Partnerzy portalu

Nadzór finansowy, polityka i konkurencja unijnych funduszy blokują w Polsce partnerstwo publiczno-prywatne

Błędne oszacowanie ryzyka, chęć przerzucenia go w zbyt dużym stopniu na potencjalnego partnera prywatnego, sztywne i często niespójne stanowisko nadzoru finansowego, ale też wciąż jeszcze „łatwy pieniądz” oferowany przez fundusze unijne – to najpoważniejsze przeszkody blokujące rozwój partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce. Co istotne: spośród barier wzrostu zniknęły przepisy określające prawne ramy realizacji inwestycji tego typu.
  • Jeśli się ma możliwość pozyskania z 85 proc. wsparcia na projekt, to zawsze skorzystam z takiej możliwości, a nie z PPP, biorąc pod uwagę ryzyko polityczne i finansowe – ocenia Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.
  • Kto pierwszy podejmie ryzyko i sięgnie po PPP, ten wygra. A podejmie je ten, komu zabraknie pieniędzy w kasie miasta i nie będzie miał możliwości pozyskania funduszy z zewnątrz – mówi Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.
  • Podmioty, które zdecydowały się już po PPP, sięgają po nie też później. A wtedy mają już większe kompetencje i zupełnie inaczej podchodzą do zagadnienia – mówi Tomasz Korczyński, managing counsel w firmie Dentons.

Na przestrzeni ostatniej dekady - od początku 2009 r. do końca czerwca 2020 r. - w Polsce wszczęto łącznie 579 postępowania PPP, z czego ostatecznie blisko 150 weszło w fazę realizacji.

Najwięcej umów partnerstwa realizowanych jest w sektorze infrastruktury transportowej, sportu i turystyki, a także efektywności energetycznej. Pod względem wartości projektów liderem od 2019 r. pozostaje sektor gospodarki odpadami (31 proc. wartości zawartych w Polsce umów PPP). Zdecydowaną większość (132) podobnych umów zawarły samorządy - bądź to bezpośrednio, bądź przez jednostki z nimi związane.

Czytaj: Inwestycje w partnerstwie publiczno-prywatnym. Ile zrealizowały ich największe miasta?

Mimo to samorządowcy nie ukrywają, że ich podejście do inwestycji w tym modelu jest mocno ambiwalentne. Zdecydowana większość nadal występuje z pozycji obserwatora, podpatrując, jak sobie radzą (lub nie) z tymi inwestycjami odważniejsi sąsiedzi. Ci ostatni nie ukrywają zresztą, że mają z PPP zarówno dobre, jak i nienajlepsze doświadczenia.

Nie tają również, że czasem musieli rezygnować z pomysłów przeprowadzenia przedsięwzięcia w tej formule. Dlaczego? Z powodu oporu w radzie miasta, kontestującej opłacalność realizacji inwestycji w porozumieniu z prywatnym partnerem, niemożności spełnienia „warunków brzegowych” inwestora czy też braku zainteresowania inwestorów ofertą strony samorządowej.

- Na etapie postępowania zainteresowanie było olbrzymie. Skontaktowało się z nami ok. 20 firm z Niemiec, Portugalii, Francji, Polski, ale ostatecznie tylko trzy zdecydowały się na złożenie ofert – opowiada Marek Dusiński, prezes Zakładu Wodociągów, Kanalizacji i Oczyszczalnia Ścieków „Wod-Kan” w Mławie, gdzie prywatny partner obsługuje nową, uruchomioną w ubiegłym roku oczyszczalnię ścieków (i czynić to będzie przez 33 lata).

Jak tłumaczył Dusiński podczas debaty „PPP - nowe otwarcie” w ramach XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach ryzykiem w tym przypadku była konieczność zapewnienia prywatnemu partnerowi zadeklarowanej puli ścieków do instalacji. Jeśli byłoby ich mniej, samorząd musiałby zapłacić więcej, jeśli byłoby ich więcej - płacona przez stronę publiczną stawka ulegałaby obniżeniu.

Marek Dusiński,prezes Zakładu Wodociągów, Kanalizacji i Oczyszczalnia Ścieków „Wod-Kan” w Mławie. Fot. PTWP
Marek Dusiński,prezes Zakładu Wodociągów, Kanalizacji i Oczyszczalnia Ścieków „Wod-Kan” w Mławie. Fot. PTWP

- Taka kompensata już podziałała i w efekcie opłata dla mieszkańców za odbiór ścieków spadła. Moim zdaniem obecna cena płacona przez nich jest bardzo dobra - porównując to z oczyszczalniami, które inne samorządy wybudowały przy wykorzystaniu funduszy zewnętrznych – ocenia prezes Dusiński.

Termin „ryzyko” nieuchronnie musi pojawić się w każdej dyskusji nad stanem PPP. Zdaniem Michała Olszewskiego, wiceprezydenta Warszawy kwestia oceny ryzyka jest obecnie najtrudniejszym elementem w transakcjach PPP, zwłaszcza przy zmianach sposobu życia i funkcjonowania ludzi w miastach.

- Bo jeśli idzie o otoczenie prawne, to jest ono dzisiaj bardzo stabilne w tym obszarze i nie możemy już narzekać, że nie ma przepisów - jasnych wytycznych - jeśli idzie o sposób organizacji procedury – przyznaje Olszewski.

O „dobrym klimacie” i wsparciu dla inwestycji PPP ze strony Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej mówi też Tomasz Korczyński, managing counsel w firmie Dentons. Przy czym zwraca też uwagę na wyraźną dysproporcję między dorobkiem samorządów, a całej reszty podmiotów publicznych w korzystaniu z PPP.

- Jeśli na poziomie władzy centralnej pozostaną duże projekty, to i samorządy będą z dużą dozą ufności po to sięgać – podkreśla Korczyński.

Debata „PPP - nowe otwarcie” podczas XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Fot. PTWP
Debata „PPP - nowe otwarcie” podczas XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Fot. PTWP

Na razie jednak centralnych projektów w formule PPP jest jak na lekarstwo, więc trudno się dziwić, że część samorządowców wyciąga z tego wnioski, by raczej trzymać się z daleka od tej formuły realizowania inwestycji.

- To nie są dobre przykłady dla takich miast, jak moje – tak kwituje prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza fiasko rządowych planów budowy dróg w formule PPP. Brejza należy akurat do tej grupy samorządowców, którzy zdecydowanie preferują inwestycje w modelu tradycyjnym, najlepiej przy wykorzystaniu dofinansowania z UE.

- Jeśli się ma możliwość pozyskania z 85 proc. wsparcia na projekt, to zawsze skorzystam z takiej możliwości, a nie z PPP - biorąc pod uwagę ryzyko polityczne i finansowe – stwierdza krótko prezydent Inowrocławia.

Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza. Fot. PTWP
Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza. Fot. PTWP

- Dopóki będzie możliwość finansowania z funduszy europejskich, to będziemy pewnie szukali tych łatwiejszych, bezpieczniejszych rozwiązań – wtóruje mu prezydent Sosnowca, Arkadiusz Chęciński. On akurat przeprowadził w swoim mieście kilka inwestycji w formule PPP i jest ich zwolennikiem. - Kto pierwszy podejmie ryzyko i sięgnie po PPP, ten wygra. A podejmie je ten, komu zabraknie pieniędzy w kasie miasta i nie będzie miał możliwości pozyskania funduszy z zewnątrz. Wtedy będzie musiał zaryzykować, aby miasto się rozwijało. Obecnie jednak wybieramy nie wiem czy tańszą, ale na pewno bezpieczniejszą formę inwestycji.

Czytaj: Partnerstwo publiczno-prywatne nie zastąpi funduszy unijnych

- To nie jest kwestia podaży pieniądza, ale tego co oferuje rynek. My, wchodząc w PPP, nigdy nie inwestujemy w projekty, które mogłyby być zrealizowane z pomocą środków europejskich. Natomiast rynek powoli rośnie i dziś możemy zrealizować takie projekty, jakich bym nie był w stanie przeprowadzić 10 lat temu – uważa wiceprezydent Olszewski.

W którą stronę pójdzie zatem PPP w Polsce? Nadal będzie niszowym rozwiązaniem dla nielicznych, częściej dyskutowanym aniżeli realnie wdrażanym, czy może wreszcie nastąpi obiecywany od lat boom tej formy finansowania inwestycji? Tomasz Korczyński wydaje się być umiarkowanym optymistą.

- Podmioty, które już sięgnęły po PPP, sięgają po nie także później. A wtedy mają już większe kompetencje i zupełnie inaczej podchodzą do zagadnienia – mówi.

Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha. Fot. PTWP
Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha. Fot. PTWP

Bardziej sceptyczny jest Roman Szełemej, prezydent (skądinąd mocno zainteresowanego PPP) Wałbrzycha, który mówi o „kwadraturze koła”, w której znalazły się samorządy chcące skorzystać z tego mechanizmu finansowania inwestycji. Za winne tej sytuacji Szełemej uważa regionalne izby obrachunkowe, przed którymi samorządowcy w karkołomny nieraz sposób starają się wykazać, że udzielane potencjalnym prywatnym partnerom gwarancje nie będą stanowić elementu zaliczanego dla długu publicznego.

- To jest jedna z przyczyn dla których PPP pozostaje raczej pilotażowym zagadnieniem, a nie praktyką codzienną. Ta kwadratura koła jest dość łatwa do rozwiązania poprzez standaryzowanie oceny tego, co jest, a co nie jest zapisem kwalifikowalnym do liczenia do długu publicznego – ocenia prezydent Szełemej.

KOMENTARZE0

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!