Partner portalu

Konserwacja zabytków - dziedzina zepchnięta na boczny tor

- Muzea są depozytariuszami zdecydowanej większości dziedzictwa narodowego, do którego władze państwowe, również samorządowe, nie przywiązują odpowiedniej wagi i zbyt mało się o nie troszczą. Według współczesnej teorii konserwacja dotyczy tego wszystkiego, co dzisiaj uważamy za zabytek, a w związku z tym rodzi się pytanie, jak sobie z tym radzić, skoro generalnym problemem polskich muzeów jest finansowanie konserwacji? - pyta Jan Maćkowiak, dyrektor Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie, gdzie organizowane są od 2004 r. Międzynarodowe Konferencje Konserwatorskie.

Z dyrektorem Janem Maćkowiakiem, konserwatorami Lidią Staniek i Pauliną Kryg oraz ze specjalistą ds. promocji i marketingu Mariuszem Gąszczołowskim z Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie rozmawia Mariola Zdancewicz.

Muzeum w Szreniawie posiada bardzo różnorodne zbiory. Niektóre z nich były do niedawna w użyciu i są osiągnięciami myśli artystycznej bądź technicznej. W związku z tym w jaki sposób je konserwować? Czy chodzi o to, aby zachować linię historyczną, czy aby podkreślić ich użyteczność, co jest najważniejsze i konieczne, by zabytek pozostał zabytkiem?

Jan Maćkowiak: Począwszy od ubiegłego wieku podejście do zabytków dynamicznie się zmieniało. Zauważmy, że muzea są depozytariuszami zdecydowanej większości dziedzictwa narodowego, do którego władze państwowe, również samorządowe, nie przywiązują odpowiedniej wagi i zbyt mało się o nie troszczą. Według współczesnej teorii konserwacja dotyczy tego wszystkiego, co dzisiaj uważamy za zabytek, a w związku z tym rodzi się pytanie, jak sobie z tym radzić, skoro generalnym problemem polskich muzeów jest finansowanie konserwacji?

Jeśli władze nie uświadomią sobie, jakie znaczenie ma dla społeczeństwa dziedzictwo, które znajduje się w muzeach, to nasilą się problemy ze zdobyciem środków na konserwację, co obecnie spoczywa na muzealnikach, a taki stan rzeczy jest niewłaściwy, bo chodzi o pieniądze innego rzędu.

Od czasu polskiego Kongresu Kultury pani Dorota Folga-Januszewska mówiła o tym, że tzw. twardy pieniądz na finansowanie konserwacji powinien mieścić się w budżecie państwa. Mówimy o tym głośno, żeby uznać konserwację za sprawę nadrzędną, na Kongresie Muzeów Polskich zwrócono uwagę na magazyny zbiorów, które też często są w opłakanym stanie. Źle przechowywany zabytek muzealny się degraduje. Tymczasem kwestia oczekiwań zwiedzających wciąż pozostaje niezmienna.

Pojawia się kolejny dylemat, czy dane urządzenie, jak np. lokomobila, ma być tylko elementem ekspozycji, czy ma być w użyciu, czy w użyciu powinny znajdować się kopie czy oryginał. Podczas konferencji zwolennicy ortodoksyjnej konserwacji mówili: „Nie ruszać, to ma stać”, a ich przeciwnicy twierdzili, że urządzenie techniczne musi działać, bo zachowa się lepiej niż to, które nie jest używane.

Lokomobila samobieżna jeden z eksponatów Muzeum w Szreniawie (fot.commons.wikimedia.org/Wistula)
Lokomobila samobieżna jeden z eksponatów Muzeum w Szreniawie (fot.commons.wikimedia.org/Wistula)

Jakie problemy poruszono na ostatniej konferencji?

JM: Pojawiło się też wiele postulatów pod adresem organizatorów muzeów, a także samych konserwatorów. Jednym z nich jest stworzenie listy konserwatorów o określonych specjalizacjach, dostępnej dla dyrekcji wszystkich muzeów. W tej chwili muszą nam wystarczać fachowcy, z którymi nawiązaliśmy kontakty dzięki własnemu rozeznaniu. Dane dotyczące badań, jakimi zajmują się poszczególne uczelnie, także znacznie ułatwiłyby nam pracę.

To oznacza, że brakuje fachowców?

JM: W Polsce w ogóle nie kształci się konserwatorów sztuki inżynieryjnej. Przywołam postać nieżyjącego już prof. Andrzeja Tomaszewskiego - historyka sztuki, za sprawą którego ranga konferencji wzrosła.

Profesor był twórcą pojęcia sztuki inżynieryjnej, które miało uświadamiać, że zabytki inżynieryjne, wymienione przez Panią Paulinę, są również obiektami sztuki, ale innego rodzaju. Prof. Tomaszewski rozumiał kwestie związane z konserwacją i zauważał potrzebę uruchomienia w Polsce studiów wyższych ukierunkowanych właśnie na kształcenie konserwatorów obiektów sztuki inżynieryjnej. Kadra konserwatorska musi posiadać wysokie kwalifikacje.

Z naszego środowiska wyszedł postulat powołania przy Politechnice Poznańskiej studium podyplomowego, ale na razie bez skutku. Pojawiły się obawy, że większość absolwentów nie miałaby szans na znalezienie pracy; oni byliby potrzebni na pewno na Śląsku, jeżeli znalazłyby się pieniądze, być może jedna, dwie osoby u nas. Absolwentów, którzy pobierali nauki we Wrocławiu, bo tylko tam funkcjonuje kierunek tzw. archeologii przemysłowej, praktycznie nie ma.

Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu oferuje co prawda kierunek konserwatorski na Wydziale Technologii Drewna, ale w rozumieniu konserwacji drewna używanego w produkcji mebli współczesnych. Więc występują tu poważne braki.

Kto w takim razie zajmuje się konserwacją?

JM: Gdy brakuje profesjonalistów, konserwacją parają się amatorzy, zapaleńcy, którzy znają technikę i z pasji tracą pieniądze, aby tym się zajmować. Ale właśnie tym grupom brakuje profesjonalizmu konserwatorów.

Anglicy uczestniczący w konferencji mówili, że nagrywali techniki konserwacji stosowane przez odchodzących, zawodowych konserwatorów - kolejny ginący zawód - i płacili im za to, po to żeby ich następcom zapewnić wiedzę źródłową. My w tej chwili pilnie zatrudnimy kowala, aby demonstrować sztukę kowalską, ale chętnych nie ma. W Krakowie funkcjonuje Muzeum Lotnictwa, ale to nam przyznano Sybillę za konserwację samolotów przygotowanych do prezentacji. Zauważamy, że pozycja głównego konserwatora w muzeach jest wciąż za niska. On powinien być jednym z członków kierownictwa muzeum, bo muzeum to zbiory, a zbiory to konserwacja. Niedocenianie go prowadzi do niedoceniania zachowania dziedzictwa narodowego.

Przy tak wielkim niedoborze fachowców konieczne staje się uruchomienie szkoły wykładającej metodologię postępowania z każdą grupą zabytków.

Lidia Staniek: Tak. Na razie jednak muszą zadowolić nas konferencje i stowarzyszenia, które mogą do takiej metodologii doprowadzić. Nasze muzeum oraz Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, przy współpracy z Narodowym Instytutem Muzealnictwa, zainicjowały powołanie Stowarzyszenia Muzeów Sztuki Inżynieryjnej z siedzibą w Bydgoszczy. Organizacja ma reprezentować interesy muzeów technicznych, upowszechniać wiedzę na temat obiektów sztuki inżynieryjnej, ich historii, funkcjonowania, promowania standardów ich ochrony. Zachęcamy do członkostwa wszystkich muzealników i muzea, których zbiory lub charakter działalności wiążą się z dziedzictwem technicznym.

JM: Powołanie tej jednostki to sukces muzeów i ludzi, którzy widzą potrzebę dbania o zapomniane przez długi okres, szczególnie w czasie transformacji, zabytki sztuki inżynieryjnej polskich muzeów. Wiele rzeczy z ogromnego dorobku polskiej myśli technicznej, które można było zachować dla potomności, w sposób bezpowrotny zginęło.

LS: Sukcesem jest również nasza współpraca m.in. z Politechniką Poznańską, która bada różne kwestie związane z zahamowaniem korozji i z olejami, stosowanymi w obiektach zabytków techniki. Inny przykład to uczestnictwo w projekcie Uniwersytetu Przyrodniczego „Dziedzictwo kulturowe - poszukiwanie nowoczesnych środków i metod konserwacji drewna zabytkowego”, dotyczącym ochrony zabytków w zakresie technologii drewna, która opiera się na zastosowaniu związków krzemoorganicznych zarówno do drewna suchego, jak i archeologicznego, mokrego, przez wiele lat zatopionego w wodzie czy zakopanego w glebie.

A skoro już tak szeroko planujecie, to może tu, przy muzeum, powstanie placówka, która pokazywałaby ogrom polskiej myśli technicznej, często gdzieś ukrytej. Mało kto wie, że np. żyletka, faks, kamizelka kuloodporna, lampa naftowa czy wycieraczki samochodowe to polskie wynalazki.

JM: W tej materii mamy wiele zaniedbań. Przykładem jest fabryka Ursus w Warszawie, która produkowała traktory, eksportowano je i podbiły m.in. Afrykę! Tamtejszy zakład przestał istnieć, a z nim muzeum pokazujące jego dorobek. Być może władzom uda się uratować zbiory, które się tam znajdują. Kolejna głośna sprawa - problemy Muzeum Techniki w Warszawie - organizacji społecznej, której właścicielem jest NOT, a która mieści się w Pałacu Kultury i nie dysponuje pieniędzmi na opłacenie czynszu. Po muzeach krążył apel o ratowanie tej jednostki; a sytuacja powtarza się prawie co roku i dopiero po awanturach gdzieś w ministerstwie znajdują się środki finansowe.

Następny doskonały przykład - Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, które zlikwidowano, i choć nie brakowało na nie chętnych, zostało przeniesione i działa już nie jako muzeum, tylko jako instytucja kultury Stacja Muzeum. Te przykłady pokazują, że w Polsce powinno zostać powołane narodowe muzeum techniki, które zajęłoby się rozwiązywaniem takich spraw. Pozostawienie troski o zbiory instytucjom kultury, które nie mają statusu muzeum, to błąd.

KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!