Partner portalu

PKW: nie zapraszaliśmy osób, które okupowały siedzibę Komisji

  • PAP
  • 23 listopada 2014 - 10:42
Państwowa Komisja Wyborcza zaprzeczyła, by którykolwiek z protestujących, którzy w czwartek zajęli salę konferencyjną w budynku Komisji, został zaproszony do siedziby PKW. Sędzia Andrzej Mączyński podkreślił, że PKW przerwała w czwartek pracę, bo obawiała się o swoje bezpieczeństwo.

W czwartek wieczorem przed siedzibą PKW zorganizowano protest pod hasłem "Stop manipulacjom wyborczym" z udziałem m.in działaczy Ruchu Narodowego, Kongresu Nowej Prawicy i stowarzyszenia Solidarni 2010. Część protestujących weszła do budynku, do sali konferencyjnej PKW domagając się natychmiastowej dymisji członków PKW.

"Zaprzeczam stanowczo, żeby doszło do zaproszenia kogokolwiek z demonstrantów do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej" - podkreślił na konferencji prasowej w PKW jej członek, sędzia Andrzej Mączyński.

Czytaj też: "PKW do domu", "Stop manipulacjom wyborczym"

 

Sędzia odmówił komentarza do samego incydentu, przedstawił natomiast swoją wersję wydarzeń. Wyjaśnił, że w dniu, w którym doszło do zajęcia pomieszczeń w PKW przez protestujących, jako członek Komisji miał informację, że budynek będzie zamknięty w związku ze spodziewaną demonstracją. Jak mówił, przed budynkiem stały wozy policji, a w środku było trzech członków PKW oraz jej sekretarz.

"Dochodziły do nas z zewnątrz okrzyki, coraz mocniejsze, demonstracji. W pewnym momencie otrzymaliśmy od dyrektora informację, że demonstranci wdarli się do budynku. Chwilę później członkowie PKW otrzymali informacje od administratora budynku, który jest w administracji Kancelarii Prezydenta, że ci, którzy weszli do budynku domagają spotkania z komisją" - relacjonował Mączyński.

"Byliśmy zaskoczeni, skoro budynek był zamknięty" - mówił. "Postanowiliśmy, że zejdziemy wszyscy. Widzieliśmy na parterze tłum, który wchodził do budynku i wznosił okrzyki Wchodzimy!, Wchodzimy! oraz ludzi już wbiegających po schodach" - mówił.

Jak wyjaśnił, wtedy pracownicy obsługi prasowej PKW zaproponowali, żeby członkowie PKW przeszli do sali konferencyjnej. Komisja zaproponowała spotkanie z 5-6 osobami właśnie w tej sali, ale chwile później członkowie PKW otrzymali informację, że demonstrujący już zajęli tę salę i sami domagają się przyjścia członków Komisji.

Członkowie Komisji uznali wtedy, że mogą się spotkać z delegacją protestujących w sali, w której pracowali, ale ponieważ okupujący budynek żądali, by to oni przyszli do nich, a także dlatego, że widzieli zaniepokojone pracownice PKW, podjęli uchwałę o przerwaniu pracy "w obliczu bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa pracy". "Wiedzieliśmy, że skoro doszło do wdarcia się do budynku, to nie korzystamy tutaj z żadnej ochrony" - zakończył Mączyński.

Około północy z czwartku na piątek policja wyprowadziła grupę protestujących osób z siedziby Komisji. Zatrzymanych zostało 12 osób. Wszystkim postawiono zarzuty "naruszenia miru domowego", co wynika z zawiadomienia administratora obiektu. Grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.

Policja zwolniła pięć osób; będą one odpowiadać w trybie zwykłym. Wobec reszty skierowała wnioski o ukaranie w trybie przyspieszonym.

Zarzut naruszenia miru postawiono też dwóm dziennikarzom: PAP - Tomaszowi Gzellowi i TV Republika - Janowi Pawlickiemu, zatrzymanym podczas usuwania okupujących. W piątek wieczór Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia - po przesłuchaniu obu dziennikarzy, którzy nie przyznali się do zarzutów - odroczył sprawę. Obaj wyszli na wolność.

KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!