Partnerzy portalu

Petroff-Skiba: Dopiero trzeci budżet obywatelski jest dobry

  • PAP
  • 15 września 2014 - 10:34
- Pierwszy budżet partycypacyjny spodobał się warszawiakom; oczekują, że będą kolejne edycje - ocenia Anna Petroff-Skiba, naczelnik Wydziału Konsultacji Społecznych i Partycypacji w Centrum Komunikacji Społecznej ratusza, które odpowiada za jego realizację.

W ramach pierwszego budżetu partycypacyjnego Warszawy mieszkańcy mogli współdecydować o przeznaczeniu ponad 26,2 mln zł, co stanowi ok. 0,18 proc. zaplanowanych na ten rok wszystkich wydatków miasta. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała, że wybrane w głosowaniu projekty inwestycji staną się pozycjami budżetów dzielnic i zostaną zrealizowane w 2015 r. Warszawiacy zgłosili łącznie ok. 2200 pomysłów, z czego wcielonych w życie ma być 336.

Jak ocenia pani pierwszy obywatelski budżet w stolicy?

A. Petroff-Skiba: Sądzę, że się udał, chociaż zawsze może być lepiej. To jest bardzo trudne przedsięwzięcie, bo my nie mamy jednego procesu, tylko mamy ich 18 - tyle, ile warszawskich dzielnic. W tym kontekście i biorąc też pod uwagę różne etapy tego, jak to się działo, jak mieszkańcy reagowali, to możemy być zadowoleni. Myślę, że budżet spodobał się warszawiakom. To jest proces - eksperci, którzy zajmują się budżetem partycypacyjnym twierdzą, że dopiero trzeci budżet partycypacyjny jest naprawdę dobry.

Czy udał się w tym przypadku dialog urzędników z mieszkańcami?

Sukcesem budżetu jest to, że włączyło się w niego wiele osób, zarówno urzędników jak i mieszkańców. Każda z tych grup zrozumiała, że w tej drugiej "też są ludzie", którzy mają dobre intencje. Mieliśmy dużo głosów od mieszkańców, którzy byli niekiedy zdziwieni, że urzędnicy są pomocni, że wspierają, że można z nimi rozmawiać. Było dużo zrozumienia z obydwu stron, to była wartość dodana całego procesu.

Czytaj też:  Dla wielu samorządowców budżet partycypacyjny jest zbyt skomplikowany

Ciekawą grupą w tym procesie są radni - oni mieli takie obawy, że np. będą zgłaszane głupie projekty i że one będą musiały być głosowane. Niektórzy z nich uważali, że budżet partycypacyjny to odbieranie im kompetencji, że to oni zostali wybrani po to, żeby rozmawiać z mieszkańcami, i tę wolę mieszkańców prezentować, ale byli też tacy, którzy niezwykle się angażowali.

Czytaj: Partycypacja społeczna. Czy to tylko referenda i budżet obywatelski?

Od początku staraliśmy się radnych informować i włączać w cały proces. Niektórzy byli trochę oporni. Chyba udało się przełamać lęk części z nich, ale mam wrażenie, że radni cały czas są taką grupą nie do końca przekonaną i też nie do końca świadomą tego, jakim potencjałem jest budżet partycypacyjny. Muszę jednak zaznaczyć, że byli też radni, którzy włączali się na każdym etapie, niekiedy walczyli wytrwale o jakieś projekty, które zgłosili mieszkańcy.

Na jakim etapie jest teraz realizacja budżetu?

Trwa ewaluacja - dotychczas odbyły się cztery spotkania rady ds. budżetu partycypacyjnego na ten temat; jest wiele wniosków, ale jeszcze nie wypracowaliśmy konkretnych wytycznych dotyczących przyszłorocznego budżetu. Proszę pamiętać, że mamy w stolicy dwa poziomy budżetowania - dzielnicowy i miejski; to wynika z ustawy o ustroju Warszawy. Inne miasta mogą organizować debaty jeszcze po wakacjach i dyskutować niemalże do listopada - mają w zasadzie cztery dodatkowe miesiące. Niekomfortowa sytuacja Warszawy polega na tym, że musimy zakończyć głosowanie przed wakacjami, do 30 czerwca, żeby załączniki budżetowe dzielnic mogły być gotowe do końca sierpnia. Dlatego też musimy wcześniej zacząć kolejną edycję budżetu. Pod koniec września musimy mieć już na nią pomysł, więc czasu zostało niewiele.

Niewykluczone, że nad budżetem Warszawy na 2015 r. - w tym nad pozycjami wybranymi przez mieszkańców - będą głosować jesienią radni nowo wybranej radej miasta. Czy nie ma zagrożenia, że nowi rajcy, którzy będą np. sceptyczni wobec idei budżetu, odrzucą przy głosowaniu część wybranych przez mieszkańców inwestycji?

Nie sądzę. W cały proces zaangażowali byli także radni klubów opozycyjnych, więc nie wydaje mi się, żeby ktoś nagle odważył się powiedzieć, że te projekty, które zgłosili mieszkańcy, i na które zagłosowało przecież ok. 10 proc. mieszkańców całej Warszawy, można tak po prostu lekką ręką wyrzucić.

Jeżeli chodzi o kolejną edycję budżetu obywatelskiego, to jest tak duża wola społeczna, żeby ona się odbyła, że nawet, gdyby po wyborach okazało się, że nie ma kontynuacji w ratuszu, to nie wydaje mi się, żeby nowe władzy Warszawy zrezygnowały z tego pomysłu.

Czy z oceny obecnej edycji budżetu obywatelskiego wyłania się coś, co trzeba koniecznie poprawić w kolejnej?

Na pewno nie będziemy wywracać tego procesu do góry nogami. Jest raczej udany, ale na pewno zmodyfikujemy sposób zgłaszania projektów i późniejszą możliwość zapoznania się z opisem całego projektu w internetowej bazie. Projekty nie będą zgłaszane poprzez formularze papierowe, tylko poprzez system internetowy. Ewentualnie osoby, które będą miały kłopoty z wypełnieniem formularza komputerowego, będą zgłaszały na papierze, ale sądzimy, że takich osób nie będzie wiele.

Chcemy też, aby w przyszłorocznym budżecie odbyła się szersza społeczna dyskusja na etapie zgłaszania projektów - tak, aby rozmowy między mieszkańcami nie odbywały się przed głosowaniem, już po etapie weryfikacji, tylko żeby debata i refleksja nad projektami, które mają być zgłoszone, działa się wcześniej. Rozważamy uruchomienie jakiegoś forum internetowego albo organizację spotkań.

Myślimy też o zmianie sposobu głosowania. Żeby nie głosować na pięć projektów bez zastanawiania się nad tym, ile każdy z nich kosztuje, jak w tym roku, tylko żeby głosować na dowolną liczbę projektów, ale tak, aby ich łączny koszt nie przekraczał sumy pieniędzy przeznaczonej na dany obszar lub daną dzielnicę. Jeżeli głosowanie odbywałoby się wyłącznie przez internet, to jest to bardzo łatwe do wykonania, bo wszystko zlicza komputer; przy głosowaniu na formularzach papierowych to będzie bardziej skomplikowane.

Niektóre zgłoszone w tym roku projekty, jak np. pomysł wybudowania baraków dla bezdomnych na Bemowie (nie został poddany pod głosowanie, odpadł po powtórnej weryfikacji) wzbudziły sporo kontrowersji.

Weryfikacja złożonych projektów pewnie byłaby lepsza, gdyby zgłoszono ich mniej, ale było ich ponad 2200, a w przyszłym roku chyba trzeba spodziewać się ich więcej. Wydaje się nam, że niektóre kryteria weryfikacji trzeba uszczegółowić, inne lepiej wytłumaczyć. Myślę, że takich poważnych zastrzeżeń nie było jednak dużo. Było kilka takich sytuacji, którymi zainteresowały się media, takich, które były głośne - one pokazują, że ten system trzeba poprawić, lepiej wyjaśnić zarówno mieszkańcom, jak i urzędnikom, ale nie jest chyba tak, że dotychczasowy był zły, bo większość projektów weryfikowana była dobrze.

Czy brak uregulowań prawnych dotyczących budżetu partycypacyjnego był istotną przeszkodą w jego realizacji? Dziś mieszkańcy nie mają nic poza obietnicą prezydent Gronkiewicz-Waltz, że ich decyzje dotyczące przyszłorocznych inwestycji zostaną zrealizowane.

Z jednej strony brak podstawy prawnej utrudnia, bo specjalna ustawa dotyczące budżetu partycypacyjnego rzeczywiście dałaby tę gwarancję, że budżet partycypacyjny nie ma charakteru konsultacji społecznych, tylko że postanowienia mieszkańców będą wiążące. Z drugiej strony jednak ustawa musiałby narzucić i bardzo sformalizować pewne procesy. Każda jednostka szuka sobie trochę własnego modelu i pomysłu na budżet, każdy budżet partycypacyjny jest trochę inny i myślę, że to jest pewna wartość, że dochodzi się własną drogą do tego, jak ten budżet powinien wyglądać.

Ustawa dałaby na pewno jaśniejszą podstawę prawną, bardziej przejrzyste reguły, ale pytanie: czy to by jakoś radykalnie zmieniło sytuację? Jej brak da się "przeskoczyć", jeżeli jest wola władz miasta do tego, żeby decyzje mieszkańców były wiążące. Jak będzie ustawa, która będzie coś narzucała, a nie będzie tej woli, to i tak się tego budżetu nie zrealizuje.

Ile kosztowało samo wdrożenie budżetu obywatelskiego w Warszawie?

Nie było żadnych dodatkowych etatów. Nasza praca kosztowała urząd tyle, co wcześniej - to był spory wysiłek organizacyjny, ale angażowaliśmy się w te działania w ramach naszych obowiązków. Robiliśmy wyliczenia dotyczące tego, ile kosztowały różne działania dodatkowe związane z budżetem - po stronie magistratu było to trochę ponad 0,5 mln zł; plus wydatki w dzielnicach, więc ta suma wyniosła niespełna 700 tys. zł. W skali miasta na pewno nie przekroczyła tej kwoty.

Opłacało się?

Myślę, że się opłacało. W budżecie partycypacyjnym nie chodzi jedynie o zgłoszenie projektów i głosowanie na nie - to był też proces uświadamiający funkcjonowanie miasta, umożliwiający spotkanie się mieszkańców, poznanie się ich, a także umożliwiający im współdecydowanie o stolicy. To wartość dodana, która powstała przy okazji realizacji tegorocznego budżetu.

KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!