spotkałem się z tezą, że mieliśmy za wysokie dynamiki (wzrosty cen - przyp. red.). Zarzucił nam to prezes Daca na swoim profilu na Twitterze. Ale w decyzji, którą wydał, nie ma ani jednej cyferki, ani jednego nawiązania do poziomu cen! A zakres usług, który zakwestionowano, mieliśmy najbardziej precyzyjnie opisany ze wszystkich przedsiębiorstw w Małopolsce. Zastanawiam się, jak miałby on wyglądać lepiej w mieście, gdzie jest płaska taryfa, wspólna dla dwóch grup taryfowych... 

Przy okazji odniosę się do dynamiki cen. Cena za wodę i ścieki w okresie trzyletnim w Krakowie wzrosła zaledwie o 14 procent. To efekt m.in. dobrej polityki remontowej. Dokładnie i racjonalnie zdefiniowaliśmy nasze potrzeby. Mamy system przesyłowy z podkrakowskich Dobczyc o długości 40 km, dwa przewody o średnicach powyżej metra, prowadzimy proces rehabilitacji tych przewodów. To jest kilkaset milionów złotych rozłożone na wiele lat.

Wprowadziliśmy to powoli do taryfy i krakowski RZGW taki plan działania zatwierdził. Prezes Wód Polskich próbuje zaś nam zarzucać za wysokie stawki, ale - ponieważ nie potrafi tego zrobić merytorycznie - szuka wytrychu; i taki - kompletnie absurdalny - znajduje w zakresie świadczonych usług, uznając, że tego zakresu w ogóle nie ma. 

Mam nadzieję, że zamkniemy ten spór szybko i jednoznacznie. Za każdy dzień jako spółka ponosimy ponad sto tysięcy złotych straty. I na pewno nie zostawimy tego jako stratę z naszej winy, ale będziemy dochodzić przyszłych roszczeń – celem ochrony bezpieczeństwa zaopatrzenia w wodę mieszkańców Krakowa.

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!


Multimedia


Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu

Podaj poprawny adres e-mail
W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych.
Informujemy, że dane przekazane w związku z zamówieniem newslettera będą przetwarzane zgodnie z Polityką Prywatności PTWP Online Sp. z o.o.

Usługa zostanie uruchomiania po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.

W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.
Musisz zaznaczyć wymaganą zgodę


×
KOMENTARZE (15)

  • antydaca, 2022-05-30 09:06:38

    Do wodnik: a mleko jest z Biedronki,
  • wodnik, 2022-05-25 14:40:33

    a woda w twoim domu płynie ze ściany....
  • SMS, 2022-05-25 10:29:41

    Do Jacek: Jako pracownik przedsiębiorstwa wodociągowego (PW), nie z Krakowa, postaram się odpowiedzieć, dlaczego woda jednak nie jest za darmo. Za darmo byłaby jak byś sobie z wiadrem z rzeki przyniósł, ale gdyby PW chciało tym samym wiadrem zaczerpnąć wody -to już ma pierwszą opłatę do Wód Pols...kich za pobór (koszt nr1). Potem trzeba tę wodę, zgodnie w wyśrubowanymi normami, przebadać (koszt nr2), przetrasnportować wodociągiem do stacji uzdatniania wody(koszt3), uzdatnić tak, żeby było można ją pić bezpośrednio(koszt 4), przetransportować do twojego domu wodociągiem, jeśli jest pod górkę to trzeba zasilić odpowiednie stacje pomp(koszt nr5). Rozliczyć pobory(koszt nr6). Do tego dochodzą koszty ogólnozakładowe czyli opłacenie usunięcia awarii (koszt nr7), remonty sieci (koszt nr8). A jeśli jeszcze jest jakaś kasa to inwestycje (koszt nr8). Jak widać kosztów wykazanych w tym uproszczonym modelu jest sporo (ludzie, sprzęt, technologie, podatki za budynki, za rurociągi, podatki operacyjne). I cena dla mieszkańca : obecnie 1000 l wody jest w cenie dwóch 1,5 litrowych butelek w sklepie. Jak wg Ciebie kierować firmą, której koszty energii wzrosły 4 krotnie, albo płaca minimalna kilkanaście procent, bez podnoszenia ceny jednostkowej podstawowego produktu? Zarządzanie nie pomoże, tylko cuda, ale ja w takie nie wierzę. A może masz jakies inne pomysły?  rozwiń

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!