PARTNERZY PORTALU
  • BGK
  • BGK

O spalarni w Kleszczowie zadecydują mieszkańcy?

  • fakty.bai.pl (Anna Staniaszek)    6 lipca 2011 - 09:53

Machina referendalna ruszyła. Mieszkańcy gminy Kleszczów wkrótce mogą pójść do urn, by odpowiedzieć na pytanie: Czy jesteś przeciwko budowie Zakładu Termicznego Przetwarzania Odpadów na terenie Gminy Kleszczów?''




W czerwcu p.o. wójta Jacek Rożnowski otrzymał zawiadomienie o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie budowy zakładu termicznego przetwarzania odpadów komunalnych na terenie gminy Kleszczów. - Urząd Gminy przyjął zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum, podał też inicjatorowi referendum informację o aktualnej liczbie mieszkańców gminy, uprawnionych do głosowania.

Rolą inicjatora referendum jest zarówno powiadomienie mieszkańców o przedmiocie planowanego referendum, jak też zebranie niezbędnej liczby podpisów mieszkańców, popierających inicjatywę jego przeprowadzenia. Wszelkie terminy i kolejne działania zarówno organizatorów, jak i działań podejmowanych przez samorząd gminy po dostarczeniu przez inicjatorów niezbędnej liczby podpisów reguluje ustawa z 15 września 2000 r. o referendum lokalnym – mówi Jerzy Strachocki, rzecznik prasowy urzędu gminy.
Organizatorzy referendum informują już mieszkańców o przedmiocie referendum. Pojawiły się zawiadomienia: ,,Na terenie gminy Kleszczów planowana jest budowa dużego i niebezpiecznego zakładu przetwarzania śmieci (szczegóły na www.twoj-kleszczow.pl).

W związku z powyższym wystąpiono z inicjatywą rozpisania referendum lokalnego, w którym zadane zostanie pytanie:" Czy jesteś przeciwko budowie Zakładu Termicznego Przetwarzania Odpadów na terenie Gminy Kleszczów?''

Zawiadomienie podpisał pełnomocnik inicjatora referendum Jarosław Rzeźnik. Wspomniana przez rzecznika ustawa o referendum lokalnym przewiduje, że referendum przeprowadza się z inicjatywy organu stanowiącego danej jednostki samorządu terytorialnego lub na wniosek co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy albo powiatu. Dla inicjatorów oznacza to zebranie 365 podpisów. W ostatnich wyborach samorządowych w gminie Kleszczów uprawnionych do głosowania było 3651 wyborców. Po zebraniu podpisów wymagana jest uchwała rady gminy w sprawie referendum (jeśli nie zostanie podjęta organizatorom przysługuje odwołanie do sądu). Po podjęciu uchwały rozpoczyna się kampania referendalna, gdzie organizatorzy wyjaśniają powód przeprowadzenia referendum. 

Referendum przeprowadza się w dzień wolny od pracy, najpóźniej w 50 dniu od dnia opublikowania uchwały rady gminy w tej sprawie w wojewódzkim dzienniku urzędowym. Jest ważne, gdy weźmie w nim udział 30 proc. uprawnionych do głosowania – czyli w przypadku Kleszczowa przynajmniej 1100 wyborców. Kosztami referendum będzie obciążony budżet najbogatszej gminy w Polsce.

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!




REKLAMA




×
KOMENTARZE (5)

  • biocrudepolska, 2011-07-07 05:56:26

    Spalarnie pieniędzy Gminne władze wydają tysiące złotych na bezużyteczne opracowanie naukowe Profesor Lech Sitnik, specjalista budowy maszyn, od lat podróżuje po polskich gminach i ze zdumiewającą łatwością sprzedaje za grube pieniądze swoją bajeczną wprost receptę na pozbycie się tysięcy ton śmie...ci. Patent profesora do złudzenia przypomina pewne rozwiązanie zastosowane – z opłakanym rezultatem – we Włoszech i Niemczech. „Gospodarka odpadami jest jedną z najtrudniejszych dziedzin działalności ludzkiej” – ostrzega – jakby na wszelki wypadek – opracowanie naukowe, którego autorem jest profesor Politechniki Wrocławskiej Lech Sitnik, a przedmiotem – Bezskładowiskowa Strategia Gospodarki Odpadami, zwana też Ekomix. Skrótowo rzecz ujmując (szerzej w ramce) profesor proponuje wszystkie możliwe odpady hurtem wkładać do gigantycznego pieca i nie tyle unicestwiać, ile przekształcać w pożyteczne gazy, granulaty, a nawet odzyskiwać sól kuchenną i siarkę. Władze samorządowe płacą więc za Strategię nawet 80 tys. zł wcale nie dlatego, że jest ona bardzo skomplikowana, przeciwnie – wydaje się im genialnie prosta. Wierzą, że dzięki Strategii raz na zawsze uporają się z nierozwiązywalnym dotąd problemem nie tylko zwykłych śmieci komunalnych, ale również złomu, szmat, akumulatorów, odpadów szpitalnych, osadów z oczyszczalni ścieków, szlamów ze zbiorników paliw, padłej trzody, a nawet gnojowicy. I to bez uciążliwej selekcji odpadów, na którą tak naciska Unia Europejska. Najpierw seminarium Peregrynacje profesora Sitnika, który naukowo nie jest związany z technologiami zagospodarowania odpadów, ale pracuje w Instytucie Konstrukcji i Eksploatacji Maszyn Politechniki Wrocławskiej (jednocześnie jest prezesem Fundacji Proeko, zajmującej się m.in. pracami badawczo-wdrożeniowym w dziedzinie odpadów), choć pozornie chaotyczne, mają pewną logikę. Z reguły wybiera miasta i miasteczka znajdujące się w pobliżu większych aglomeracji: Zgierz (Łódź), Pruszków, Łomianki, Piaseczno, Łowicz (Warszawa), Kępno (Wrocław), Jędrzejów (Kraków). Był też w Kaliszu i Białymstoku. Najpierw w gronie władz samorządowych bez rozgłosu odbywa się seminarium poświęcone Strategii. Autorytet naukowca nie dopuszcza wątpliwości. – To jest tak bezpieczny zakład, że gdyby było miejsce, postawilibyśmy go na rynku. Nie ma żadnych wyziewów, wycieków, komina – tak profesor próbował w lipcu 2000 r. oczarować pomysłem lokalne media w Kępnie. Spotkanie odbywało się w gabinecie już wcześniej oczarowanego burmistrza Piotra Psikusa. W gminie Łomianki burmistrza Łucjana Sokołowskiego i radnych profesor przekonał bez udziału prasy. Błyskawicznie, bez jakichkolwiek konsultacji, zaowocowało to umową na kwotę 75 tys. zł za „Opracowanie założeń strategii Ekomix dla jej wdrożenia w Gminie Łomianki”. Pierwsza rata wynagrodzenia profesora w kwocie 40 tys. zł została przekazana w 14 dni po podpisaniu umowy. Zanim ktokolwiek zobaczył opracowanie. Jeszcze silniej czary podziałały w Jędrzejowie. Tu nie tylko zamówiono opracowanie za 80 tys. zł, ale także powołano Międzygminny Związek Ekologia i dwie spółki Eko-Ester i Eko-Operator. Pierwsza ma się starać o kredyty i dotacje, druga, którą będzie reprezentować prof. Sitnik, zajmie się obsługą zakładu. Samorządowcy – jak widać – wszędzie pomysłem inwestycji byli zachwyceni. Gminy, miasta, powiaty zyskają wreszcie upragnione dochody, zmniejszy się bezrobocie, okoliczni rolnicy na nowych traktorach ruszą w pola rzepaku (składnik bardzo potrzebny w proponowanej przez profesora technologii – patrz ramka), rozwinie się infrastruktura, bo przecież ciężarówki będą dowozić wsad z bliższej i dalszej okolicy. Do Łomianek pojazdy z odpadami wjeżdżałyby co 14 minut. W opracowaniu przedstawione są tego typu szczegóły oraz sugestie przebudowy, a nawet budowy nowej infrastruktury drogowej. Pieniądze da Unia Władze samorządowe bez cienia wątpliwości przełykały wiadomość, ile to wszystko miałoby kosztować. W gminie Łomianki, gdzie instalacja przerabiałaby 200 tys. ton odpadów rocznie (śmieci łomiankowskie stanowiłyby zaledwie 3 proc. wsadu do genialnego pieca), koszt inwestycji oszacowano na 292 mln zł i to bez obsługi kredytu. To blisko dziesięcioletni budżet gminy. W Jędrzejowie koszt przedsięwzięcia wyniósłby 389 mln zł. W Kępnie kwoty dochodziły do 500 mln zł. Pieniądze miałyby spłynąć z Unii Europejskiej; profesor w swoich opracowaniach żongluje nazwami i pojęciami: ISPA, PHARE, SAPARD, dotacje, kredyty umarzalne. Nam jednak powiedział, że środki aż w 70 proc. pochodziłyby z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, którego przyrzeczenie w tym względzie już uzyskał. Rzeczniczka NFOŚiGW Jolanta Czudak-Kiersz wyraziła jednak zdziwienie, ponieważ NFOŚiGW jakiekolwiek dotacje przydziela dopiero na konkretną inwestycję po przedłożeniu dokładnych planów. Żadnych wątpliwości samorządowców nie budził też fakt, iż genialny pomysł profesora nigdzie dotychczas nie został zrealizowany. Szwajcar był pierwszy, Niemcy w to wdepnęli Profesor Sitnik, choć uważa Ekomix za swój autorski pomysł, nie dostanie za niego Nobla, ponieważ ten sposób utylizacji odpadów wymyślił ktoś inny. Co prawda wsad rzepakowy jest pomysłem własnym, jednak cała reszta to spędzająca sen z powiek ekologom i niektórym prokuratorom technologia (a zarazem firma) znana na świecie pod nazwą Thermoselect. Opracował ją na początku lat 90. szwajcarski inżynier Günther Kiss. Swój pierwszy eksperymentalny zakład Szwajcar otworzył bez jakichkolwiek zezwoleń we Włoszech w Villadossla. Po interwencji mieszkańców, zaniepokojonych emisjami z instalacji, zakład został zamknięty. Ale Kiss był uparty i w ciągu dwóch lat zbudował w Verbani nad Lago Maggiore dwie kolejne instalacje. W jednej doszło do poważnej eksplozji, w drugim zakładzie gromadzone były niebezpieczne odpady. Kiss został skazany na 11 miesięcy pozbawienia wolności za fałszowanie dokumentów i naruszanie przepisów ochrony środowiska. Thermoselect był już wtedy kontrolowany przez firmę Rheticus, zarejestrowaną w Liechtensteinie. W 1993 r. dyrektor departamentu ochrony powietrza włoskiego ministerstwa ochrony środowiska Corrado Clini, wydał decyzję, na mocy której zakład Thermoselectu w Verbani otrzymał status zakładu energetycznego i został zwolniony z przestrzegania przepisów ochrony środowiska dotyczących spalania odpadów. Jednak kolejne wybuchy w instalacji, nielegalne składowanie odpadów toksycznych, zrzuty ścieków do miejskiej kanalizacji powodowały zainteresowanie włoskiej prokuratury. Do tego doszły dwa skandale korupcyjne w Szwajcarii. Wyszło na jaw, że w 1991 r. Kiss przekazał 800 tys. franków szwajcarskich gazecie „Il Matino”, związanej z partią Lega del Ticino, a w 1994 r. Thermoselect próbował przekupić jednego z urzędników komisji przetargowej, odpowiedzialnej za wybór technologii utylizacji odpadów dla szwajcarskiego kantonu Ticino. Mimo wszystko Thermoselect chce podbijać świat. Stara się przekonać do inwestycji Brazylię, Argentynę, Puerto Rico, Liban i Czechy. Bez skutku. Udaje się w końcu w Niemczech. W 1998 r. w Karlsruhe rozpoczęto prowadzoną w szybkim tempie budowę wielkiej instalacji Thermoselectu, mającej przetwarzać aż 225 tys. ton odpadów rocznie. Właścicielem licencji i operatorem zakładu został niemiecki gigant energetyczny Energie Baden-Württemberg (EnBW), którego szef Eberhard Benz uwierzył w cud i wydał na instalację 220 mln marek (patrz ramka). Cudu jednak nie było, pojawił się za to wątek korupcyjny: lokalna gazeta „Badisches Tagblatt” donosi, że firma Thermoselect w 1995 r. przekazała 100 tys. marek dotacji partii CDU, z której wywodziły się władze Karlsruhe, odpowiedzialne wówczas za wydanie decyzji o budowie spalarni. W ciągu ostatnich dwu lat, z powodu rozlicznych awarii i nieprawdopodobnie kosztownych remontów (sama naprawa pieca 30 mln marek), niemiecka spalarnia praktycznie była nieczynna lub pracowała wyłącznie w trybie próbnym. Ledwie 4 stycznia 2002 r. otrzymała zgodę od zarządu miasta na pracę przy pełnej wydajności, już na początku lutego 2002 r. została znów zamknięta. Jak wyjaśniono niemieckiej prasie – tym razem przeprowadzony jest remont węzła oczyszczania spalin. Innego zdania jest Ingo Gödeke, niemiecki chemik, przyglądający się od lat nieszczęsnemu eksperymentowi: – Jestem przekonany, że znów są problemy z wymurówką ognioodporną pieca. Ciągłe remonty wynikają między innymi z tego, że ta wewnętrzna warstwa jest niszczona przez stopiony wsad. Technicy Thermoselectu sprawiają wrażenie, jakby nie mieli pojęcia o procesach chemicznych. Według centrali Thermoselectu w Locarno spalarnia w Karlsruhe funkcjonuje normalnie. Różne bzdury oglądano Profesor Jerzy Wandrasz z Katedry Technologii i Urządzeń Zagospodarowania Odpadów Politechniki Śląskiej, uchodzący za czołowego polskiego znawcę nowoczesnych metod utylizacji odpadów, na pytanie o technologie Thermoselect i Ekomix nie kryje oburzenia: – Ja już różne bzdury w życiu oglądałem. Byłem w zakładzie Thermoselectu w Verbani we Włoszech. To jest przecież technologia hutnicza! Trzeba spełnić całą masę uwarunkowań. Profesorowi Sitnikowi wydaje się, że jak doda rzepaku, to się coś poprawi. Co na temat kłopotów niemieckiej instalacji sądzi sam profesor Sitnik? – To są jakieś błędne informacje. Nie wiem, skąd je pani wzięła. Pomimo że profesor odżegnuje się od związków z Thermoselectem i twierdzi, że jego pomysł różni się od tamtej technologii, w swoich opracowaniach naukowych publikuje zdjęcia instalacji z Karlsruhe i przynajmniej od dwóch lat organizuje do niej wyjazdy. Dr Ryszard Szpadt z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej: – Byłem w Karlsruhe w lipcu 2000 r., w okresie, kiedy instalacja była w fazie rozruchu. Wyjazd organizował pan Sitnik; pracował w zespole, którym kierowałem. Zadaniem zespołu była ocena różnych instalacji europejskich do termicznego przekształcania odpadów. Prof. Sitnik wycofał się z prac naszego zespołu. Być może dlatego, że nie podzielaliśmy jego entuzjastycznych opinii odnośnie Thermoselectu i nie przedstawiliśmy tej instalacji jako przydatnej do zastosowania w warunkach polskich. Na początku lipca 2001 r. profesor Sitnik zabrał kolejną grupę, między innymi samorządowców, na wycieczkę do Niemiec. Najpierw grupa zwiedziła będącą wciąż w budowie, a właściwie zatrzymaną budowę instalacji Thermoselectu w bawarskim Ansbach i następnie, dokładnie 6 lipca – w dniu wznowienia pracy instalacji w trybie próbnym – dotarła do Karlsruhe. – Tam wychodzi tlen czystszy niż tlen z powietrza – oznajmił potem jeden z łomiankowskich radnych wciąż oszołomiony tym, co ujrzał w Niemczech. Działo się to podczas zebrania komisji, na której wiceburmistrz Łomianek Jerzy Raczek referował wrażenia z wyprawy. Radni nie zostali poinformowani, że w przytomności wycieczkowiczów z Polski spalarnia nie spalała odpadów, tylko chodziła na próbę. Nie przekazano im również żadnych danych o dotychczasowej pracy instalacji. Radni z Kępna wrócili z Niemiec równie zachwyceni jak łomiankowscy. Dr Tadeusz Pająk z Katedry Maszyn i Urządzeń Energetycznych Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki Krakowskiej AGH był obecny na spotkaniu zarządu i rady Kępna i prezentował swoje stanowisko w kwestii Thermoselectu i idei prof. Sitnika. Do samorządowców nic nie docierało. – Życzę tej technologii jak najlepiej – mówił i podczas tamtego spotkania, i teraz dr Pająk. – Niemniej jestem bardzo sceptyczny, głównie co do energetycznej efektywności tej instalacji. Krajowe i wspólnotowe rozporządzenia wymagają dodatniego bilansu energetycznego. Uważam także, że technologia jest niedojrzała technicznie. Kraje takie jak Polska nie mogą sobie pozwolić, by angażować tak duże środki finansowe w rozwiązania, które nie sprawdziły się w skali przemysłowej albo których konstrukcja takie ryzyko sugeruje. Zabronić nie można Upór radnych Kępna to nic w porównaniu z podkrakowskim Jędrzejowem. Gdy pomysł spalarni dotarł do wiadomości mieszkańców, rozpoczęły się protesty. Ale Międzygminny Związek Ekologia nie został w końcu powołany na darmo i wytypował nową lokalizację. Sąsiedniej gminie Moskorzew przedstawiono świetlaną przyszłość w cieniu spalarni. Zagraniczni goście, hotel, zatrudnienie. Rada gminy podjęła uchwałę o przekazaniu gruntu pod inwestycję, ale po protestach mieszkańców uchwałę odwołano. Międzygminny Związek Ekologia wciąż więc szuka. – To jest przecież jego zadanie statutowe – mówi lekko zakłopotany Leszek Kapcia, nowy burmistrz Jędrzejowa i jednocześnie prezes Związku Ekologia. Pracuje dopiero cztery tygodnie i nie bardzo orientuje się w temacie. – To jest o tyle kuszący pomysł, że nie wiąże się z komplikacjami typu selekcja. Tam może trafić wszystko – przekonuje wiceburmistrz Jędrzejowa Waldemar Woźniak. Za miesiąc lub dwa rozstrzygną, czy kontynuują temat. A te 80 tys. wydane na opracowanie? To w końcu problem starostwa powiatowego. Oni zapłacili. Burmistrz Łomianek Łucjan Sokołowski, pytany o sens wydania pieniędzy na Strategię, odpowiada: – Zadaniem wspólnoty samorządowej jest poszukiwanie nowych rozwiązań i wiedzy. Takie zadanie zostało uwzględnione w budżecie gminy i zostało wykonane. Dzięki temu wiemy, że instalacja w Karlsruhe działa i nic się w niej złego nie dzieje. W Kępnie, które wydało – według burmistrza Piotra Psikusa – tylko 30 tys., sprawa przycichła. – Nie wierzę, że nie wróci – mówi Jan Sienkiewicz, rzecznik Kępińskiej Izby Gospodarczej, który twierdzi, że gdyby doszło do realizacji pomysłu, Kępno dopłaci jeszcze 50 tys. zł. Co na to wszystko Ministerstwo Środowiska? – Ministerstwo jest zainteresowane nowymi technologiami utylizacji odpadów, ale problemem jest strona finansowa takiego przedsięwzięcia. Nie możemy udowodnić, że taka technologia – jak proponowana przez prof. Sitnika – nie działa. Nie możemy tego zabronić. Gmina może budować, co chce – mówi Bartosz Zambrzycki z Departamentu Inwestycji i Rozwoju Technologii Ministerstwa. Ja się nie boję – Nie znam nowych pomysłów pana Sitnika. Myślę, że nie ma on doświadczenia w gospodarce odpadami, ale próbuje zrobić biznes, gdyż ta dziedzina ma szanse rozwoju w przeciwieństwie do tej, którą on reprezentuje – uważa dr Ryszard Szpadt. Krytycy profesora nie mają wątpliwości, że jeśli jest on autorem jakiegoś patentu, to raczej biznesowego. Pozostaje tylko pytanie: czy profesor działa w pojedynkę, czy w porozumieniu z firmą Thermoselect? Oto odpowiedź, jaką otrzymaliśmy z centrali Thermoselectu w Locarno, podpisana przez Gudulę Freytag: „Profesor Sitnik reprezentuje firmę Ekodiag, która proponuje utylizację odpadów metodą Thermoselectu w Polsce. I w tym charakterze odwiedza instalację w Karlsruhe”. Firma Ekodiag ma siedzibę we Wrocławiu i jest oficjalnym przedstawicielem Thermoselectu w Polsce. Jej prezesem jest prof. Piotr Wrzecioniarz, kolega prof. Sitnika z tego samego instytutu. Nie może ukryć zdenerwowania: – Ależ firma Ekodiag nie ma nic wspólnego z wycieczkami organizowanymi przez prof. Sitnika. Wycieczki organizuje Fundacja Proeko i prof. Sitnik na własną rękę. Co więcej, prof. Wrzecioniarz twierdzi, że nie ma pojęcia o sprzedaży opracowań reklamujących technologię Ekomix polskim gminom, choć – jak utrzymuje – jest ona wspólnym dziełem obu panów profesorów: Wrzecioniarza i Sitnika. Tymczasem prof. Sitnik twierdzi, że w trzech, może czterech gminach ma już podjęte uchwały o przystąpieniu do inwestycji. Są teraz na etapie wydawania wstępnych pozwoleń i warunków zabudowy. Które to gminy? – Nie chcę podawać nazw – mówi. Bo obawia się protestów? – Tu nie ma co protestować. Może boi się kłopotów podobnych do tych w Karlsruhe? – Nie boję się – profesor ucina rozmowę. Joanna Onoszko-Krośkiewicz Hurtem do pieca Co proponuje prof. Sitnik (patrz też schemat) Zapakowane hurtem do pieca odpady zostaną sprasowane, odgazowane, wysuszone i podgrzane do temperatury 600oC. Substraty organiczne na tym etapie ulegną zwęgleniu. Następnie przetłoczy się je do wysokotemperaturowego reaktora, do którego dozowany byłby czysty tlen. Reakcje egzotermiczne dostarczą takiej ilości ciepła, że temperatura w reaktorze osiągnie 2000oC. Węgiel zamieni się w gaz, a reszta stopi się i spłynie do basenu, gdzie zestali się w dwa rodzaje granulatu: metaliczny i ceramiczny. Gaz przemieści się ku górze reaktora, tam będzie szokowo schładzany i wielostopniowo oczyszczany. Z tego gazu otrzymamy na dodatek metanol. Granulat ceramiczny posłuży do produkcji betonu. Poza tym w procesie powstanie sól kuchenna, siarka i woda. Dodatkowo rozwiązane będą wszelkie problemy polskiego rolnictwa. Jak Polska długa i szeroka, zasiany zostanie rzepak, ponieważ 80 proc. przerabianego w instalacji wsadu ma stanowić słoma rzepakowa. Natomiast z ziarna rzepakowego będzie w specjalnej dodatkowej instalacji tłoczony olej, który posłuży do produkcji paliwa. Kłopoty w Karlsruhe Po 6 tys. godzin pracy instalacji w Karlsruhe przy niepełnym obciążeniu przepaliła się ognioodporna wymurówka pieca, chociaż Thermoselect dawał gwarancję na co najmniej 16 tys. godzin. Od 1999 r. do końca 2000 r. spalono tu trzecią część tego, co zakładano. Nigdy nie przekroczono 70 proc. maksymalnej wydajności pieca i 4 godzin nieprzerwanej pracy. Ciągle coś szwankuje. Dźwigi, odpływ żużlu. Pompa eksplodowała. Przede wszystkim jednak dokonane podczas awaryjnego trybu pracy instalacji pomiary emisji toksycznych pyłów, dioksyn i furanów wykazują przekroczenie wszelkich dopuszczalnych norm w gazach odlotowych opuszczających komin. Według niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” (25 września 2000 r.) istnieje podejrzenie, że przy kominie głównym spaliny są rozcieńczane. - a sa przeciez technologie przyjazne srodowisku - biologiczne przetwarzanie tych 38 % masy odpadow - dodatkowo firmy ktore sfinansuja instalacje w 100 % ach - tyle ze trzeba uslyszec ich glos - jesli ktos go slyszy, prosze o kontakt: tadejurkiewicz@hotmail.com 32 209 44 56 600 209 893  rozwiń
  • Bolo, 2011-07-06 16:59:34

    Droga Izo, wyraziłaś swoją opinię w oparciu o kompletny brak wiedzy. Po pierwsze Kleszczów jako gmina, jako samorząd został pozbawiony udziałów w tym przedsięwzięciu na mocy decyzji prezesa Szczepockiego oraz Rady Gminy złożonej z radnych Stowarzyszenia "Rozwój", gdzie również Pan Szczepo...cki jest liderem. Tak więc gmina nie będzie miała w ogóle nic do gadania. Ta inwestycja to kompletna prywata. Do tego mówi się o kwotach rzędu 200mln zł, a porządna i bezpieczna spalarnia to koszt około 500mln. Referendum kompletnie nie dotyczy spraw polityki. To właśnie Radni "Rozwoju", próbują upolitycznić sprawę poprzez zmuszanie urzędu by publikował ich propagandę (słowa Sekretarza) w aktualnym numerze informacyjnej gazety gminnej. Proszę najpierw poczytać sobie na stronie twoj-kleszczow.pl wszystkie opinie i poznać zagrożenia dopiero wtedy wyrażać opinię.  rozwiń
  • jacekscheibe@op.pl, 2011-07-06 16:32:01

    Jest już dostępna polska nagrodzona technologia bezodpadowego przetworzenia odpadów komunalnych (śmieci) na wysokokaloryczny produkt do współspalania w energetyce zawodowej lub cementowniach. Powstały produkt cechuje wysoka opłacalność produkcji, który jest źródłem ponadprzeciętnych przychodów. Podu...kcja jest bezwonna i nie prowadzi do wytworzebnia dioksyn oraz furanów. Jest 3x tańsza niż budowa spalarni. Zainteresowanych zapraszam do współpracy - kilka miast już rozważa naszą propozycję. O technologii wie Minister Środowiska, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i GW.  rozwiń

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.